Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 19 stycznia 2019
w Esensji w Esensjopedii

To nie jest kraj dla starych ludzi (No Country for Old Men)

Ethan Coen, Joel Coen
‹To nie jest kraj dla starych ludzi›

WASZ EKSTRAKT:
80,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułTo nie jest kraj dla starych ludzi
Tytuł oryginalnyNo Country for Old Men
Dystrybutor Imperial, UIP
Data premiery15 lutego 2008
ReżyseriaEthan Coen, Joel Coen
ZdjęciaRoger Deakins
Scenariusz
ObsadaJavier Bardem, Tommy Lee Jones, Josh Brolin, Woody Harrelson, Kelly Macdonald, Stephen Root, Garret Dillahunt
MuzykaCarter Burwell
Rok produkcji2007
Kraj produkcjiUSA
Czas trwania122 min
ParametryDolby Digital 5.1; format: 1,85:1
WWW
Gatunekthriller
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Wyszukaj / Kup
Opis dystrybutora
Pewien myśliwy znajduje niedaleko granicy z Meksykiem paczkę heroiny, dwa miliony dolarów i wielu zabitych. Zabiera ze sobą pieniądze. Oczywiście obie strony nieudanego interesu chcą odzyskać stracone pieniądze i narkotyki, a także zabić wszystkich świadków. W ten sposób Moss wraz z całą rodziną musi ukrywać się. Nasłany na niego morderca nie ma łatwego zadania...
Teksty w Esensji
Filmy – Recenzje      

Filmy – Publicystyka (10)       [rozwiń]


Piotr Dobry, Ewa Drab, Urszula Lipińska, Konrad Wągrowski, Kamil Witek ‹Porażki i sukcesy A.D. 2008›



Filmy – Wieści      

Utwory powiązane
Filmy (16)       [rozwiń]






Tetrycy o filmie [8.62]

MC – Michał Chaciński [8]
Coenowie mistrzowsko ujęli sedno filozofii McCarthy'ego – że zło nie podlega żadnym racjonalnym zasadom i że jest częścią człowieka zakorzenioną tak głęboko, że kultura ani cywilizacja nie są w stanie go oswoić. Chigurh jest tego zła uosobieniem, dlatego bawi go każda próba racjonalizowania, argumentowania i logicznego odwodzenia od wyroku. Żadnych szans ani żadnych reguł nie ma – „trafiłem tu tak samo jak moneta”, czyli przypadkiem pozostającym poza kontrolą i muszę zrobić swoje. W pewnym sensie jest tu powtórzenie zamysłu Coenów z „Fargo”, ale po pierwsze, pozbawione tego ciepła, jakie wnosiła kobieta w ciąży, a po drugie – z dodanym oskarżeniem pod adresem dosłownie każdego. W „Fargo” wiadomo było, że ktoś pozostaje czysty i nieskażony złem, a samo zło bierze się z chciwości („korzeniem wszelkiego zła jest miłość pieniędzy”). W „No Country” zło dotyczy każdego, tylko przybiera bardziej i mniej drastyczne formy. Szeryf w jakimś sensie jest równie mocno winien, bo stwardniał i odpuścił, a do tego wierzy w kłamstwo „starych dobrych czasów, kiedy nawet mordercy byli uprzejmi”.

PD – Piotr Dobry [9]
Na poziomie oczywistym jest to stylowy thriller. Na poziomie metaforycznym jest to opowieść o starciu Starego Ładu z Nowym Porządkiem. Na obydwu poziomach jest to film kapitalny, mistrzowski od strony formalnej i fabularnej, przywracający wiarę w Coenów i kino wielkiego formatu w ogóle. Film, do którego chce się wracać – po to, by rozszyfrowywać niezauważone wcześniej symbole, doszukiwać się nowych znaczeń, ale i po to, by się najzwyczajniej w świecie rozerwać. Uczta dla oka i pożywka dla mózgu – oglądam jakieś dwieście filmów z górką rocznie, a w całym swym życiu niewiele widziałem takich, które tak dobrze spełniałyby obie te funkcje jednocześnie.

WO – Wojciech Orliński [9]
Na litość, w tym filmie nie chodzi o „wypłukanie mitów przez rzekę nihilizmu”. To tylko jedna z wielu teorii, jakimi bohaterowie usiłują opisać archetypalne Zło, głównego bohatera właściwie wszystkich filmów braci Coen. W dodatku ta teoria ulega całkowitej falsyfikacji w rozmowie szeryfa z jego sędziwym wujem. Bo Zło wymyka się wszystkim teoriom, wszystkim zasadom, wszystkim kodeksom, wszystkim samousprawiedliwieniom, po prostu bezlitośnie idzie naprzód waląc z szotgana we wszystko co pechowo stanie na jego drodze, niczym Terminator maszerujący przez posterunek policji. Kanony kultury masowej służą pocieszaniu nas, że Zło dopada tylko innych, którzy sami są w gruncie rzeczy winni – kły wampira, szpony Freddie Krugera czy piła mechaniczna Leatherface’a dosięgną tylko tych bohaterów, którzy łamią reguły (ironicznie wygłaszane w „Krzyku” Cravena). My zaś identyfikujemy się ze szlachetną „final girl”. Film Coenów przypomina jednak, że wyroki prawdziwego Zła są kwestią czystej loterii – jak werdykty Antoha Chigurtha. Zła nie obchodzi to, czy byłeś dobry czy zły. Zło Cię dopadnie tylko za to, że pechowo stałeś w nieodpowiedniej chwili w nieodpowiednim miejscu. I to dopiero jest straszne!

KS – Kamila Sławińska [9]
Czytałam tylko jedną powieść McCarthy'ego – i akurat nie tę, na której podstawie napisano scenariusz filmu Coenów – ale wydaje mi się, że bracia genialnie przełożyli jego specyficzny, chropawy styl na filmowy język. Patrząc na przecudnie sfilmowane przez Rogera Deakinsa teksańskie prerie, łatwo wyobrazić sobie surowe, twarde słowa, w których McCarthy je opisuje. Prócz zapierających dech w piersiach scenerii – mistrzowskie role, a których co najmniej dwie (Bardem i Brolin) powinny znaleźć uznanie Akademii. Jest w filmie masę pysznych szczegółów, które zwykliśmy kojarzyć z kinem Joela i Ethana – świetny dialog, czarny humor, kaprysy losu, filozoficzny wydźwięk całości – a jednak dopiero po drugim seansie całość rzeczywiście robi wrażenie tak mocne, jak wcześniejsze dokonania braci C. Wiele z reżyserskich decyzji (np. niechronologiczna prezentacja wydarzeń, umyślne zrywanie przyczynowo-skutkowych powiązań w niektórych sekwencjach) początkowo wydaje się sztuką dla sztuki. Po drugim seansie wszystko nagle zaczyna składać się w kompletną, niesłychanie mocną całość: rzecz o tym, jak świat, co kiedyś wydawał się zrozumiały, niepostrzeżenie stał się nieludzki i pozbawiony reguł. Jak obejrzę to trzeci raz – jak nic będzie dyszka.

JS – Jakub Socha [7]
Michał napisał, że to kino uniwersalne. Może i tak, ale mnie jakoś uniwersalna śpiewka o wypłukaniu wszystkich mitów i wartości przez rzekę nihilizmu jakoś mało rusza. Śpiewano ją już tyle razy, że dzisiaj widzę w niej tylko oznaki umysłowego lenistwa, którego nie ożywiają ani pseudomądre gadki Tommy Lee Jonesa, ani pseudofilozoficzne spostrzeżenia Javiera Bardema. I może dlatego nie czuję specjalnie, żebym miał tu nad czymś specjalnie długo myśleć. Poza tym małym-dużym mankamentem, rzeczywiście jest to kino zrobione po mistrzowsku.

MW – Michał Walkiewicz [9]
Coenowie przemierzyli Amerykę wzdłuż i wszerz, docierając tam, gdzie nie ma już niczego poza żywiołem czystego nihilizmu i absurdu. Brakuje alternatywy dla american dream, mitu zastępczego, który próbowali stworzyć choćby panowie z beat generation. Na gruncie zburzonego świata nie powstało nic nowego. Smutne to, uniwersalne jak diabli i zachęca do sięgnięcia po literacki pierwowzór McCarthy’ego.

KW – Konrad Wągrowski [9]
Nie chcę popadać w banały i rozpisywać się o mistrzowskiej reżyserii, wspaniałym aktorstwie, świetnych zdjęciach, więc może inaczej. Z jednej strony „To nie jest kraj dla starych ludzi” najbardziej przypomina „Fargo” (przy zamianie wielkich śnieżnych przestrzeni na wielkie półpustynne przestrzenie) – co oczywiście jest komplementem – ale z drugiej strony wymowa jest tu od „Fargo” zupełnie różna. Bracia Coen zawsze do tej pory byli moralistami – choć dobrzy dostawali po nosie, to źli i błądzący zawsze zostawali ukarani. Świat był kiepskim miejscem, ale po zawierusze – jak w „Fargo” – jakoś jednak powracał na właściwe tory. Tymczasem, wybierając książkę McCarthy’ego jako podstawę dla swej fabuły, po raz pierwszy nie pozwolili tu na owe tory powrócić. Zło bez dwóch zdań triumfuje, giną niewinne ofiary, Opatrzność udała się na urlop. Czy ten zwrot w kierunku skrajnie pesymistycznego postrzegania świata to jakaś reakcja na to, jak on się zmienia? Jak zmieniają się sami Coenowie? Co właściwie pozostaje ”starym ludziom”? Drąży ten film, zostaje w głowie. A poza tym jest świetnie wyreżyserowany, sfotografowany i zagrany (Bardem! Brolin! Bardem! Tommy Lee Jones! Bardem! fryzurka Bardema!).

BZ – Beata Zatońska [9]
Bracia Coen powracają w wielkim stylu. Zachowali idealne proporcje, konstruując swój film. Zdjęcia – poetyckie i groźne, oszczędne dialogi i muzyka oraz doskonałe aktorstwo dopełniają się nawzajem, tworząc thriller podszyty czarnym humorem. Amerykańskie pustynne pogranicze, z pozoru rozleniwione prażącym słońcem. Tak naprawdę jednak ścierają się tu interesy potężnych gangów. W trybiki potężnej machiny dostaje się, wiedziony chciwością, sprytny prostaczek. W ślad za nim zostaje wysłany psychopatyczny morderca hołdujący specyficznemu kodeksowi moralnemu (rewelacyjny Javier Bardem). Przypadek uruchamia lawinę krwawych zdarzeń. Tak jak w niezapomnianym „Fargo” postaci krążyły po cienkiej warstwie śniegu, tak tu wszystko pokrywa pustynny pył. Jest jeszcze zmęczony życiem prowincjonalny szeryf (świetny Tommy Lee Jones), który wprowadza widzów w okrutny, brutalny świat filmu. Coenowie czerpią ze skarbca amerykańskiej tradycji filmowej, m.in. przywołują echa twórczości Sama Peckinpaha. Opowiadając wciągającą i trzymającą w napięciu historię, stworzyli zarazem filozoficzną przypowieść o naturze zła.

Oceń lub dodaj do Koszyka w

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Copyright © 2000-2019 – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.