Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 29 marca 2020
w Esensji w Esensjopedii

Requiem dla snu (Requiem for a Dream)

Darren Aronofsky
‹Requiem dla snu›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułRequiem dla snu
Tytuł oryginalnyRequiem for a Dream
Dystrybutor Gutek Film
Data premiery16 marca 2001
ReżyseriaDarren Aronofsky
ZdjęciaMatthew Libatique
Scenariusz
ObsadaMarlon Wayans, Ellen Burstyn, Jennifer Connelly, Jared Leto
MuzykaClint Mansell
Rok produkcji2000
Kraj produkcjiUSA
Czas trwania102 min
WWW
Gatunekdramat
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Wyszukaj / Kup
Opis dystrybutora
Film opowiada historię czwórki bohaterów - dealera narkotyków, jego dziewczyny, najlepszego kumpla oraz matki, która rozpaczliwie chce schudnąć. Każde z nich ma marzenia, które próbuje zrealizować. Gdy im się to nie udaje, uciekają w świat używek, sięgają po substytut szczęścia, po narkotyki. To film o walce z nałogiem, a nie tylko o młodych ludziach walczących z narkotykami, jest analizą zjawiska uzależnienia.
Teksty w Esensji
Filmy – Recenzje      

Mateusz Droba ‹Pogrzeb marzeń›

Filmy – Publicystyka      


Utwory powiązane
Filmy (6)       [rozwiń]






Tetrycy o filmie [8.43]

DA – Darek Arest [10]
Niechby już po tym filmie Aronofsky nie zrobił niczego innego. Nie musi. Sekwencje montażowe z „Requiem…” to elementarz kina współczesnego, a każde studium uzależnienia w sztuce, bez jego uwzględnienia byłoby kalekie. Sensualne, mocne przeżycie, dalekie od chwytów naturalistycznych. Jak zwykle powierzchowna akcja stała się dla reżysera pretekstem do wycieczki formalnej, jednej z najważniejszych dla kina ostatniej dekady. Podejrzewam, że wszystko, na co w przyszłości widzowie i krytycy filmów Aronofsky’ego będą narzekać, dostało tu idealny kontekst, formę i dawkę.

PD – Piotr Dobry [7]
Nie będę ukrywał, że w takim samym stopniu mnie zmęczył, co zafascynował. To must-see, film, który każdy (no, może poza epileptykami) powinien zobaczyć, lecz w moim przypadku na jeden raz. W przeciwieństwie do genialnego soundtracku, do którego nawet dziś potrafię wrócić, kiedy mam deprechę. Co jeszcze? Znakomita Burstyn, bardzo dobra Connelly, lecz przede wszystkim szacun dla Aronofsky’ego za wyciśnięcie jakimś cudem z Marlona Wayansa tak świetnej roli dramatycznej. Mimo wszystko, pozostając przy zbliżonej tematyce – „Trainspotting” ruszył mnie bardziej.

BF – Bartek Fukiet [10]
Filmowe łup w głowę. Tak mi się kojarzy po latach „Requiem…” i mimo że nie pamiętam szczegółów, wciąż siedzi w mojej czaszce kilka scen z tego filmu, do dziś wspominam poruszające ekshibicjonizmem kreacje Burstyn i Connelly. Powiedziałem sobie dawno temu, że nie zbezczeszczę zdjęć Matthew Libatique’a seansem na ekranie telewizora i wciąż czekam na moment, kiedy dorobię się domowego projektora. „Requiem dla snu” jest w pierwszej piątce filmów, które rozdziewiczą ten sprzęt.

KS – Kamila Sławińska [9]
Seans jest doświadczeniem emocjonalnym porównywalnym jedynie z czołowym zderzeniem z rozpędzonym pociągiem: niewiele znam osób, które odważyły się obejrzeć „Requiem” więcej niż raz. Jednak fenomenalne połączenie niesamowitej klasy aktorstwa i odważnej, nie stroniącej od eksperymentu reżyserii, jakiej mieliśmy prawo oczekiwać od twórcy „Pi”, sprawia, że film Aronofsky’ego zapamiętuje się nie tylko jako porażającą opowieść o pułapkach nałogu, ale i jako niesamowite doświadczenie artystyczne. Nie ma tu ani jednej słabej roli, nawet Marlon Wayans zaskakuje niesamowitą siłą wyrazu; Burstyn i Connely pokazują klasę o wiele większą niż w kreacjach, za które dostały Oskara. Eksperymentalne chwyty zupełnie nie zaciemniają przekazu całości – nawet wręcz przeciwnie: mroczna wizja z powieści Shelby’ego staje się jeszcze bardziej przejmująca i aktualna w tym nowatorskim, nowoczesnym i pozbawionym łatwego moralizowania ujęciu. Zdjęcia Libatique’a, śmiały montaż Rabinovitza, a zwłaszcza piękna muzyka Mansella w powalającej interpretacji Kronos Quartet zapadają w pamięć może nawet bardziej niż losy bohaterów, zbyt tragiczne, by wspominać je często bez szkody dla zdrowia psychicznego.

JS – Jakub Socha [6]
Dziwna fascynacja tym filmem trochę mnie dziwi. Temat nieprzyjemny, reżyser z undergroundu, a wszyscy oglądają i chwalą. Doszło nawet do tego, że utwór Kronos Quartet – motyw przewodni ścieżki dźwiękowej do filmu – pojawił się ostatnio w reklamie. I choć podoba mi się w tym filmie prawie wszystko: aktorstwo, zdjęcia, montaż no i muzyka, to jakoś nie mogę oprzeć się wrażeniu, że nie tędy droga. Aronofsky połączył wszystkie elementu tak, że „Requiem dla snu” ogląda się jak jeden wielki narkotyczny drive. No właśnie „narkotyczny drive”, a „life is life”. „Requiem dla snu” jest jednym wielkim, efektownym – nierzadko efekciarskim – teledyskiem, który jakoś niepotrzebnie uwzniośla temat. To cierpienie ludzi, którzy krążą wokół Needle Park, uchwycone w „Narkomanach”, jest, mimo upływu lat, najbardziej przejmującym obrazem narkotycznego uzależnienia. U Schatzberga dramatem bowiem było samo życie, u Aronofskiego jest nim jedynie jego wizualizacja.

MW – Michał Walkiewicz [9]
„Kino na gazie” ma swoich sztandarowych przedstawicieli i przedstawicielki: Jerry’ego Schatzberga, Lili Fini Zanuck, Danny’ego Boyle’a. Narkomani z ich filmów za początkowy wzlot płacą bolesnym upadkiem. Jednak w finale „Requiem…” nie słyszymy fałszywych obietnic, a bohaterowie nie mają kaca moralnego. Im dalej od ostatniego seansu tego współczesnego horroru (a oglądam go podejrzanie często), tym mocniej przemawiają do mnie racjonalne argumenty: wtórność, przerost formy nad treścią, gra na emocjach. Kiedy oglądam go po raz kolejny, reżsyeria Aronofsky’ego, muzyka Mansella, zdjęcia Libatique’a i montaż Rabinowitza umieszczają mnie na okołoziemskiej orbicie. Dziewczyna ciosa mi kołki na głowie za platoniczne uczucie do Jennifer Connelly, ale cóż mogę poradzić: jedna jest wybitna, druga, ilekroć ją widzę na ekranie, wybitna mi się wydaje.

KW – Konrad Wągrowski [8]
Mocne, drapieżne i mądre, a na pewno prekursorskie w ukazywaniu wyniszczających nałogów na ekranie. Nie podejmuję się porównywać z „Trainspotting”, to jednak estetycznie rzeczy odmienne, obie pozycje obowiązkowe dla każdego kinomana. W „Requiem dla snu” nie jest najważniejsza świetna rola Ellen Burstyn, nie szokujące sceny, agresywny montaż – najważniejsze jest narastające tempo tego filmu, kapitalnie uosabiające szaleństwo do jakiego doprowadzani są bohaterowie, mające wą niesamowitą kumulację w ostatniej pół godzinie filmu.

Oceń lub dodaj do Koszyka w

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Copyright © 2000-2020 – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.