Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 17 kwietnia 2021
w Esensji w Esensjopedii

Bardzo długie zaręczyny (Un long dimanche de fiançailles)

Jean-Pierre Jeunet
‹Bardzo długie zaręczyny›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułBardzo długie zaręczyny
Tytuł oryginalnyUn long dimanche de fiançailles
Dystrybutor Warner Bros
Data premiery11 lutego 2005
ReżyseriaJean-Pierre Jeunet
ZdjęciaBruno Delbonnel
Scenariusz
ObsadaAudrey Tautou, Gaspard Ulliel, Dominique Pinon, Albert Dupontel, Marion Cotillard, André Dussollier, Jean-Paul Rouve, Jodie Foster, Julie Depardieu, Tchéky Karyo, Rufus
MuzykaAngelo Badalamenti
Rok produkcji2004
Kraj produkcjiFrancja
Czas trwania134 min
WWW
Gatunekdramat, wojenny
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Wyszukaj / Kup
Opis dystrybutora
Film łączy w sobie elementy opowieści wojennej i romansu. Historia rozpoczyna się w momencie, kiedy pięciu francuskich rekrutów próbuje przedrzeć się przez teren pomiędzy dwiema walczącymi ze sobą armiami - francuską i niemiecką - i najprawdopodobniej wszyscy zostają skazani na śmierć za próbę dezercji. Dwa lata później Mathilde, ukochana najmłodszego z żołnierzy, rozpoczyna żmudne poszukiwania, w wyniku których dowiaduje się, że jej narzeczony wciąż żyje.
Teksty w Esensji
Filmy – Publicystyka      
Urszula Lipińska, Jarosław Loretz, Konrad Wągrowski ‹Ranking na premierę: Najlepsze filmy o I wojnie światowej›


Utwory powiązane
Filmy (9)       [rozwiń]






Tetrycy o filmie [8.00]

PD – Piotr Dobry [7]
Matylda jest Amelią czasów I wojny – podobne dziwactwa, maniery – Tautou gra tę postać na identycznej nucie. Wszyscy ważniejsi bohaterowie mają swoje dossier, w zbliżonej roli pojawia się Dominique Pinon, mnóstwo chwytów formalnych przypomina jako żywo poprzedni film Jeuneta. I znów zastanawia mnie to samo, co przy „Amelii” – jak to możliwe, że człowiek obdarzony tak niesamowitą wrażliwością wizualną jak Jeunet, nie potrafi zmusić widza do jakichś większych emocji, kolejny raz serwując obraz perfekcyjny plastycznie i jednocześnie zaskakująco mało angażujący.

TK – Tomasz Kujawski [7]
Film porównywany jest do "Amelii" i rzeczywiście obrazy mają ze sobą wiele wspólnego, ale podobieństwo nie tyle dotyczy głównych bohaterek (Matylda i Amelia to jednak osoby mocno od siebie różne), co ze sposobu opowiadania Jeuneta. Opartego na szczegółach i szczególikach, do których wraca w ciągu trwania filmu, nieustannej zmiany miejsca akcji, retrospekcjach, dygresjach, ukazywaniu snów i marzeń bohaterów oraz charakteryzowaniu ich poprzez śmieszne dziwactwa. W "Amelii" ten sposób prowadzenia narracji wynikał z postaci głównej bohaterki (widz oglądał świat oczami Amelii), w "Zaręczynach..." jest inaczej – tu wszystkie postacie są dziwne, a wydarzenia układają się w nieprawdopodobny splot wypadków, ponieważ tak widzi je reżyser, a nie Matylda. I to pierwszy problem filmu - owa romantyczno-humorystyczna poetyka jakoś nie pasuje do tematyki wojennej. Problem drugi, to że te zachwycające formalnie i wizualnie obrazy niosą w sobie wiele różnych opowiastek, ale sumarycznie składają się w dość banalną całość. Śledztwo Matyldy po godzinie seansu nuży, a całość jest zbyt barokowa, aby wzbudzić jakieś prawdziwe emocje.

WO – Wojciech Orliński [10]
Znakomity rewers do "Amelii". "Amelię" krytykowano za pokazanie przesłodzonego portretu Francji, "Długie zaręczyny" pokazują, jak narodziła się ta Francja, którą można tak przesłodzić. Narodziła się w koszmarze pierwszej wojny światowej, który dopiero przeistoczył oligarchiczną trzecią republikę w coś z grubsza przypominającego nowoczesną demokrację - ale do ostatecznego urzeczywistnienia tego dzieła trzeba było jeszcze "zabić Petaina" (to fantastyczne, że w tym filmie pojawia się ten wątek!). Niezwykle widowiskowo odtworzono tutaj pejzaże Francji, których już nie ma - na przykład paryskie Hale (zastąpione nowoczesnym centrum handlowym), dworzec Orsay przed przerobieniem go na muzeum, a nawet otoczenie wieży Eiffla przed wybudowaniem kolumnady Trocadero z okazji wystawy światowej w Paryżu w 1937. A jeszcze nie zdążyłem nic napisać o fantastycznej grze Tautou i wzruszającym wątku miłosnym!

KŚ – Kamil M. Śmiałkowski [8]
"Jak Amelia poszła na wojnę". Jeunet w zadziwiająco umiejętny sposób połączył słodycz swego poprzedniego filmu z brutalnością "Szeregowca Ryana", a może nawet poszedł w tej brutalności dalej niż Spielberg. Kino dla miłośników filmowych koktajli, tych dobrze wstrząśniętych (nie zmieszanych).

KW – Konrad Wągrowski [8]
Przerost formy nad treścią, a ta forma jednak jest już nam znana - bo chwyty z "Amelii" pojawiają się tu w formie bardzo zbliżonej. Ale jednak nie jest to "Amelia", to film dużo bardziej ponury i drapieżny, a sama forma to znów mistrzostwo świata. Co ważniejsze ta forma jednak ani na chwilę nie przysłania całościowej wymowy filmu. Zestawienie przerysowanego świata bitwy pod Verdun z przerysowaną arkadią powojennego spokoju powoduje dokładnie to o co chodziło reżyserowi - podkreślenie okropieństw wojny. Zawiła intryga oparta na pomyśle śledztwa jednak wciąga i powoduje chęć dowiedzenia się prawdy. A każdy laur należy się Tatou, która stworzyła postać wiarygodną, nie kopiując swych poprzednich ról. Na uwagę zasługuje także poruszający epizod Jodie Foster. I co tu dużo gadać, parę razy się wzruszyłem.

Oceń lub dodaj do Koszyka w

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Copyright © 2000-2021 – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.