Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 17 sierpnia 2019
w Esensji w Esensjopedii

Wojna światów (War of the Worlds)

Steven Spielberg
‹Wojna światów›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułWojna światów
Tytuł oryginalnyWar of the Worlds
Dystrybutor UIP
Data premiery8 lipca 2005
ReżyseriaSteven Spielberg
ZdjęciaJanusz Kamiński
Scenariusz
ObsadaTom Cruise, Dakota Fanning, Miranda Otto, Tim Robbins, Justin Chatwin, Morgan Freeman, Lisa Ann Walter, Dianne Zaremba
MuzykaJohn Williams
Rok produkcji2005
Kraj produkcjiUSA
Czas trwania116 min
WWW
GatunekSF
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Wyszukaj / Kup
Opis dystrybutora
Akcja "Wojny światów" skupia się na mieszkańcach Ziemi, którzy zaatakowani zostali przez najeźdźców z Marsa odpornych na wszystkie cywilizacyjne wynalazki Ziemian. Przybyszy z Marsa pokonują dopiero bakterie, na które mieszkańcy Ziemi są uodpornieni.
Teksty w Esensji
Filmy – Recenzje      
Łukasz Kustrzyński ‹Obcy jest w nas›

Utwory powiązane
Filmy (33)       [rozwiń]






Tetrycy o filmie [7.57]

MC – Michał Chaciński [6]
Dwie trzecie bardzo dobrego filmu. Świetny pomysł na początku z pokazaniem typowo miejskiego "oglądactwa" ciekawostki, które przeradza się w panikę. Później cała seria bardzo dobrych scen - panika dziecka w samochodzie, rzeka z trupami, ciężki nastrój akceptacji, że jest się zwierzyną łowną, odniesienia do współczesnych tragedii, płonący pociąg-widmo. I nagle wszystko bierze w łeb. Spielberg niepotrzebnie przenosi film na poziom zupełnie mikro - gdzieś do piwnicy, jego kosmici zaczynają nagle zachowywać się jak idioci, a film kompletnie gubi sens, trop i wątek, po czym szybko kończy się sceną z cyklu "tylko domy w najlepszej dzielnicy ostaną się przed zagładą" + fatalna narracja zza kadru. Nikt tak nie spieprzył trzeciego aktu dobrego filmu od czasu "A.I."

PD – Piotr Dobry [8]
Familijne SF z elementami thrillera. Zgrabnie zapdejtowany na potrzeby współczesnego odbiorcy przekaz Wellsa i konsekwentny od lat nacisk na rodzinne wartości. Jak zwykle mistrzostwo formy i jak rzadko ostatnio prawdziwa magia kina. Co tu dużo gadać, po prostu czystej esensji Spielberg.

TK – Tomasz Kujawski [8]
No Steve, jak chce, to potrafi. Film posiada sporo wad amerykańskich widowisk: nieśmiertelnych bohaterów, bezkrwawe umieranie, obowiązkową dawkę patetyzmu i słabiuśkie zakończenie, ale Spielberg potrafi to dawkować i ukryć wśród licznych atrakcji. Od samego początku "Wojna" wciska w fotel i pozbawiona jest dłużyzn, by przy końcu stracić nieco tempo i sięgnąć po nieco zbyt komiksowe rozwiązania. Dobrze zarysowane (i w większości także zagrane) postacie, efekty na najwyższym poziomie, no i charakterystyczna ręka Spielberga – starannie przemyślane sekwencje i mnóstwo pomysłowych szczególików. Widowisko na najwyższym poziomie i jednocześnie bardzo udana rehabilitacja po "Terminalu".

WO – Wojciech Orliński [10]
Ech, jakie zabawne są te filmowe snoby, którym nie przeszkadza dowolny nieprawdopodobny idiotyzm w filmach Wong Kar Waia, Antonioniego czy innego Takeshi Kitano, ale za to namiętnie czepiają się pozornych nielogiczności w filmach rozrywkowych. Pozornych, bo w "Wojnie światów" nie ma nielogiczności, których nie można by wytłumaczyć w bardzo prosty sposób - ludzie, których widzimy na ekranie, są równie spanikowani i zagubieni jak Tom Cruise, ich monologi na temat "maszyn zakopanych milion lat temu" nie mają statusu prawdy objawionej przez wszechwiedzącego narratora. Przeciwnie, byłoby nawet dziwne, gdyby jakaś postać drugoplanowa wiedziała tutaj coś więcej od Cruise'a, bo niby skąd? Narracja tutaj przecież cały czas prowadzona jest z punktu widzenia zwykłego faceta, desperacko próbującego ocalić swoje dzieci z powszechnego chaosu. Wiemy tyle ile on wie. Wiele zagadek zostaje niewyjaśnionych - ale w życiu też często tak przecież bywa. Bardzo mi się podobała zaskakująca aktualność tego filmu - zamiast nostalgicznej steampunkowej ramotki adaptującej Wellsa dosłownie, mamy bardzo współczesny obraz zaawansowanych technologicznie miast terroryzowanych przez obcą cywilizację.

KS – Kamila Sławińska [6]
Dawno mnie tak Spielberg nie zaskoczył kompletnym brakiem dbałości o detal. Niby wspaniała produkcja, genialne pomysły plastyczne, mroczna wizja ogólnej apokalipsy – a tu nagle okazuje się, że reżyser niefrasobliwie pozwala na tak żenujące wpadki logiczne, jak działające w najlepsze po ogólnym elektromagnetycznym padzie kamery video. Niby drobiazg, a wkurza – no bo jak ja mam wierzyć w gigantyczne stwory z kosmosu, skoro nie widać konsekwencji w prostych rzeczach? Co gorsza, irytacja tymi drobiazgami zmniejsza emocjonalne zaangażowanie w tę warstwę filmu, która wydaje się być w nim najważniejsza. Rozumiem, że celem Spielberga było wykorzystać tę fantastyczną historię do opowiedzenia historii o ponownym zjednoczeniu rozbitej rodziny, jakie dokonuje się wobec dramatycznych okoliczności. To chyba udało się lepiej niż przekonanie widza do prawdziwości inwazji z kosmosu: sceny związane z tym wątkiem należą do najbardziej wiarygodnych i interesujących – emocjonalnie, fabularnie i aktorsko – w całym filmie... Może dlatego, że uczestniczy w nich Dakota Fanning – taka, jak zawsze, ale stokroć bardziej wyrazista od znośnego jak na swoje możliwości, ale mydłkowatego Toma Cruise’a.

KŚ – Kamil M. Śmiałkowski [7]
Wielkie momenty i nic specjalnie poza tym. A przeskok do finału przypominał mi motyw ucieczki z więzienia z "Poza prawem" Jarmuscha, tyle, że tam to było śmieszne i odkrywcze, a tu było żenujące. Ale parę scen było wielkich - więc w sumie siedem.

KW – Konrad Wągrowski [8]
Film ma wiele absolutnie doskonałych elementów, wynoszących tradycyjną opowieść o inwazji na zupełnie nowe tereny. Koncepcja opowiadania historii z perspektywy zupełnie przeciętnego człowieka, dla którego jedynym bodźcem jest chęć ratowania swej rodziny, reakcje ludzi na pojawienie się Obcych, obrazowanie stanów paniki, lokalna perspektywa. Ma znakomite pomysły inscenizacyjne - płonący pociąg-widmo, rozbity samolot, trupy płynące rzeką. Ma wspaniałe, oscarowe udźwiękowienie, całkiem niezłego Toma Cruise'a i rewelacyjną Dakotę Fanning. Brakuje mu jednak mocniejszej emocjonalnej wymowy i psuje go nieco fakt, że wszystko co najciekawsze widzimy w pierwszych 2/3 filmu, a na końcówkę Spielberg nie ma już wiele do zaproponowania. Ale i tak to z pewnością odmienny głos w tak wyeksploatowanym temacie jak inwazja z kosmosu.

Oceń lub dodaj do Koszyka w

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Copyright © 2000-2019 – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.