Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 20 lipca 2019
w Esensji w Esensjopedii

Tajemnica Brokeback Mountain (Brokeback Mountain)

Ang Lee
‹Tajemnica Brokeback Mountain›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułTajemnica Brokeback Mountain
Tytuł oryginalnyBrokeback Mountain
Dystrybutor Monolith
Data premiery24 lutego 2006
ReżyseriaAng Lee
ZdjęciaRodrigo Prieto
Scenariusz
ObsadaHeath Ledger, Jake Gyllenhaal, Michelle Williams, Anne Hathaway, Randy Quaid, Linda Cardellini, Anna Faris, Scott Michael Campbell, Kate Mara
MuzykaGustavo Santaolalla
Rok produkcji2005
Kraj produkcjiUSA
Czas trwania134 min
WWW
Gatunekdramat
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Wyszukaj / Kup
Opis dystrybutora
Ennis Del Mar i Jack Twist poznają się w kolejce po zatrudnienie u ranczera Joe Acquirre. Świat, który znają, podlega stałym zmianom, ale ich codzienność wypełnia monotonia. Wszystko w ich życiu zostało już ustalone – mają znaleźć stałe zajęcie, ożenić się i założyć rodzinę. Obu prześladuje jednak pragnienie czegoś, co trudno im nawet określić.
Teksty w Esensji
Książki – Publicystyka      

Filmy – Publicystyka (12)       [rozwiń]





Filmy – Wieści      

Utwory powiązane
Filmy (8)       [rozwiń]






Tetrycy o filmie [8.12]

MC – Michał Chaciński [8]
W wersji heteryckiej "Tajemnica" byłaby tylko gustownym melodramatem. I Ang Lee najwyraźniej zdawał sobie z tego sprawę. W rezultacie uciekał jak najdalej od melodramatycznych gestów w wykonaniu aktorów i nakręcił film, będący jednoczesnie melodramatem i jego antytezą. Melodramatyczna jest tu muzyka, zbyt cukierkowe zdjęcia Prieto (BTW - to Prieto jest męską dziwką w scenie w Meksyku) i sielankowa atmosfera pierwszej, niepotrzebnie przeciągniętej połowy filmu. Natomiast antymelodramatyczne są świetne role aktorskie - obaj panowie sa ostentacyjnie niesympatyczni. W romansie heteryckim trudno byłoby to zrealizować, bo obaj grają różne wersje postaci typu 'strong silent type'. A tutaj zagrało to świetnie i wiarygodnie. Dzięki takim głównym bohaterom dostaliśmy film o uczuciu, które jest dla odczuwającego problemem nie do rozwiązania. A z tym, to już chyba każdy, kto coś czuje (a w szczególności czuje albo czuł do nieodpowiedniej osoby) potrafi się utożsamić.

PD – Piotr Dobry [9]
W światowym kinie niezależnym wszelakie outsiderstwo jest obecnie numerem jeden spośród podejmowanych tematów. Przy czym konstrukcja wszystkich tych filmów opiera się niemal zawsze na schemacie tego typu, że pokazuje się nam nieszczęśliwego dziwaka, odmieńca lub po prostu nieudacznika, któremu należy współczuć i który w finale okazuje się lepszy od wszystkich normalsów, w jakiś tam sposób wyjątkowy, czy to bogatszy wewnętrznie, czy obdarzony jakąś ukrytą do tej pory cechą stawiającą go ponad szarą masą. W ten oto fałszywy sposób podbudowuje się różnej maści outsiderów. Ang Lee jak wszyscy ci pocieszyciele wie, że inny nie znaczy gorszy, ale już jak niewielu wie też, że inny nie znaczy lepszy. W jego filmie mamy więc dwóch wyobcowanych bohaterów, z których jeden traktuje swoje wyobcowanie jako rzecz naturalną i bardzo chciałby przejść z nim do porządku dziennego, drugi zaś miota się bezustannie między normalnością a outsiderstwem, zdając sobie sprawę, że jakiej drogi by nie wybrał, skazany jest na porażkę. Bo żyjemy niestety w tak okrutnym świecie – co udowadniał już m.in. Tim Burton w „Edwardzie Nożycorękim” – że bycie outsiderem, nieważne czy z wyboru, czy mimo woli, popłaca rzadko i częściej jest przekleństwem niźli błogosławieństwem. Piękny i mądry film, przynoszący prócz wartościowego materiału do rozważań także – za sprawą wybitnej reżyserii, znakomitych zdjęć, muzyki oraz najlepszych ról w dorobku Ledgera i Gyllenhaala – radość dla zmysłów.

MS – Małgorzata Sadowska [10]
Dla takich filmów się żyje, na takie filmy się czeka, dzięki takim filmom, kino ociera się o sztukę. Dawno nie widziałam tak przemyślanego, tak czystego, tak klarownego - nie zawaham się użyć tego słowa - dzieła. „Tajemnica Brokeback Mountain”, na szczęście wymyka się wszelkim pułapkom, w które łatwo było wpaść biorąc za taki temat (miłość między kowbojami). Nie nosi znamion kina interwencyjnego, koniunkturalnego (co zarzuca mu wielu) ani publicystycznego. Można „czytać” ten film na poziomie egzystencjalnym, jako poruszającą opowieść o ludzkim doświadczeniu. Można zobaczyć w nim po prostu „love story”, ale też odkryć intrygującą grę konwencjami czy też wzorcami kultury (a że w tym Lee jest mistrzem, udowodnił choćby w „Burzy lodowej”). Bez stawiania tez, Ang Lee obnaża opresyjność kulturowych modeli, które dławią wszelką osobność i piętnują odstępstwa od „normy”, jednocześnie nie uszczęśliwiając wcale tych, którzy chcą mieścić się we wzorcach (jak żony bohaterów). Tutaj ofiarami są wszyscy, wszyscy bowiem tkwimy w przeklętej pułapce ról. Czy jednak totalne wyzwolenie się z opresji jest możliwe? Czy da się zrzucić kulturowy gorset? Czy ta historia mogłaby mieć happy end? Wielkość filmu Anga Lee polega na tym, że nie podsuwa żadnych odpowiedzi, stawia za to masę niewygodnych pytań.

KS – Kamila Sławińska [8]
Trudno przecenić wagę i odwagę tego filmu, który - jak to pięknie ujął Nathan Lee w Film Comment - „daje wreszcie homos hollywoodzką historię o miłości taką jak te, które straights od zawsze uznają za coś, co im się należy”. Co ważne w wypadku filmu o dużej wadze społecznej - wspaniałe aktorstwo gwarantuje intensywne doznania nie tylko zwolennikom uprawiania w kinie publicystyki, ale i wszystkim kinomanom bez względu na płeć i seksualną orientację. Jest kilka scen tak przejmujących, że aż dreszcz chodzi po karku; finał (ta dżinsowa koszula!) nie zostawi obojętnym nikogo, kto wie cokolwiek o trudnej miłości, poczuciu winy, tęsknocie, stracie. Znakomicie dobrani, utalentowani aktorzy - genialny Ledger, świetny Gylenghaal i bardzo dobre panie - wypadliby jeszcze lepiej i wyraziściej, gdyby nie typowa dla Anga Lee skłonność do popisywania się własną wizualną maestrią. Pierwsza godzina dłuży się nie do wytrzymania, gdy zamiast zająć się opowiadaniem ważnej i przejmującej historii reżyser pokazuje obłoczki, owieczki, ośnieżone górki... Mimo to - piękny film i wart obejrzenia.

BS – Bartosz Sztybor [6]
Obiektywnie jest to dobry film, bo po rozłożeniu na czynniki pierwsze wszystko jest tutaj zrealizowane lepiej niż nieźle. Najmocniejszą stroną jest aktorstwo i reżyseria. Ledger i Gyllenghaal stworzyli wyjątkowe kreacje, ale jednak nie zdołali mi zaimponować, bo widziałem ich już w lepszym i bardziej porywającym repertuarze (Jake w "Jarheadzie", a Heath w "Lords of Dogtown"). Świetne są natomiast kobiety, bo Anne Hathaway naprawdę zaskakuje – kto by pomyślał, że słodka idiotka z "Pamiętnika księżniczki" tak zagra – a Michelle Williams wręcz nokautuje. Ang Lee przechodzi natomiast samego siebie, bo już od samego początku, wykorzystując drobniutkie detale, buduje zręcznie każdą postać. Ze wszystkich tych techniczno-realizacyjnych czynników zawodzi jedynie Rodrigo Prieto, którego ugrzecznione zdjęcia w "Tajemnicach..." nie pasują do różnorodnego i wielobarwnego portfolio. Obiektywizm jednak nie istnieje, dlatego nie mogę się "Tajemnicami Brokeback Mountain" zachwycić. Ang Lee pokusił się o pozostawienie otwartej drogi do interpretacji i nie zdołał jej upilnować. Odebrałem więc jego film jako dość niesympatyczny paszkwil na homoseksualistów. Bohaterowie poznają się na łonie natury, więc ich związek jest naturalny i odwieczny, ale też dziki, pozbawiony uczuć (te są zarezerwowane dla kultury) i instynktowny. Zarówno Ennis jak i Jack są postaciami nie umiejącymi obdarzyć nikogo uczuciem. Ennis jest zawsze obojętny i oschły (nawet dla swojej żony i córek), a Jack po prostu potrzebuje silnego opiekuna (to zawsze on jest "pokrywany" i to on zostaje uwiedziony przez przyszłą żonę). Bohaterom zależy też wyłącznie na niespotykanych dotychczas (eksperymentalnych) doznaniach seksualnych. Ennis po stosunku i kolejnych schadzkach z Jackiem zaczyna ubóstwiać seks analny, do którego zmusza później małżonkę. Jack – nie mogąc spotkać się z partnerem – wyrusza do Meksyku na męskie dziwki albo podrywa znajomych żony. Taka sytuacja nie miałaby miejsca, gdyby wątek gejowski był tajemnicą i pozostał w sferze niedomówienia, a coś takiego dałoby się zrobić spokojnie (vide: "C.R.A.Z.Y."). Najbardziej jednak zirytował mnie czarno-biały świat "Tajemnic Brokeback Mountain". Każdy facet jest tutaj albo homoseksualistą, albo gejów nienawidzi. Tłumaczenie, że tak przecież było na Dzikim Zachodzie to strzelanie kulą w płot. W końcu już Sergio Leone stwierdził, że oprócz dobrych i złych są jeszcze brzydcy.

KŚ – Kamil M. Śmiałkowski [8]
No, dobre to jest. Nie, żeby wszystkie Oscary dawać, ale dobre. Ang Lee tradycyjnie idealnie wchodzi w klimat danego gatunku (a tu może nawet tworzy nowy – western gejowski) i jest w nim mistrzem świata. Chłopaki grają nadzwyczaj wiarygodnie, dla widzów hetero obie żony głównych bohaterów pokazują biusty. No, dobrze jest, a nawet bardzo dobrze. To i ocena wysoka.

KW – Konrad Wągrowski [8]
Żaden to western, żaden manifest progejowski (no, może jakiś tam jest, ale nie to jest najważniejsze). "Brokeback Mountain" to jednak przede wszystkim solidna historia o nieszczęśliwej miłości, która tak samo by działała, gdyby zastąpić gejów parą hetero, a przeszkody natury sprzeciwu społecznego przeciw parom homoseksualnym, jakimś innym sprzeciwem. Oczywiście nie mówię, aby zastępować - bo jednak tematem jest zakazany wiązek homoseksualny i nikt nie może mieć co do tego wątpliwości. Tym większa chwała Proulx, scenarzystom i Lee, za umiejetność poruszenia serc osobom, których niekoniecznie do tej pory interesowały historię filmowe o homoseksualistach. Bo "Brokeback Mountain" to film niezwykle elegancki, o świetnym scenariuszu (zasłużony Oscar), pieknych zdjęciach, znakomitym aktorstwie, a przede wszystkim kapitalnej rezyserii, doskonale wyważonej między sentymentalizmem i oschłością, bez jednej zbędnej lub zepsutej sceny. Po prostu bardzo dobre kino.

BZ – Beata Zatońska [8]
Melodramat z mocnym tłem obyczajowym, który jest zarazem opowieścią o niezrealizowanych marzeniach i strachu przed podejmowaniem trudnych decyzji. Film zrealizowany tak, że ma się wrażenie podglądania życia bohaterów. Kobiety (Michelle Williams i Anne Hathaway) w tym filmie o mężczyznach (Jake Gyllenhall i Heath Ledger) stworzyły ciekawsze role, choć panowie mieli zadanie trudniejsze. Ang Lee jak nikt potrafi wnikać w skomplikowane, pokręcone dusze. Lekkim zgrzytem w tej czystej dramaturgicznie i przemyślanej całości są zbyt piękne, pocztówkowe zdjęcia Rodrigo Prieto. Ale może tak miało być, dla kontrastu z opowiadaną historią. Nie do końca potrafię się zgodzić z tym, że „Tajemnica…” jest arcydziełem. Jest na pewno dobrym filmem, trudno o nim zapomnieć, zmusza do refleksji. To bardzo dużo. Gdyby jednak była to opowieść o miłości kobiety i mężczyzny, film nie stałby się aż tak bardzo popularny i nie fascynowałby tak opinii publicznej.

Oceń lub dodaj do Koszyka w

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Copyright © 2000-2019 – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.