Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 19 stycznia 2019
w Esensji w Esensjopedii

V jak Vendetta (V for Vendetta)

James McTeigue
‹V jak Vendetta›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułV jak Vendetta
Tytuł oryginalnyV for Vendetta
Dystrybutor Warner Bros
Data premiery7 kwietnia 2006
ReżyseriaJames McTeigue
ZdjęciaAdrian Biddle
Scenariusz
ObsadaNatalie Portman, Hugo Weaving, Stephen Rea, John Hurt, Stephen Fry, Tim Pigott-Smith, Ben Miles, Sinéad Cusack, Natasha Wightman, Eddie Marsan, Megan Gay, Madeleine Rakic-Platt
MuzykaDario Marianelli
Rok produkcji2005
Kraj produkcjiNiemcy, USA
Czas trwania132 min
WWW
Gatunekakcja, SF
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Wyszukaj / Kup
Opis dystrybutora
Głównym bohaterem historii jest „V”, anarchista, który wypowiada wojnę totalitarnemu systemowi. W walce pomaga mu młoda kobieta.
Inne wydania


Teksty w Esensji
Filmy – Publicystyka      
Jarosław Loretz, Konrad Wągrowski, Kamil Witek ‹Superbohaterowie drugiego planu. Suplement do rankingu›




Piotr Dobry, Bartosz Sztybor, Konrad Wągrowski ‹Zgryźliwi prorocy: Edycja 4, marzec 2006›

Filmy – Wieści      
ŚKF, Centrum Sztuki Filmowej ‹Science-fiction pod kontrolą›

Muzyka – Publicystyka      

Utwory powiązane
Filmy      





Tetrycy o filmie [7.00]

MC – Michał Chaciński [7]
Z jednej strony to chyba najważniejszy hollywoodzki film rozrywkowy od czasu „Fight Clubu”. Najważniejszy, bo w duchu najbardziej wywrotowy i anarchistyczny. Kino rozrywkowe ma na celu dostarczenie rozrywki, a nie zasugerowanie, że widz powinien się przebudzić i dokładniej przyjrzeć swojemu życiu. A „Vendetta” właśnie do tego namawia, precyzując wprawdzie, że chodzi o kwestie polityczne, ale nie przesadzałbym z tak dosłownym jej odczytywaniem. Z drugiej strony szkoda, że jest tu trochę żenady osłabiającej wydźwięk filmu – choćby końcowy tłum w maskach, czy niepotrzebne powielanie niektórych kiepskich pomysłów (feniksowy bohater jako jeleń na ognistym rykowisku). Warto dodać, że to nie tyle ekranizacja Moore’a, ile film wykorzystujący jego pomysły i raczej inspirowany jego komiksem i anarchistycznym duchem. Ale jednak daleki od kluczowego u Moore’a pytania o uwolnienie się od samego siebie.

PD – Piotr Dobry [2]
Już rozumiem, dlaczego Moore odciął się zupełnie od tego filmu, kwitując krótkim „imbecilic”. Ograne już dziś doszczętnie bullet-time’y zastąpiły równie efekciarskie knife-time’y, ale pod względem zadęcia, braku klimatu, za to nadmiaru ciężkich do przetrawienia kazań, nowa produkcja Wachowskich przypomina „Matrix: Rewolucje”. Aktorstwo równie wątpliwe – zamiast Weavinga mógłby przecież z powodzeniem wystąpić Keanu Reeves – też jest wysportowany, ma niezły głos, a w dodatku nie musiałby nawet zakładać maski, by zagrać faceta w masce. Portman zaś – mimo iż urodziwa jak zwykle (ach, ta scena, gdy jest przebrana za lolitkę!) – gra nierówno i momentami popada w nieznośną afektację. Film miał być zdaje się kontrowersyjnym komentarzem postwrześniowym, ale kiedy twórcy nie kumają różnicy między rewolucją a terroryzmem, a w kwestii ideologicznej nie wychodzą poza pseudofilozoficzne i truistyczne pogadanki, jest to kontrowersja irytująco tania i po prostu zbędna. Słowem, T jak Tandeta.

WO – Wojciech Orliński [10]
Już komiks uważałem za arcydzieło gatunku. Film, ku mojemu zdumieniu, okazał się jeszcze lepszy! Na pohybel purystom uważam, że adaptacyjne zabiegi były niezbędne i generalnie wyszły dziełu na dobre. Szkoda tylko, że nie wplątano w film piosenki „Vicious Cabaret”, choćby przy napisach końcowych. W końcu nieczęsto zdarza się umieszczenie w komiksie prawdziwej partytury.

MS – Małgorzata Sadowska [3]
Polityczny blockbuster – tego jeszcze nie było, i mam nadzieję, że długo, długo nie będzie. Tezy o dyktaturze i zmanipulowanym społeczeństwie są dramatycznie prostackie, dzieje pana V. przygnębiająco przewidywalne, a aluzje do Orwella bynajmniej nie czynią z tego filmu wielkiej metafory. Zaś anarchistyczny duch komiksu ginie w realizacyjnym efekciarstwie i wypasie. Jeśli już producenci chcieli się popisać modną dziś w Ameryce polityczną odwagą, powinni byli przenieść akcję „V jak Vendetta” na własne podwórko. A mnie osobiście od widma dyktatury krążącego nad światem, dużo bardziej przeraża widmo braci Wachowskich krążące nad kinem.

KS – Kamila Sławińska [9]
Zwykle nie czytam komiksów, zwłaszcza takich, na których adaptację wybieram się do kina – ale przeczytałam „V” i cieszę się, że to zrobiłam, bo znajomość materiału wyjściowego pozwoliła mi docenić ogrom znakomitej roboty, którą wykonali Wachowscy i McTeigue przy filmowej wersji. Film bowiem znakomicie oddaje ducha komiksu, choć nie zawsze jego literę. Scenarzyści wzbogacili dość „rozgadany” oryginał o parę kapitalnych pomysłów wizualnych (te maski na twarzach demonstrantów! ten pyszny motyw z prześmiewczym telewizyjnym show w stylu Benny Hilla!) i świetnych akcentów muzycznych (motyw z Uwerturą 1812 Czajkowskiego trafiony w dziesiątkę; równie wyrazisty dobór utworu, który budzi rano Fincha/Stephena Rea). Casting bodaj najlepszy w komiksowej adaptacji od czasu genialnego „Hellboya” – Weaving gra świetnie nawet zza nieruchomej maski; Portman w kilku scenach powala na kolana; Rea jak zawsze jest niezrównany; znakomity jest też Roger Allam i wszyscy pozostali drugoplanowi aktorzy. Jedyny zgrzyt to potraktowanie relacji miedzy V a Evie jako romantycznego związku – zupełnie bez potrzeby. Ale furda tam: najważniejsze, ze przesłanie filmu trafia w swój czas. Jak mało kiedy wcześniej zwykłym, szarym ludziom, którzy czują się zdradzeni i ignorowani przez swoich przywódców, potrzebny jest samotny wojownik, który miałby odwagę przemówić w ich imieniu i zrobić cos radykalnego, co odmieni świat. Z braku lepszej alternatywy – dobrze jest mieć takiego V choćby tylko przez 132 minuty i tylko na kinowym ekranie, niż nie mieć go wcale.

BS – Bartosz Sztybor [7]
Na mojej drodze do polubienia „V jak Vendetta” stała ogromna przeszkoda w postaci siedzącego obok Krzysztofa Lipki-Chudzika, który przez cały czas trzymał na swych kolanach moorowsko-lloydowski oryginał i przeklinał głośno kopię wachowsko-mcteiguowską. Na szczęście przeszkodę pokonałem i z czystym sercem mogę przyznać, że adaptacja jest może średnio udana, ale film – jako autonomiczny twór – jest bardzo dobry. Przede wszystkim brakuje świetnej narracji z uwzględnieniem kilku równorzędnych wątków i bogatej palety postaci na drugim planie. Szkoda też, że w adaptacji znacznie skrócono agonię władz i dodano kilka nazbyt teatralnych zagrań (V wydzierający się w niebogłosy podczas pożaru w Larkhill). Jest jednak też mnóstwo zmian ulepszających oryginał. Świetny motyw z „Benny Hillem” i ciekawy zabieg z analogicznością niektórych scen (jajko na toście). W ogóle zrobienie z V everymana sprawdziło się idealnie, czego doskonałym zwieńczeniem jest ostatnia scena. Patronat Wachowskich objawił się w kilku zapierających dech w piersi scenach akcji. Dorzucić do tego jeszcze można całą gamę nawiązań do ostatnich wydarzeń politycznych, a wyjdzie z tego dobry film rozrywkowy, przy którym nie warto wyłączać mózgownicy. A po wszytkim powtórzcie „remember remember the 5th of November”.

KŚ – Kamil M. Śmiałkowski [9]
Bardzo sympatyczne i czytelne. Do oryginału ma się analogicznie jak amerykańskie wersje japońskich horrorów, ale dla mnie to zaleta. Natalie piękna, maska uśmiechnięta, totalitaryzm bardzo się kojarzy z naszą bieżącą sytuacją geo-polityczną. Słowem – warto.

KW – Konrad Wągrowski [9]
Wachowscy bardzo dobrze odrobili swoją prace domową – film oddaje ducha komiksu (a wcale nie jest to dzieło łatwe do ekranizacji), jest ładny wizualnie i niegłupi. Fajnym pomysłem jest obsadzenie eks-Winstona Smitha w roli Wielkiego Brata, ale aktorsko oczywiście przegrywa on ze świetnymi Natalie Portman, Stephenem Fry’em i Stephenam Rea. Podoba mi się, że Wachowscy i McTeigue nie poszli tu w żaden postmodernizm i potraktowali swą opowieść bardzo serio. Wbrew obawom, nie ma też przeładowania go scenami akcji (w sumie chyba tylko 3). Mam jedynie wątpliwości co do zmiany przyczyn pojawienia się faszystowskiej dyktatury w Wielkiej Brytanii – nie dlatego, że twórcy odeszli tu od komiksu (bo od pomysłu sprzed 25 lat trzeba było odejść), ale dlatego, że ta ewolucja wydaje się jednak mniej prawdopodobna niż dyktatura w następstwie wojny jądrowej. Ale rozumiem chęć nadania filmowi współczesnego wydźwięku. Największe jednak brawa, że najsilniejsza emocjonalnie scena w komiksie pozostała najsilniejszą emocjonalnie sceną filmie (Portman wielka jest) – będziecie z pewnością wiedzieli o jakiej scenie mówię. I choć czasem film lekko traci tempo, że śladowo zarysowany wątek romantyczny niepotrzebny, to i tak obejrzałem jedną z lepszych komiksowych ekranizacji w ostatnich czasach.

Oceń lub dodaj do Koszyka w

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Copyright © 2000-2019 – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.