Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 24 sierpnia 2019
w Esensji w Esensjopedii

Spider-Man 3

Sam Raimi
‹Spider-Man 3›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułSpider-Man 3
Dystrybutor UIP
Data premiery4 maja 2007
ReżyseriaSam Raimi
ZdjęciaBill Pope
Scenariusz
ObsadaTobey Maguire, Kirsten Dunst, James Franco, Thomas Haden Church, Topher Grace, Bryce Dallas Howard, James Cromwell, Rosemary Harris, J.K. Simmons, Dylan Baker, Bill Nunn, Theresa Russell, Ted Raimi, Bruce Campbell, Elizabeth Banks, Michael Papajohn, Adrian Lester, Willem Dafoe, Lucy Gordon, Stan Lee
MuzykaChristopher Young
Rok produkcji2007
Kraj produkcjiUSA
Czas trwania156 min
WWW
Gatunekakcja, SF
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Wyszukaj / Kup
Opis dystrybutora
Peter Parker ostatecznie odnalazł równowagę między swoimi uczuciami do M.J., a obowiązkami superbohatera. Na horyzoncie gromadzą się jednak chmury. Kostium Petera nagle zmienia kolor na czarny, a jego moc staje się jeszcze większa. Zmienia się jednak także Peter. Na światło dzienne wychodzi jego mroczna, żądna zemsty osobowość, nad którą do tej pory starał się panować.
Teksty w Esensji
Filmy – Recenzje      
Dawid Klimczak ‹W sieci nudy›

Filmy – Publicystyka      

Utwory powiązane
Filmy (12)       [rozwiń]






Tetrycy o filmie [4.43]

MC – Michał Chaciński [4]
Kwas. Wszystkiego jest tu za dużo, a tego co trzeba za mało. Bez sensu jest kręcić trzeci film o problemach, które znamy z filmów poprzednich i nie mówić o nich nic więcej. Bez sensu jest wielokrotnie zmieniać o 180 stopni motywacje postaci za pomocą pojedynczych scen, bo postać robi się kartonowa (Harry Osborn). Bez sensu jest wprowadzać zbyt wielu ciekawych bohaterów i nie dawać im szans na rozwój wątków, bo tylko kanibalizują się nawzajem. I bez sensu jest inscenizować sceny akcji w taki sposób, żeby widz kompletnie nie orientował się co się w nich dzieje, dlaczego setka uderzeń w głowę w locie z dużą prędkością nie kończy się miazgą, a upadek z niewielkiej wysokości na chodnik owszem itp. Szkoda, że Raimi nadal nie umie nakręcić klarownej wysokobudżetowej sceny akcji i nadal nie bardzo wie, jak kręcić sceny dramatyczne. Na pewno wychodzą mu tylko sceny komiczne (świetne sekwencje w redakcji), ale i tutaj motyw zvenomizowanego Spideya nie ma w kontekście całego filmu sensu, skoro w tej wersji Parker jest po prostu ciekawszy, dowcipniejszy i fajniejszy, a nastrój całej sekwencji sceny podkopuje założenia filmu (bo przeczy zagrożeniu ze strony ciemnej strony mocy). Krótko mówiąc pajęcza rura, a nie miś. Ale mimo wszystko fajnie, że w megabudżetowym filmie można pooglądać takie talenty jak Franco i Grace.

PD – Piotr Dobry [5]
Nowy „Spider-Man” wygląda trochę jak opera, trochę jak „Oprah”, ale na pewno nie jak udany film superbohaterski. Maguire od początku mi nie leżał, teraz już ewidentnie przegina – nerda gra niemal jak Jasia Fasolę, a kiedy zostaje opętany przez symbiont, próbuje być Busterem Keatonem i Eddie’em Murphym jednocześnie, ale wychodzi mu tylko wannabe hustler zaczesany na Adolfa. Ze wszystkich znaczących postaci nie płacze tylko szef Daily Bugle, dialogi między Peterem a MJ niebezpiecznie zbliżają się co i rusz do tych na linii Anakin-Amidala, rozwiązania fabularne są na przemian banalne i naciągane. Wrogów jest trzech, ale jeden Doc Ock Moliny z dwójki bije ich wszystkich na głowę – zarówno pod względem aktorskim, jak i rozbudowania postaci. W sumie jak ktoś się nastawi na młodzieżową komedię romantyczną z niezłymi efektami, nudzić się nie powinien, ale świadomość, że sklecono ją z materiału na cztery dobre części „Spider-Mana”, jest nieznośna.

BF – Bartek Fukiet [5]
Oj, sparciała ta pajęczynka… Choć zaliczam się do fanów cyklu i poprzednie dwa odcinki dostałyby ode mnie w tetrycznej skali BARDZO wysokie noty, tym razem chwilami najzwyczajniej w świecie się nudziłem, a tego grzechu żadnemu porządnemu filmowi rozrywkowemu nie daruję. Miało być ponoć pogłębienie charakterologiczne postaci, wyszła komedyjka pomyłek o płaczliwym pierdole, który nie potrafi się oświadczyć swojej dziewczynie. Maguire jest tak słabym aktorem, że – aby zaznaczyć transformację osobowościową nieboraka (Peter, za sprawą blobopodobnego paskudztwa z kosmosu, zmienia się w egotycznego dupka) – styliści zaaplikowali mu uczesanie a la Kyle MacLachlan w „Showgirls”. Sam Raimi chyba zmęczył się już cyklem o pająku i poszedł po najmniejszej, blockbusterowej linii oporu (czytaj: marny scenariusz nafaszerowany efektami specjalnymi), niebezpiecznie zbliżając się do poetyki „arcydzieła” filmowego komiksu „Batman i Robin”: dużo postaci, mnóstwo łubudu, mało sensu i suspensu. Jeśli „Spider-Man 4” będzie kolejnym odcinkiem telenoweli pod tytułem „Peter Parker oświadcza się Mary Jane”, chyba odpuszczę sobie wyprawę do kina i poczekam na DVD z wielce pożyteczną funkcją „skip forward”.

WO – Wojciech Orliński [5]
Modelowy przykład tezy, że więcej znaczy mniej. Spider-Man napotyka tutaj na aż trzech superłotrów i… napięcie od razu od tego siada. Do tego mamy rozbudowany do absurdalnych rozmiarów wątek romansowy. To ne funguje.

KS – Kamila Sławińska [4]
Spidey się starzeje, a z wiekiem, niestety, ubywa mu tego, co kochaliśmy w nim najbardziej: poczucia humoru i dystansu do samego siebie. A może to raczej Sam Raimi stracił dawną formę? W trzeciej odsłonie jest stanowczo za dużo typowo hollywoodzkiego stawiana na kosztowne FXy i stanowczo za mało charakterystyki postaci, które – potraktowane zgoła pretekstowo – stają się jedynie wieszakami dla efektownych superbohaterskich kostiumów. Kilku naprawdę kapitalnych, charakterystycznych aktorów, jak choćby Thomas Hayden Church i Theresa Russel, kompletnie się przez to marnuje. Co gorsza, Ivan Raimi, odpowiedzialny za scenariusz, robi kardynalny błąd: zakłada, że w filmie o superbohaterach można wcisnąć widzom każdą ciemnotę bez najmniejszego tłumaczenia i przestrzegania żadnych reguł, tymczasem takiej dawki deus ex machina nie przełknie nawet najbardziej wyrozumiały miłośnik komiksowej fantazji. Tak naprawdę obejrzeć warto jedynie scenę narodzin Sandmana; potem jest już tylko z każdą chwilą gorzej. Miejmy nadzieję, że w nieuniknionej czwórce twórcy jakoś się zrehabilitują.

JS – Jakub Socha [4]
Ktoś kiedyś powiedział, że niektóre filmy zjadają już coś więcej niż tylko swoje ogony…Może nie jest to jeszcze przypadek tego filmu, ale jest niebezpiecznie blisko. Zaskakujące jest, że im więcej twórcy mają do dyspozycji dolarów tym szybciej zaczynają poruszać się po kole. W trzeciej części coraz wyraźniej dominuje babcia ze swoimi mądrościami ze szkółki niedzielnej. Wydaje się, że jej strofowania przestraszył się wręcz sam reżyser, bo nawet Venom wygląda w tym filmie nie jak ciemna strona mocy, ale jak szare mydło. Ciągle jednak mam sporo sympatii do Dunst i Maguire, a teraz na dodatek pojawił się jeden z moich aktorów Thomas Haden. To oni swoją osobowością, urokiem, urodą, bo raczej nie postaciami, w które muszą się wcielać, ratują ten film przed totalną klapą.

MW – Michał Walkiewicz [4]
Wszyscy zachłysnęli się Spidermanem. Po pierwsze – Maguire, który albo uderza w karykaturę typowego nerda (i robi się nieznośnie irytujący), albo odgrywa dramatycznie obciążonego herosa (co nadaje mu rys komiczny). Po drugie – Franco, który chyba chce zasygnalizować, że gdyby jeszcze raz przeprowadzono casting na Anakina Skywalkera, Hayden Christensen nie miałby żadnych szans. Po trzecie – Raimi, który zatracił się już we wierze w umiejętność budowania rozmaitych płaszczyzn psychologicznych i funduje nam nudy na pudy. Listę skarg i zażaleń mógłbym ciągnąć w nieskończoność, ale większość z nich ogniskuje się wokół pytania: czemu to jest takie nieznośnie płaskie? Zły – salonowy fircyk z fryzurą a’la wspomniany słusznie MacLachlan i w ciuchach od Gucciego. Dobry – płaszczący się przed wszystkimi loser. Nie daruję Venoma, który nie dość, że nie ma jęzora, to jeszcze zachowuje się jak leszcz. Nie popuszczę powrotu do motywu śmierci wuja (oj, czuję, że jeśli zobaczymy kolejny „Straszny film”, tej scenie się dostanie – już widzę, jak kolejne postaci, o których nikt wcześniej nie wiedział, wykonują egzekucję na poczciwcu.) Nie przymknę oka na nowego Goblina, który wygląda jak Action Man i nie zapomnę o kretyńskich dialogach, których słucha się ze wstydem, mimo że na sali kinowej panuje mrok.

Oceń lub dodaj do Koszyka w

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Copyright © 2000-2019 – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.