Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 19 lipca 2019
w Esensji w Esensjopedii

Miami Vice

Michael Mann
‹Miami Vice›

WASZ EKSTRAKT:
70,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułMiami Vice
Dystrybutor ITI, UIP
Data premiery25 sierpnia 2006
ReżyseriaMichael Mann
ZdjęciaDion Beebe
Scenariusz
ObsadaColin Farrell, Jamie Foxx, Li Gong, Ciarán Hinds, Naomie Harris, Justin Theroux, Luis Tosar, Barry Shabaka Henley, Elizabeth Rodriguez, Eddie Marsan, Isaach De Bankolé, John Hawkes, Tom Towles, Tony Curran, Ana Cristina De Oliveira, Everlayn Borges, Juanita Billue, Mike Pniewski, Dexter Fletcher, Oleg Taktarov, Alexander Rafalski
MuzykaJohn Murphy
Rok produkcji2006
Kraj produkcjiUSA
Czas trwania134 min
ParametryDolby Surround 5.1; Format: 2.40:1 anamorficzny 16:9
WWW
Gatuneksensacja
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Wyszukaj / Kup
Opis dystrybutora
Detektywi Crockett i Tubbs dowiadują się o przecieku, który doprowadził do rzezi dwóch agentów federalnych i zamordowania rodziny informatora. Śledztwo prowadzone przez policjantów wprowadza ich bezpośrednio w świat brutalnych zabójców z Bractwa Arian i sieci przemytniczej chronionej przez światowy biznes.
Teksty w Esensji
Filmy – Recenzje      

Filmy – Publicystyka      


Piotr Dobry, Bartosz Sztybor, Konrad Wągrowski ‹Zgryźliwi prorocy: Edycja 7, wakacje 2006›

Filmy – DVD i Blu-Ray      

Utwory powiązane
Filmy (7)       [rozwiń]






Tetrycy o filmie [5.00]

PD – Piotr Dobry [3]
Cóż, od teraz wolę myśleć, że kinową wersję „Miami Vice” widziałem już dekadę temu. Nazywała się „Bad Boys”. Tam byli sympatyczni partnerzy, którzy poszliby za sobą w ogień, mnóstwo podnoszących adrenalinę scen akcji, przebojowy soundtrack, ładne dziewczyny, szybkie samochody i sporo humoru. Tu mamy partnerów, którzy nawet się na siebie nie patrzą, podnoszących ciśnienie scen akcji jest sztuk raz, z rzadka przygrywa jakaś techniawa, ładne dziewczyny i szybkie samochody owszem są, ale ich nie widać, bo Mann nie wiedzieć czemu umyślił sobie, że pokaże nam Miami nocą, kiedy jak najmniej przypomina Miami. O jakichś rozluźniających scenkach komediowych już nawet nie wspominam, bo Mann poczucia humoru nigdy nie miał za wiele. Gorzej, że tym razem stracił też poczucie dobrego kina. Nie wiem na przykład po kiego grzyba wpakował sceny miłosne jak z Wong Kar Waia do fabuły, przy której nawet scenariusze filmów Michaela Baya wyglądają na wyrafinowane. Trochę śmiesznie nazywać sensacyjnego produkcyjniaka „artystyczną porażką”, ale tym właśnie między innymi „Miami Vice” jest. Przede wszystkim zaś jest po prostu złym filmem, o którym chciałoby się jak najszybciej zapomnieć, szczególnie w kontekście dorobku tak wybitnego reżysera jak Mann.

WO – Wojciech Orliński [7]
Fajna muzyka, superanckie marynarki i bardzo luksusowe luksusy - czyli wszystko to, za co lubiliśmy serial telewizyjny. Plus najsłabsza chyba rola w aktorskim dorobku Collina Farrella, któremu zabójczy wąsik nadaje dość przygłupiasty wyraz twarzy. W centrum fabuły umieszczono romans Farrella z kryminalistką, którą rozpracowuje operacyjnie - wypadło to jednak psychologicznie tak płasko, że oglądałem to ze znudzeniem. Wolałem już sceny strzelanin i pościgów, których na szczęście trochę jednak dali.

KS – Kamila Sławińska [3]
Kultowy serial, którego motywy spodziewałam się znaleźć w tym filmie, jak każda rzecz kultowa - każdemu kojarzy się z czymś ważnym i jedynym w swoim rodzaju... ale każdemu z czym innym. Dla mnie telewizyjny Miami Vice był zawsze esencją dwóch rzeczy: niezrównanego kiczu lat 80. oraz gatunku, zwanego przez Anglosasów buddy movie. W wersji Manna nie ma ani męskiej przyjaźni, ani tapirowanych fryzur i marynarek noszonych na wyciętą podkoszulkę; zamiast tego są wydumane dylematy i dłużyzny nie do wytrzymania. Gdyby pan M. sprzedawał ten zastanawiająco ubogi w warstwie akcji, przegadany film pod tytułem nie pozwalającym podejrzewać, że chce nastukać kasy żerując na moim sentymencie do uroczej, bezwstydnej tandety sprzed dwudziestu lat - może oceniłabym film wyżej. Jednak czuję się zrobiona przez Manna w bambuko, więc i ocena niska.

KW – Konrad Wągrowski [7]
Nie będąc fanem serialu, szedłem na seans bez nastawiania się na cokolwiek - i efekt był nad wyraz zadowalający. Oczywiście, film nie grzeszy komplikacja fabuły, czy pogłębionymi postaciami bohaterów, ale przecież serial tez tego nie robił. Ja kocham jednak od lat estetyke filmów Michaela Manna i otrzymał jej wystarczająco dużo. Zacznijmy od początkowej sceny samochodu rozsadzanego przez kule snajperów, poprzez motorówkę na oceanie, trzymające w napięciu odbijanie zakładników, niezwykle efektowną ekslozję i chaotyczna finałową strzelaninę, filmowaną jakby z punktu widzenia uczestniczących w niej ludzi. No i oczywiście kapitalne, mroczne zdjęcia nocnego Miami. tego filmu nie nalezy ogladać ze względu na treść, jego nalezy ogladać dla przeżyć wizualnych.

Oceń lub dodaj do Koszyka w

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Copyright © 2000-2019 – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.