Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 24 sierpnia 2019
w Esensji w Esensjopedii

Plan doskonały (Inside Man)

Spike Lee
‹Plan doskonały›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułPlan doskonały
Tytuł oryginalnyInside Man
Dystrybutor UIP
Data premiery24 marca 2006
ReżyseriaSpike Lee
ZdjęciaMatthew Libatique
Scenariusz
ObsadaDenzel Washington, Clive Owen, Jodie Foster, Willem Dafoe, Kim Director, Chiwetel Ejiofor, Christopher Plummer, Cassandra Freeman, Ken Leung
MuzykaTerence Blanchard
Rok produkcji2006
Kraj produkcjiUSA
Czas trwania129 min
WWW
Gatunekdramat, sensacja
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Wyszukaj / Kup
Opis dystrybutora
Policjant podąża tropem sprytnego złodzieja specjalizującego się w napadach na banki. Rabuś zamierza dokonać zbrodni doskonałej, jednak niespodziewany splot okoliczności sprawia, że sprawy się komplikują, a on sam znajduje się o włos od wzięcia zakładników.
Teksty w Esensji
Filmy – Recenzje      

Filmy – Publicystyka      


Piotr Dobry, Bartosz Sztybor, Konrad Wągrowski ‹Zgryźliwi prorocy: Edycja 3, luty 2006›

Utwory powiązane
Filmy (8)       [rozwiń]






Tetrycy o filmie [8.86]

MC – Michał Chaciński [8]
Bardzo solidny film rozrywkowy, w którym dziury logiczne i wątpliwe pomysły scenariuszowe zupełnie nie przeszkadzają, bo czuje się przez skórę, jaką radochę mieli aktorzy na ekranie i najwyraźniej sam Spike. To kolejny film w nurcie kina rozrywkowego realizowanego przez twórców z innej bajki, tyle że tym razem nie mamy rozsadzania gatunku od środka, jak to było chociażby u Cronenberga. Lekcja z seansu jest taka, że twórcy amerykańskiego kina autorskiego, artystycznego, czy jak tam ich nazwać, potrafią też kręcić świetne kino rozrywkowe. Podejrzewam, że dla studentów i wykładowców polskich szkół filmowych wiadomość ta może być szokująca.

PD – Piotr Dobry [9]
Zaczyna się jak wariacja na temat „Pieskiego popołudnia” (jest nawet kilka bezpośrednich odniesień), po czym stopniowo poczyna igrać z przyzwyczajeniami i oczekiwaniami widza, stawiając go w pozycji detektywa Fraziera granego przez Denzela Washingtona na podobnej nucie, z jaką odgrywał Alonza w „Dniu próby”. Frazier jest inteligentny, ale nie aż tak jak myśli – za każdym razem, gdy jest już święcie przekonany, że rozgryzł bandytę Clive’a Owena, zostaje przez niego wywiedziony w pole. Widz podobnie – niemal każdy przewidywany zwrot akcji okazuje się rozmijać z przypuszczeniami. A więc świeży film o napadzie na bank? Tak, ale nie tylko. To także kolejny film Spike’a Lee o Nowym Jorku, który obecny jest tutaj fizycznie, ale też w dowcipnych bądź zgryźliwych dialogach bohaterów głównych i pobocznych, w umiejętnie wplecionych w akcję scenkach obyczajowych, w muzyce Terence’a Blancharda. Ten film wręcz tętni swoistą multikulturowością tego miasta. Przy czym – co istotne – ani na moment nie wypada z rytmu sensacyjnej opowieści. Słowem, tak jak niedawno pokazał Cronenberg „Historią przemocy” – na własną rękę czy dla dużej wytwórni, w niszy czy w mainstreamie – prawdziwy artysta pozostaje sobą i to materiał ma służyć jemu, a nie odwrotnie. Doskonały plan.

WO – Wojciech Orliński [10]
Zajebioza! Nie myślałem, że film Spike'a Lee tak mi się spodoba! Nie dosyć, że cała kryminalna fabuła jest tu bardzo inteligentnie skomponowana i przemyślana, razem z drobnymi detalami takimi jak diament na pierścionek zaręczynowy, to jeszcze społeczne przesłanie nie jest tu takie namolne jak zwykle u Spike'a Lee. Kwestie dotyczące rasizmu w codziennym życiu w USA są gdzieś tam ciągle obecne, ale nie mamy już odczucia, że oglądamy propagandowo umoralniającą agitkę (jak w "Crash"). Dzięki temu mają dużo większe szanse na sukces nie sprowadzający się już tylko do przekonywania przekonanego...

MS – Małgorzata Sadowska [8]
To jeden z tych filmów, do których doskonale pasuje określenie „inteligentna rozrywka”. Spike Lee nie dość, że nakręcił sprawny, intrygujący thriller, to jeszcze okrasił go aluzjami do klasyki („Pieskiego popołudnia” choćby), aluzjami politycznymi (na przykład fantastyczna scena awantury o turban) i komentarzem kulturowym (motyw brutalnej komputerowej gry, z którą nie rozstaje się mały chłopczyk). Wszystko to wystarcza, by czas w kinie spędzić miło i pożytecznie zarazem. A potem chyba jednak dość szybko o nim zapomnieć...

KS – Kamila Sławińska [9]
Furda tam cala kryminalna intryga, która - choć zręcznie skonstruowana - ani mnie grzeje, ani ziębi. Co wlewa w ten film życie, co sprawia, że postacie wydają się prawdziwe, a najbardziej nawet wydumane wydarzenia prawdopodobne - to genialny zmysł obserwacji, jakim wykazali się scenarzysta i reżyser. To dzięki umiejętności wyłapywaniu małych, ale mięsistych kawałków rzeczywistości, ulicznych scenek, drobnych incydentów (jak ten fenomenalnie napisany kawałek z Sikhem czy pyszny numer z albańskim nagraniem) Inside Man jest czymś więcej niż jeszcze jeden film gangsterski. Dla mnie jest genialną obserwacją na temat życia w Nowym Jorku - z wszystkimi jego napięciami, dziwacznościami i cudownościami. Takie historie naprawdę się w Wielkim Jabłku zdarzają, i one właśnie sprawiają że jest to miasto inne od innych - a Gewirtz i Lee to widzą i umieją o tym opowiadać z pasją, swadą i humorem rzadkim u filmowych twórców, którzy zwykle traktują Nowy Jork jako coś w rodzaju Disneylandu. To mnie w tym filmie wzięło, dużo bardziej niż niezłe aktorstwo i sprawna realizacja. Wzięło tak bardzo, że daję więcej punktów, niż się naprawdę należy.

BS – Bartosz Sztybor [9]
Spike Lee to jedyny reżyser, który nigdy mnie nie zawiódł. Po paru dobrych (jak na niego, to tylko dobrych) projektach zregenerował siły i ponownie zrobił genialny film. "Plan doskonały" można spokojnie postawić obok "Do the Right Thing", "Jungle Fever", "He Got Game", "Crooklynu" czy niedawnej "25. godziny", bo wszystkie są dziełami epokowymi. Trudno jednak uwierzyć, że scenariusz do "Planu doskonałego" nie wyszedł spod ręki natchnionego reżysera, bo jest to tekst idealnie pod niego skrojony. We wspomnianej "25. godzinie" ewidentnie było widać, że jest to produkt odtwórczy. Świetny, ale odtwórczy. Natomiast tutaj widać w każdym tekście, że albo Spike Lee znacznie przerobił materiał, albo Russell Gewirtz potrafi idealnie podrobić styl artysty. Jest tu wszystko, za co pokochałem Spike Lee, bo są świetne postaci, mistrzowskie dialogi, ciekawa historia, dobrze zarysowany konflikt, wyśmienicie nakreślony drugi plan, oryginalna forma i ten wszechobecny nowojorski luz. Przy tak ogromnym natłoku wrażeń udało mu się przemycić parę ciekawych spostrzeżeń (rasa i narodowość a mieszczański patriotyzm) i wbić ogromną szpilę 50 Centowi. Charakterystyczny fragment z grającym dzieciakiem nie jest tu bowiem wrzutem na brutalność w grach komputerowych, a krytyką "hiphopizacji" afroamerykańskiej kultury. Poza tym wielkie brawa należą się też Matthew Libatique'owi, który przebija Sayeeda, Kurasa, ale także samego Dickersona. Ten człowiek potrafi czynić cuda z ekspozycją, której mistrzem był do tej pory właśnie Dickerson. Mógłbym wymieniać zalety w nieskończoność, a nawet mógłbym racjonalnie wytłumaczyć wszystkie niby-nielogiczności, ale nie zrobię tego. Powiem tylko, że takie jointy, to ja mogę palić w nieskończoność.

KW – Konrad Wągrowski [9]
Czyżbym obejrzał już najlepszy film rozrywkowy roku? Nie zaskoczył mnie fakt, że "Plan doskonały" jest tak dobry, zaskoczył, że przy tym tak lekki i dowcipny. Spike'owi Lee udaje sie przez 2 godziny utrzymać doskonałe tempo, choć akcję zaczyna już dosłownie po 5 minutach, bez zbędnych wstępów i wprowadzeń. A te dwie godziny to prawdziwa przyjemność dla widza: wciągająca kryminalna fabuła, nie najoryginalniejsza może, ale wystarczająco odbiegająca od klisz i schematów, aby widza zaskakiwać; znakomite dialogi, plejada świetnych aktorów w dobrej formie (zwłaszcza Denzel Washington) i mnóstwo smaczków, z jednej strony nawiązujących do klasyki kina sensacyjnego, z drugiej strony budujących mimochodem współczesny wizerunek Nowego Jorku - ale również w sposób przewrotny i dowcipny (motyw Sikha, motyw Albanki). Można się odrobinę czepiać jednej-dwóch scen od strony logiki, ale co to ja jestem recenzentem "Wyborczej", aby to robić? Cała reszta doskonałej filmowej zabawy w pełni te drobiazgi rekompensuje.

Oceń lub dodaj do Koszyka w

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Copyright © 2000-2019 – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.