Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 19 stycznia 2019
w Esensji w Esensjopedii

Ludzkie dzieci (Children of Men)

Alfonso Cuarón
‹Ludzkie dzieci›

WASZ EKSTRAKT:
90,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułLudzkie dzieci
Tytuł oryginalnyChildren of Men
Dystrybutor UIP
Data premiery27 października 2006
ReżyseriaAlfonso Cuarón
ZdjęciaEmmanuel Lubezki
Scenariusz
ObsadaClive Owen, Julianne Moore, Michael Caine, Chiwetel Ejiofor, Charlie Hunnam, Danny Huston, Pam Ferris, Peter Mullan, Claire-Hope Ashitey, Oana Pellea, Paul Sharma, Jacek Koman
MuzykaJohn Tavener
Rok produkcji2006
Kraj produkcjiKanada, USA, Wielka Brytania
Czas trwania109 min
WWW
GatunekSF
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Wyszukaj / Kup
Opis dystrybutora
Film zrealizowany na podstawie powieści P.D. James. Nominowany przez Akademię reżyser Alfonso Cuarón tym razem tworzy zadziwiającą wizję niedalekiej przyszłości, wysyłając jednocześnie sygnał ostrzegawczy dla współczesnego świata. Film dzieje się na Ziemi w 2027 roku: nadzieja na przedłużenie istnienia gatunku ludzkiego wydaje się być niejasną mrzonką. Już od prawie 19 lat nie przyszło na świat na naszej planecie żadne dziecko, a z każdym upływającym „bezdzietnym” rokiem rasa ludzka w niewytłumaczalny sposób zbliża się do całkowitego wymarcia. O ile większość ludzi przyjmuje ten nieunikniony wyrok z oporem, popadając w bezprawie i nihilizm, są również tacy, którzy nie składają broni i postanawiają godnie walczyć o zjednoczoną planetę i prawa topniejącej w oczach populacji.
Teksty w Esensji
Książki – Recenzje      

Filmy – Recenzje      


Filmy – Publicystyka      





Utwory powiązane
Filmy (6)       [rozwiń]






Tetrycy o filmie [8.17]

DA – Darek Arest [9]
Najlepsze filmowe sci–fi ostatnich lat. Nawet pomijając zapożyczoną z powieści historię – jest to doskonała filmowa robota i inteligentna zabawa anty-utopią. W „dotykalnej” wizji przyszłości, talent Cuaróna znalazł dla siebie pożywkę i pozwolił mu stworzyć kilka zahaczających o geniusz sekwencji. Gdyby nie kilka lekko naciągniętych rozwiązań fabularnych, byłoby dzieło wybitne. Tak jest tylko bardzo, bardzo dobre.

MC – Michał Chaciński [8]
Czy filmem można być jednocześnie rozczarowanym i zachwyconym? Ja jestem. Zachwyt wynika z wrażenia obcowania ze światem przyszłości doskonale wyrastającym z pierwszych stron dzisiejszych gazet, z ról Owena i Caine'a, z przekonującej wizji przyszłości, z post- a przecież jak najbardziej present-orwellowskiej Anglii itd. Rozczarowanie - to nadal tylko film o pościgu, pozbawiony konsekwencji moralnych, czy fabularnych. Coś mi mówi, że takie "Ludzkie dzieci" zdarzają się raz na długich kilka lat i trzeba z nich wtedy wyciskać WSZYSTKO. Był tutaj potencjał na... bo ja wiem, może film SF dekady. Bo widać, że twórcy mieli sporą wolność i spore możliwości. I dali nam TYLKO świetnie zrealizowany film o pościgu. Więc jednak rozczar i oklaski w jednym.

PD – Piotr Dobry [7]
Najlepsze, co fantastyka naukowa dała światu, to moim zdaniem dystopie. A najlepsze dystopie to nie szmery-bajery, cuda nie widy i odziani w lateksy, latający bohaterowie o lateksowych obliczach (Matrix sucks!), lecz wyciągnięte na pierwszy plan dramaty ludzi z krwi i kości, a dopiero gdzieś w tle zaawansowana technologia i futurystyczne projekty. „Ludzkie dzieci” są właśnie taką dystopią – w centrum historia, która mogłaby się rozgrywać równie dobrze podczas II wojny światowej, zaś samochody o lekko unowocześnionym designie, autobusy upstrzone ruchomymi reklamami – to wszystko na backgroundzie. Przyznam, że taki właśnie ascetyzm formalny zachwyca mnie w SF bardziej niż efekty specjalne za 200 milionów baksów. Ostatnio mieliśmy w tym duchu niezły „Kodeks 46” Winterbottoma, trochę wcześniej kopiujące Huxleya i Orwella, ale urzekające architekturą „Equilibrium” Wimmera. U Cuarona mamy niesamowicie długie, subtelne ujęcia i wysmakowane kadry (nominacja do Oscara za zdjęcia niemal pewna), które sprawiają, że pod względem wrażeń estetycznych mało co – jeśli w ogóle coś – może się w tym roku z „Ludzkimi dziećmi” równać. Mamy tu także Michaela Caine’a w wyśmienitej formie i bardzo obiecującą prawie-debiutantkę Claire-Hope Ashitey. Żałuję tylko, że przy tych wszystkich walorach film pozostawił mnie stosunkowo niewzruszonym. Niemniej po tandetnej „Vendetcie” McTeigue’a jakże miło powitać tak stylową dystopię.

WO – Wojciech Orliński [8]
Zacznijmy od pozytywów. Azaliż nie jest to jedna z najlepszych ról w dorobku Michaela Caine'a? Konkurencja tu jest spora, ale jako Jasper połączył tyle ironii, wzniosłości, godności, humoru... Co do Clive Owena, to nawet już nie pytam. Nareszcie gra kogoś spoza swojego gogusiowatego emploi - wypalonego, melancholijnego, depresyjnego, bogartowsko sarkastycznego bohatera. Do pozytywów zaliczam też rozmach z jakim pokazano postapokaliptyczną Wielką Brytanię. Ulice miast, reklamy, propagandowe plakaty dykatury, robią wrażenie większe nawet niż w "V jak Vendetta". Kapitalne są te postapokaliptyczne gruchoty - połatane i opancerzone renaulty i citroeny - którymi się jeździ w roku 2027. Pozytywów jest więc sporo, ale pozostaje jednak zasadnicze pytanie - o czym kurna jest ten film? Cuaron wyrzucił z powieści P.D. James całą jej metaforę świata, w którym dzieje się zło, ale nikomu zdaje się nie przeszkadzać. Został mu wyjściowy pomysł "świata bez dzieci", ale ten pomysł nie wystarcza na porządną antyutopię, a lukę Cuaron niestety wypełnia kliszami gatunkowymi typu "dyktatura podsyca ksenofobię" czy też "buntownicy okazują się być nie lepsi od reżimu".

KS – Kamila Sławińska [8]
Kilka przepięknych, chwytających za gardło scen: przybycie do ministerstwa, dziewczyna z dzieckiem wśród żołnierzy, ponure ulice Londynu przyszłości, w którym wszystkie najgorsze obawy teraźniejszości znajdują straszliwe ucieleśnienie - a jednak jako całość film robi wrażenie dużo mniejsze niż jego najlepsze fragmenty. Nie znam książki, ale mam wrażenie, że twórcy nie bardzo mogli zdecydować się, co w tej opowieści jest najważniejsze, skutkiem czego siła historii została rozmyta, rozmieniona na drobne w nadmiarze postaci i wątków. A szkoda, bo przy odrobinie pracy mógł to być pierwszy w XXI stuleciu film na miarę wielkich dystopii srebrnego ekranu - na miarę „Brazil” i „Mechanicznej Pomarańczy”. Mimo wszystko obraz wart polecenia, choćby dla ładnej roli Clive’a Owena który najwyraźniej celuje ostatnio w rolach ludzi pozbawionych złudzeń, ale mimo to gotowych poświęcić wszystko dla spraw naprawdę wielkich.

KW – Konrad Wągrowski [9]
Na razie największe zaskoczenie roku. Żaden do tej pory film nie podziałał na mnie tak mocno emocjonalnie, jak to dzieło Alfonso Cuarona. Wizja wzięta z powieści P.D. James jest jedną z najbardziej pesymistycznych wizji przyszłości, jakich ostatnio dostarczała nam literatura i film SF, a w tym wykonaniu staje się również bardzo sugestywna (niepozbawiona tez ciekawych filmowych sztuczek). Jest to jednocześnie powrót gatunku do jego najbardziej chwalebnych cech - próby analizy społecznej po wprowadzeniu nowego, fantastycznego czynnika - i jest to próba może nie w 100% udana, ale wybijająca się wysoko ponad poziom ostatnich produkcji SF. Dodatkowo należy zauważyć niemałą staranność w kreacji realiów świata przyszłości. Otrzymujemy wreszcie po latach posuchy nowatorską i prawdopodobną antyutopię, z mocnymi religijnymi inspiracjami (nowa Święta Rodzina). A wszystko to, by w najbardziej wzruszającej scenie filmu odczytać piękne i mądre przesłanie - każde nowonarodzone dziecko jest Zbawicielem naszego świata.

Oceń lub dodaj do Koszyka w

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Copyright © 2000-2019 – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.