Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 17 czerwca 2021
w Esensji w Esensjopedii

Capote

Bennett Miller
‹Capote›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułCapote
Dystrybutor UIP
Data premiery18 lutego 2006
ReżyseriaBennett Miller
ZdjęciaAdam Kimmel
Scenariusz
ObsadaPhilip Seymour Hoffman, Catherine Keener, Clifton Collins Jr., Chris Cooper, Bruce Greenwood, Bob Balaban, Mark Pellegrino, Marshall Bell
MuzykaMychael Danna
Rok produkcji2005
Kraj produkcjiUSA
Czas trwania98 min
WWW
Gatunekdramat
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Wyszukaj / Kup
Opis dystrybutora
Film jest opowieścią o życiu pisarza. Dokładnie opowiada o fragmencie życia, kiedy ten pracował nad książką "Z zimną krwią", czyli historią Dicka Hickocka i Perry′ego Smitha, dwóch recydywistów, którzy włamali się do domu farmera w Kansas i brutalnie zamordowali wszystkich jego mieszkańców. Capote spotkał się z nimi, kiedy obaj czekali na egzekucję w celi śmierci.
Teksty w Esensji
Filmy – Recenzje      
Urszula Lipińska ‹W kręgu chłodu›

Filmy – Publicystyka      
Piotr Dobry, Bartosz Sztybor, Konrad Wągrowski ‹Zgryźliwi prorocy: Edycja 2, styczeń 2006›

Utwory powiązane
Filmy      



Tetrycy o filmie [7.43]

MC – Michał Chaciński [7]
Dobry film poimimo średniej reżyserii, niezręczności scenariusza i roli aktorskiej, która mogła go wykoleić. Choć scenariusz nierówny (np. scena z podglądaniem skazańca przez wywietrznik godna była Zielonej mili), zadaje jednak jedno z najważniejszych pytań o zawód dziennikarza/reportera: o to jaka jest relacja między artykułem, a jego przedmiotem i o moralność autora. To najciekawszy element filmu. Drugim jest fakt, że Hoffmanowi wierzę w tego Capote'ego POMIMO całego aktorskiego chwytu z imitacją. Nie ufam takim rolom, nie wiem nigdy, jak oddzielić fizyczną imitację gestów od aktora, który imituje. Ale Hoffman zdołał pokazać dużo więcej niż tylko naśladownictwo - od połowy filmu czuję już w nim rozedrganego, skonfliktowanego człowieka. Ujęła mnie natomiast Keener w nietypowej roli. Szkoda, że Miller opowiada to wszystko bez wyczucia tempa, popadając chwilami w niepotrzebne dłużyzny. Namysł w filmie nie musi wynikać z przeciągania ujęć.

PD – Piotr Dobry [6]
Film zadaje nienowe, ale istotne, szczególnie w dzisiejszych czasach, pytanie o granice moralności ludzkiej i granice manipulacji, do jakich może się posunąć autor, tworząc dzieło. Ciekawe, że sam przy tym manipuluje widzem, sugerując poprzez arcypowolną narrację, że ogląda się wielce głęboki film psychologiczny, gdy tymczasem jest to dość prosty dramat z podawanymi na tacy, czasem wręcz ostentacyjnie, przesłankami. Widać tu nie do końca jeszcze wprawną rękę debiutującego w fabule reżysera – „Capote” atakuje łopatologicznym dialogiem tam, gdzie powinien zachować wstrzemięźliwość, zaś tam, gdzie powinien krzyknąć – milczy. Efektem jest całkowicie wyprany z emocji teatr jednego aktora, przy czym Hoffman daje role dobrą, ale nie wybitną – nie widzę jakościowego rozstrzału między jego Capote’em a np. Cashem Phoenixa i powodu ogólnego zachwytu nad tą kreacją upatrywałbym raczej w prostym fakcie, że szczebioczący sopranem, brzydki pokurcz, na dokładkę gej, zawsze sprzeda się lepiej niż charyzmatyczny, zasuwający barytonem przystojniak.

WO – Wojciech Orliński [8]
Nie mogę odżałować tego, że nie pokazali wielkiego balu, jakim Capote uczcił koniec pracy nad książką! Hoffman jest jednak niewątpliwym geniuszem i właściwie tylko na nim trzyma się ten film. Reszta na jego tle gra nieprzyjemnie cienko. Rozumiem, że taka była koncepcja, żeby zrobić "teatr jednego aktora", ale zrealizowano ją chyba zbyt konsekwentnie.

MS – Małgorzata Sadowska [9]
Kawał świetnego, zniuansowanego kina, intrygująca biografia, której na szczęście daleko do krzepiących pogadanek w rodzaju „Pięknego umysłu”. Bo nawet jeśli Truman Capote też ma umysł piękny, to już zamiary bardzo brzydkie. Philipowi Seymourowi Hoffmanowi udało się stworzyć pełną postać, która potrafi nas zauroczyć swoją nonszalancją, wzruszyć bezradnością i doprowadzić do szału cynizmem i egotyzmem. „Capote” poruszył mnie jako opowieść o mechanizmie przetwarzania rzeczywistości na użytek sztuki, o granicach, do jakich można się posunąć dla dobra dzieła, o tym wreszcie czy włażąc z buciorami w cudze piekło można się nie oparzyć. Oto prawdziwe kino moralnego niepokoju! Tym bardziej niepokojące, że w tym łańcuchu pokarmowym, na dole którego są cztery ofiary bezsensownego mordu, jesteśmy my, widzowie, do dziś żywiący się resztkami historii sprzed kilkudziesięciu lat.

KS – Kamila Sławińska [10]
Absolutny nokaut. Występ Hoffmana, na którego talencie ten film zawisł jak flaga na maszcie, to coś takiego, co przyprawia człowieka o dreszcze - takie dreszcze, które nie pozostawiają wątpliwości, że patrzy się na coś wybitnego i jedynego w swoim rodzaju. Ten facet jest już w tej chwili nieprawdopodobnie dojrzałym, w pełni ukształtowanym i niesłychanie wszechstronnym aktorem, w jednej lidze z młodym De Niro czy Nicholsonem - a on nie ma jeszcze czterdziestki! Poza fenomenalnym portretem tytułowej postaci wypada wyróżnić niesłychanie przemyślany, dojrzały scenariusz, z którego wynika nie tylko opowieść o pewnym wycinku czyjejś biografii -ale i refleksja nad natura sztuki twórcy: coś kompletnie niespotykanego w większości hollywoodzkich biografii. Przejmująca historia została przepięknie sfotografowana przez Adama Kimmela, a kompozycje Mychaela Danny doskonale uzupełniają ją w warstwie muzycznej. Najlepszy amerykański film fabularny, jaki widziałam przez ostatnie półtora roku - i nieprędko spodziewam się zobaczyć coś tak wysokiej klasy.

BS – Bartosz Sztybor [5]
Rozmemłany treściowo, nieudolny realizacyjnie i pusty emocjonalnie film, w którym jedynie dobra obsada aktorska jest zaskoczeniem (na zasadzie: czemu oni się do cholery zgodzili zagrać w takiej szmirze?). Hoffman gra oczywiście świetnie (stwierdzam obiektywnie, nie subiektywnie), ale gra i to widać na każdym kroku. Gestykuluje, mówi z wyraźną emfazą, by podkreślić trud włożony w zmianę głosu a w efekcie sam staje się do bólu emfatyczny. Doceniam wkład, ale efekt nie kręci mnie nawet odrobinę. Miło popatrzeć natomiast na Cliftona Collinsa i Chatherine Keener, którzy są powiewem świeżości i oryginalności w tym sztucznie wykoncypowanym filmie.

KW – Konrad Wągrowski [7]
Film wymagający wysiłku, aby się spodobał - ale to nie jest do końca komplement. Po seansie trzeba zacząć o nim myśleć, analizować, aby wynieść coś więcej z seansu niż to, że Capote był egocentrycznym dziwakiem. I taka analiza podnosi wartość filmu (zawiły stosunek bohatera do swego dzieła i dwóch skazańców, będących inspiracją z pewnością jest złożonym i interesującym zagadnieniem), szkoda jednak, że nie powoduje go sam film, że nie wychodzi się z kina z głową pełną rozmyślań. Film z pewnością porusza ważny i ciekawy temat, z pewnością jest dobrze ujety przez dominującego na planie Philippa Seymoura Hoffmana, ale w całości czegoś mi brakuje. Może znajomości samej postaci Capote'a i "Z zimną krwią", które wywołałyby jakieś blizsze emocjonalne zaangażowanie w opowiadaną historię?

Oceń lub dodaj do Koszyka w

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Copyright © 2000-2021 – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.