Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 4 sierpnia 2021
w Esensji w Esensjopedii

Diabeł ubiera się u Prady (The Devil Wears Prada)

David Frankel
‹Diabeł ubiera się u Prady›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułDiabeł ubiera się u Prady
Tytuł oryginalnyThe Devil Wears Prada
Dystrybutor CinePix
Data premiery6 października 2006
ReżyseriaDavid Frankel
ZdjęciaFlorian Ballhaus
Scenariusz
ObsadaAnne Hathaway, Meryl Streep, Adrian Grenier, Tracie Thoms, Simon Baker, Emily Blunt, Stanley Tucci, Stephanie Szostak, Gisele Bundchen, Heidi Klum
MuzykaTheodore Shapiro
Rok produkcji2006
Kraj produkcjiUSA
Czas trwania109 min
WWW
Gatunekdramat, komedia
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Wyszukaj / Kup
Opis dystrybutora
Główną bohaterką historii jest młoda dziewczyna z małego miasteczka, która poszukuje w Nowym Jorku pracy dziennikarki. Nieoczekiwanie zdobywa posadę asystentki u Mirandy Priestly, wpływowej redaktor naczelnej miesięcznika "Runway", jednego z najbardziej prestiżowych pism zajmujących się modą.
Teksty w Esensji
Filmy – Recenzje      

Utwory powiązane
Filmy (6)       [rozwiń]






Tetrycy o filmie [6.20]

PD – Piotr Dobry [5]
Anne Hathaway gra tak, jak wymawia się nazwisko jej bohaterki (Sachs), ale jak na komedię, której finał zna się po pierwszych dziesięciu minutach, nie jest tak źle. Nie żeby od razu śmiesznie, ale obserwowanie Meryl Streep, Stanleya Tucci i Emily Blunt działa na szczęście na tyle kojąco, by po półgodzinie można było przestać irytować się boleśnie kretyńskimi zachowaniami Andy (ta przemiana, o matko!) i skupić całą uwagę na świetnym drugim planie.

WO – Wojciech Orliński [6]
Największym problemem tego filmu jest aktorka grająca główną rolę. Jest tak niebywale bezbarwna i mało przekonująca w swoich kolejnych przemianach, że nie sposób jej współczuć czy się identyfikować. Najpierw w świecie mody zachowuje się antypatycznie i arogancko (jeśli jej to tak kompletnie nie interesuje, to niech nie zawraca ludziom głowy). Potem nagle patrzy na zegarek i mówi "o kurna, już piętnasta, czas się zmienić w modną damę" i bez żadnej fazy przejściowej po prostu zrzuca porozciągane sweterki i zakłada ciuchy od Diora. Mam uwierzyć, że ktoś, kto nie miał dotąd praktyki w chodzeniu na szpilkach będzie się w nich poruszać całkiem swobodnie i ani razu się nie wypierniczy na schodach? A potem (och, spojler space, spojler space, ale jak się ktoś nie domyślił zakończenia, to pis mu w ziobro) patrzy na zegarek i równie od czapy mówi "ojej, czas porzucić robienie kariery". Film za to ratują znakomite aktorskie kreacje aktorów drugo i trzecioplanowych - po pierwsze, po drugie i po trzecie Meryl Streep, po czwarte Stanley Tucci, po piąte Emily Blunt, która tak fajnie gra "niesympatyczną koleżankę głównej bohaterki", że aż okazuje się być w końcu sympatyczniejsza od tej drętwej idiotki.

KS – Kamila Sławińska [7]
Nie mam za grosz zrozumienia dla mody i ani trochę mi nie żal panieneczek, co biorą pracę w topowym magazynie na Manhattanie, a potem się dziwią, że trafiły między ludzi bardziej bezwzględnych w drodze do własnego sukcesu niż zgłodniałe wilcze stado w pogoni za sarenką - a jednak obejrzałam ten film z prawdziwą przyjemnością. Zapewne osobą odpowiedzialną za to miłe zaskoczenie jest boska Meryl Streep, która już po raz drugi w tym roku (po świetnym występie w A Prairie Home Companion) zachwyca mnie swoją wszechstronnością, wdziękiem i naturalnością we wszystkim, co robi. Grana przez nią Miranda Pristley jest tak przekonująca, śmieszna i straszna zarazem, tak charyzmatyczna i tak potężna, że nic dziwnego, iż małe biurowe zombie w sukieneczkach od Chanel spełniają bez gadania jej każde polecenie. Ta niebywała rola zmieniła miałką opowiastkę o nieciekawej panience w przekonującą (i jak uroczo opowiedzianą!) historię o tym, jak i dlaczego jedni ludzie sprawują władzę nad innymi. W zasadzie wrażenie, jakie wywarła Streep, było tak ogromne, że poza nią z filmu niewiele zapamiętałam - może tylko absolutnie czarującego Stanleya Tucci, parę przepięknych szmatek... I to, że Emily Blunt w drugoplanowej była sto razy lepsza od nijakiej Anne Hathaway, grającej główną bohaterkę.

KW – Konrad Wągrowski [6]
Jako człowiek od 10 lat pracujący w wielkich korporacjach wciąz uważam, że za mało jest filmów o wielkich korporacjach dowolnego sortu ("W doborowym towarzystwie" wiosny nie czyni), "Diabła ubierającego się u Prady" witam więc z otwartymi ramionami. Bo w lekko przesadzonej formie pokazuje on jakąś część współczesnej rzeczywistości, bo pęd do kariery, wyścig szczurów, jazda po trupach, rezygnacja z prywatności z pewnością nie ograniczają się tylko do świata mody. Pointa może niezbyt odkrywcza, ale oczywiście Meryl Streep znakomita, ani na chwilę nie odpuszczająca swej roli, a róznorodność prezentowanych strojów na ładnych dziewczynach i mężczyznę potrafi zainteresować.

BZ – Beata Zatońska [7]
Satyryczno-bajkowa podróż w świat mody. Bardzo skromny i bardzo daleki, popowy kuzyn "Prêt-à-porter" Altmana (a właściwie kuzynka, bo to komedia). Świetny jest wątek Mirandy Priestly, szefowej nadającego ton światowej modzie pisma "Runway", którą brawurowo i wieloznacznie zagrała Meryl Streep. Gorzej wypada historia jej asystentki Andrei, a to z powodu naiwno-hollywoodzkiego charakteru powiastki o tym, jak dzielna dziewczyna uwieść potworowi się nie dała (smok o dwóch głowach - kariera i pieniądze) i po chwili zagubienia wróciła na właściwą drogę (miłość, wierność, przyjaźń). Gdy na ekranie pojawia się pani Priestly i jej trzódka z haute couture robi się naprawdę zabawnie. Oczywiście dużo tu satyry, ale wątek ten skłania też do zadumy nad tym, jak wielką władzę mają nad nami wszystkimi tzw. ciuchy – czy tego chcemy, czy nie; czy zdajemy sobie z tego sprawę, czy nie. Akcja gna na przód w szalonym tempie, Andrea radzi sobie z kolejnymi prawie niemożliwymi do wykonania zadaniami, które narzuca jej Miranda. Jest zabawnie, czasem wręcz intrygująco, no i jest oczywiście Meryl Streep, można więc wybaczyć kilka scenariuszowych mielizn i hollywoodzki infantylizm.

Oceń lub dodaj do Koszyka w

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Copyright © 2000-2021 – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.