Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 27 czerwca 2022
w Esensji w Esensjopedii

Wzgórza mają oczy (The Hills Have Eyes)

Alexandre Aja
‹Wzgórza mają oczy›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułWzgórza mają oczy
Tytuł oryginalnyThe Hills Have Eyes
Dystrybutor CinePix
Data premiery14 lipca 2006
ReżyseriaAlexandre Aja
ZdjęciaMaxime Alexandre
Scenariusz
ObsadaAaron Stanford, Vinessa Shaw, Desmond Askew, Tom Bower, Emilie de Ravin, Billy Drago, Ted Levine, Kathleen Quinlan, Laura Ortiz
Muzykatomandandy
Rok produkcji2006
Kraj produkcjiUSA
Czas trwania107 min
WWW
Gatunekgroza / horror
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Wyszukaj / Kup
Opis dystrybutora
Grupa turystów zbacza z głównej trasy, by skorzystać ze skróconej drogi. W podróży psuje się im samochód, a ludzie ci trafiają w ręce kanibali mieszkających na terenie byłego poligonu nuklearnego.
Teksty w Esensji
Filmy – Publicystyka      
Piotr Dobry, Bartosz Sztybor, Konrad Wągrowski ‹Zgryźliwi prorocy: Edycja 4, marzec 2006›

Utwory powiązane
Filmy (6)       [rozwiń]






Tetrycy o filmie [2.67]

PD – Piotr Dobry [4]
Nie udało się Alexandrowi Aji wydobyć z tej ogranej do cna historyjki jakiegokolwiek napięcia. Dziwne jak na człowieka, który zasłynął na poletku grozy filmem pod bardzo znamiennym tytułem „High Tension”, gdzie na dodatek popisał się pomysłowymi scenami morderstw (np. obcięcie głowy komodą). Tutaj nic z tych rzeczy. Staromodne siekiera, rewolwer i „that’s all, folks” – Aja mocno się stara, by uczucie deja vu nie opuszczało widza ani na chwilę. Oczywiście wespół ze znudzeniem, gdyż „dziać się” zaczyna dopiero około 45 minuty. Do tego czasu obserwujemy, jak nasza rodzinka, spośród której największą inteligencją i charyzmą wykazują się dwa owczarki niemieckie, sama pcha się w łapy zwyrodnialców. Wygląd tych ostatnich też zresztą budzi zastrzeżenia – pod względem „atrakcyjności szpetoty” kudy im do mutantów z „Drogi bez powrotu”, „Zejścia” czy nawet „Lęku”. Nie wykorzystuje również reżyser niewątpliwych walorów Emilie de Ravin i Vinessy Shaw, których udziałem są dwa potencjalnie najmocniejsze momenty filmu – pierwszą z nich degenerat gwałci, drugiej spija mleko z piersi. Brzmi hardkorowo? Tylko brzmi – montaż tych scen jest jak na złość wyjątkowo pospieszny, a dziewczyny pozostają w pełnym rynsztunku. Zamiast dwóch par dorodnych piersi Aja serwuje nam wymierzone w postwrześniowe USA przesłanie typu „wyhodowaliście żmiję na własnej piersi”. Będę się upierał, że do takich bezmózgich, niskobudżetowych splatterów cycki pasują jednak bardziej.

WO – Wojciech Orliński [3]
Rzadko kiedy bardziej zdarza mi się czuć bardziej pośrodku "target audience" - w końcu kogo ma przestraszyć horror o rodzinie, która zabłądziła terenówką na pustyni i zaatakowały ją mutanty, jeśli nie mnie? No ale jednak nie przestraszył, za to znudził i zniesmaczył. Najpierw mamy akcję wartką jak w "Złotopolskich" - oglądamy nieciekawe scenki obyczajowe z życia antypatycznej rodziny. Jak już zdążyliśmy ją serdecznie znielubić, zaczynają mieć złe przygody, ale co nas to wtedy obchodzi, skoro i tak tych buców nie lubimy? Co gorsza, większość ginie bardzo szybko, więc reżyser się łapie za głowę, że w tym tempie film mu wyjdzie krótkometrażowy, więc nagle mamy finałowy pojedynek, w którym obaj walczący zdążyli już zainkasować tyle ciosów, że już dawno powinni byli umrzeć, ale reżyser to rozwleka w najnudniejszy możliwy sposób. I jeszcze sięga po ten jakże oryginalny, odkrywczy i zaskakujący widza motyw, że gościu już powalony z raną śmiertelną, już-już myślimy, że umarł, ale on jeszcze wstanie i walczy. Och, aż podskoczyłem z zaskoczenia. Głupotą filmowca, któremu się wydaje, że to jeszcze kogoś zaciekawi w roku 2006.

KS – Kamila Sławińska [1]
To chyba już jakaś nowa mania, rodzaj zawodów w pluciu na odległość - kto zdoła zrobić bardziej mizantropiczny, krwawy i pozbawiony puenty film na podstawie scenariusza z lat 70.? Oryginał był w moim odczuciu nieszkodliwym, niskonakładowym horrorem, znakomitym jako videotapeta na przyjęciach z udziałem dużej ilości ludzi, pozostających pod wpływem mniej lub bardziej legalnych substancji rekreacyjnych. Nowa wersja to pozbawiona największej atrakcji oryginału ( w którym - przypomnijmy - grał najbardziej kultowy z kultowych aktorów niskobudżetowego horroru, Michael Berryman) olimpiada okrucieństw, od których normalnemu człowiekowi wywracają się bebechy. Zresztą, może po prostu nie załapałam najważniejszego, bo film ma za zadanie pozbawić widza apetytu na całe tygodnie, a przez to ma działać jak dieta-cud? Byłby to jedyny powód, dla którego byłabym w stanie zrozumieć, dlaczego w ogóle go zrobiono.

Oceń lub dodaj do Koszyka w

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Copyright © 2000-2022 – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.