Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 6 lipca 2020
w Esensji w Esensjopedii

Sztandar chwały (Flags of Our Fathers)

Clint Eastwood
‹Sztandar chwały›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułSztandar chwały
Tytuł oryginalnyFlags of Our Fathers
Dystrybutor Warner Bros
Data premiery23 lutego 2007
ReżyseriaClint Eastwood
ZdjęciaTom Stern
Scenariusz
ObsadaRyan Phillippe, Adam Beach, Jamie Bell, Jesse Bradford, David Hornsby, Judith Ivey, Melanie Lynskey, Jayma Mays, Neal McDonough, Robert Patrick, Barry Pepper, Stark Sands, Paul Walker, John Slattery, Thomas McCarthy, Chris Bauer, Joseph Cross, Harve Presnell, Ann Dowd, David Patrick Kelly, Jon Polito, Ned Eisenberg, Oliver Davis
MuzykaClint Eastwood
Rok produkcji2006
Kraj produkcjiUSA
Czas trwania132 min
WWW
Gatunekdramat, wojenny
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Wyszukaj / Kup
Opis dystrybutora
Film oparty na bestsellerowej książce Jamesa Bradleya i Rona Powersa, opisującej bitwę o Iwo Jimę w lutym 1945 roku i losy żołnierzy, bohaterów narodowych, ze zdjęcia, które stało się symbolem zwycięstwa dla narodu znużonego już wojną oraz ich współbraci z kompanii. Ci bohaterowie jednak, którzy przeżyli, nie mieli ochoty odgrywać symbolicznej roli i nie uważali się za bohaterów...
Teksty w Esensji
Filmy – Publicystyka      

Utwory powiązane
Filmy (24)       [rozwiń]






Tetrycy o filmie [6.20]

DA – Darek Arest [7]
Bałem się tego filmu a okazuje się – niepotrzebnie. zadziwiający trop antybohaterski, rozpłynął się niestety w zawiłoścach i obłędnym koncepcie narracji. Zwracam uwagę na naprawdę świetnie wyreżyserowane sceny przed Atakiem amerykanów – tam są zadatki na nie tylko porządny, ale może nawet wielki film. Zdaje się jednak, że pod koniec Spielberg zsiadł ze stołka producenta i przejął (ukradł?) film Eastwoodowi, zakrapiając go odrobiną „Forresta Gumpa” i „Raportu mniejszości”, ze „Sztuczną inteligencją”. Szkoda. Jednak sceny walk budzą respekt.

PD – Piotr Dobry [4]
Wystarczająco dużo mówi samo słynne zdjęcie, którego historię Eastwood wziął tutaj na tapetę. Wszystko poza tym zdjęciem to tylko wtórne, hagiograficzne kino wojenne, w znacznym stopniu posiłkujące się „Szeregowcem Ryanem”, tyle że nie wywołujące takich emocji. Ba, w ogóle nie wywołujące emocji. No i ten, pożal się Boże, Adam Beach, równie drewniany co w „Szyfrach wojny” Johna Woo.

BF – Bartek Fukiet [5]
Urzeczony ostatnimi dokonaniami winopodobnego Clinta (im starszy, tym lepszy), oczekiwałem filmowego wydarzenia – batalistycznego widowiska w stylu „Szeregowca Ryana” albo wojennego moralitetu na miarę „Cienkiej czerwonej linii”. Tymczasem Clint, szarpiąc narrację, przeskakując nieustannie z Iwo Jimy do USA i z powrotem, snując refleksje na temat tworzenia mitów historii i mechanizmów propagandy, po drodze skutecznie impregnuje widza na losy bohaterów.

KS – Kamila Sławińska [8]
Bardzo sprawnie opowiedziana i ładnie zagrana (brawo Adam Beach!) antybohaterska historia o wojnie – coś, co brzmi mocno, poważnie i budzi zaufanie dopiero, gdy wychodzi od kogoś takiego jak Eastwood – od faceta, którego nikt przy zdrowych zmysłach nie posądzi o bycie rozmamłanym lewakiem o krwawiącym sercu. Opowieść stanowi piękny hołd dla bohaterów mimo woli oraz dla całej armii bezimiennych herosów, których nikt w porę nie sfotografował, choć przecież swym poświęceniem po stokroć zasłużyli na uznanie i sławę. Film porusza bez chwytania za tani sentymentalizm, a odrobinę pretensjonalna konwencja (pomysł z pozbawionymi barw sekwencjami walki na Iwo Jima, w których tylko krew i ogień mają jaskrawą barwę) na szczęście nie psuje odbioru. Tak naprawdę dopiero kontakt z o dwie klasy lepszym, wstrząsającym „Letters from Iwo Jima” uzmysławia, że pierwsza część tego dyptyku jest w gruncie rzeczy piekielnie mainstreamowym filmem – ale, na miłość boską, gdybyż tak więcej było tej jakości mainstreamu!

KW – Konrad Wągrowski [7]
Odnoszę wrażenie, że sam tytuł nie tylko w polskiej, ale nawet angielskiej wersji, jest dużo bardziej patetyczny niz sam film, co nie tylko może odstraszyć widzów, ale też wywołać uprzedzenie podczas seansu. Niesłusznie, bowiem film wcale bardzo patetyczny nie jest. Nie jest też niestety rewolucją w filmowej batalistyce. Choć ma solidna scenę desantu, kilka efektownych epizodów, to nie batalistyka interesuje Eastwooda. Tematem filmu jest bowiem wojenne bohaterstwo – które tak naprawdę nie istnieje. To już nie ta wojna, w której z własną wartością bojową można było zasłużyć na laury np. cesarza. To wojna, w której najdzielniejsi mogą zginąć od przypadkowego, własnego gonia, a bohaterem zostaje się, gdy załapie się na migawkę wojennego operatora. To także opowieść o „post-war disorder”, chorobie, o której wówczas nikt nie łsyszał, a która zdeterminowała życie tysięcy młodych ludzi po każdej z wojen. „Sztandar chwały” to opowieść na wskroś prawdziwa, co jest jej największą zaletą – choć może być i wadą dla osób, które oczekują czegoś innego od kina wojennego. Bo co nas w sumie obchodzi jakaś tam góra Suribachi.

Oceń lub dodaj do Koszyka w

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Copyright © 2000-2020 – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.