Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 3 lipca 2020
w Esensji w Esensjopedii

Infiltracja (The Departed)

Martin Scorsese
‹Infiltracja›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułInfiltracja
Tytuł oryginalnyThe Departed
Dystrybutor Warner Bros
Data premiery27 października 2006
ReżyseriaMartin Scorsese
ZdjęciaMichael Ballhaus
Scenariusz
ObsadaLeonardo DiCaprio, Matt Damon, Jack Nicholson, Martin Sheen, Vera Farmiga, Mark Wahlberg, Anthony Anderson, Ray Winstone, Alec Baldwin, Mark Rolston
MuzykaHoward Shore
Rok produkcji2006
Kraj produkcjiUSA
Czas trwania152 min
WWW
Gatunekdramat, sensacja
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Wyszukaj / Kup
Opis dystrybutora
Sprytny gangster infiltruje bostońską policję i uczestnicząc w kolejnych szkoleniach powoli wspina się po szczeblach policyjnej kariery. W tym samym czasie pewien policjant w ramach prowadzonego śledztwa przenika do szeregów mafii.
Teksty w Esensji
Filmy – Recenzje      

Filmy – Publicystyka      


Filmy – Wieści      

Utwory powiązane
Filmy (19)       [rozwiń]






Tetrycy o filmie [6.75]

DA – Darek Arest [8]
Najlepszy film Martin Scorsese od wielu lat! Bez pretensji do bycia dziełem sztuki, nie pretendujący do oryginalności (w końcu to remake) ale za to z jajami. Masa ostro ciętych dialogów i wyrazistych postaci. Nie mogę oprzeć się wrażeniu, że po tym jak na filmach Scorsese kształcił się Quentin Tarantino, teraz to sam autor „Chłopców z ferajny” odrobił lekcje i zaczerpnął to i owo z „Pulp fiction” i „Wściekłych psów”. Drugie zdziwienie to fakt, że zupełnie niespodziewanie z letargu ocknął się Leonardo DiCaprio i przypomniał sobie, że potrafi świetnie grać. I jak zawsze genialny Jack Nicholson, który już – tak jak Orson Welles – nie musi wcale grać. Wystarczy, że jest.

MC – Michał Chaciński [6]
W oderwaniu od hongkońskiego oryginału Infiltracja to niezłe kino policyjne z zaskakująco czarnym humorem i kolejną niepotrzebnie przerysowaną rola Nicholsona (jasne, też uwielbiam Jacka jako Jacka, ale od Scorsese oczekiwałbym, że wyczuje kiedy ktoś mu wykoleja film). Natomiast jeśli ktoś zna oryginał, musi poczuć filmem Scorsese potworne rozczarowanie. Po pierwsze, dlatego, że S. wykastrował z filmu wątek, który zawsze był dla niego bardzo wazny: relację między autorytetem i jego uczniem/naśladowcą. Po drugie, dlatego, że zrezygnował też z ważnego moralnie i etycznie pytania z końcówki filmu hongkońskiego: jak żyć w cudzej skórze. Scorsese skasował to pytanie (wykańczając postać, której nie wykończono w Infernal Affairs) i skończył film mrugnięciem oka na poziomie studenckiej etiudy. A skoro cholernie krwawy i brutalny film Scorsesego kończy się tak, że nie pozostają po nim żadne pytania, tylko chce się wzruszyć ramionami, to coś jest nie tak? Ale to i tak lepszy film niż Awiator i Gangi. No i ma kolejną powalającą rolę Aleca Baldwina, który wreszcie chyba zaakceptował, że lepiej byc genialnym drugoplanowym złodziejem scen, niż niespełnionym pierwszoplanowym gwiazdorem.

PD – Piotr Dobry [7]
Historię z grubsza znamy z „Infernal Affairs”, film jest dość wystudzony emocjonalnie, natomiast jego przewaga nad oryginałem z Hong Kongu tkwi w znakomitym aktorstwie – cały drugi plan (Wahlberg, Baldwin, Sheen, Winstone) wymiata, DiCaprio w dorosłej roli jest zaskakująco dobry, Damon gra tak jak w „Bourne’ach”, czyli przyzwoicie. Paradoksalnie najsłabiej wypada Nicholson, popisując się nie do zniesienia jokerowszczyzną. Z wad mamy jeszcze drętwy i naciągany wątek romansowy, niezamierzenie śmieszne momentami sceny bijatyk i scenę w windzie trochę jak z „Jabłek Adama”, ale bardziej konfundującą niż wstrząsającą (w ogóle odnosi się wrażenie, że w niektórych scenach inwencja Scorsese sprowadzała się głównie do nieco wysilonej zmiany stylistyki – tam gdzie Lau i Mak decydowali się na przyspieszenie, on daje slow-motion i odwrotnie). Było nie było, „Infiltracja” jest remake’em nadzwyczaj udanym, tudzież udanym powrotem reżysera do formy po tragicznie kiepskim „Aviatorze”, niemniej głosy, że to wielopłaszczyznowe dzieło psychologiczne (postaci są w gruncie rzeczy czarno-białe, a każdą możliwą interpretację twórcy jawnie sugerują) i zarazem mafijny klasyk na miarę „Chłopców z ferajny”, wydają mi się grubo przesadzone.

BF – Bartek Fukiet [5]
Rozczarowanie. A że reżyser wielki, to i rozczarowanie wielkie. Oczywiście, film zrobiony perfekcyjnie od strony technicznej, ale to przecież w przypadku dzieła sygnowanego nazwiskiem Scorsese żadna nowość. Scorsese nie dość, że nie zdołał pokazać w filmie nic nowego w stosunku do świetnego oryginału, to na domiar złego na spółkę ze scenarzystami wykastrował z suspensu najlepsze fragmenty historii. Irytuje też Jack Nicholson, który totalnie przerysował swoją postać, odgrywając na ekranie nowe wcielenie Jokera. W jednym autorzy remake’u przebili Chińczyków. W finale, miast dwóch strzałów w głowę, mamy bodaj cztery. No i nie ma miejsca na niedpowiedzenia z końcówki „Infernal Affairs”. Zło musi zostać przykładnie ukarane. Wiem, wiem. Narzekam, a film zbiera nagrodę za nagrodą i jest jednym z oscarowych faworytów. Ale Amerykanie nie widzieli oryginału.

WO – Wojciech Orliński [6]
Nie oglądałem pierwowzoru (w sumie nie przepadam za kinem hongkongskim). Ale nawet w tym rimejku tego Hong Kongu było dla mnie za dużo. Mogę uwierzyć od biedy w filmy o Starożytnym Gangu Pana Cing walczącym honorowo z Potężną Policją Pana Ciang. Ale kiedy te same historie odgrywają biali aktorzy, drażnią mnie luki logiczne. Dlaczego Wahlberg zdecydował się wymierzyć sprawiedliwość Nicholsonowi w tak durny sposób? Dlaczego nie rozpracowali Damona? Dlaczego Di Caprio się w ogóle zgodził na ten idiotyczny układ zamiast wyjść z pokoju na samym początku trzaskając drzwiami? Aktorzy faktycznie starają się jak mogą, ale cała ta fabuła po prostu nie trzyma się kupy.

KS – Kamila Sławińska [7]
Najpierw plusy: kreacje DiCaprio i Damona robią niesamowite wrażenie. Zwłaszcza ten pierwszy przekonuje po raz kolejny, że jest dużo bardziej wszechstronnym i utalentowanym aktorem niż skłonni są przyznać redaktorzy kolorowych magazynów, wciąż widzący w nim tylko ładną buzię. Konflikt granych przez tych dwóch panów postaci jest stuprocentowo wiarygodny - i bodaj bardziej emocjonalnie angażujący niż w azjatyckim pierwowzorze. Świetni są tez Sheen, Baldwin i Wahlberg w drugoplanowych rolach. Znakomicie działa czujnie dobrana muzyka, zdjęcia Ballhausa robią spore wrażenie - zwłaszcza w kapitalnych scenach z Bostonu lat 70., przepięknie wystylizowanych i skomponowanych. Poważnym minusem jest za to, że Scorsese nie zdołał zapanować nad Nicholsonem, który za bardzo stara się być Jackiem, a za mało wciela w odgrywaną postać... No i scenarzyści niestety nie zdołali powstrzymać się od przylepienia do całej tej mrocznej historii zakończenia w stylu „tu jest Ameryka: sprawiedliwość triumfuje nawet nad logiką i zdrowym rozsądkiem”. Mimo wszystko ogląda się z przyjemnością - a nawet z nadzieją, że Scorsese wróci jeszcze kiedyś do swojej najwyższej formy.

KW – Konrad Wągrowski [8]
Scorsese bardzo się stara, aby wnieść coś nowego do hongkońskiego pierwowzoru, ale w sumie wrażenie po filmie pozostaje takie, że jednak ogladaliśmy coś, co już było. Wartością dodaną jest bez wątpienia próba pogłębienia bohaterów - zwłaszcza di Caprio znakomity w swej roli (niech nikt już nie próbuje drwić z niego jako aktora) ale będę bronił też Damona. Tworzy on może rolę nie przyciągającą tak uwagi jak jego rywal, ale jest to niewątpliwie kreacja - odmienna od pierwowzoru, jego bohater to osoba, która nie może wzbudzić sympatii, jest mocno egoistyczna, raczej pusta w środku. Być może Nicholson szarżuje, ale dzięki temu tworzy ciekawą postać - człowieka, który pomimo kariery, pieniędzy, doświadczeń, cały czas wewnętrznie pozostaje prymitywnym ulicznym rzezimieszkiem. Zabrakło tu trochę tej pięknej symetrii cechującej azjatycki obraz, zamiast niej mamy ciekawy montaż i nieco symboliki, choć jak na Scorsesego niewyszukanej. Zadałem kiedyś pytanie czy Amerykanie pozwolą sobie na tak niejednoznaczną moralnie końcówkę - nie pozwolili. W sumie solidne, psychologiczne kino sensacyjne, bez znajomości filmu z Hongkongu pewnie odbiór byłby dużo lepszy, a tak nie zaskoczę chyba nikogo, gdy stwierdzę - oryginał górą.

BZ – Beata Zatońska [7]
Remake azjatyckich "Infernal Affairs". Udany powrót Marina Scorsese do kina gangsterskiego. Film stylowy, dobrze opowiedziany, trzymający w napięciu, z mrocznym, klaustrofobicznym klimatem i ciekawą ścieżką dźwiękową. Opowiada o samotności i cienkiej granicy dzielącej dobro od zła. Światy policjantów i złodziei są tu niepokojąco symetryczne. Słabym ogniwem jest niestety Jack Nicholson, który grając wszechmocnego i wydawałoby się, że bezkarnego gangstera z Bostonu, nieznośnie szarżuje. Świetny jest za to Leonardo DiCaprio w roli policjanta, który jest "wtyczką" w bandyckim świecie. Jego bohater szedł do policji, by walczyć ze bandziorami, ale los, przewrotnie, umieścił go tam, skąd rozpaczliwie chciał uciec (choć właśnie po to, by gang zniszczyć). Za to Matt Damon, grający informatora gangsterów, który zajmuje wysokie stanowisko w bostońskiej policji, stworzył postać płaską, pozbawioną emocji.

Oceń lub dodaj do Koszyka w

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Copyright © 2000-2020 – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.