Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 5 kwietnia 2020
w Esensji w Esensjopedii

Duchy Goi (Goya's Ghosts)

Miloš Forman
‹Duchy Goi›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułDuchy Goi
Tytuł oryginalnyGoya's Ghosts
Dystrybutor Monolith Plus
Data premiery16 marca 2007
ReżyseriaMiloš Forman
ZdjęciaJavier Aguirresarobe
Scenariusz
ObsadaNatalie Portman, Javier Bardem, Stellan Skarsgård, Randy Quaid, José Luis Gómez, Michael Lonsdale, Unax Ugalde
MuzykaVarhan Orchestrovich Bauer, José Nieto
Rok produkcji2006
Kraj produkcjiHiszpania
Czas trwania109 min
WWW
Gatunekdramat
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Wyszukaj / Kup
Opis dystrybutora
Hiszpania na przełomie XVIII i XIX w., czas historycznych turbulencji, gwałtownych niepokojów, cierpienia i Inkwizycji. Ojciec Lorenzo, członek Świętego Oficjum, jest zafascynowany młodziutką muzą słynnego hiszpańskiego malarza Francisco Goi - Ines, która na skutek fałszywego oskarżenia o herezję uwięziona zostaje w lochach Świętej Inkwizycji.
Teksty w Esensji
Filmy – Recenzje      

Utwory powiązane
Filmy (6)       [rozwiń]






Tetrycy o filmie [6.00]

DA – Darek Arest [6]
Czuć, że to Forman. Przyznacie, że to już coś. Niestety Forman poza formą. Portman irytuje, Stellan Skarsgård pozostawia obojętnym. W zasadzie jedyną zaletą filmu jest Javier Bardem, wykonujący niemal w dwóch rolach porządną i błyskotliwą robotę. Wygląda to trochę, jakby zabrakło rdzenia filmu, jakby Forman przygotował sobie całe tło, a ktoś podpieprzył mu główną historię i bohatera. „Dobry przeciętniak” z błyskami.

MC – Michał Chaciński [5]
W kategorii „open” to przyzwoity film, ale w kategorii „Milos Forman” to jednak porażka. Dlaczego? Forman kręcił zawsze filmy o outsiderach i po ich zakończeniu zawsze pozostawiał mnie z tym samym wrażeniem – wrażeniem, że zrozumiałem outsidera. Ba, że stoję w gruncie rzeczy po jego stronie, bo odnalazłem w sobie jego cechy charakteru. W „Duchach Goyi” Forman opowiedział historię w taki sposób, że właściwie po jej zakończeniu nie wiem o nikim, kto brał w niej udział, więcej niż po 30 minutach filmu. Sam Goya jest nudny jak cholera (garść podstawowych pytań: co myślał? dlaczego malował te antyklerykalne kawałki? jaki miał stosunek do Lorenza?). Ale nawet przy założeniu, że to nie film o nim, tylko o Lorenzu, okazuje się, że o głównej postaci też nie dowiemy się nic szczególnego. Może niepotrzebnie narracja jest w połowie przerwana i kontynuowana aż z takim skokiem w przód. Może niepotrzebnie aż tak rozbudowany jest wątek Portman (także postaci, która przez cały film się nie rozwija). Tak czy inaczej, po seansie brak było mi wrażenia, że warto było opowiedzieć tę historię. Choć nie przeczę, że scena, w której człowiek na moment przed zgonem widzi wszystkie swoje życiowe błędy nie oczyma duszy, tylko oczyma fizycznymi, robi wrażenie.

PD – Piotr Dobry [5]
Podpisuję się pod wszystkimi zarzutami kolegów tetryków – film rzeczywiście wygląda tak, jakby go zrobił duch Formana, a nie mistrz osobiście – rażąca powierzchowność w kreśleniu postaci, konstrukcyjny błąd z piętnastoletnim przeskokiem wprzód etc. No i żeby w filmie z Bardemem, Skarsgårdem i Portman najbardziej zapadającą w pamięć postać stworzył Randy Quaid?! Ale to już właśnie nie tyle wina świetnych przecież aktorów, co „blokującego” ich scenariusza. Najsłabszy Forman ever.

BF – Bartek Fukiet [7]
Tytuł trafny, bo Goya snuje się przez fabułę niczym duch. Lubię kino Formana za wyrazistych bohaterów. Wystarczy wspomnieć McMurphy’ego, Kaufmana (wielka i niedoceniona rola Jima Carreya), Mozarta i Salieriego, Flynta. Każda z tych postaci umożliwiła kreującemu ją aktorowi zagranie roli życia (no, może w przypadku Nicholsona jednej z wielu). Niestety, mistrz pędzla z „Duchów” to jedynie szkic osobowości. Nie dowiadujemy się o nim w zasadzie nic poza tym, że jest łasy na kasę, ma kłopoty ze słuchem i nie chce się za bardzo wychylać, gorliwie świadcząc usługi każdej władzy. Reżyser nie wykorzystał do końca potencjału drzemiącego w postaciach inkwizytora Lorenzo (Javier Bardem) i więzionej przez Święte Oficjum Ines (Natalie Portman, która kolejny raz daje dowód na to, że nie boi się aktorskich wyzwań). Jest wiele momentów znakomitych – scena „przesłuchania” Lorenzo przez zdesperowanego ojca Ines, wykład o sztuce zafundowany malarzowi przez monarchę (świetna rola drugoplanowa Randy’ego Quaida), prezentacja obrazu Goi parze królewskiej, przewrotna parodia happy endu z „rodziną” w komplecie, ale szkoda, że Forman nie wniknął głębiej w dusze swoich bohaterów. „Duchy” to film o pesymistycznym przesłaniu – historia się toczy, władze zmieniają, metody pozostają te same. Lorenzo namawia inkwizytorów do zaostrzenia represji, potem sam pada ich ofiarą, tępi inkwizytorów jako przedstawiciel nowych władz, po czym jest tępiony przez tych, których niedawno sam tępił. A Goya się przygląda.

KS – Kamila Sławińska [5]
Oj, postarzał nam się mistrz Forman, postarzał. Do tego stopnia, że po seansie trudno zdecydować, co właściwie zainteresowało go w tej historii i po co przeniósł ją na ekran. Zafascynował go sam Goya? Trudno więc pojąć, dlaczego wyszedł taki mdły i rozmyty, mimo wszystkich wysiłków Stellana Skarsgårda. Poruszył dramatyczny epizod europejskiej historii? Trudno więc zrozumieć, dlaczego potraktował ją niemal pretekstowo. Jedyne wytłumaczenie, jakie do mnie trafia, to że Forman chciał chociaż raz popracować z niezrównanym Javierem Bardemem: Hiszpan bez dwóch zdań wart jest swojej wagi w szczerym złocie, a stworzona przez niego drugoplanowa postać zaćmiewa bohaterów pierwszego planu i ostatecznie nawet rekompensuje widzom rozczarowanie rozwlekłym scenariuszem i bardzo przeciętną reżyserią. Mimo wszystko jednak od Formana wypada wymagać więcej – na tle jego poprzednich dokonań „Duchy Goyi” wyglądają wyjątkowo blado.

KW – Konrad Wągrowski [6]
W świecie ogarniętym szaleństwem stworzonym przez człowieka, szaleństwem żyjącym jakby własnym życiem poza wszelką kontrolą, gdy żadne działania nie mają sensu w obliczu perfidii losu, jedyną sensowną postawą jest postawa obserwatora. Taką postawę przyjmuje tytułowy, choć nie główny bohater najnowszego filmu Milosa Formana. Filmu, w którym – jakby to banalnie określił przeciętny krytyk – suma dobrych elementów nie składa się na równie dobrą, spójną całość. Mamy tu szereg naprawdę znakomitych scen – początkowe wprowadzenie, ze Swiętym Oficjum oglądającym mroczne i sugestywne grafiki Goi, znakomita wręcz sekwencja „obiadu z Inkwizytorem”, ironiczne królewskie polowanie, finałowa sekwencja „szczęśliwej rodziny”. Mamy tu formanowskie ironiczne spojrzenie, zwłaszcza w wątku obrazu dla królowej, czy kariery Lorenzo. Mamy dobre aktorstwo Javiera Berdema i Natalie Portman, wyraźnie szukającej ciekawych wyzwań. Ale nie mamy spójnego filmu, bo narracja skacze od postaci do postaci, 15-letnia przerwa rozbija dzieło na dwa odrębne obrazy. Trudno też mówić o jakiejs oryginalności antytotalitarnego przesłania, choć film jest swego rodzają lekcją historii. Nie sprawdza się również Stellan Skaarsgard w tytułowej roli – jego kreacja w żaden sposób nie pokazała mi dlaczego właściwie oprócz swej zyskownej działalności królewskiego malarza próbuje być kronikarzem swych czasów i skąd biorą się w nim takie wizje, jakie oglądamy w pierwszej scenie filmu.

BZ – Beata Zatońska [8]
Historyczny fresk o Hiszpanii przełomu XVIII i XIX w. z melodramatem w tle. Jest tu szaleństwo i refleksja o kondycji artysty. Jest też jednak pewna naskórkowość, powierzchowność. Forman, sprawny realizator, nie dotyka istoty problemów. Portret Hiszpanii mrocznej, zalanej pożogą inkwizycji jest godny pod względem wizualnym sztuki genialnego Francisco Goi dzięki świetnym zdjęciom Javiera Aguirresarobe. Filmowe kadry odwołują się do sztuki hiszpańskiego mistrza, choć jej wiernie nie odwzorowują, co bywa błędem wielu filmów o malarzach. Forman pokazuje obłudę władzy i niskie pobudki kierujące tymi, w rękach których spoczywa los innych. Inkwizytorzy są skorumpowani, władcy próżni, a u podłoża rewolucji leży chciwość i zazdrość. Napoleońscy żołnierze szafujący sloganami wolności pogrążają Hiszpanię w takim samym krwawym terrorze, jak poprzednio inkwizytorzy. Goya jest świadkiem, jedynym przyzwoitym w zakłamanym świecie. Grający go Stellan Skarskgard oszczędnie używa środków aktorskich, Goya w jego interpretacji jest pełnym siły artystą na „wewnętrznej emigracji”. Malarz pokazuje w swej sztuce prawdę, ufa tylko temu, co widzi i broni swojej sztuki bez względu na konsekwencje. Brzydka królowa Hiszpanii na jego portrecie jest naprawdę brzydka (król nie omieszka artysty za ten nietakt ukarać). Znamienna jest jedna z pierwszych scen, w której księża oglądają serię grafik Goi, ukazujących ciemną stronę świata, ludzkie wady i grzechy. Jeden z inkwizytorów chce artystę ukarać za „nieobyczajność”, drugi, Lorenzo, mówi, że nie Goya jest winien. Trzeba zmieniać świat i ludzi, i sprawić, by to, co malarz widzi na co dzień, stało się lepsze i piękniejsze. Lorenzo, ekspresyjnie zagrany przez Javiera Bardema, jest głównym bohaterem „Duchów Goi”. Jego historia jest pretekstem do ukazania postawy artysty. Lorenzo to karierowicz, który z łatwością przedzierzga się z pobożnego księdza w wysokiego oficera armii napoleońskiej. Dla swej przyjemności jest w stanie zrobić wszystko. Urzeczony urodą uwięzionej w inkwizycji młodej dziewczyny, modelki Goi, nie waha się jej uwieść i porzucić.

Oceń lub dodaj do Koszyka w

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Copyright © 2000-2020 – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.