Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 9 grudnia 2021
w Esensji w Esensjopedii

Rocky Balboa

Sylvester Stallone
‹Rocky Balboa›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułRocky Balboa
Dystrybutor UIP
Data premiery9 marca 2007
ReżyseriaSylvester Stallone
ZdjęciaJ. Clark Mathis
Scenariusz
ObsadaSylvester Stallone, Milo Ventimiglia, Burt Young, Geraldine Hughes, James Francis Kelly III, Antonio Tarver, Mike Tyson
MuzykaBill Conti
Rok produkcji2006
Kraj produkcjiUSA
CyklRocky
Czas trwania102 min
WWW
Gatunekdramat
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Wyszukaj / Kup
Opis dystrybutora
Rocky Balboa spędza wieczory opowiadając o starych dziejach w swej restauracji nazwanej "U Adrian" - na cześć zmarłej żony, za którą cicho tęskni. Syn nie chce spędzać z nim czasu, jest zbyt zajęty żyjąc własnym życiem. Czas i ciosy poobijały Rocky′ego, zdeformowały jego pięści, pochyliły ramiona i odebrały wszystko poza tymi starymi historiami, ale w głębi duszy pozostał sobą.
Teksty w Esensji
Filmy – Recenzje      

Utwory powiązane
Filmy (6)       [rozwiń]






Tetrycy o filmie [4.60]

DA – Darek Arest [3]
Trzy zasłużone punkty za najszczersze, radosne zdziwienie, jakim obdarza fanów Stallone. W wieku 60. lat nadal chce być i Rockim I Rambo (IV cześć w przyszłym roku). Jego bohater wcale nie zamierza schodzić z ringu i zamiast spacerować po parku i łykać witaminy, bez żenady naparza po pysku aktualnego mistrza świata. Scenariusz i realizacja zadziwiają niefrasobliwością i zapałem młodzieńczego filmu amatorskiego. Jednak wynik finałowej walki (ze względu na surrealistyczne usposobienie reżysera) wcale nie jest łatwy do przewidzenia. Film jest tak kiepski, że aż nie boli, a dostarcza czystej radości. Gdyby Stallone produkował więcej, mógłby założyć własne Bollywood

PD – Piotr Dobry [6]
W kategoriach filmowych „Balboa” jest ekstremalnie sentymentalny, bezwstydnie schematyczny, słaby aktorsko, wyreżyserowany jak odcinek Stallone’owego reality show „The Contender”. Ale w jakiś przedziwny sposób prostolinijność i pasja Stallone’a-autora i Stallone’a-Rocky’ego są ujmujące. No i brawa za finał sugerujący, że żaden „Rocky vs. Predator” już nie powstanie. Przynajmniej nie w tej dekadzie.

BF – Bartek Fukiet [5]
Sly Stallone odreagowuje kryzys wieku średniego i buduje sobie ekranowy pomnik wspaniałego faceta – fightera o gołębim sercu, kochającego ojca, skromnego restauratora, opiekuna samotnych kobiet i porzuconych kundelków. OK. Pierwsze 70 minut filmu jest miejscami nieznośne. Stallone serwuje nam na korpus osłabiającą kombinację ciosów: łzawy sentymentalizm, kiczowate retrospekcje, drętwe dialogi, słabe aktorstwo (emocjonalna mowa Sly’a do członków komisji, którzy odmówili mu licencji profesjonalnego boksera, przypomina jego szczytowe osiągnięcie aktorskie – pamiętną tyradę o dzielnych amerykańskich chłopcach w finale „Rambo”), ale kiedy „dziadzio” Balboa bierze się za treningi w rytm klasycznego kawałka „Gonna Fly Now” Billa Contiego i staje w ringu piącha w piąchę z młodszym o trzy dekady mistrzem świata, zaczyna się niezłe widowisko boxing-fiction. Sam się na tym złapałem, że kibicowałem Rocky’emu, no bo to przecież taki poczciwy facet jest…

KW – Konrad Wągrowski [5]
Naprawdę zaskakująca rzecz. Film źle zagrany, źle wyreżyserowany, o nienajlepszym scenariuszu, zwłaszcza w nieco nudnawej ale przede wszystkim przerażająco sztampowej pierwszej połowie, oparty na idiotycznym pomyśle walki 60-letniego boksera z aktualnym mistrzem świata, ale mający pewien urok. Bo jakoś wierzy się Stallonemu, że kręci ten film o samym sobie, bo ogląda sie tę nienajlepiej zainscenizowaną finałową walkę (nie umywa się do „Człowieka ringu”) z napięciem. Bo udaje się wymyślić Stallonemu dobrą przyczynę, dla której mistrz miałby walczyć z dziadkiem, bo udaje się wymyśleć sposób na to, że mistrz nie rozwala dziadka już w drugiej rundzie, bo – co najbardziej zaskakujące – do samego końca wynik walki nie jest znany (choć to ściągnięto z pierwszego „Rocky’ego”). A na deser mała sugestia, że współczesny boks bez bohaterów, to już nie to samo co 30 lat temu.

BZ – Beata Zatońska [4]
Bajeczki o „żelaznym Kopciuszku” ciąg dalszy. Film rozczarowuje pozytywnie, bo Sylvester Stallone nie jest tak zły, jak można by się spodziewać. Rocky jest jak zawsze (czyli tak jak w poprzednich pięciu filmach) szlachetny i skazany na sukces. Nawet w tak nieprawdopodobnej sytuacji, jak walka z młodym, silnym bokserem. Ponad 50-letni, były mistrz ringu o dziwo nie zostaje starty na miazgę przez przeciwnika podczas pokazowej, honorowej walki. Dla miłośników serii i amatorów prostych, hollywoodzkich wzruszeń.

Oceń lub dodaj do Koszyka w

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Copyright © 2000-2021 – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.