Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 19 stycznia 2019
w Esensji w Esensjopedii

Ostatni król Szkocji (The Last King of Scotland)

Kevin Macdonald
‹Ostatni król Szkocji›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułOstatni król Szkocji
Tytuł oryginalnyThe Last King of Scotland
Dystrybutor CinePix
Data premiery9 lutego 2007
ReżyseriaKevin Macdonald
ZdjęciaAnthony Dod Mantle
Scenariusz
ObsadaForest Whitaker, Gillian Anderson, James McAvoy, Kerry Washington
MuzykaAlex Heffes
Rok produkcji2006
Kraj produkcjiWielka Brytania
Czas trwania121 min
WWW
Gatunekdramat, historyczny, thriller
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Wyszukaj / Kup
Opis dystrybutora
Dramat ukazujący jeden z najbardziej wstrząsających epizodów historii współczesnej - okres krwawych rządów Idi Amina, jednego z najokrutniejszych dyktatorów XX wieku, który oglądamy oczami jego osobistego lekarza - bezsilnego wobec wydarzeń, których jest biernym świadkiem.
Teksty w Esensji
Filmy – Recenzje      

Filmy – Wieści      

Utwory powiązane
Filmy (8)       [rozwiń]






Tetrycy o filmie [8.20]

MC – Michał Chaciński [6]
Przyzwoity film, w którym ostatnie pół godziny zdradza już, że panowie nie bardzo wiedzieli jak wszystko podsumować (ten idiotyczny romans, to nagłe przyspieszenie akcji). Ale dwie zalety nie ulegają wątpliwości, a właściwie trzy. Po pierwsze, świetny Forrest – jednocześnie ujmujący i przerażający. Po drugie, niezła Scully. Po trzecie, wreszcie film o Afryce, który pokazuje, że białasy przyjeżdżający na miejsce to kretyni, którym wydaje się, że zaliczają wycieczkę turystyczno krajoznawczą bez konsekwencji. W tym sensie „Ostatni król Szkocji” to właściwie wyrzut sumienia dla takich hipokrytów jak Edek Zwick. Szkoda, że całość nie jest równiejsza i że McAvoy nie dorównuje aktorsko Forrestowi.

PD – Piotr Dobry [9]
„Ostatniego króla Szkocji” znamionuje realizacyjna pasja – zaprawiony w nowoczesnej dokumentalistyce reżyser (trzy lata temu mieliśmy w kinach jego „Czekając na Joe”, poświęcony heroicznym alpinistom) posiada świetne wyczucie timingu, co pozwala mu przytrzymać nas w napięciu i wtedy, kiedy znienacka wciska gaz do dechy, szafując ujęciami z ręki i close-upami, i wówczas, gdy prezentuje statyczną scenę monologu. Dzięki temu tę opowieść o czasach dyktatury Idi Amina ogląda się jak rasowy thriller, do czego przyczynia się też – a raczej przede wszystkim – obsadzony w roli prezydenta Ugandy Forest Whitaker, który popisuje się tu jedną z najbardziej brawurowych kreacji aktorskich ostatnich lat.

BF – Bartek Fukiet [8]
Brawa dla Foresta Whitakera! Poczciwy misio kina zmienił się w bestię i w roli Amina jest cholernie wiarygodny. Podobała mi się w filmie Macdonalda zmiana perspektywy. Obserwujemy wydarzenia z punktu widzenia naiwnego Europejczyka, który daje się uwieść urokowi jowialnego prezydenta i dopiero z czasem odkrywa, że jest tylko białą maskotką na dworze wcielonego diabła. Mimo nieco naciąganej końcówki (McAvoy prezentuje odporność na wyszukane tortury godną doświadczonego jogina), ogląda się bardzo dobrze.

KS – Kamila Sławińska [8]
Zdarzyło mi się obejrzeć film tuż po spotkaniu z Forestem Whitakerem – i szok był całkowity: niesłychanie subtelny, delikatny w obyciu aktor na ekranie zamienia się w prawdziwą bestię. Co więcej, mówi jak gdyby angielski był jego drugim językiem, a w sposobie chodzenia, postawie, nawet gestykulacji uderzająco przypomina Idi Amina z archiwalnych filmów. Myślę, że Whitaker Oskara ma praktycznie w kieszeni: żadna rola męska w tym roku nie może się równać rozmachem i stopniem trudności z tym, co niegdysiejszy Ghost Dog tutaj zaprezentował. Reszta filmu trochę tonie w cieniu tej wspaniałej kreacji – a szkoda, bo i reżyseria zacna (Macdonald, dotychczas znany i uznany jako dokumentalista, świetnie stosuje dobrze znane sobie metody – szybki montaż i dużo zdjęć z ręki bardzo pomagają dramaturgii opowieści), i drugoplanowe postacie znakomite (szkoda, że Gilian Anderson jest na ekranie tak krótko!), i muzyka ładna, i historia nader interesująca, choć gorzka: wynika z niej bowiem, że w Afryce w gruncie rzeczy nigdy nic się nie zmienia.

BZ – Beata Zatońska [10]
Punkty dla Foresta Whitakera grającego Idiego Amina, krwawego satrapę, który masakrował ludność Ugandy w czasie trwającego od 1971 do 1979 r. panowania. Whitaker wywiązuje się ze swojego zadania niezwykle dobrze. Do tego stopnia, że cała reszta – inni aktorzy, fabuła opowiadająca o brytyjskim lekarzu, który staje się jego ulubieńcem – są tylko tłem. Potrzebnym, ale tylko tłem. Amin to kwintesencja szaleństwa. Jest w nim ogień, który trawił cesarzy rzymskich Nerona i Kaligulę, i który pchał do ludobójstwa innych tyranów. W tym zwalistym, ciemnoskórym mężczyźnie mieszka kilka osobowości. Bywa łagodny, dobroduszny i przyjacielski i tym zjednuje sobie ludzi. Po chwili budzi się w nim demon. Fascynujące i przerażające spotkanie filmowe.

Oceń lub dodaj do Koszyka w

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Copyright © 2000-2019 – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.