Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 11 grudnia 2019
w Esensji w Esensjopedii

Zodiak (Zodiac)

David Fincher
‹Zodiak›

WASZ EKSTRAKT:
80,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułZodiak
Tytuł oryginalnyZodiac
Dystrybutor Warner Bros
Data premiery15 czerwca 2007
ReżyseriaDavid Fincher
ZdjęciaHarris Savides
Scenariusz
ObsadaJake Gyllenhaal, Robert Downey Jr., Mark Ruffalo, Anthony Edwards, Brian Cox, Clea DuVall, Adam Goldberg, John Getz, Pell James, Elias Koteas, Donal Logue, John Carroll Lynch, Dermot Mulroney, Chloë Sevigny, Ione Skye, Philip Baker Hall, James LeGros
MuzykaDavid Shire
Rok produkcji2007
Kraj produkcjiUSA
Czas trwania158 min
WWW
Gatunekthriller
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Wyszukaj / Kup
Opis dystrybutora
′Zodiak′, brutalny seryjny morderca rozpoczyna swoje krwawe rządy w San Francisco. Przebieg swoich zbrodni morderca relacjonuje w listach wysyłanych regularnie do redakcji dziennika "San Francisco Chronicle". Listy od mordercy trafiają w ręce pracującego tu Roberta Graysmitha, który postanawia przeprowadzić własne śledztwo w ich sprawie.
Inne wydania


Teksty w Esensji
Filmy – Recenzje      

Filmy – Publicystyka (6)       [rozwiń]



Michał Chaciński, Piotr Dobry, Ewa Drab, Urszula Lipińska, Łukasz Twaróg, Konrad Wągrowski, Kamil Witek ‹Porażki i sukcesy A.D. 2007›


Utwory powiązane
Filmy (15)       [rozwiń]






Tetrycy o filmie [8.10]

DA – Darek Arest [8]
Co jest z tym filmem? Oparty na faktach, a uparcie konwencjami podkreśla swoją filmowość. Trzy godziny „lewitowania” nad rozwiązaniem, które upływają w kinie z prędkością letniej przygody. Przygody, jak to u Finchera, rozciągającej się pomiędzy przyjemnością i nieprzyjemnością. Pełno tu różnorakich obsesji, nie znajdujących spełnienia, których podstawy kruszą się im głębiej się w nie pogrążyć. Bardzo wysmakowane kino, które nie jest tylko grą.

MC – Michał Chaciński [7]
Zodiak to bardzo dobry film, po którym w tydzień po seansie nie pozostało mi w głowie właściwie nic. Fincher nakręcił rzecz zaskakującą, spojrzał od kuchni, pokazał robotę dziennikarską, świetnie poprowadził aktorów bla, bla, bla. Wszystko fajnie, ale jednak nie widzę w tej koncepcji nic szczególnie odkrywczego. Podczas seansu wiedziałem, że oglądam dobry film. Po jego zakończeniu suma wyszłą mi mimo wszystko wyjątkowo niewielka. Bodaj najciekawszą sceną w filmie jest dla mnie to jawne nawiązanie do rozwiązania „Milczenia owiec” (wizyta w domu świadka zabójcy i odkrycie w trakcie rozmowy z nim, że to on jest zabójcą, po czym zejście do piwnicy) i poprowadzenie akcji z pełną świadomością, czego spodziewa się widz – pokazując mu po chwili, że to przecież banał, i to banał filmowy, niewiele mający wspólnego z życiem. Fincher pokazał, jak łatwo jest wywołać suspens i… zrezygnował z kulminacji, bo w tym filmie nie interesował go suspens, tylko faktyczna, ciężka robota bez klajmaksu. Nie mówię, że to błąd koncepcyjny. Raczej, że konsekwencja tej koncepcji jest właśnie taka, jaka jest – udany stosunek bez orgazmu.

PD – Piotr Dobry [8]
Film psychologiczny o niszczącej sile obsesji, która wyrastając z jednej tragedii, potrafi przerwać bądź zepsuć wiele żyć. Realistyczny kryminał wbrew schematom – dochodzenie ciągnie się latami, ze strony detektywów nie pada żaden strzał, za to ilość wykonanych telefonów i przerzuconych papierków wykańcza ich psychicznie. Mroczny thriller – psychopata działa według klucza, bawi się z gliniarzami w kotka i myszkę, by w finale zwyciężyć (porównanie z „Siedem” jak najbardziej na miejscu). Wreszcie, najlepszy od czasu „Wszystkich ludzi prezydenta” hołd dla dziennikarstwa śledczego – młody karykaturzysta w pojedynkę dokonuje tego, czego sztab policjantów – przez bezduszne procedury, wzajemne animozje, zwyczajne lekceważenie – nie potrafił dokonać w dekadę. Jasne, jest to wszystko naznaczone i zapewne udramatyzowane subiektywnym punktem widzenia Graysmitha. Pewnie, wymaga to cierpliwości i śmiało mogłoby być o jakieś pół godziny krótsze. Ale zawsze może być lepiej, a niezmiernie rzadko dostajemy film ocierający się o arcydzieło kina popularnego. Tym samym, w czasach, kiedy różne Shyamalany i Manny zawodzą, Fincher pozostaje jednym z naprawdę nielicznych wybitnych reżyserów bez wpadki na koncie.

BF – Bartek Fukiet [9]
Choć raz reżyser z mojego prywatnego topu nie zawiódł. Świetne kino. Nie ma tu nagłych zwrotów akcji, pościgów, wymian ognia, a mimo to 156 minut seansu mija jak z Magnum 44 strzelił. Ci, którzy oczekują typowej „fincheriady”, z jej rozpasaniem wizualnym i nowatorstwem technicznym, mogą się rozczarować. Ci, którzy spodziewali się zobaczyć powtórkę z mrocznych klimatów „Siedem” – wszak to też opowieść o seryjnym mordercy – mogą być zawiedzeni. Zamiast typowego dla współczesnego Hollywood szybko zmontowanego efekciarstwa, dostajemy wiarygodną i realistyczną opowieść z mocno nakreślonymi charakterami bohaterów, która przypomina kino Michaela Manna w szczytowej formie. Do tego klimatyczna, świetnie dobrana ścieżka dźwiękowa i smaczki w rodzaju wizyty bohaterów w kinie na seansie „Brudnego Harry’ego”, którego scenariusz zainspirowała historia prawdziwego Zodiaka. Dla mnie największym odkryciem tego filmu jest Mark Ruffalo jako Columbowaty w obejściu inspektor Toschi.

WO – Wojciech Orliński [7]
Dałbym może i więcej, ale… taki to już problem z historiami „z życia wziętymi”, że są wzięte z życia, a więc nudne. Bardzo doceniam świetną grę trójki głównych bohaterów, realizatorski kunszt i tak dalej, ale jak na film o seryjnym mordercy to strasznie mało się tutaj w sumie dzieje.

KS – Kamila Sławińska [9]
Temat nieuchronnie będzie prowokował do porównań z „Siedem” – a takowe zupełnie nie maja racji bytu:„Zodiak” to zupełnie innego rodzaju kino. zaryzykowałabym nawet twierdzenie, że Fincher objawia w nim jako reżyser zupełnie nową jakość. W najnowszym filmie cierpliwie przyglądający się swoim bohaterom, unika gwałtownych gestów, opiera się pokusie epatowania mocnym obrazem i straszenia nagłymi wyskokami potwora zza rogu… a mimo to film jest niesamowicie intensywny – i pomimo niezmiernej długości pasjonujący. Ta intensywność, choć nie od pierwszej chwili oczywista, powraca długo po seansie, w niespodziewanych wspomnieniach przydymionych zdjęć Savidesa i pozornie ulotnej muzyce z epoki: wychodzi człowiek z kina zrelaksowany, a tu nagle w środku nocy wspomnienie melodii „Hurdy Gurdy Man” przyprawia o dreszcze. Aktorko – powala występ trzech wirtuozów w głównych rolach (najlepszy Downey Jr. w kolejnej genialnej kreacji, ale niewiele z tyłu za nim zostają sympatyczny Gyllenhaal i znakomity Ruffalo); świetnie wypada też niemal każda z postaci drugoplanowych – zwłaszcza, jeśli dostaje do wypowiedzenia jakiś soczysty kawałek pysznego dialogu, napisanego przez Jamesa Vanderbilta. Fincher dyryguje tłumem postaci z maestrią Karajana, misternie splatając losy i wątki na przestrzeni trzech dekad. Jednak „Zodiak” to nie tylko majstersztyk aktorstwa i filmowej narracji: sprawdza się znakomicie jako małe studium obsesji. Bohaterowie tropiący ulotnego mordercę zdają się od pewnego momentu żyć już tylko myślą o ciągłym pościgu, nie o schwytaniu uciekającego. To trzeba zobaczyć.

JS – Jakub Socha [8]
W „Zodiaku” nic się nie klei, ale to i tak film pasjonujący. Najpierw reżyser potyka się na kłodzie czasu, a jest ona niemała, bo film toczy się między rokiem 1969 a 1991. Niby film idzie linearnie, ale raz narracja robi krok do przodu, a następnym razem robi ich trzy. Przez co cała obsesja związana z odnalezieniem tajemniczego Zodiaka, w którą wpada trójka głównych bohaterów, wygląda jak stosunek nierównomiernie przerywany. Trudno też zaakceptować postępowanie Finchera wobec swoich postaci. Ci, którzy mogliby ciągnąć film (dziennikarz – trochę dandys, trochę hipis – grany z wyraźnym dystansem przez Downeya i fascynujący policjant – który wygląda jak łagodny poranek, a nie jak cięta żyleta – grany przez Ruffalo) zostają usunięci z planu zdarzeń. Ale czy jest to powodowane ich „ontologiczną aporią” wobec niemożności dotarcia do prawdy, czy tylko preferencjami estetycznymi montażysty, nie podejmuję się odpowiedzieć. Koniec końców biedny Gyllenhaal zostaje głównym koniem pociągowym „Zodiaka”. Mogło wyglądać to tak: puste naczynie, amerykański człowiek bez właściwości pod wpływem dziwnych morderstw zaczyna zauważać w życiu coś więcej niż binarne schematy; widzi przemiany społeczne; ciemna strona zaczyna go wciągać coraz bardziej; a rzeczywistość coraz bardziej mu się sypie; coraz więcej w niej iluzji, demonów i medialnych nadwyżek. A wygląda z grubsza tak: gorliwy skaut szuka sprawcy, żeby dostać kolejną sprawność. Nawet jego obsesja, pozamykana w klasery, przypomina zbieranie znaczków (kto owładnięty prawdziwą obsesją zdołałby w międzyczasie się ożenić i spłodzić dwójkę dzieci?). Zamierzenie sprowadzam niektóre elementy „Zodiaka” do absurdu, bo szczerze powiem, ciągle nie mogę tego filmu rozgryźć, ale przecież wciągnął mnie reżyser bez reszty w ten dziwny i pogmatwany świat. To nie bełkot markuje tutaj filmową pustkę. To bliżej niesprecyzowana tajemnica, która jak widać ciągle w kinie jest możliwa.

MW – Michał Walkiewicz [7]
Fincher wreszcie pokazał się z innej strony. Zamiast stylistycznych łakoci dostajemy fabularne mięso. Świetna robota inscenizacyjna, faktograficzna i aktorska. Ruffalo gra rolę życia, Downey jr. celuje w kogoś pomiędzy modernistycznym dekadentem, a realistyczną wersją Jacka Sparrowa, Gyllenhaal jest cudownie metodyczny i bezbarwny. Nie do końca przekonuje mnie jednak dramaturgiczny kręgosłup scenariusza. Rozciągnięta na przeszło trzydzieści lat akcja rozbija się na ciekawe epizody, ale jako całość nie chwyta za gardło. Po punkcie kulminacyjnym, który przychodzi za wcześnie, „Zodiak” traci narracyjną energię i pogrąża się w apatii, czyli trwającym blisko czterdzieści minut zakończeniu.

KW – Konrad Wągrowski [9]
Długo szukałem odpowiedniego słowa, aby określić ten znakomity, złożony, mądry, inspirujący film. „Zodiak” to film o bezsilności. Tytułowy morderca nie jest przecież tytanem zbrodni, popełnia w sumie szkolne błędy – jego twarz była widoczna, listy pisał własnym charakterem pisma, zostawiał świadków – a mimo tego pozostał nieuchwytny. Zabrakło czegoś, co dałoby 100% pewności – czy można się dziwić, że chęć rozwikłania zagadki drąży bohaterów przez dekady (przecież wciąż są tak blisko!)? Bo „Zodiak” to też oczywiście film o obsesji – a punkt Fincherowi należy zaliczyć za to, że nie popada przy mówieniu o obsesji w schematy, pozostawia niedopowiedzenia, daje do myślenia. Ale „Zodiak” to też kryminał i thriller. Sceny ataków mrożą krew w żyłach, a nieco surrealistyczna scena rozmowy ze studiem telewizyjnym przypomina nawet sceny grozy w dobrych horrorach. Oczywiście, mamy tu innego niż zwykle Finchera. Reżyser sam zakłada na siebie pęta, biorąc się za temat śledztwa za mordercą, którego nigdy nie znaleziono i trzyma się jak najusilniej faktów (zwróćcie uwagę, że inscenizowane są tylko morderstwa, w których byli jacyś świadkowie). Ale chyba też Fincher udowadnia tu, że nie jest jedynie efekciarzem, ale naprawdę dojrzałym, wybitnym twórcą. Z jednej strony oglądamy szereg pomysłowo wyreżyserowanych scen (zabójstwo nad jeziorem to wręcz majstersztyk), z drugiej widać, że Fincher świetnie potrafi prowadzić aktorów. Gyllenhaal i Downey są świetni jak zwykle, ale przyznam, że tak doskonałego Ruffalo jeszcze nigdy nie widziałem. Ogólnie – czapki z głów!

BZ – Beata Zatońska [9]
Fincher doskonale porusza się w kręgu zła, jest nim zafascynowany. I dzieli się swoimi przemyśleniami z widzami, bynajmniej tego zła nie gloryfikując. Wręcz przeciwnie. W „Zodiaku” analizuje, jak tropienie seryjnego mordercy przeradza się w obsesję i staje się przekleństwem dla zaangażowanych w to ludzi. Film nie jest klasycznym kryminałem, to raczej dramat psychologiczny z morderstwami w tle. Jest tu drobiazgowa analiza śledztwa, mnóstwo tropów – trochę nużące, ale na swój sposób fascynujące. Drugie piętro znaczeniowe to rozpaczliwa chęć wyjścia z cienia, zwrócenia na siebie oczu opinii publicznej. Każdy z bohaterów filmu ulega temu pragnieniu na swój sposób. I za ogromną cenę im się udaje. Zodiak dołączył do galerii legendarnych morderców – nakręcono o nim m.in. kilka bardzo słynnych filmów. W centrum zainteresowania znaleźli się też ci, którzy go szukali. Film rozgrywa się w ciasnych, mrocznych pomieszczeniach, ulice San Francisco przypominają przedsionek piekła (daleko im do pocztówkowego piękna, do którego przyzwyczaiły nas filmy rozgrywające się w tym mieście). Robert Downey Jr. w rolę zblazowanej gwiazdy reportażu wcielił się z ujmującą łatwością. Jake Gyllenhaal z twarzą zdziwionego dziecka gra mężczyznę, który z żelazną konsekwencją, nie bacząc na koszty, realizuje swe marzenie – odnajduje, jak mu się wydaje, Zodiaka i pisze o nim książkę (książka ta stała się podstawą scenariusza).

Oceń lub dodaj do Koszyka w

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Copyright © 2000-2019 – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.