Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 15 listopada 2019
w Esensji w Esensjopedii

Ryś

Wyszukaj / Kup
Opis dystrybutora
Prezes Klubu Sportowego Tęcza sprawnie radzi sobie z przemianami ustrojowymi w kraju. Widocznie dla ludzi takich jak on miejsce znajdzie się w każdej rzeczywistości. Znany z "Misia" Ryszard Ochódzki tym razem został biznesmenem.
Teksty w Esensji
Filmy – Recenzje      
Marcin T.P. Łuczyński ‹Świńska rura, a nie Ryś›

Filmy – Publicystyka      


Tetrycy o filmie [5.20]

DA – Darek Arest [5]
Zdaje się, że dawno, żadnemu polskiemu filmowi nie życzyło równie dobrze, tak wiele osób. Wszyscy chyba chcieli, żeby się udał, sięgnął poziomu „Misia”, osądził współczesność, rozbawił do łez i dostarczył kultowych kwestii na następne lata. A tu wszystko poszło bokiem. Sporo niezłych skeczów, dużo odwołań do „Rejsu” czy „Misia”, ułożyło się w film mniej niż dobry. I w ogóle z trudem ułożyło się w film. Przez cały seans powtarzałem tylko w myślach nerwowo: szkoda, szkoda, szkoda, szkoda, szkoda…

PD – Piotr Dobry [6]
Największą wadą „Rysia” jest jego długość – blisko dwuipółgodzinny film pęka w szwach od natłoku wątków i skeczów, z których dużą część można by śmiało wyciąć bez jakiejkolwiek szkody dla fabuły. Ta i tak jest tylko pretekstowa, co owocuje, nomen omen, tym, że jak w przypadku mumiowego „Hi way” dostajemy nie film sensu stricte, a kabaret. I można by to nawet znieść – wszak sentyment do „Misia” i „Rejsu” potęguje naszą pobłażliwość dla autora – gdyby tylko, co tu dalej owijać w bawełnę, dowcip „Rysia” był po prostu lepszej klasy. Owszem, zdarzają się gagi błyskotliwe, inteligentne (zgrabnie wykpiona nowomowa), ale Tym przeważnie każe nam się śmiać albo z tego, że ktoś nazywa się Pupa czy Wiadro, albo z ogranych stereotypów (głupi policjant, chciwy ksiądz, skorumpowany polityk). W obsadzie migają gwiazdy różnych pokoleń, ale mało kogo udaje się należycie wykorzystać – taki gość jak Rewiński pojawia się w jednej, w dodatku średnio zabawnej scenie, a z kolei Zofia Merle chleje wiśniówkę do znudzenia. Wyśmienity jest Kowalewski – wszystkie sceny z jego udziałem to zarazem najśmieszniejsze momenty w filmie, do tego momenty, w których wraca klimat komedii Barei i Chęcińskiego. Także ogólnie rzecz biorąc, warto się na „Rysia” wybrać, ale świadomość, że w tym przeładowanym treścią chaosie przepadł materiał na kultową komedię półtoragodzinną, strasznie boli. Szczególnie dziś, gdy rozpaczliwie takich filmów potrzebujemy.

BF – Bartek Fukiet [5]
Porażka. Spodziewałem się tego, kiedy usłyszałem, że Stanisław Tym wybrał sobie na drugiego reżysera autora potworka pod tytułem „Ja wam pokażę!”. Po pierwsze: „Ryś” trwa zdecydowanie za długo, bo ponad 140 minut (szkoda, że chociaż w tym aspekcie nie naśladowano krótszego o pół godziny pierwowzoru) i miejscami zwyczajnie przynudza, po drugie: fabuła jest chaotyczna, niespójna i niezrozumiała. Po trzecie – część żartów pasowałaby ze swoją subtelnością raczej do niemieckiego filmu o „Siedmiu krasnoludkach” (wśród „perełek” dowcipu: Merle i Turek wymieniający się wibratorami, jąkała Rewiński, wiejska baba wszczepiająca ludziom zwierzęce organy, czy też sikający podwójnie Tomasz Sapryk, który mówi, że mu się… fujary poplątały). Są też momenty dobre: wejście do akcji Kowalewskiego i większość scen z jego udziałem, klub sobowtórów JP2, żartobliwe nawiązanie do „Rejsu”, ale nie rekompensują one poczucia wielkiej i zmarnowanej szansy. Jeśli ten film – jak zapowiadają niektórzy – stanie się kultowy, świadczyć to będzie li tylko o postępującym znikczemnieniu naszych gustów.

KW – Konrad Wągrowski [3]
Smutny niewypał, a jednocześnie dobry przykład co jest nie tak w polskiej kinematografii. Bo z „Rysia” wynika przede wszystkim brak udziału producentów i niesłuszne przekonanie o właśnych reżyserskich umiejętnościach. Dobry producent, przejrzawszy materiał, powinen z filmu wywalić w cholerę co najmniej 5 wątków i chyba z 50 minut materiału i zaproponować „wersję reżyserską na dvd”, w ten sposób ratując film przed wrażeniem totalnego chaosu. A sam Tym zaś powinien poszukać reżysera, jakim był Bareja czy Chęciński (na litość boską, nie Delić!), aby pomógł oddać czasem nawet zabawane teksty i dialogi w akceptowalnej dla widza formie. Bo oglądając „Rysia” odnosi się wrażenie, że spudłowany przez reżyserię (a czasem też montaż) został prawie każdy dowcip! Nie jestem jednak pewien czy dałoby sie film mimo wszystko uratować – widać bardzo po nim jak stępiła się satyra Tyma przez te wszystkie lata, jak w sumie niewiele ma do powiedzenia o IV RP (żarty językowe odegrał przecież już w słynnym skeczu o prezenterce radiowej 30 lat temu, w komentarzu o politykach i biznesmenach nie wychodzi poza przeciętny kabaret). Argumenty podnoszone przez krytyków, że „możemy tu zobaczyc plejadę najlepszych polskich aktorów” sa idiotyczne, bo jaka w tym zasługa twórców (widziałbym tu zasługę kultowości kina Barei), a poza tym, kto tworzy wybijającą się kreację (okej – Kowalewski i Merle wpuszczają małe promyki w chwilach swej obecności na ekranie)? W sumie strasznie męczące 2 i pół godziny…

BZ – Beata Zatońska [7]
Tym zastrzega, że jego „Ryś” to nie „Miś 2” i ma rację. Ale wyrósł z „misiowego ducha” i posługuje się podobnym, absurdalnym poczuciem humoru. No i oczywiście jest prezes KS Tęcza Ryszard Ochódzki oraz jego znajomi. Nowa rzeczywistość stawia przed przedsiębiorczymi krętaczami, pozbawionymi skrupułów i zaprawionymi w PRL-owskich bojach, nowe wyzwania. Co się Tymowi udało? Mnóstwo zabawnych gagów, fantastyczne dialogi, doskonale podpatrzone i pokazane absurdy życia w Polsce. Tym to rasowy satyryk z doskonałym wyczuciem językowym. Na długo zapadnie w pamięć kilka scen i dialogów. Przez ekran przewija się czołówka polskich aktorów (i nie tylko aktorów), najmniejszy epizod gra ktoś znany. Świetny jest zwłaszcza gang sprzątaczek, które zagrały m.in. Beata Tyszkiewicz, Grażyna Szapołowska i Magdalena Zawadzka. Co się nie udało zbyt dobrze? Film trochę za długi i fabuła szwankuje. Od czasu do czasu nasuwa się myśl, że chodziło o to, by jak najwięcej skeczy i zabawnych historyjek upchać w jednym miejscu. Dowcip czasem lotem ciężkim przy ziemi się przesuwa, zanim wzlecieć nieco wyżej. Plusów jest jednak więcej niż minusów i trzeba się cieszyć z tego, że można się śmiać na polskiej komedii.

Oceń lub dodaj do Koszyka w

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Copyright © 2000-2019 – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.