Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 6 lipca 2020
w Esensji w Esensjopedii

Listy z Iwo Jimy (Letters from Iwo Jima)

Clint Eastwood
‹Listy z Iwo Jimy›

WASZ EKSTRAKT:
80,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułListy z Iwo Jimy
Tytuł oryginalnyLetters from Iwo Jima
Dystrybutor Warner Bros
Data premiery9 marca 2007
ReżyseriaClint Eastwood
ZdjęciaTom Stern
Scenariusz
ObsadaKen Watanabe, Kazunari Ninomiya, Tsuyoshi Ihara, Ryo Kase, Shido Nakamura, Takumi Bando, Yuki Matsuzaki, Takashi Yamaguchi
MuzykaKyle Eastwood, Michael Stevens
Rok produkcji2006
Kraj produkcjiUSA
Czas trwania140 min
WWW
Gatunekdramat, wojenny
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Wyszukaj / Kup
Opis dystrybutora
Historia bitwy o wyspę Iwo Jima - stoczonej między Stanami Zjednoczonymi a Japonią podczas II wojny światowej - widziana oczami japońskiego żołnierza, jednego z uczestników walk. Dziesiątki lat po tym wydarzeniu na wyspie odnalezionych zostaje kilkaset listów. Z ich treści wyłaniają się postacie żołnierzy, a także ich niezwykły przywódca, generał Tadamichi Kuribayashi.
Teksty w Esensji
Filmy – Publicystyka      
Sebastian Chosiński, Ewa Drab, Konrad Wągrowski ‹Clint Eastwood: Reżyser›





Utwory powiązane
Filmy (24)       [rozwiń]






Tetrycy o filmie [7.25]

PD – Piotr Dobry [5]
Wielki Amerykański Filmowiec wziął na siebie ciężar wyjaśnienia rodakom, że nie tylko amerykańscy żołnierze mają dobre serduszka. Napisałbym coś jeszcze, na przykład coś o sztampie, rozczarowaniu i braku emocji, ale oczy tak mi zaszły łzami, że ledwo widzę ekran monitora.

BF – Bartek Fukiet [7]
Potwierdziło się. Clintowi japońska część wojennego dyptyku wyszła lepiej. Wrócił do siły poprzednich filmów – umiejętności wywoływania u widzów empatii, której zabrakło w „Sztandarze chwały”. Eastwood portretuje żołnierzy japońskich jako normalnych ludzi, skazanych przez przełożonych na honorową śmierć i niespecjalnie tym zachwyconych. I chociaż w kilku momentach Clint pojechał po bandzie sentymentalizmu (np. scena, kiedy oficer czyta swoim podwładnym list znaleziony przy Amerykaninie, a japońscy chłopcy odkrywają ze łzami w oczach, że wrogowie też mają matki i uczucia…), udało mu się szczęśliwie uniknąć nadmiaru patosu i pokazać wiarygodnych bohaterów dramatu. Rozumiem i doceniam szlachetne przesłanie „Listów” – wojna jest zła, a walczący po drugiej stronie to tacy sami ludzie jak my, ale ja wolę Eastwooda bardziej kameralnego, zmagającego się w swoich filmach z problemami moralnymi jednostek.

KS – Kamila Sławińska [9]
Film, na którym popłakiwać będą nawet całkiem duzi chłopcy. Współczujące spojrzenie na nieprzyjaciół to nie pomysł Eastwooda (z filmów tego rodzaju przychodzi do głowy przede wszystkim „Das Boot” Petersena), ale jest sto powodów, dla których „Letters from Iwo Jima” jest absolutnie znakomitym i wyjątkowym filmem. Scenariusz – wspólne dzieło Paula Haggisa i Iris Yamashita – znakomicie i bez sentymentalnego zadęcia ukazuje tragizm losów skazanych na śmierć żołnierzy, którzy rozdarci są między zwykłym ludzkim pragnieniem życia a nakazami surowego kodeksu honorowego. Niemal monochromatyczne zdjęcia Toma Sterna, które we „Flags of Our Fathers” mogły wydawać się nieco przestylizowane, tu mają sen: przez swoją szarość pozwalają tym mocniej skupić się na fabule. Nade wszystko jednak niesamowici są aktorzy – na czele z wcielającym się w dowódcę japońskiego garnizonu Kenem Watanabe, któremu nareszcie trafiła się w amerykańskiej produkcji skomplikowana, wyrazista rola na miarę jego talentu; równie świetni są też Kazunari Ninomiya jako szeregowiec Saigo i Tsuyoshi Ihara jako baron Nishi. Warto oglądać razem z pierwszą częścią eastwoodowskiego dyptyku – choćby po to, by tym bardziej docenić prostotę i siłę tego filmu.

KW – Konrad Wągrowski [8]
Najważniejszy film w historii kina poświęconego wojnie na Pacyfiku. Ten konflikt nie miał wielkiego szczęścia do ekranizacji – powstało ich niewiele, koncentrowały się na zwykłej relacji („Tora! Tora! Tora!”, „Bitwa o Midway”), lub były niezależną przypowieścią, która mogła spokojnie dotyczyć innego teatru działań („Cienka czerwona linia”, „Pożegnanie z królem”, „Piekło na Pacyfiku”). Tymczasem „Listy…” w piękny sposób przedstawiają różne aspekty ducha japońskiego żołnierza – nie tylko fanatycznego kamikaze, ale też wątpiącego, rozdartego między powinnością i uczciwością wobec samego siebie, człowieka, który musi zrobić dokładnie to co jest słuszne, bo tak jest wychowany i nauczony, ale nie będąc przy tym bezmyślnym robotem lecz autonomiczną myślącą jednostką. Nic więc dziwnego, że taki bohater zainteresował Clinta Eastwooda – w końcu on od lat o takich właśnie ludziach opowiadał w swych filmach. Tym razem zrobił to dziesiątki razy lepiej niż sami Japończycy w kuriozalnym „Yamato”. Dodatkowy bonus – kilka historycznych smaczków dla znawców konfliktu na Pacyfiku.

Oceń lub dodaj do Koszyka w

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Copyright © 2000-2020 – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.