Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 3 sierpnia 2021
w Esensji w Esensjopedii

Mgła (The Mist)

Frank Darabont
‹Mgła›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułMgła
Tytuł oryginalnyThe Mist
Dystrybutor Kino Świat
Data premiery7 marca 2008
ReżyseriaFrank Darabont
ZdjęciaRonn Schmidt
Scenariusz
ObsadaThomas Jane, Marcia Gay Harden, William Sadler, Laurie Holden, Andre Braugher, Chris Owen, Alexa Davalos, Toby Jones, Jeffrey DeMunn, Julio Cedillo, David Jensen
MuzykaMark Isham
Rok produkcji2007
Kraj produkcjiUSA
Czas trwania127 min
WWW
Gatunekgroza / horror
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Wyszukaj / Kup
Opis dystrybutora
Po przejściu gwałtownej nawałnicy artysta, David Drayton i społeczność niewielkiego miasteczka stają się ofiarami morderczego ataku istot grasujących w gęstej i nienaturalnej mgle. Wycofując się do miejscowego supermarketu, Drayton i inni muszą najpierw stoczyć walkę pomiędzy sobą, zanim zjednoczą siły przeciw wspólnemu wrogowi, którego nie mogą nawet zobaczyć!
Teksty w Esensji
Filmy – Recenzje      
Michał Kubalski ‹Po omacku›

Utwory powiązane
Filmy      



Tetrycy o filmie [3.88]

PD – Piotr Dobry [3]
A to mnie Frank Darabont rozczarował. Fabularnie (gore w miejsce Kingowskiego suspensu), realizacyjnie („komputerowość” macek i przerośniętych insektów jednak bardzo wali po oczach) i aktorsko (chyba nie ma tu ani jednego bohatera, który nie miałby niezamierzenie śmiesznej sceny) „Mgła” przypomina produkt telewizyjny z cyklu „Masters of Horror” i jako odcinek tegoż, a nie film kinowy, powinna być nakręcona. W obecnej formie jest przydługa, nudnawa i równie straszna co „Goryle we mgle”.

BF – Bartek Fukiet [3]
Wiedziałem, że Thomas Jane to nie Al Pacino, ale całą marność jego aktorstwa zdemaskował dopiero Frank Darabont, przy okazji demolując swój wizerunek „speca od Stephena Kinga”. Facet zupełnie nie czuje poetyki horroru SF. Po seansie postanowiłem przypomnieć sobie opowiadanie Kinga, które posłużyło za pierwowzór scenariusza. Adaptacja jest dość wierna, jednak Darabont, gwałcąc pięknie opisane na niniejszych łamach przez WO zasady dobrego horroru, pokazuje zawsze odrobinę za dużo. Jeśli u Kinga jest zakrwawiony i zerwany sznurek (wyobraźnia podpowiada nam, co się przytrafiło przywiązanemu doń nieborakowi penetrującemu mgłę), w filmowej „Mgle” na końcu sznurka podryguje zalana juchą połówka truposza. Jeśli u Króla atakuje kilka pająków, u Darabonta musi ich być kilka setek. I tak dalej w tę mańkę. Bez strachu, bez suspensu, bez sensu.

WO – Wojciech Orliński [2]
Najgorsze jest to, jak za kręcenie horroru zabiera się reżyser, który z powodzeniem kręcił inne filmy, więc mu się wydaje, że jak umie kręcić filmy w ogóle, to umie też kręcić filmy grozy. I wychodzi potem coś w stylu świecących oczu w „Pannie Nikt” – film robi się śmieszny albo zamiast straszyć, jest po prostu nużący w odbiorze. Są trzy zasady filmu grozy, których reżyser ewidentnie nie był świadom. Po pierwsze: potwór jest tym straszniejszy, im mniej go widać. Xenomorph z Aliena jest straszny, bo przez większość filmu tylko gdzieś się kryje – „Mgła” tymczasem zaczyna się od pokazu potwora z mackami, mimo że akurat to opowiadanie Kinga doskonale nadaje się do straszenia zagrożeniem tylko mgliście zasugerowanym, pun intended. Po drugie: w filmie grozy niezbędny jest jakiś comic relief, ludziom musisz dać okazję do nerwowego chichotu, żeby śmiali się w kontrolowany sposób, w wyznaczonych przez reżysera momentach – inaczej zaczną polewać ze scen, które teoretycznie miały być straszne. Po trzecie: film grozy może tylko przy okazji być komentarzem społecznym. Zombiaki Romero są oczywiście fascynującą metaforą społeczną, ale są nią właśnie dlatego, że nie maszerują z transparentem „HEJ! JESTEŚMY METAFORĄ BEZMYŚLNYCH KONSUMENTÓW W CENTRUM HANDLOWYM!”. Jak do horroru wrzucimy bezpośrednią krytykę religijnej prawicy, polityki zbrojeniowej, debatę o aborcji i komórki macierzyste, a do tego wręczymy statystom transparent „HEJ! JESTEŚMY METAFORĄ BEZRADNYCH UCHODŹCÓW W SUPERDOME!” to już żadne macki tego nie uratują. W skrócie, „Mgła” jest męczącym slasherem, w której – niczym w „Half-life” – wojskowi naukowcy otworzyli portal do Xena, wylazły z niego lopery, houndseye i barnacle, ale główny bohater nie ma nawet crowbara, tylko magnuma z 20 ammo, więc oczywiście game over.

KS – Kamila Sławińska [5]
Lubię horrory, które odzwierciedlają lęki swoich czasów. Ale nie takie, które łapią widza za kołnierz, szarpią i krzyczą: nieważne, że fabuła cienka, że aktorstwo żadne, że wszystko łopatologicznie wyłożone jak chłop krowie na miedzy – za to ODZWIERCIEDLAMY LĘKI NASZYCH CZASÓW I DOSKONALE O TYM WIEMY! Gdyby autorzy uczyli się robić takie rzeczy u Romero, pewnie by im wyszło; ale uczyli się chyba u braci Wachowskich, no i jest jak jest. Chyba ostatecznie straciłam wiarę we Franka Darabonta, ale na tle horrorowego pejzażu ostatnich lat, zdominowanego przez piły i inne kiły, nie ma co narzekać.

JS – Jakub Socha [4]
Za dużo tu tych robali, no i wątek, że tak powiem, piętnujący wynaturzenia religii jest cokolwiek śmieszny. Bunt mas, popisy aktorskie to też niewypał. Natomiast końcowa apokalipsa mnie osobiście trochę zdziwiła. Już myślałem, że każda ocalała ekipa musi dotrzeć tam, gdzie dotarła ocalała ekipa z „Jestem legendą”.

MW – Michał Walkiewicz [5]
Widzę, że opowiadanie (czy minipowieść, jak chce Konrad) Kinga cieszy się w gronie tetryków estymą. Ja uważam je za przeciętne, a film Darabonta za stuprocentowy odpowiednik tej przeciętności. To, że facet od wejścia wali widokiem macek, nie przekreśla go jako reżysera, bo inscenizuje przynajmniej kilka scen, które operują napięciem w sposób zawodowy (atak pająków czy przerośniętych ptaszysk). Statyści z transparentami nie łażą, a skoro nie są zombiakami, to trudno, żeby trzymali gębę na kłódkę, gdy w naturalny sposób przychodzą im do głowy dwie interpretacje zdarzeń (boża kara, nieostrożność wojska). Sam konflikt między pragmatykiem Davidem a fanatyczną Carmody, nawet jeśli wygrany nie do końca udanie, starcza na półtorej godziny zabawy bez zgrzytania zębami. W takich momentach docenia się dobrodziejstwo dziesięciostopniowej skali ocen, bo „za” i „przeciw” rozkładają się tu równomiernie.

KW – Konrad Wągrowski [7]
Nie no, panie i panowie, chyba przesadzacie. To nie jest aż tak zły film. To jest w miarę przyzwoity film na podstawie świetnej, jeżącej włos na głowie mikropowieści (tak jest, Michale). Oczywiście – nie zawadziłoby rozbudować wprowadzenie do pół godziny, przedstawić bohaterów, zamiast wrzucać widza po chwili w środek jatki. Oczywiście – potwory Darabonta są nieco zbyt dosłowne i więcej „mgły” by tu nie zawadziło. Oczywiście Thomas Jane jest po prostu słaby w tej roli. Ale poza tym kingowski dramat osaczenia jest dobrze oddany, a relacje między ludźmi w supermarkecie stają się ważniejsze od relacji między ludźmi i potworami. No i jednak ta końcówka jest dobra – może zagrana wyjątkowo perfidnym chwytem, ale zapadająca w pamięć.

BZ – Beata Zatońska [2]
Horrorowa konfekcja dla zagorzałych miłośników gatunku. Jeśli ktoś mniej zaangażowany uczuciowo da się zwieść reklamowym sloganom, że to najlepszy horror od 9 lat, i skuszą go nazwiska reżysera Franka Darabonta i mistrza literackiego straszenia, czyli Stephena Kinga, może poczuć się więcej niż zawiedziony. Historyjka jest taka: gęsta jak mleko mgła otula miasteczko i jego okolice. Grupa ludzi zostaje uwięziona w supermarkecie, z którego wyjść się nie da, bo śmiałkowie zostają pożarci przez wyjątkowo krwiożercze bestie. Film jest okazją do popisów dla autorów kinowego bestiarium i efektów specjalnych. Gady, robale i inne stwory są rzeczywiście imponujące (bywają nawet obrzydliwe). Do tego jest pseudostudium psychologiczne ludzi zebranych w jednym miejscu, którzy w sytuacji zagrożenia pokazują, kim są naprawdę. W sumie nuda.

Oceń lub dodaj do Koszyka w

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Copyright © 2000-2021 – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.