Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 22 października 2021
w Esensji w Esensjopedii

Korowód

Jerzy Stuhr
‹Korowód›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułKorowód
Dystrybutor Fundacja Film Polski
Data premiery9 listopada 2007
ReżyseriaJerzy Stuhr
ZdjęciaBartosz Prokopowicz
Scenariusz
ObsadaKamil Maćkowiak, Karolina Gorczyca, Katarzyna Maciąg, Aleksandra Konieczna, Jan Frycz, Maciej Stuhr, Zbigniew Ruciński, Matylda Baczyńska, Jerzy Stuhr, Ela Wieciech, Marcin Kalisz, Łukasz Chojęta, Aleksandra Kwaśniewska
MuzykaPaweł Szymański
Rok produkcji2007
Kraj produkcjiPolska
Czas trwania112 min
Gatunekdramat
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Wyszukaj / Kup
Opis dystrybutora
Historia dwóch pokoleń Polaków: współczesnych studentów i ich rodziców. Jedni z drugimi nie potrafią się porozumieć. Dzieli ich nie tylko emocjonalna przepaść, ale również ocena historii i przeżywane dylematy moralne. Bartek, student zarabiający na życie pisaniem prac magisterskich, pewnego dnia dostaje w posiadanie płaszcz i teczkę, którą zostawia jadący z nim pociągiem pasażer...
Teksty w Esensji
Filmy – Publicystyka      


Utwory powiązane
Filmy (6)       [rozwiń]






Tetrycy o filmie [4.00]

PD – Piotr Dobry [4]
Kiedy pierwszy raz wybrałem się na „Korowód”, sympatyczny pan kasjer z Kinoteki oznajmił mi, że seans odwołano z powodu braku chętnych. Za drugim razem było już lepiej – zebrało się 5 osób, więc seans się odbył. Po seansie zaś odniosłem wrażenie, że mogłoby być jeszcze lepiej – tak dla widzów, jak i dla producenta, gdyby ten ostatni uczciwie zdecydował się reklamować film hasłem: „komedia romantyczna z lustracją w tle”. Widz wiedziałby wtedy, w co się pakuje, i po fakcie nie czułby się oszukany, zaś producent niechybnie mógłby liczyć na zysk, którego nie zapewni mu raczej nagroda za scenariusz w Gdyni, ostentacyjnie brzydki plakat i etykietka „nowego filmu Stuhra”. „Korowód” bowiem tak się ma do poprzednich dokonań Stuhra, iż w ogóle ciężko uwierzyć, że ów bez żenady się pod nim podpisał. „Nowy film Stuhra, nowy film Stuhra, świńska rura, nie nowy film Stuhra!” – mruczałem wściekle pod nosem, wychodząc z kina.

JS – Jakub Socha [3]
Stuhr bawi się tu w lalkarza, ale porusza swoimi kukłami bez wdzięku i wyrazu, skazując je na cudowne przypadki i marne dialogi. Pisząc o ostatnim filmie Bromskiego, użyłem zwrotu „populizm filmowy”, tu natomiast występuje inna choroba, która toczy nasze filmy, a imię jej „rzeczywistość oparta na plotce ujęta w doskonałej syntezie”. W widzeniu tym świat traktuje się instrumentalnie i szereguje się go w prostackie antynomie zaczerpnięte z mediów. W tym bigosie jest wszystko: brukowce, Kraków, szanowni intelektualiści-opozycjoniści, zbłąkani piloci samolotów, cyniczni młodzieńcy, morze komórek i laptopów, no i Aleksandra Kwaśniewska. Tylko sensu brak. Nagroda dla Stuhra za scenariusz do „Korowodu”, którą odebrał w Gdyni, to naprawdę przedni dowcip.

MW – Michał Walkiewicz [2]
Narzeczonej było przykro, że ludzie bezlitośnie drwili z „Korowodu” w obecności Stuhra podczas projekcji na Camerimage. Sama oczywiście zanosiła się śmiechem. Z początku myślałem, że to hipokryzja, ale po wnikliwym przeanalizowaniu własnych reakcji nie mogę niestety wydać tak krzywdzącej moją lepszą połówkę opinii. Moje myśli napieprzały się na kije i tylko potężny szacunek dla autora „Spisu cudzołożnic” powstrzymał mnie przed płaczem ze śmiechu. Nagroda za scenariusz w Gdyni i publiczna obrona naturszczyków przez reżysera to jakiś teatr absurdu. Nawet „rzeczywistość opartą na plotce ujętą w doskonałej syntezie” da się sprzedać widzowi tak, żeby nie zgrzytał zębami po każdym wypowiedzianym przez bohaterów zdaniu i po każdym (o ile bardziej niezrozumiałym i komicznym) ich działaniu. „Tak młody pierdolisz, że aż nie wiem, jak to skomentować” – mówi Frycz do żółtodzioba Maćkowiaka. Odniosłem wrażenie, że na widowni nastąpiło wtedy przesilenie współodczuwania.

BZ – Beata Zatońska [7]
Jerzy Stuhr sam napisał i sam wyreżyserował ten film. Zarezerwował też dla siebie smakowitą, epizodyczną rolę rektora, miłego faceta, który płynie zawsze z nurtem odpowiedniej rzeki i dzięki temu mu się udaje. Mówi się, że to film o lustracji, tymczasem jest to raczej film o moralności, o skłonności do popełniania uczynków lepszych i gorszych. Czy pokolenia rodziców (tych, nad którymi wisi lustracja) i dzieci (tych, którym jest ona całkowicie obojętna) czymś się różnią. „Co do zasady” nie. Zmieniły się tylko okoliczności i sposób popełniania świństw i świństewek. Tytuł sugeruje sposób, w jaki mijają się główni bohaterowie filmu, ich drogi się przecinają, splatają losy, by potem odskoczyć od siebie z daleka. Student Bartek, notoryczny kłamczuch, reporter „brukowca”, spotyka w pociągu dziwnego, samotnego faceta. Śledzi go. Okazuje się, że to tzw. przyzwoity człowiek, naukowiec, który musi uciekać, by lustracja nie odsłoniła jego prawdziwej twarzy – był tajnym współpracownikiem SB, dzięki temu zdobył swoją obecną żonę i posadził w więzieniu jej byłego chłopaka. Teraz mu wstyd, nie wie, co ze sobą zrobić – jego sumienie okazało się najsurowszym sędzią. Wątek granego przez Jana Frycza TW jest mocny, poruszający. Niestety całość osłabia wątek Bartka, utrzymany w komediowo-romantycznym stylu, bierze wszystko w cudzysłów. Niepotrzebnie. Choć może dzięki temu właśnie więcej osób skusi się na tę „lżejszą” opowieść na poważny temat.

Oceń lub dodaj do Koszyka w

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Copyright © 2000-2021 – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.