Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 10 kwietnia 2021
w Esensji w Esensjopedii

Suma wszystkich strachów (The Sum of All Fears)

Phil Alden Robinson
‹Suma wszystkich strachów›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułSuma wszystkich strachów
Tytuł oryginalnyThe Sum of All Fears
Dystrybutor UIP
Data premiery16 sierpnia 2002
ReżyseriaPhil Alden Robinson
ZdjęciaJohn Lindley
Scenariusz
ObsadaBen Affleck, Morgan Freeman, Liev Schreiber, Bruce McGill, James Cromwell
MuzykaJerry Goldsmith
Rok produkcji2002
Kraj produkcjiUSA
Czas trwania124 min
WWW
Gatuneksensacja
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Wyszukaj / Kup
Opis dystrybutora
Czy terroryści mogli rzeczywiście zdetonować broń masowego rażenia na terytorium Stanów Zjednoczonych? Według opinii specjalistów CIA, przynajmniej 20 krajów, z czego ponad połowa to kraje Środkowego Wschodu i Azji Południowej, jest obecnie w posiadaniu lub prowadzi zakrojone na szeroką skalę badania nad opracowaniem śmiercionośnych materiałów masowej zagłady. Co mogłoby się zdarzyć gdyby jedna z broni masowej zagłady wpadła w niepowołane ręce?
Inne wydania

Utwory powiązane
Filmy      




Tetrycy o filmie [4.00]

MC – Michał Chaciński [3]
'Suma wszystkich strachów' to dobry tytuł dla filmu prezentującego wielkie zagrożenia cywilizacji - bombę atomową, terrorystów i Bena Afflecka. Z tego wszystkiego najniebezpieczniejszy okazuje się Affleck, który nie tylko doprowadził do aresztowania terrorystów, przeżył katastrofę helikoptera i wybuch bomby atomowej, ale bez wysiłku położył też film za kilkadziesiąt milionów dolców. Affleck wprawdzie nie gra tutaj tak źle jak w 'Pearl Harbor', ale pomysł, że potrafi zagrać Jacka Ryana jest idiotyczny. Obsadzenie go w tej roli, to jeden z głównych problemów filmu. Inny problem: reżyser nie potrafi w zajmujący sposób opowiedzieć dobrej historii - chwyta się rozwiązań rodem z telewizyjnych seriali, a nie wielokoformatowego kina (ta swastyka na zegarku to jeden z bardziej żenujących chwytów narracyjnych ostatnich miesięcy). Nieźle sprawdzają się wprawdzie aktorzy z drugiego planu, ale nie są w stanie uratować słabo opowiedzianej historii. Ogólnie to najsłabszy film w cyklu o Ryanie.

PD – Piotr Dobry [5]
To prawda, że Affleck jako Jack Ryan nie umywa się do Forda, ale spodziewałem się czegoś znacznie gorszego. Ot, przeciętny thriller polityczny z absurdalnym spiskiem i porządną obsadą drugiego planu. Duży plus za brak taniego efekciarstwa, bo tak realistycznego wybuchu bomby nuklearnej – zamiast wielkiej rozpierduchy jest po prostu grzyb i fala uderzeniowa – jeszcze chyba w kinie nie było.

WO – Wojciech Orliński [4]
Osobiście bardzo lubię Afflecka. Ale ten film... szkoda gadać. Widziałem już lepiej zainscenizowane scenki w programach Bogusława Wołoszańskiego. Niby kino akcji, a 95% tejże polega na snuciu leniwych pogaduszek przez bohaterów. Efekt nie tyle katastroficzny, co katastrofalny.

KS – Kamila Sławińska [3]
Proszę państwa! Do listy straszliwych zagrożeń, od których wybawił ludzkość Ben Affleck, po gigantycznych meteorytach i japońskiej inwazji doszła oto wojna atomowa! Dzięki temu nasz zawodnik wysforował się sporo przed peleton, doganiając prowadzących – Arniego Schwarzeneggera, Bruce’a Willisa i występującego ciągle w żółtej koszulce lidera Harrisona Forda. Skoro już jesteśmy na bieżąco z wynikami tej jakże emocjonującej rywalizacji, spędzanie 124 minut na obserwowaniu, jak zawodnik Affleck osiągnął swój imponujący wynik, rekomendujemy tylko najbardziej zagorzałym kibicom. Zresztą - jeśli akurat nie mają państwo możliwości obejrzeć tego filmu, obejrzyjcie dowolny inny o zapobieganiu wojnie atomowej i wyobraźcie sobie, że główną rolę gra Affleck. Na jedno wyjdzie.

KŚ – Kamil M. Śmiałkowski [4]
Szkoda. Jedna z najlepszych powieści Clancy'ego zamieniła się w nijakie widowisko. Aktorstwo mizerne, fabuła szczątkowa, nawet wybuch nuklearny pokazany mimochodem. Warte obejrzenia jedynie dla świetnie oddanej spirali defensywnych decyzji ofensywnych i obrazu paranoicznej wiary wielkich mocarstw, że tylko demonstracją siły można cokolwiek osiągnąć.

KW – Konrad Wągrowski [5]
Wydaje się, że ekranizacje prozy Clancy'ego powinny emnanować wizualną perfekcją. W przypadku tego filmu stanowczo tak nie jest - żadna scena, nawet ta teoretycznie najbardziej spektakularna nie zapada w pamięć. Być może wybuch nuklearny miał zostać pokazany oryginalnie, ale moją główną myślą po tej scenie było 'To już?'. Do głównej roli, bohatera, które nie gania z giwerą, tylko _myśli_ należało zatrudnić aktora z charyzmą - a tego u Afflecka raczej brak. No i idiotyczny pomysł, aby za tym wszystkim stała jakaś organizacja neonazistowska. Po stronie plusów niezłe tempo w drugiej połowie filmu, ale okupione wcześniejszym powolnym rozkręcaniem się fabuły.

Oceń lub dodaj do Koszyka w

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Copyright © 2000-2021 – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.