Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 19 stycznia 2019
w Esensji w Esensjopedii

Wall Street: Pieniądz nie śpi (Wall Street: Money Never Sleeps)

Oliver Stone
‹Wall Street: Pieniądz nie śpi›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułWall Street: Pieniądz nie śpi
Tytuł oryginalnyWall Street: Money Never Sleeps
Dystrybutor CinePix
Data premiery24 września 2010
ReżyseriaOliver Stone
ZdjęciaRodrigo Prieto
Scenariusz
ObsadaShia LaBeouf, Carey Mulligan, Michael Douglas, Josh Brolin, Eli Wallach, Susan Sarandon, Frank Langella, Vanessa Ferlito, Oliver Stone
MuzykaCraig Armstrong
Rok produkcji2010
Kraj produkcjiUSA
Czas trwania133 min
Gatunekdramat
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Wyszukaj / Kup
Opis dystrybutora
Gdy światowa ekonomia staje w obliczu katastrofalnego kryzysu, młody makler z Wall Street pozyskuje do współpracy skompromitowanego Gekko, prosząc go o pomoc w podwójnej misji: chce zapobiec nadciągającemu kryzysowi i odnaleźć tych, którzy doprowadzili do śmierci jego mentora.
Teksty w Esensji
Filmy – Recenzje      

Filmy – Publicystyka      

Utwory powiązane
Filmy (11)       [rozwiń]






Tetrycy o filmie [4.75]

PD – Piotr Dobry [6]
Money, money, money, not so funny, in the rich man’s world. „Wall Street 2” nie wykracza ponad powierzchowne tezy, przy czym bynajmniej nie może się poszczycić lekkością piosenki. Przeciwnie – w towarzystwie tutejszego Stone’a Michael Moore mógłby z powodzeniem ubiegać się o rolę w „Jeziorze łabędzim”. Przeszkadza mi nawet nie tyle sam nadmiar publicystyki, co brak pomysłu na zaklęcie jej w ruchome obrazki, nie serie słowotoków. Za to demoniczni Douglas i Brolin – pierwsza klasa.

BH – Błażej Hrapkowicz [5]
Ostatni okres twórczości Stone’a to pasmo porażek, więc osiągnięcie poziomu średniego jest na pierwszy rzut oka pewnym wyczynem. Ale kontynuacja „Wall Street” smakuje jak dwudniowa bułka, którą można przeżuwać do woli, a i tak stanie w gardle. Scenarzyści urzeźbili fabułę z wytartych, parachrześcijańskich pseudo-mądrości o winie i odkupieniu, a bilans reżyserski wychodzi na zero. Stone powtarza przyczyny kryzysu za nagłówkami prasowymi, nie siląc się na wnikliwą analizę systemu (nie zrobił tego również w pierwszej części). O kapitalizmie dowiadujemy się tylko tyle, że ewoluuje (też mi odkrycie). Na plus zaliczam – poza rolami Douglasa i LaBeoufa – kreskówkową dynamikę, zabawy z przyspieszaniem obrazu i karkołomny montaż, które nieźle oddają symultaniczność współczesnych procesów ekonomiczno-politycznych. W dialogach z kolei świetnie słychać ekonomiczną nowomowę, którą jest zasłoną dymną dla aferzystów (ale i całego systemu, o czym w filmie nie wspomniano). Metafora bańki i ogólnie beztroski, bajkowy ton Stone’a zostają moim zdaniem na koniec przełamane ironią, wiadomo bowiem, że w każdej chwili może nadejść kolejny krach. To wszystko jednak nie zmienia faktu, że film nie jest specjalnie odkrywczy ani interesujący.

MO – Michał Oleszczyk [1]
Żenujący scenariusz stanowi osiągnięcie samo w sobie: nie ma w nim nic oprócz klisz. Do tego wszechobecna metafora „bańki” (Stone’owi nie wystarczy obsadzić Central Park dzieciakami puszczającymi bańki mydlane – musi jeszcze zrobić na nie wielkie zbliżenia i dorzucić kilka za sprawą CGI). Do tego komputerowe animacje pożyczone z „Naqoyqatsi”. Do tego kaznodziejski ton reżyserskiego kabotyna, jakim Stone jest w zasadzie od początku kariery. Do tego montaż pod tytułem „dam ci w mordę” (vide rozmowa Douglasa i LaBeoufa w metrze). Bilans: najgorszy film roku, który mają szansę przebić jedynie „Śluby panieńskie”.

WO – Wojciech Orliński [7]
Pójść na film Stone’a i narzekać na nadmiar publicystyki, to jak pójść na imprezę swingersów i narzekać na nadmiar golizny. Mimo to: publicystyki tu jest nawet więcej niż przeciętnie u Stone’a. Niektóre sceny inscenizowane są jak fabularyzowane wstawki u Bogusława Wołoszańskiego (np. drętwe narady finansistów). Z kolei wątek romansowy nieprzekonujący, powinienem polubić Winnie jako lewicową idealistkę, no ale jakoś kurna nie potrafiłem. Za bardzo bezbarwna. But then again: jak wiadomo, nigdy nie byłem entuzjastą kobiecości typu „bezbarwna pipulinka”, więc może przemawia przeze mnie idiosynkrazja. Film ratują wielcy jak zwykle Douglas i LaBoeuf oraz cameo Charlie Sheena.

Oceń lub dodaj do Koszyka w

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Copyright © 2000-2019 – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.