127 godzin
(127 Hours)
Danny Boyle
‹127 godzin›

WASZ EKSTRAKT: 0,0 %  |
---|
Zaloguj, aby ocenić |
---|
|
Tytuł | 127 godzin |
Tytuł oryginalny | 127 Hours |
Dystrybutor | CinePix |
Data premiery | 18 lutego 2011 |
Reżyseria | Danny Boyle |
Zdjęcia | Enrique Chediak, Anthony Dod Mantle |
Scenariusz | Danny Boyle, Simon Beaufoy |
Obsada | James Franco, Kate Mara, Amber Tamblyn, Treat Williams, Kate Burton, Clémence Poésy, Lizzy Caplan |
Muzyka | A.R. Rahman |
Rok produkcji | 2010 |
Kraj produkcji | USA, Wielka Brytania |
Czas trwania | 94 min |
Gatunek | dramat |
Zobacz w | Kulturowskazie |
Wyszukaj w | Skąpiec.pl |
Wyszukaj w | Amazon.co.uk |
Opis dystrybutora
Mężczyzna, który wybrał się samotnie na wspinaczkę po górach, zostaje uwięziony pod głazami. Wkrótce będzie musiał uciec się do drastycznych metod, aby móc przeżyć. Film oparty jest na autentycznych wydarzeniach, kiedy to w 2003 roku, Aron Ralston, wspinacz górski, przez pięć dni był uwięziony w górach.
Teksty w Esensji
Filmy – Recenzje

Filmy – Publicystyka

Filmy – Wieści

Utwory powiązane
E tam, lipa, prawdziwą sztuką byłoby zrealizować to w czasie rzeczywistym, jak serial o Jacku Bauerze. Żartuję, świetne kino, podpisuję się pod kluczem interpretacyjnym Konrada.
BH – Błażej Hrapkowicz [7]
Nie widzę tego wielkiego moralizatorstwa, tylko faceta, który w obliczu śmierci obwinia się o wszystko, co możliwe (reakcja, w którą absolutnie jestem w stanie uwierzyć). Popkulturowa wrażliwość i narracyjna energia Boyle’a wydobywają z konwencjonalnej historii Ralstona maksimum emocji i dramatu. Jest tu również spora doza ironii wobec bohatera, niegłupia opowieść o showmanie, który kontynuuje swój występ bez względu na wszystko i świetna, trudna rola Jamesa Franco. Nie taki fajerwerk jak „Slumdog”, ale przyjemny seans – nawet jeśli zakończony do bólu ogranym przesłaniem.
MO – Michał Oleszczyk [3]
Pasja wg Boyle’a, albo „Piła” dla wybrednych. Czekamy na piłowanie kości, ekran rozsadzają stylistyczne fajerwerki, a kiedy krew się już polała, dostajemy odznakę Dzielnego Widza i certyfikat z moralną lekcją: „Śpieszmy się kochać ludzi…”. Mnie zemdliło; Akademia i większość krytyki klaszcze. Może powinienem odpiłować sobie dłoń, żeby ujrzeć światło…?
KW – Konrad Wągrowski [8]
„Człowiek przyciśnięty przez kamień ucina sobie rękę tępym scyzorykiem” – to brzmi jak tytuł z SuperExpressu, a gdy wiemy, że dzieło zasadniczo opowiada o tym, jak przez godzinę bohater próbuję wydostać rękę spod skały, aż trudno oczekiwać czegoś zajmującego. Tymczasem Boyle’owi udała się niesamowita sztuka – dzięki świetnym pomysłom narracyjnym (talk show!), montażowi, muzyce i znakomitemu Jamesowi Franco (pomyśleć, że po „Tristanie i Izoldzie” i „Spider-Manie” uznałem, że żaden z niego aktor) film wciąga od pierwszej do ostatniej minuty. Nie zgodzę się również z zarzutem, że trudno się przejmować bohaterem, bo nic o nim nie wiemy. Wręcz przeciwnie – pierwsze pół godziny charakteryzuje go absolutnie genialnie, ja miałem odczucie, że dowiedziałem się o nim wszystkiego, co trzeba. Do tego dochodzi pointa – gdy myślimy, że będzie to pean nad ludzką determinacją, otrzymujemy przesłanie, że nie można być samotną wyspą, że to inni ludzie nadają życiu sens. Porównania do „Piły” uważam za bezzasadne.