Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 18 października 2021
w Esensji w Esensjopedii

127 godzin (127 Hours)

Danny Boyle
‹127 godzin›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Tytuł127 godzin
Tytuł oryginalny127 Hours
Dystrybutor CinePix
Data premiery18 lutego 2011
ReżyseriaDanny Boyle
ZdjęciaEnrique Chediak, Anthony Dod Mantle
Scenariusz
ObsadaJames Franco, Kate Mara, Amber Tamblyn, Treat Williams, Kate Burton, Clémence Poésy, Lizzy Caplan
MuzykaA.R. Rahman
Rok produkcji2010
Kraj produkcjiUSA, Wielka Brytania
Czas trwania94 min
Gatunekdramat
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Wyszukaj / Kup
Opis dystrybutora
Mężczyzna, który wybrał się samotnie na wspinaczkę po górach, zostaje uwięziony pod głazami. Wkrótce będzie musiał uciec się do drastycznych metod, aby móc przeżyć. Film oparty jest na autentycznych wydarzeniach, kiedy to w 2003 roku, Aron Ralston, wspinacz górski, przez pięć dni był uwięziony w górach.
Teksty w Esensji
Filmy – Recenzje      

Filmy – Publicystyka      


Filmy – Wieści      

Utwory powiązane
Filmy (10)       [rozwiń]






Tetrycy o filmie [6.50]

PD – Piotr Dobry [8]
E tam, lipa, prawdziwą sztuką byłoby zrealizować to w czasie rzeczywistym, jak serial o Jacku Bauerze. Żartuję, świetne kino, podpisuję się pod kluczem interpretacyjnym Konrada.

BH – Błażej Hrapkowicz [7]
Nie widzę tego wielkiego moralizatorstwa, tylko faceta, który w obliczu śmierci obwinia się o wszystko, co możliwe (reakcja, w którą absolutnie jestem w stanie uwierzyć). Popkulturowa wrażliwość i narracyjna energia Boyle’a wydobywają z konwencjonalnej historii Ralstona maksimum emocji i dramatu. Jest tu również spora doza ironii wobec bohatera, niegłupia opowieść o showmanie, który kontynuuje swój występ bez względu na wszystko i świetna, trudna rola Jamesa Franco. Nie taki fajerwerk jak „Slumdog”, ale przyjemny seans – nawet jeśli zakończony do bólu ogranym przesłaniem.

MO – Michał Oleszczyk [3]
Pasja wg Boyle’a, albo „Piła” dla wybrednych. Czekamy na piłowanie kości, ekran rozsadzają stylistyczne fajerwerki, a kiedy krew się już polała, dostajemy odznakę Dzielnego Widza i certyfikat z moralną lekcją: „Śpieszmy się kochać ludzi…”. Mnie zemdliło; Akademia i większość krytyki klaszcze. Może powinienem odpiłować sobie dłoń, żeby ujrzeć światło…?

KW – Konrad Wągrowski [8]
„Człowiek przyciśnięty przez kamień ucina sobie rękę tępym scyzorykiem” – to brzmi jak tytuł z SuperExpressu, a gdy wiemy, że dzieło zasadniczo opowiada o tym, jak przez godzinę bohater próbuję wydostać rękę spod skały, aż trudno oczekiwać czegoś zajmującego. Tymczasem Boyle’owi udała się niesamowita sztuka – dzięki świetnym pomysłom narracyjnym (talk show!), montażowi, muzyce i znakomitemu Jamesowi Franco (pomyśleć, że po „Tristanie i Izoldzie” i „Spider-Manie” uznałem, że żaden z niego aktor) film wciąga od pierwszej do ostatniej minuty. Nie zgodzę się również z zarzutem, że trudno się przejmować bohaterem, bo nic o nim nie wiemy. Wręcz przeciwnie – pierwsze pół godziny charakteryzuje go absolutnie genialnie, ja miałem odczucie, że dowiedziałem się o nim wszystkiego, co trzeba. Do tego dochodzi pointa – gdy myślimy, że będzie to pean nad ludzką determinacją, otrzymujemy przesłanie, że nie można być samotną wyspą, że to inni ludzie nadają życiu sens. Porównania do „Piły” uważam za bezzasadne.

Oceń lub dodaj do Koszyka w

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Copyright © 2000-2021 – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.