Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 15 czerwca 2021
w Esensji w Esensjopedii

Żelazna dama (The Iron Lady)

Phyllida Lloyd
‹Żelazna dama›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułŻelazna dama
Tytuł oryginalnyThe Iron Lady
Dystrybutor Best Film
Data premiery10 lutego 2012
ReżyseriaPhyllida Lloyd
ZdjęciaElliot Davis
Scenariusz
ObsadaMeryl Streep, Jim Broadbent, Alexandra Roach, Anthony Head, Richard E. Grant
MuzykaClint Mansell
Rok produkcji2011
Kraj produkcjiWielka Brytania
Gatunekbiograficzny, dramat
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Wyszukaj / Kup
Opis dystrybutora
Filmowy portret Margaret Thatcher – pierwszej w historii Wielkiej Brytanii kobiety premier, jednej z najbardziej wpływowych kobiet XX wieku.
Teksty w Esensji
Filmy – Recenzje      

Marcin T.P. Łuczyński ‹Filiżanki w zlewie›

Filmy – Publicystyka      

Filmy – DVD i Blu-Ray      
Sebastian Chosiński, Krystian Fred, Jakub Gałka, Jarosław Loretz, Daniel Markiewicz, Konrad Wągrowski ‹Esensja ogląda: Listopad 2012 (DVD i Blu-Ray)›

Utwory powiązane
Filmy      


Tetrycy o filmie [4.00]

PCz – Piotr Czerkawski [4]
„Żelazna dama” to sam plastik. Choć reżyserka Phyllida Lloyd teoretycznie kręci biograficzny dramat, nadaje mu psychologiczną głębię musicalu „Mamma Mia”. Zamiast wpatrywać się w tą momentami konwencjonalną a chwilami niesmaczną laurkę, lepiej przyjrzeć się prawdziwemu obrazowi tchatcheryzmu odmalowanemu w dawnych filmach Mike’a Leigh.

PD – Piotr Dobry [6]
„Żelazna Dama” nie ma klasy „Królowej”, ale Meryl Streep to ta sama liga co Helen Mirren, więc film ogląda się zupełnie nieźle – byle tylko odrzucić pryzmat polityczny i spojrzeć na to jak na opowieść o cenie kariery, samotności, starości, tych wszystkich humanistycznych pierdołach; czyli spojrzeć tak, jak sama Thatcher pewnie by nie chciała („Dziś ludzie ciągle tylko mówią, co czują, zamiast mówić, co myślą”). Nie ma tu żadnych większych przekłamań, a sama postać jest raczej antypatyczna, ale iście slajdowa skrótowość nie pozwala traktować tego filmu jako lekcji historii. Pytanie, czy ktoś idzie do kina na lekcję historii, czy idzie obejrzeć Meryl Streep w oscarowej formie i oscarowej charakteryzacji. Jeśli to drugie, nie powinien narzekać.

MO – Michał Oleszczyk [2]
Meryl Streep nie gra, tylko klonuje – zamiast wcielić się w Margaret Thatcher, z wielką perfekcją odtwarza jej manieryzmy i idiosynkrazje, wspomagana kilogramami lateksu i kilkoma wersjami protez dentystycznych. Efekt jest prawie niesmaczny w swym klinicznym podejściu do aktorstwa jako kontrolowanej mimikry. Do tego dochodzi wyprana z niuansów apoteoza Thatcheryzmu, który naprawdę zasłużył sobie na bardziej skomplikowany portret.

Oceń lub dodaj do Koszyka w

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Copyright © 2000-2021 – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.