Chicago
Rob Marshall
‹Chicago›

WASZ EKSTRAKT: 0,0 %  |
---|
Zaloguj, aby ocenić |
---|
|
Tytuł | Chicago |
Dystrybutor | SPI |
Data premiery | 14 marca 2003 |
Reżyseria | Rob Marshall |
Zdjęcia | Dion Beebe |
Scenariusz | Bill Condon |
Obsada | Renée Zellweger, Taye Diggs, Richard Gere, Colm Feore, Catherine Zeta-Jones, Queen Latifah, John C. Reilly, Lucy Liu, Dominic West, Mya |
Muzyka | Danny Elfman |
Rok produkcji | 2002 |
Kraj produkcji | Kanada, USA |
Czas trwania | 113 min |
Parametry | DVD - 2 szt., dźwięk - DTS ES, DD 5.1; format 16:9, anamorficzny 1.85:1 |
WWW | Polska strona Strona |
Gatunek | musical |
EAN | 5900058506378 |
Zobacz w | Kulturowskazie |
Wyszukaj w | Skąpiec.pl |
Wyszukaj w | Amazon.co.uk |
Opis dystrybutora
Opowieść o seksie, morderstwie, zazdrości i jazzie. Historia ponętnej, wodewilowej piosenkarki Roxie Hart, która osadzona w więzieniu za zabójstwo swojego kochanka, stanie się obiektem podziwu, dzięki nieocenionej pomocy niezbyt uczciwego prawnika.
Teksty w Esensji
Filmy – Recenzje

Filmy – Publicystyka

Filmy – DVD i Blu-Ray

Utwory powiązane
MC – Michał Chaciński [7]
Solidny musical. Już samo to określenie niektórych zachęci, innych zniechęci. Ja na musicale alergii nie mam, więc obejrzałem całość z przyjemnością. Jednocześnie pozostało mi po filmie wrażenie, że doświadczenie z Broadwayu nie wystarczy do tego, żeby kręcić film. Co najmniej kilka razy miałem wrażenie, że Marshall dotarł do ściany swoich filmowych umiejętności i pokazał scenę 'na tyle, na ile potrafił', ale że inni zrobiliby z niej coś naprawdę wielkiego, a nie tylko poprawnego (patrz: sądowa scena stepowania i obrony przed ławą przysięgłych). Oczywiście pozostaje zawsze argument, że historia prezentowana jest prosto z wyobraźni bohaterki, ale... może nie jest najlepszym wyborem robienie bohaterki z osoby z ograniczoną wyobraźnią. Z plusów: znakomita scena z kukiełkami, dobry John C. Reilly i ładna muzyka. Z minusów: 'Chicago' to zaledwie znośna rozrywka na wolne popołudnie.
Świetna strona wizualna, fajne piosenki, ujmująco cyniczny Gere w jednej ze swych najlepszych ról, mistrzowski John C. Reilly. Nawet Renee Zellweger, której nie cierpię, bardzo dobra. Nie wiem tylko za co ten Oscar dla Zety-Jones, ale to szczegół. Grunt, że bawiłem się wyśmienicie, a takie chyba było zamierzenie twórców?
Olśniewające! "Chicago" to od pierwszej do ostatniej sceny wyśmienita zabawa, przy której żwawo przytupuje się nogą i w której udało się nawet pokazać coś więcej poza muzycznymi popisami. Wielkim plusem, podobnie jak w "Kabarecie", są piosenki naturalnie wplecione w fabułę lub też osadzone jakby równolegle do toczącej się opowieści. Nikt tu nie zrywa się z krzesła i nie zaczyna tańczyć, a poszczególne, sceniczne numery odkrywają prawdziwą naturę postaci i ich intencje. Zeta-Jones i John C. Reilly są genialni! Szkoda tylko, ze do pozostałych ról wybrano osoby (Zellweger i Gere), które śpiewają i tańczą jak ja po czterech piwach.
WO – Wojciech Orliński [10]
A więc jednak musical nie umarł! Taki właśnie musical lubię najbardziej - pochłaniający niczym wirtualna rzeczywistość. Świetna muzyka, świetne kostiumy i scenografia, znakomita gra aktorów i aktorek. Naturalnie, to tylko rozrywka - ale przecież za to płacę!
KS – Kamila Sławińska [5]
Przykro to pisać, ale... miernota. Wszystko, co w tym filmie może się podobać, pochodzi z oryginału - genialnego musicalu Boba Fosse’a. Filmowa wersja nie jest ani szczególnie odważna pod względem realizacji, ani udana pod względem muzycznym. Ten film ogląda się jak dokumentalny zapis próby generalnej przed spektaklem w jakimś teatrze na Broadwayu. Kolejne sceny podane są w zupełnie niefilmowy, statyczny sposób; aktorzy co prawda z pierwszej hollywoodzkiej ligi, ale z materiałem średnio sobie radzą – na próżno by tu szukać głosów na miarę śpiewających gwiazd Moulin Rouge. W sumie ogląda się bez bólu, ale już po kilku chwilach po wyjściu z kina zupełnie ulatuje z pamięci i nie zostaje po nim nic, może prócz wspomnienia Johna C. Reilly’ego śpiewającego Mr. Cellophane. Bez pasji, jaka emanowała z realizacji Fosse’a, Chicago jest jedynie bezwstydnie cyniczną opowieścią bez morału, efektownie opakowaną w migające światła, cekiny i siatkowe pończochy. Widać jednak w dzisiejszych niespokojnych czasach tego właśnie pragnie lud – i dzieje się tak, jak śpiewa Richard Gere: Razzle-dazzle them and they’ll make you a star.
KŚ – Kamil M. Śmiałkowski [7]
Wszystko fajnie, poprawnie i sympatycznie, ale nic ponadto. W wojnie 'Chicago' vs 'Moulin Rogue' stoje twardo po stronie tego drugiego. Ale i ten musical warto zobaczyć. Dobry Gere (że tez mi to przez klawiaturę przeszło), genialna choreografia Fosse'a, dobre piosenki. Ot, rozrywkowy seans, jaki Amerykanie uznają za dzieło sztuki, a my za sympatyczne oglądadełko.
KW – Konrad Wągrowski [8]
Niewątpliwie fakt, że akcja jest umieszczona w latach międzywojennych wpływa pozytywnie na moją ocenę, przepadam bowiem za tamtym okresem ukazywanym w filmach. Ale poza tym mamy tu bardzo dużo dobrej rozrywki - dobre piosenki, dobre aktorstwo, nieco dobrego czarnego humoru, ładna scenografia, a muzyka zintegrowana z fabułą, tak, aby widz ani przez chwilę nie czuł znużenia. Mimo wszystko do 'Moulin Rouge' się nie umywa. 'Chicago' to znakomity musical w starym stylu, 'Moulin Rouge' było rewolucją.