Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 17 października 2019
w Esensji w Esensjopedii

Kill Bill: Vol. 2

Quentin Tarantino
‹Kill Bill: Vol. 2›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułKill Bill: Vol. 2
Dystrybutor Monolith
Data premiery23 kwietnia 2004
ReżyseriaQuentin Tarantino
ZdjęciaRobert Richardson
Scenariusz
ObsadaUma Thurman, Samuel L. Jackson, Daryl Hannah, Michael Madsen, Lucy Liu, Vivica A. Fox, David Carradine, Chiaki Kuriyama, Sonny Chiba, Michael Parks, Bo Svenson, Sid Haig
MuzykaRZA
Rok produkcji2004
Kraj produkcjiUSA
CyklKill Bill
Czas trwania111 min
WWW
Gatunekakcja
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Wyszukaj / Kup
Opis dystrybutora
Panna Młoda, płatna zabójczyni, postanawia wycofać się z branży. W czasie własnego ślubu zostaje postrzelona przez Billa – szefa Plutonu Śmiercionośnych Żmij. Na skutek ran dziewczyna na pięć lat zapada w śpiączkę. Po przebudzeniu postanawia zemścić się na tych, którzy z zimną krwią chcieli zabić ją i jej nienarodzone dziecko. Po kolei eliminuje członków swojego byłego gangu, Billa pozostawiając sobie "na deser". Wszystko się skomplikuje, gdy wkrótce się dowie, że jej dziecko żyje...
Teksty w Esensji
Filmy – Recenzje      
Agnieszka ‘Achika’ Szady ‹Stój, bo mamuśka strzela!›

Filmy – Publicystyka      

Piotr Dobry, Konrad Wągrowski ‹Dobry i Niebrzydki: Taran-kino›

Utwory powiązane
Filmy (10)       [rozwiń]






Tetrycy o filmie [6.57]

MC – Michał Chaciński [6]
Pod pewnymi względami lepiej niż w pierwszej części, pod pewnymi gorzej. Przede wszystkim wreszcie jest to film, a nie ciąg losowo wybranych scenek. Są ludzie, są motywacje, są zgrabne zwroty scenariuszowe, są całkiem przyzwoite dialogi. Z tym, że przyzwoite to one są na Krzysztofa Zanussiego. Tarantino napisał o wiele lepsze w każdym z poprzednich filmów(w KB2 w zasadzie nie ma co zacytować). Ciekawe jest natomiast podejście do scen akcji - w odróżnieniu od części pierwszej, tutaj wszystko jest rwane, nagłe i szybkie. Jeśli tam Tarantino inspirował się bardziej Hong Kongiem, tutaj jakby bardziej Japonią. Czyli znośny seans, ale jak dla mnie, KB 1+2 to najsłabsza, najmniej zdyscyplinowana, najmniej ciekawa rzecz Tarantino. Rozumiem, gdyby nakręcił to na szybko w przerwie dobrych filmów. Ale czekać na coś takiego 6 lat? Nie było warto.

PD – Piotr Dobry [3]
No i teraz już wiem – chodziło o hajs. Cały ten proces wykańczania Billa i jego przydupasów można było śmiało zamknąć w jednym, dwugodzinnym filmie. Dwójka rozczarowuje jeszcze bardziej niż część pierwsza – mniej tu żywej, skondensowanej akcji, więcej zbędnych wątków pobocznych i psychologii dla gimnazjalistów. Po raz drugi wynudziłem się niemożebnie, a co gorsza, tym razem nawet przy doborze muzyki dał Tarantino dupy. Jeśli jednak spytacie, czy jest w „Kill Billu” choć jeden jasny punkt, odpowiem, że oczywiście – życiowa rola Davida Carradine’a. Z tym że mając na względzie, iż to jeden z najgorszych aktorów w historii, fakt ten zachwyca w równym stopniu co np. życiowa rola Lassie.

TK – Tomasz Kujawski [5]
Z przepołowienia "Kill Bill" nie wyszło nic dobrego. W jednym dłuższym filmie nudnawe sekwencje otwierające część drugą (rozdział o próbie ślubu i epizod z Buddem w barze) byłyby niezłym przerywnikiem po kończących jedynkę dynamicznych scenach akcji, a tak otrzymujemy przegadane, rozczarowujące wprowadzanie dwójki. Również dalej jest sporo zbędnych lub rozciągniętych scen - wizyta u starego alfonsa i dość blada ostateczna konfrontacja z Billem. Tarantino próbuje sprzedawać drugi raz to samo, ale zabrakło mu coś pomysłów. Eksperyment z lekką zmianą klimatu (mniej akcentów dalekowschodnich, mniej akcji, więcej paplaniny) zaowocował nudą. Z całego filmu zostaje w pamięci właściwie tylko rozdział o mistrzu Pei Mei. Gorzej jest także w warstwie muzycznej – ścieżka nie przykuwa już tak uwagi jak w części pierwszej.

WO – Wojciech Orliński [9]
Ha! Dopiero druga część wyjaśnia, o co chodziło w pierwszej części. I podobało mi się to wyjaśnienie. Bijatyka jako metafora relacji kobieta/mężczyzna a nawet zachód/wschód. Fascynujące rozegranie dualizmu in/yang, ciang/cing, ping/pong, pat/patachon, kornik/korniszon. No dobrze, trochę mnie to śmieszy, ale zawsze mnie śmieszyła ta cała filozofia zen-bulszicka, te wszystkie koany, wegetariany, prany, sansary i tym podobne - dlatego tak bliskie jest mi spojrzenie tytułowego Billa... Który okazuje się w końcu być całkiem fajnym facetem, jednak.

KS – Kamila Sławińska [6]
Kiedy wreszcie Żółtowłosa położyła Billa trupem – taki finał chyba dla nikogo nie jest niespodzianką – zrobiło mi się żal, że opuściła film jedyna ciekawa postać, jaka w nim wystąpiła. Gdyby nie malownicza kreacja Davida Carradine’a, nie byłoby w zasadzie czego w Vol. 2 pochwalić. Film zawiera co prawda odrobinę firmowych tarrantinowskich dialogów – ale nawet one są jakieś takie rozwodnione i bezjajeczne. Do tego stopnia, że kiedy człek zaraz po wyjściu z kina próbuje sobie przypomnieć jakiś dialog lub scenę, nic nie przychodzi do głowy. Akcja snuje się nieznośnie - do tego stopnia, że przez pierwsze 40 minut jest po prostu nudno; jedyna w drugiej części walka sprawia wrażenie przypadkowej nawalanki; stylizacja (raz na western Leone, raz na film braci Shaw) sprawia wrażenie, że reżyser poświęcił jej więcej uwagi niż scenariuszowi. Podobało mi się odrobinę bardziej niż Vol.1, ale i tak głosuję za zesłaniem Tarantino z powrotem na parę lat do wypożyczalni video - by w sprzyjających warunkach odświeżył swoją miłość do kina i podkarmił wyobraźnię, która jak na mój gust bardzo przywiędła.

KŚ – Kamil M. Śmiałkowski [9]
Jestem bardzo za. Świetnie uzupełnia pierwszą połówkę historii i wreszcie Tarantino dialoguje, tak jak tylko on potrafi. Kilka cudnych żartow, kilka ostrych scen. Ubawiłem się, czego i Wam życzę.

KW – Konrad Wągrowski [8]
Nieco mniej klimatycznie niż w pierwszej części, ale nadal zabawa doskonała. Zaskoczeń wielu nie będzie, ale nie o to przecież chodzi w tym filmie. Jest więcej tego, czego się domagali niektórzy krytycy - charakterystyki postaci. Paradoksalnie, nie wychodzi to wcale filmowi na lepsze, bo poza finałowymi scenami z Billem, wszystko to sprawia jedynie wrażenie niepotrzebnego wypełniacza. Ale mamy nawiązania do klasyki filmów kung fu, z doskonałą parodią treningu u chińskiego sifu, mamy akcenty westernowe, nawet horrorowe i niezły akcent z "Shogun Assasin". Mniej krwi, nieco drastyczniejszej przemocy, całość jednakże chyba z jeszcze większym przymrużeniem oka niż w części pierwszej. Znów świetna muzyka, a David Carradine pod koniec kariery dostaje rolę życia.

Oceń lub dodaj do Koszyka w

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Copyright © 2000-2019 – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.