Rybki z ferajny
(Shark Tale)
Vicky Jenson, Bibo Bergeron
‹Rybki z ferajny›

Opis dystrybutora
Historia przenosi nas w głębiny oceanu. Pod wodą rządzi prawdziwa rybia mafia z rekinem Don Lino na czele, który dąży do ciągłego powiększania swego terytorium i umacniania swej pozycji.
Inne wydania
Teksty w Esensji
Filmy – Recenzje

Utwory powiązane
Filmy

MC – Michał Chaciński [4]
Przeciętny film, w którym tonie bardzo fajny pomysł przeniesienia kina gangsterskiego w świat ryb. Może to problem z dosyć durnym głównym bohaterem, może stanowczo zbyt przewidywalna i drętwo dydaktyczna historyjka, a może też problem w tym, że obietnica nawiązań do kina gangsterskiego nie wykracza poza najbardziej oczywiste odniesienia. Tak czy inaczej, film zaczyna nużyć po 30 minutach. Kolejny przykład sytuacji, w której ktoś topi furę kasy w przedsięwzięcie i żałuje kilku dodatkowych dolców na przyzwoity scenariusz.
Ocean popkulturowych, hiphopowych, mafijnoparodiujących gagów. I tylko jeden naprawdę zabawny (– Oskar? – Nie, Pinokio). Zebrano tu najsławniejszą ekipę w dziejach dubbingu i faktycznie może zachwycić stopień, w jakim przetransformowano w animowane postacie mimikę i gesty podkładających głos gwiazd, które w wielu rybkach można bez problemu rozpoznać. Ale do jasnej cholery – czy twórcy naprawdę nie zdawali sobie sprawy, że nawijający hiphopowo-młodzieżowym slangiem Martin Scorsese musi wypaść żałośnie?
Niestety – bez rewelacji. Świat komputerowych bajek spowszedniał. "Rybki..." przypominają "Shreka 2" – zawrotne tempo i świetny dubbing, ale na sali generalnie panuje cisza. Nie śmieją się dzieci, bo nie rozumieją, o co chodzi, nie śmieją się też dorośli, bo żart "o, o, to jest scena z kinowego hitu x", którym jesteśmy częstowani ze sto razy na każdą animację Dreamworks, stał się zwyczajnie nudny. Gdy nie starcza pomysłu na kolejne gagi, częstuje się nas banalną, ckliwą fabułą. I dla kogo w końcu jest ten film? "Rybki" przegrywają z "Nemo" na każdym poziomie. Produkcja Pixar była uczciwsza (z jasno określonym odbiorcą), miała ciekawszą fabułę i postacie, była śmieszniejsza (żartów kilkakrotnie razy mniej, ale celniejsze) i w końcu – lepsza technicznie (animacja wody w "Rybkach" wypada słabo, postacie wyglądają, jakby latały w powietrzu, a nie pływały w oceanie).
WO – Wojciech Orliński [3]
Jou, Drimłorks madafakaz. Hiphopowy musical dla nastolatków, it eint saczagudajdija. Robiąc kolejny "film o rybach" zaraz po filmie Pixara, Dreamworks strzelili sobie w stopę, bo aż się proszą o porównania. A te wypadają dla nich fatalnie. I od strony technicznej film nie ma sensu (w "Gdzie jest Nemo" woda była wodnista, tu jej po prostu nie widać; w "Gdzie jest Nemo" inteligentnie wykorzystywano trójwymiarowość otoczenia, tutaj nie wiadomo, dlaczego bohaterowie czasem chodzą jakby na nogach, a czasem jakby fruwają, ale dziwnie rzadko pływają). No i ogólny humor całego filmu odwołuje się do hiphopowej estetyki "łest koust", czyli getta z Los Angeles. Szczerze mówiąc, mam gdzieś getto z Los Angeles a nastoletni chłopcy udający "oridżinal gangsta" kojarzą mi się głównie z Ali G. Wyszedłem bardzo rozczarowany.
KS – Kamila Sławińska [4]
Wypuszczać do kin animowany film o rybach, kiedy widzowie mają jeszcze mocno w pamięci niesamowitą produkcję Pixara, to albo akt odwagi, albo chamski skok na kasę. Cokolwiek Dreamworks chciało zrobić – nie bardzo im to wyszło. Historia kuleje na tyle mocno, że znudzeni kinomani z bezlitosną precyzją zauważą i wypunktują wszystkie niedociągnięcia techniczne, i nawet najzabawniej dobrane głosy nic tu nie pomogą. Raperskie klimaty zirytują każdego, kto wyrósł z noszenia spodni z krokiem w kolanach. De Niro i Scorsese nawijający z gangsterskim akcentem z Lower East Side są może zabawni za pierwszym razem – ale już przy następnej wymianie zdań słychać i czuć, że choćby chcieli, aktorzy nie bawią się najlepiej. Widzowie niestety również nie.
KŚ – Kamil M. Śmiałkowski [7]
A mi się podobało. Oczywiście nie na miarę innych komputerowych kreskówek,
ale jest w tym jakiś humor, który odpowiada trzynastolatkowi, który gdzieś
we mnie siedzi. Dialogi ok, cytaty ok, postacie ok, fabuła ok, więc zdecydowanie
powyżej średniej.
KW – Konrad Wągrowski [5]
Średnie. W jakiś sposób zabrakło Dreamworks pomysłu na spójną całość. Cytaty z innych filmów (głównie oczywiście z klasyki gangsterskiej) dowcipne, nieco niezłego humoru, ale całościowo fabuła przeciętna, animacja poniżej współczesnej wyśróbowanej średniej (nic nie zapadło mi w pamięć), historia dość mało odkrywcza i co gorsza wyjątkowo dla mnie antypatyczny główny bohater, któremu życzyłem wszystkiego najgorszego, nie wiedząc co takie rybki jak Renee Zelweger i Angelina Jolie mogą w nim widzieć. No i te raperskie klimaty zupełnie do mnie nie dotarły.