Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 28 listopada 2021
w Esensji w Esensjopedii

Bridget Jones: W pogoni za rozumem (Bridget Jones: The Edge of Reason)

Beeban Kidron
‹Bridget Jones: W pogoni za rozumem›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułBridget Jones: W pogoni za rozumem
Tytuł oryginalnyBridget Jones: The Edge of Reason
Dystrybutor UIP
Data premiery12 listopada 2004
ReżyseriaBeeban Kidron
ZdjęciaAdrian Biddle
Scenariusz
ObsadaRenée Zellweger, Hugh Grant, Colin Firth, Jim Broadbent, Jacinda Barrett
MuzykaHarry Gregson-Williams
Rok produkcji2004
Kraj produkcjiWielka Brytania
CyklBridget Jones
WWW
Gatunekkomedia
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Wyszukaj / Kup
Opis dystrybutora
Druga część przygód słynnej Bridget rozpoczyna się miesiąc po wydarzeniach kończących "Dziennik...", w momencie, kiedy bohaterka uświadamia sobie, że jej związek z Markiem Darcym odbiega jednak od upragnionego ideału. Tym razem Bridget będzie musiała zmierzyć się z nowym szefem, najgorszymi wakacjami życia i faktem, że... Mark głosuje na konserwatystów!
Teksty w Esensji
Filmy – Recenzje      

Utwory powiązane
Filmy      



Tetrycy o filmie [4.00]

MC – Michał Chaciński [3]
Dramatycznie zły sequel. Źle napisany i źle wyreżyserowany. W pierwszym filmie była jakaś logika, wiarygodność i przede wszystkim Bridget, która była mieszanką naiwności, ujmującej dziewczęcości, sarkazmu i bardziej albo mniej słodkich gaf. W drugim filmie Bridget jest już tylko idiotką, której nie wiadomo dlaczego i nie wiadomo skąd przydarza się wszystko co najlepsze - każdy albo ją kocha, albo wybacza, albo chce się z nią przespać. Wychodzi z tego niewiarygodna bajka pozbawiona uzasadnienia, bo z jakiegoś powodu czterem scenarzystom (!) nie przyszło do głowy, żeby każde z tych zdarzeń łatwo wyjaśnić. A dałoby się choćby tak, żeby zasugerować, że (spojlery) Darcy jest znudzony wszystkimi takimi ciziami ze swojej branży i pociąga go wariatka, Darcy naraził się znowu Grantowi, więc Grant chce się przespać z Bridget, a cizia-prawniczka czuje coś do Bridget, bo pociąga ją jej pół-męski sposób zachowania, chodzenia itd. NIestety, zamiast uzasadnienia i chocby odlegle wiarygodnej historii dostajemy jakiś mętlik kolejnych scen - raz śmiesznych, raz nudnych (zawsze przewidywalnych), a raz zupełnie żenujących (sekwencje w tajskim więzieniu). Gonili chyba nie za rozumem, tylko za terminem rozpoczęcia zdjęć.

PD – Piotr Dobry [4]
Nie mam tego problemu co koledzy, że słabsze od jedynki, wtórne itd., bo postaci Bridget – czy to w wydaniu książkowym czy filmowym – nie trawię od samego początku. „Dziennika…” ani nie doczytałem, ani nie dooglądałem do końca, tu jakoś poszło mi bardziej gładko – bawił mnie Grant i przyjemnie słuchało się znanych i lubianych przebojów.

TK – Tomasz Kujawski [5]
Dokładnie tak jak w książkowej części drugiej - każdy bohater, scena, wątek, nawet piosenki i rekwizyty są skopiowane z części pierwszej. Czterech scenarzystów usiadło nad oryginalnym skryptem i myślało, co na co zamienić w sequelu. Mamy więc zamiast swetra z łosiem sweter z bałwanem, zamiast bójki Firtha i Granta na ulicy bójkę Firtha i Granta w fontannie, zamiast wlatującego w kamerę tyłka Bridget zjeżdżającej po strażackiej rurze wlatujący w kamerę tyłek Bridget lądującej ze spadochronem. Rozumiem, że jest to robione świadomie i ma być mrugnięciem do widza, ale ile można mrugać! - w ten sposób skonstruowany jest cały film. Najsłabiej udało się przenieść wątek Granta. W pierwszej części panowie byli równorzędnymi rywalami, tutaj wybór Bridget od początku jest już znany i Grant wciśnięty jest na siłę. Te same żarty już nie śmieszą, poważniejsze sceny ciągną się – w sumie kiepsko, ale duża w tym wina dość wiernego trzymania się książki.

WO – Wojciech Orliński [5]
Słabsze od jedynki. Niby nic w tym dziwnego, ale... mam wrażenie, że film położyło to, że twórcy stracili serce do głównej bohaterki. Obiektywnie rzecz biorąc Bridget Jones ma przecież rację w kluczowych momentach (Firth naprawdę jest nadęty, naprawdę winien jest dokładniejszych wyjaśnień w sprawie mieszkającej w jego domu lasencji, to szef Jones jest głupi a nie ona) - ale nawet w takich sprawach film pokazuje Bridget raczej w konwencji dowcipu o blondynkach. Szkoda, bo ja osobiście Bridget bardzo lubię i na przykład gdybym był na balu prawników, na którym popełnia ona swoją rzekomą gafę towarzyską - zapałałbym do niej po tej "gafie" szaloną sympatią i co najmniej pogratulował w kuluarach.

KS – Kamila Sławińska [1]
Z oblanej podwójnym podbródkiem twarzy Renee Zellweger niemal w każdej scenie wyczytać można: „Chromolę ten cały film i tę głupią postać: chcę jak najszybciej dostać mój czek z masą zer i przejść na ostrą dietę!”. Grana przez nią Bridget w nowym wcieleniu nie jest już ani sympatyczna, ani bystra, jak w oryginale: została z niej jedynie wścibska, żałosna, tłusta idiotka, którą chętnie udusiłoby się własnymi rękami. Jeśli dodać do tego, że w całym filmie nie ma ani jednego pomysłu ani konstrukcji fabularnej, która nie zostałaby użyta w pierwszym filmie, nie ostanie się ani jeden powód, by toto oglądać.

KW – Konrad Wągrowski [6]
I znów zaczyna się we mnie wewnętrzna walka widza z krytykiem. Krytyk powie: "Wtórne. Twórcy zebrali to co się podobało w pierwszej części i wrzucili ponownie do drugiej (bójka Granta z Firthem, gafy Bridget, skecz z majtkami, scena miłosna na ulicy), Curtiss zaczyna się powtarzać w dowcipach, ilustracja muzyczna według sprawdzonego przepisu i film momentami nieprzyjemnie gubi tempo.". Widz powie: "Bawiłem się całkiem dobrze, było śmiesznie, a soundtrack sprawdzi się przy każdej okazji.".

Oceń lub dodaj do Koszyka w

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Copyright © 2000-2021 – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.