Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 27 listopada 2021
w Esensji w Esensjopedii

Michael J. Bassett
‹Dolina cieni›

EKSTRAKT:60%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułDolina cieni
Tytuł oryginalnyDeathwatch
ReżyseriaMichael J. Bassett
ZdjęciaHubert Taczanowski
Scenariusz
ObsadaJamie Bell, Laurence Fox, Matthew Rhys, Andy Serkis
MuzykaCurt Cress, Chris Weller
Rok produkcji2002
Kraj produkcjiNiemcy, Wielka Brytania
Czas trwania94 min
Gatunekdramat, groza / horror, wojenny
EAN5907561100109
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Wyszukaj / Kup

Gdy w okopie trup się gęsto podnosi…
[Michael J. Bassett „Dolina cieni” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
Mieszanka filmu wojennego z rasowym horrorem to dość rzadkie zjawisko. Głównie z tego powodu, że nie trzeba żadnych demonów czy duchów, żeby poczuć grozę położenia zwyczajnych żołnierzy, idących na śmierć setkami i tysiącami w imię cudzych ideałów. Od czasu do czasu jednak twórcy sondują tematykę, czego doskonałym przykładem jest „Dolina cieni”.

Jarosław Loretz

Gdy w okopie trup się gęsto podnosi…
[Michael J. Bassett „Dolina cieni” - recenzja]

Mieszanka filmu wojennego z rasowym horrorem to dość rzadkie zjawisko. Głównie z tego powodu, że nie trzeba żadnych demonów czy duchów, żeby poczuć grozę położenia zwyczajnych żołnierzy, idących na śmierć setkami i tysiącami w imię cudzych ideałów. Od czasu do czasu jednak twórcy sondują tematykę, czego doskonałym przykładem jest „Dolina cieni”.

Michael J. Bassett
‹Dolina cieni›

EKSTRAKT:60%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułDolina cieni
Tytuł oryginalnyDeathwatch
ReżyseriaMichael J. Bassett
ZdjęciaHubert Taczanowski
Scenariusz
ObsadaJamie Bell, Laurence Fox, Matthew Rhys, Andy Serkis
MuzykaCurt Cress, Chris Weller
Rok produkcji2002
Kraj produkcjiNiemcy, Wielka Brytania
Czas trwania94 min
Gatunekdramat, groza / horror, wojenny
EAN5907561100109
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Wyszukaj / Kup
„Dolina cieni” jest szczególnym filmem z kilku względów. Po pierwsze – należy do bardzo wąskiego grona horrorów zrealizowanych w kostiumie filmu wojennego. Z jakiejś przyczyny większość nadprzyrodzonych bytów albo dopada żołnierzy już w demobilu, albo straszy mieszkańców okolic dawnego pola bitwy, natomiast podczas samych starć siedzi cicho. Po drugie – jego akcja dzieje się w czasie I wojny światowej, co samo w sobie jest już ewenementem, bo praktycznie wszyscy twórcy, nie tylko ci od kina grozy, niechętnie realizują scenariusze bazujące na zdarzeniach z konfliktów starszych niż II wojna światowa. Po trzecie wreszcie – jak na horror, zadziwiająco wiele tutaj dbałości o zachowanie realiów życia frontowego. Niejeden kinowy hit był gorzej pod tym względem zrealizowany.
A przecież to nie koniec plusów. Również fabularnie „Dolina cienia” przedstawia się całkiem interesująco. Oto bowiem brytyjski oddział dostaje rozkaz nocnego ataku na okopy wroga, po czym – momentalnie zdziesiątkowany ogniem niemieckich karabinów maszynowych – wpada pod ostrzał pociskami zawierającymi trujący gaz. Żołnierze pospiesznie nakładają prowizoryczne maski przeciwgazowe i dłuższą chwilę błądzą w śmiertelnych oparach, poniewczasie orientując się, iż… jest dzień, nie noc, opary to w rzeczywistości mgła, zaś w okolicy jest zadziwiająco cicho i pusto. Gdy w końcu docierają do wrogich okopów, natychmiast je przejmują i przygotowują się do obrony. Tyle że z biegiem czasu coraz więcej rzeczy przestaje pasować. Plątaniny okopów broniło ledwie kilku niemieckich żołnierzy, i to najwyraźniej wcale nie przed Brytyjczykami. Radiostacja jest bezużyteczna, nie pozwalając wysłać żadnego meldunku, odbiera jednak od czasu do czasu niepokojące komunikaty. Okolice okopu zdają się kompletnie wyludnione i wcale nie słychać normalnych odgłosów frontu. Co gorsza, w niewyjaśnionych okolicznościach zaczynają ginąć kolejni żołnierze.
Do tego momentu film jawi się jako fascynująca suita zniszczenia i śmierci, koncertowo poprowadzona i w ledwie kilka minut potrafiąca w pełni objawić zarówno grozę, jak i swoiste piękno wojny, wspaniale odmalowująca sytuację, w jakiej znaleźli się prości młodzieńcy, którzy trafili na front i zostali wysłani na pewną rzeź. Odwzorowanie warunków panujących w okopach pierwszej wojny światowej, począwszy od wszechobecnego błota, wiecznej wilgoci i notorycznego braku żywności, a skończywszy na powszechnym zobojętnieniu na śmierć najbliższych nawet kolegów, jest tak doskonałe, że niektórzy widzowie łatwo mogą zwątpić w zasadność wkładania tak dużego wysiłku w realizację filmu, który koncentruje uwagę nie na tragedii frontowego życia, a na działaniu dość enigmatycznie odmalowanych sił nadprzyrodzonych, które równie dobrze mogłyby nękać żołnierzy choćby i podczas oblężenia Jerycha. Z tego punktu widzenia rzeczywiście – marnowanie tak dobrych zdjęć, muzyki i scenografii oraz takiej batalistyki na jakiś tam horror zakrawa wręcz na zbrodnię, zwłaszcza jeśli wspomni się lekko niedorobiony pod względem technicznym „Zaginiony batalion” czy choćby „Czerwonego barona”, produkcje starające się dość wiernie oddać prawdziwe zdarzenia z okresu I wojny światowej.
Niestety, całe to dobre wrażenie, jakie początkowo wywiera film, zaczyna powoli się rozwiewać, gdy ginie pierwszy z Brytyjczyków, notabene noszący polsko brzmiące nazwisko. Scenarzysta bowiem, zamiast stopniowo wikłać wątek opowieści i – unikając zbędnego epatowania zjawiskami nadprzyrodzonymi – powoli zasysać widza w coraz mroczniejszą intrygę, zaserwował skok na głęboką wodę, żołnierz bowiem zostaje zamordowany w sposób ewidentnie nienaturalny. I żeby chociaż stanowiło to wstęp do galopady budzących dreszcze grozy zdarzeń. Ale gdzie tam! Napięcie znowu opada, fabuła ponownie wraca do realizmu i na kolejne nadprzyrodzone zdarzenie trzeba czekać spory kawałek czasu. Może taka taktyka nawet i nie rozbija klimatu czy nie zniechęca do filmu, jednak z pewnością świadczy o niezbyt porządnie przemyślanej koncepcji, wedle której realizowano „Dolinę cieni”.
Szwankuje również – przynajmniej w dalszej części fabuły – psychologia postaci. Z jednej strony żołnierze swobodnie przeciwstawiają się oficerowi i jego decyzjom personalnym, z drugiej jednak – tkwią jak przykuci do okopu, nie podejmując praktycznie żadnej próby wydostania się z niego. A to powinna być jedna z pierwszych myśli na widok nie dających się wytłumaczyć zjawisk. Również motywacje, nawet jeśli podszyte szaleństwem, w kilku momentach absolutnie nie przekonują. Zastanawiająca jest też postać niemieckiego jeńca, wyskakująca jak diabeł z pudełka wyłącznie w momentach wygodnych dla scenarzysty. Te potknięcia, w sumie proste do eliminacji, obniżają sumaryczną ocenę filmu.
Nadal jednak „Dolina cieni” jest horrorem ze wszech miar godnym polecenia. Choćby i z tego powodu, że jej reżyser, Michael J. Bassett, mimo bardzo ograniczonej obsady i niezbyt dużego obszarowo planu, potrafił nakręcić zupełnie porządny film pełen pełnokrwistych postaci. A sądząc po produkcjach utytułowanych twórców, dysponujących wielokroć wyższymi budżetami, wcale nie jest to łatwa sztuka.
koniec
1 grudnia 2010

Komentarze

02 XII 2010   12:36:42

Zaczynałem oglądać "Dolinę cieni" bez specjalnego entuzjazmu. Byłem zaciekawiony tym połączeniem samego w sobie przerażającego piekła I wojny światowej z horrorem... Chociaż chyba raczej zastanawiałem się jak dalece autorom "nie wyszło" niż oczekiwałem czegoś ciekawego. Film zawiódł moje oczekiwania dwa razy - najpierw pozytywnie, bo okazało się, że początkowo oglądając go miałem coraz bardziej wrażenie "o kurcze, ale fajny film..." które jednak później zmieniło się w coraz mocniejsze odczucie, które patrząc na napisy końcowe skrystalizowało się w "no wprawdzie całkiem faaajny flim, ALE..." ;) Nie wiem, może początkowe zaskoczenie wysokim poziomem wykonania rozbudziło we mnie zbyt wysokie oczekiwania w stosunku do tej właściwie dość kameralnej produkcji? W końcu miała być wojna - była (i to całkiem wiernie jak mi się zdaje oddana), miał być horror - był (choć nie wiem, czy gdyby dodać trochę więcej realiów piekła I wojny nie byłby przy nich tylko bladą zjawą ;) )... Tylko, że po obejrzeniu pozostał jakiś niedosyt, wrażenie, że mało brakowało aby ten dobry film był świetny.

Nie jestem wielkim kinomaniakiem, ale rzeczywiście nie ma chyba zbyt wielu horrorów rozgrywających w dekoracjach z I wojny światowej, przypominam sobie właściwie oprócz "Doliny cieni" tylko jeden z odcinków "Młodego Indiany Jonesa", który mógłby aspirować do tej kategorii. Indy trafił w nim podczas swej wojennej tułaczki (swoją drogą tak nieprawdopodobnie skomplikowanej, że ocierającej się chyba o wszystkie fronty I wojny światowej ;) ) do jakiegoś zamku, chyba w Rumunii, gdzie natknął się na autentycznego wampira. Właściwie to tylko ciekawostka, bo sam w sobie odcinek był z kategorii co najwyżej znośnych.

Wracając jeszcze na chwilę do "Doliny cieni" i porównań z bardziej realistycznymi filmami o I wojnie światowej - może i "Zaginiony batalion" zgrzytał tu i tam technicznie, ale był i tak o wiele lepszy niż wysokobudżetowa "Passchendaele: Trzecia bitwa" właściwie autorski film Paula "Bentona Frasera"Grossa (reżyseria i główna rola) w którym poza ekscytującym początkiem, do momentu przeprowadzenia swoistej "operacji neurochirurgicznej w warunkach polowych" całą resztę można sobie spokojnie darować, a już na pewno nie ma co oczekiwać jakiegoś sensownego obrazu tytułowej bitwy. To jest dopiero dobry przykład złego przykładu jak nie powinno się robić kina batalistycznego ;)

02 XII 2010   23:58:55

jeśli chodzi o horrory\filmy grozy w wojennych klimatach to mnie najbardziej puki co przypadł do gustu "Bunkier SS". bardziej to dramat-thriller-psychologiczny niż jakiś tam horror, ale jednak trzyma w napięciu. a z "doliny cieni" za wiele nie pamiętam nawet... może to świadczyć o tym, że nie był to film zbyt udany skoro nie utkwił mi on w pamięci ;)

03 XII 2010   02:30:30

Niestety, ten film tak ma - świetnie się zapowiada, a potem zaczyna się rozmemływać w niewiadomych kierunkach. Po prostu szkoda zaprzepaszczonego potencjału. Jednak nawet mimo to "Dolina cieni" pozostawia dość pozytywne wrażenie. Jak na mój gust jest też o kilka szczebelków lepsza, niż "Bunkier SS", który - tak notabene - również recenzowałem na łamach "Esensji" - http://esensja.pl/film/dvd/tekst.html?id=1897

Natomiast z innych filmów o pokrewnej tematyce znacznie bardziej do gustu przypadł mi koreański "R-Point", tyle że zdaje się, iż jestem umiarkowanie odosobniony w tej opinii... ;)

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

East Side Story: Andriej Tarkowski oczyma… dziecka
Sebastian Chosiński

4 IV 2021

Nazwać Andrieja Tarkowskiego klasykiem światowej (nie tylko radzieckiej i rosyjskiej) kinematografii – to jakby nic o nim nie powiedzieć. Był bowiem nie tylko reżyserem, ale i natchnionym poetą kina, wizjonerem i chrześcijańskim mistykiem, który w swoich filmach sięgał po skrajnie odmienne tła – od średniowiecznej Rusi po bezbrzeżny Kosmos. Dokumentalny film „Świątynia kina” opowiada o jego życiu i twórczości z perspektywy syna artysty.

więcej »

Klasyka kina radzieckiego: Iwan, Marika i Garbaty Karp
Sebastian Chosiński

3 III 2021

Ostatni odcinek kryminalnego miniserialu Stanisława Goworuchina „Gdzie jest Czarny Kot?” udanie wieńczy całość. Scenarzyści (bracia Wajnerowie) i reżyser zadbali bowiem o odpowiednią porcję emocji, ale także o sceny mogące poruszyć serce. Na główną postać odcinka wyrósł też, zostawiając na drugim planie Gleba Żegłowa, grany przez Władimira Konkina Szarapow.

więcej »

Klasyka kina radzieckiego: „Ferdinand” nie do zdarcia
Sebastian Chosiński

24 II 2021

W czwartym (przedostatnim) odcinku miniserialu Stanisława Goworuchina „Gdzie jest Czarny Kot” mają miejsce dwa nadzwyczaj ważne wydarzenia. Po pierwsze: wydział, którym kieruje kapitan Gleb Żegłow, wpada wreszcie na trop Foksa i zastawia na niego pułapkę. Po drugie: udaje się odpowiedzieć na pytanie, czy to doktor Iwan Siergiejewicz Gruzdiew jest odpowiedzialny za śmierć eksżony Łarisy.

więcej »

Polecamy

Kevin Smith. Sprzedawcy 2

Do sedna:

Kevin Smith. Sprzedawcy 2
— Marcin Knyszyński

Kevin Smith. Jay i Cichy Bob kontratakują
— Marcin Knyszyński

Kevin Smith. Dogma
— Marcin Knyszyński

Kevin Smith. W pogoni za Amy
— Marcin Knyszyński

Kevin Smith. Szczury z supermarketu
— Marcin Knyszyński

Kevin Smith. Sprzedawcy
— Marcin Knyszyński

Richard Kelly. Pułapka
— Marcin Knyszyński

Richard Kelly. Koniec świata
— Marcin Knyszyński

Richard Kelly. Donnie Darko
— Marcin Knyszyński

Alejandro González Iñárritu. Zjawa
— Marcin Knyszyński

Zobacz też

Tegoż twórcy

Wzgórze nie ma oczu
— Mateusz Kowalski

Tegoż autora

Danie w średnim stanie
— Jarosław Loretz

Podboje i wyboje
— Jarosław Loretz

Wątpliwa reklamówka
— Jarosław Loretz

Krok w dobrą złą stronę
— Jarosław Loretz

Zabiedzona flota: Nielotny
— Jarosław Loretz

Kryminalna grabież czasu
— Jarosław Loretz

Anioł w zielonych kaloszach
— Jarosław Loretz

Nazwobójca
— Jarosław Loretz

Siódma dusza po kisielu
— Jarosław Loretz

Wąż zwany Hydrą
— Jarosław Loretz

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.