Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 20 maja 2019
w Esensji w Esensjopedii

Filmy

Magazyn CLXXXVI

Konkursy

Podręcznik

Kulturowskaz MadBooks Serialomaniak.pl Skapiec.pl

Nowości

kinowe

więcej »

dvd i blu-ray (wybrane)

więcej »

Zapowiedzi

kinowe

więcej »

dvd i blu-ray (wybrane)

więcej »

Leonid Gajdaj
‹Brylantowa ręka›

EKSTRAKT:80%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułBrylantowa ręka
Tytuł oryginalnyБриллиантовая рука
ReżyseriaLeonid Gajdaj
ZdjęciaIgor Czernych
Scenariusz
ObsadaJurij Nikulin, Andriej Mironow, Anatolij Papanow, Władimir Guliajew, Stanisław Czekan, Nina Griebieszkowa, Nonna Mordiukowa, Swietłana Swietliczna, Aleksander Chwylia, Leonid Gajdaj, Grigorij Szpigiel, Andriej Fajt, Leonid Kaniewski, Wiktoria Ostrowska, Wiktor Uralskij, Jewgienija Mielnikowa, Nikołaj Romanow, Serafima Cholina, Nikołaj Trofimow, Apollon Jacznicki, Tatiana Nikulina, Maksim Nikulin
MuzykaAleksander Zacepin
Rok produkcji1968
Kraj produkcjiZSRR
Czas trwania95 min
Gatunekkomedia
EAN5908223774591
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Wyszukaj / Kup

Reżyser jak kura – znoszący złote jajka
[Leonid Gajdaj „Brylantowa ręka” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
1 2 »
Na przełomie lat 60. i 70. XX wieku nie było w Związku Radzieckim reżysera, który cieszyłby się większą popularnością niż Leonid Gajdaj. Jego filmy biły rekordy popularności, przyciągając do kin każdorazowo po kilkadziesiąt milionów widzów. „Brylantowa ręka” okazała się być największym hitem 1969 roku i po dziś dzień znajduje się w trójce najchętniej oglądanych obrazów, które powstały w Kraju Rad. Nie bez powodu, ta komedia pomyłek to prawdziwy wulkan humoru!

Sebastian Chosiński

Reżyser jak kura – znoszący złote jajka
[Leonid Gajdaj „Brylantowa ręka” - recenzja]

Na przełomie lat 60. i 70. XX wieku nie było w Związku Radzieckim reżysera, który cieszyłby się większą popularnością niż Leonid Gajdaj. Jego filmy biły rekordy popularności, przyciągając do kin każdorazowo po kilkadziesiąt milionów widzów. „Brylantowa ręka” okazała się być największym hitem 1969 roku i po dziś dzień znajduje się w trójce najchętniej oglądanych obrazów, które powstały w Kraju Rad. Nie bez powodu, ta komedia pomyłek to prawdziwy wulkan humoru!

Leonid Gajdaj
‹Brylantowa ręka›

EKSTRAKT:80%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułBrylantowa ręka
Tytuł oryginalnyБриллиантовая рука
ReżyseriaLeonid Gajdaj
ZdjęciaIgor Czernych
Scenariusz
ObsadaJurij Nikulin, Andriej Mironow, Anatolij Papanow, Władimir Guliajew, Stanisław Czekan, Nina Griebieszkowa, Nonna Mordiukowa, Swietłana Swietliczna, Aleksander Chwylia, Leonid Gajdaj, Grigorij Szpigiel, Andriej Fajt, Leonid Kaniewski, Wiktoria Ostrowska, Wiktor Uralskij, Jewgienija Mielnikowa, Nikołaj Romanow, Serafima Cholina, Nikołaj Trofimow, Apollon Jacznicki, Tatiana Nikulina, Maksim Nikulin
MuzykaAleksander Zacepin
Rok produkcji1968
Kraj produkcjiZSRR
Czas trwania95 min
Gatunekkomedia
EAN5908223774591
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Wyszukaj / Kup
Nierzadko bywało tak, że do historii kinematografii jako twórcy znakomitych komedii przechodzili artyści – aktorzy, scenarzyści i reżyserzy – których los nie rozpieszczał. Mimo niepowodzeń życiowych i przeciwności Fortuny, potrafili oni jednak nieść radość innym. W Związku Radzieckim postacią taką był Leonid Jowicz Gajdaj, urodzony w 1923 roku w miasteczku Swobodny w obwodzie amurskim na Syberii. Gdy jako niespełna dziewiętnastolatek trafił na front wojny sowiecko-niemieckiej, przydzielony został do służby liniowej. Pewnego dnia nadepnął na minę i doznał bardzo poważnej rany nogi. Pamiątka po bohaterskiej młodości pozostała mu już na całe życie. Po powrocie na Syberię, rozpoczął naukę w szkole aktorskiej przy Obwodowym Teatrze Dramatycznym w Irkucku, ale kariera sceniczna – pomimo kilku występów na deskach teatralnych oraz przed kamerą filmową – nie była mu pisana. Doskonale zdając sobie z tego sprawę, w 1949 roku zdecydował się przenieść do Moskwy i podjąć studia na wydziale reżyserskim Wszechzwiązkowego Państwowego Instytutu Kinematografii (WGIK), gdzie trafił pod skrzydła samego Grigorija Aleksandrowa („Pancernik Potiomkin”, „Świat się śmieje”, „Wołga, Wołga”, „Spotkanie na Łabie”). Jako reżyser Gajdaj zadebiutował, do spółki z Walentinem Niewzorowem, dramatem politycznym „Długa droga” (1956). Dwa lata później zrealizował, już w pełni samodzielnie, średniometrażową komedię satyryczną „Narzeczony z tamtego świata”, która – z uwagi na swój demaskatorski charakter – bardzo nie spodobała się radzieckim cenzorom. Żeby odzyskać zaufanie władz, w 1960 roku Leonid Jowicz nakręcił patetyczny, propagandowy obraz (na podstawie sztuki Aleksandra Galicza) „Trzykrotnie zmartwychwstały”, który okazał się totalną klapą – zarówno artystyczną, jak i frekwencyjną. Wtedy też, przeżywający poważną depresję artysta, za radą żony, opuścił Moskwę i wyjechał w rodzinne strony, do Irkucka. Tam wpadł mu w ręce humorystyczny felieton w rządowej „Prawdzie”, który w prześmiewczy sposób ukazywał codzienne życie Kraju Rad. Gajdaj uznał, że to znakomity materiał na krótkometrażówkę i na jego podstawie stworzył „Psa Barbosa” (1961), w którym na kinowym ekranie zadebiutowało łotrzykowskie trio: Tchórz, Kiep oraz Bywały (grani odpowiednio przez Gieorgija Wicina, Jurija Nikulina i Jewgienija Morgunowa).
Pomysł chwycił, publika zaśmiewała się z ich przygód do łez. Dlatego też pechowi szelmy powrócili, jeszcze w tym samym roku, w kolejnym przezabawnym krótkometrażowym filmie – „Bimbrownicy”. Gajdaj odzyskał zaufanie szefów „Mosfilmu” i wkrótce dostał zgodę na realizację następnego obrazu. Na „Wodza czerwonoskórych” (1962), powstałego na podstawie opowiadań klasycznego amerykańskiego satyryka O. Henry’ego (a właściwie Williama Sydneya Portera, bo tak brzmiało jego prawdziwego nazwisko), złożyły się trzy nowele. Jak widać, Leonid Jowicz zagustował w krótkiej formie. Czuł się w niej rzeczywiście znakomicie, co udowodnił zresztą także parę lat później, realizując – ponownie składającą się z kilku filmików – „Operację Y, czyli Przypadki Szurika” (1965). W ostatniej z nowel, tytułowej, po raz trzeci wykorzystał sprawdzony przestępczy tercet, czyli Tchórza, Kiepa oraz Bywałego. W samym tylko 1965 roku obraz Gajdaja obejrzało ponad 69,5 miliona widzów. Komediowe dzieło, w którym tytułową rolę, łączącą wszystkie części, zagrał Aleksandr Diemjanienko, okazało się absolutnie bezkonkurencyjne. A to był dopiero początek wielkich sukcesów reżysera. Na kontynuację przygód Szurika, czyli „Kaukaską brankę”, w 1967 roku do kin wybrało się 76,5 miliona osób. A i to jeszcze nie był rekord! Ten przyszedł wraz z „Brylantową ręką”, która dwa lata później zgromadziła przed ekranami 76,7 miliona wielbicieli twórczości Leonida Jowicza, stając się tym samym trzecim najpopularniejszym obrazem w dziejach kinematografii Związku Radzieckiego. „Mosfilm” zarobił krocie. W każdym normalnym kraju bogaczami staliby się też reżyser, scenarzyści i aktorzy, którzy do tego sukcesu wydatnie się przyczynili. Ale nie w Kraju Rad! Według oficjalnego rozdzielnika za „Brylantową rękę” Gajdaj zarobił astronomiczną kwotę prawie… 7 tysięcy rubli (5 tysięcy za reżyserię plus 2 tysiące za scenariusz). Pracę odtwórcy głównej roli, Jurija Nikulina, wyceniono na 5188 rubli; z kolei Anatolij Papanow dostał 2288 rubli, Andriej Mironow – 1920, Nonna Mordiukowa – 1531, a żona reżysera Nina Griebieszkowa – 792.
Skąd wziął się pomysł na „Brylantową rękę”? Po raz kolejny z pomocą przyszła niezawodna radziecka prasa. W czasopiśmie „Za rubieżom” (czyli „Za granicą”) scenarzysta Jakow Kostiukowski, przez kilka lat stały współpracownik Gajdaja, wyczytał wiadomość o grupie bandytów, którzy przemycali kosztowności w gipsie. Uznał to za znakomity punkt wyjścia do jeszcze jednej komediowej opowieści. Tekst, początkowo zatytułowany „Przemytnicy” („Kontrabandisty”), powstawał z myślą o Juriju Nikulinie. O ile z powierzeniem głównej roli właśnie jemu, zasłużonemu artyście filmowemu, kabaretowemu i cyrkowemu, nie było większych problemów, o tyle na grającego Lolika Anatolija Papanowa Rada Artystyczna wytwórni „Mosfilm” długo nie chciała się zgodzić; podobnie zresztą jak na – może niezbyt zdolną, ale za to tętniącą sex appealem – młodziutką Swietłanę Swietliczną. Zdjęcia kręcono niemal we wszystkich, poza Syberią, rejonach Związku Radzieckiego. Miastem zachodniej Europy, które odwiedza bohater grany przez Nikulina, było azerbejdżańskie Baku; blok, w którym mieszkają Gorbunkowowie, znajdował się w czarnomorskim Soczi, natomiast stambulska apteka w rzeczywistości stała przy jednej z ulic estońskiego Tallina. Restaurację o romantycznej nazwie „Płacząca Wierzba” wyczarowano w pawilonach „Mosfilmu”, z kolei scenę pogoni w lesie nakręcono w Słobodzie Pawłowskiej pod Moskwą. Na potrzeby „Brylantowej ręki” wybudowano również w centrum Soczi myjnię samochodową (odgrywa ona w filmie dość znaczącą rolę), którą po zakończeniu zdjęć oddano do użytku mieszkańcom miasta. Ten prześmieszny film powstawał jednak w mało śmiesznych okolicznościach. Scenariusz długo obrabiany był przez cenzorów, którzy czepiali się mnóstwa szczegółów. Później na planie przez cały czas przebywał kapitan KGB – nie bez powodu, w obrazie Gajdaja pojawiają się bowiem milicjanci i ktoś musiał na bieżąco czuwać nad sposobem, w jaki zostaną przedstawieni panowie z resortu.
I nawet mimo tak poważnych ograniczeń, które niesamowicie utrudniały pracę, Leonid Jowicz nie mógł mieć pewności, jak film zostanie przyjęty podczas kolaudacji i czy zostanie skierowany do szerokiej dystrybucji. Wciąż obawiając się, że będą stawiane przed nim kolejne żądania dokonania zmian, zastosował ryzykowny, ale – jak się okazało – nader skuteczny fortel. W scenie finałowej „Brylantowej ręki” Gajdaj umieścił, pożyczone od któregoś z dokumentalistów, zdjęcia przedstawiające… wybuch jądrowy. Urzędnicy Goskina (czyli Państwowego Komitetu Kinematografii) zachodzili w głowę, co on ma oznaczać? Czy to jakiś symbol? Ostrzeżenie przed czymś? Przytyk pod adresem władz radzieckich, które włączyły się do wyścigu zbrojeń? Kategorycznie zażądano więc od reżysera usunięcia tego fragmentu, Leonid Jowicz stał zaś na stanowisku, że jest on niezbędny. Nie upierał się jednak zbyt długo; ustąpił od razu, gdy Komisja Goskina zgodziła się pozostawić kilka innych budzących wątpliwości scen (chociażby pijaństwo głównych bohaterów i obecność prostytutek na ekranie), jeśli tylko wytnie tę jedną. Podstęp się udał – wycinając nikomu niepotrzebny (i absurdalny) wybuch jądrowy, uratował momenty, na których naprawdę mu zależało. Gajdaj zakpił sobie zatem z urzędników państwowych, a ci nawet nie mieli pojęcia, że tak naprawdę zostali wystrychnięci na dudków.
Głównym bohaterem „Brylantowej ręki” jest Siemion Siemionowicz Gorbunkow, prosty człowiek radziecki, który na co dzień pracuje jako starszy ekonomista w Centrali Rybnej. Do tej pory prowadził życie bardzo zwyczajne, całkowicie podporządkowane obowiązkom służbowym, co prostą drogą prowadziło go do wypalenia zawodowego. By uchronić męża przed tym syndromem, Nadia Gorbunkowa namówia go na rejs liniowcem „Michaił Swietłow” po Morzu Czarnym. A ileż musiała się przy tym natrudzić. Przykładny mężulek wolał bowiem raczej kupić żonie futro na zimę, niż wybrać się na zwiedzanie świata. W końcu jednak ulega i mustruje się na statek. Tam zaś wpada prosto w wir wydarzeń, które całkowicie odmieniają jego dotychczasowe życie; jeśli wcześniej mógł narzekać na szarość i nudę, to teraz będzie o nich wręcz marzył. Jego towarzyszem podróży, zakwaterowanym w tej samej kajucie, jest przystojny i uwodzicielski Giennadij Pietrowicz Kozodojew (Giesza), dla którego podróż ta ma wymiar całkowicie zawodowy – jest on członkiem bandy przemytników, który otrzymuje zadanie przewiezienia do Związku Radzieckiego ze Stambułu brylantów i innych kosztowności. Robił to już zresztą wcześniej na różne sposoby; tym razem ma to uczynić w gipsie założonym na złamaną, ale tylko na niby, rękę. Klejnoty (i gips przy okazji) ma zaś otrzymać w jednej z aptek w dawnej stolicy Turcji. Najpierw jednak musi ją znaleźć, co nie jest wcale takie proste przy siedzącym mu przez cały czas na ogonie Siemionie Siemionowiczu. Co Giesza próbuje mu się urwać, to Gorbunkow szczęśliwym zbiegiem okoliczności niemal natychmiast go znajduje. I przewrotny los w końcu sprawia, że to właśnie on pierwszy dociera w umówione miejsce. Przechodząc przed apteką, ślizga się zaś na rzuconym na ulicę kawałku arbuza. Lądując twardo na asfalcie, krzyczy kilka razy: „Niech to diabli!”, nie wiedząc, że słowa te są tajemnym hasłem przemytników.
1 2 »

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Móżdżek może i ptasi, ale serce bohatera!
Sebastian Chosiński

17 V 2019

Do niedawna Colin Thiele nie zaliczał się w naszym kraju do szczególnie znanych autorów prozy dla dzieci. Teraz, kilkanaście lat po śmierci pisarza, to ma szansę się zmienić. Nie dość, że w księgarniach pojawił się zbiór opowiadań Australijczyka, to na dodatek w kinach wciąż można obejrzeć ekranizację jednego z nich, najsłynniejszego – „Chłopca z burzy”.

więcej »

Klasyka kina radzieckiego: Dostojewski na stacji kosmicznej
Sebastian Chosiński

15 V 2019

Wokół filmu Andrieja Tarkowskiego urosła legenda. Plotkowano o kłótniach na planie, do jakich miało dochodzić pomiędzy rosyjskim reżyserem a Stanisławem Lemem, twórcą literackiego pierwowzoru. Przebąkiwano nawet o rękoczynach. Lem ponoć nie potrafił pogodzić się z tym, że twórca „Andrieja Rublowa” postanowił uczynić z jego powieści dzieło… głęboko religijne. Niesnaski te i niechęć Lema do ostatecznej wersji obrazu nie zmieniają jednak faktu, że kinowy „Solaris” to arcydzieło science fiction.

więcej »

Wojna w przestworach oceanu
Sebastian Chosiński

11 V 2019

Do trzech razy sztuka! Arthur Curry wcześniej dwukrotnie pojawiał się jako postać epizodyczna w filmach z uniwersum DC, aż wreszcie za trzecim razem doczekał się – podobnie jak wcześniej Wonder Woman – uhonorowania w postaci oddzielnego obrazu. I to takiego, w którym było pewne, że nie przyćmią go ani Superman, ani Batman. I trzeba przyznać, że Aquaman wykorzystał swą szansę w stu procentach.

więcej »

Polecamy

Tania siła robota

Z filmu wyjęte:

Tania siła robota
— Jarosław Loretz

Samopodający się talerz
— Jarosław Loretz

Chatka niekoniecznie z piernika
— Jarosław Loretz

Zwrotów nie przyjmujemy. Na ogół.
— Jarosław Loretz

Małe ptaki konsumuje się w całości
— Jarosław Loretz

Makabra (anatomiczna)
— Jarosław Loretz

Rezydencja marzeń (producentów filmowych)
— Jarosław Loretz

Dzielny mały skuter
— Jarosław Loretz

Grunt to dobra służąca
— Jarosław Loretz

Ćwiczenia pod prysznicem
— Jarosław Loretz

Zobacz też

Inne recenzje

Klasyka kina radzieckiego: Ładny gips! A w gipsie…
— Sebastian Chosiński

Tegoż autora

Spacer po nieuznawanym kraju
— Sebastian Chosiński

Krajobraz po „wyzerowanym” kraju
— Sebastian Chosiński

Móżdżek może i ptasi, ale serce bohatera!
— Sebastian Chosiński

Wielka tajemnica niewiary
— Sebastian Chosiński

Na brzegu rzeki łagodnej usiadłam i płakałam…
— Sebastian Chosiński

Bój się Królowej!
— Sebastian Chosiński

Wojna w przestworach oceanu
— Sebastian Chosiński

Jak rodzi się zbrodniarz
— Sebastian Chosiński

Oko Furii i ostatni Vers
— Sebastian Chosiński

„Jak zostałem detektywem…”
— Sebastian Chosiński

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.