Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 1 kwietnia 2020
w Esensji w Esensjopedii

Takashi Miike
‹Dead or Alive II: Krew Yakuzy›

EKSTRAKT:70%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułDead or Alive II: Krew Yakuzy
Tytuł oryginalnyDead or Alive 2: Tôbôsha
ReżyseriaTakashi Miike
ZdjęciaKazunari Tanaka
Scenariusz
ObsadaSho Aikawa, Riki Takeuchi, Edison Chen, Ren Osugi, Shinya Tsukamoto
MuzykaChu Ishikawa
Rok produkcji2000
Kraj produkcjiJaponia
CyklDead or Alive
Czas trwania97 min
Gatuneksensacja
EAN5908241669596
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Wyszukaj / Kup

Interludium z krucjatą w tle
[Takashi Miike „Dead or Alive II: Krew Yakuzy” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
Można powiedzieć, że pierwsza odsłona "Dead or Alive" zawierała wszystko - dramat psychologiczno-rodzinny (słabo nakreślony), trójkąt yakuza-triada-policja, wreszcie przypowieść o lojalności. Oczywiście okraszone gigantyczną dawką przemocy, specyficznych praktyk i dewiacji seksualnych oraz teledyskowym wstępem, po którym głowa bolała. A jednak historię dało się dalej pociągnąć.

Mateusz Kowalski

Interludium z krucjatą w tle
[Takashi Miike „Dead or Alive II: Krew Yakuzy” - recenzja]

Można powiedzieć, że pierwsza odsłona "Dead or Alive" zawierała wszystko - dramat psychologiczno-rodzinny (słabo nakreślony), trójkąt yakuza-triada-policja, wreszcie przypowieść o lojalności. Oczywiście okraszone gigantyczną dawką przemocy, specyficznych praktyk i dewiacji seksualnych oraz teledyskowym wstępem, po którym głowa bolała. A jednak historię dało się dalej pociągnąć.

Takashi Miike
‹Dead or Alive II: Krew Yakuzy›

EKSTRAKT:70%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułDead or Alive II: Krew Yakuzy
Tytuł oryginalnyDead or Alive 2: Tôbôsha
ReżyseriaTakashi Miike
ZdjęciaKazunari Tanaka
Scenariusz
ObsadaSho Aikawa, Riki Takeuchi, Edison Chen, Ren Osugi, Shinya Tsukamoto
MuzykaChu Ishikawa
Rok produkcji2000
Kraj produkcjiJaponia
CyklDead or Alive
Czas trwania97 min
Gatuneksensacja
EAN5908241669596
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Wyszukaj / Kup
Co dziwniejsze, Miike jednocześnie łączy ze sobą obie części i rozdziela. Robi to w sposób prawie że karkołomny, bo poprzez obsadzenie w głównych rolach znów Rikiego Takeuchi i Sho Aikawę. Obaj grają tutaj zupełnie inne postaci niż w pierwszej części, co powoduje lekką konsternację, bo film jednocześnie zahacza o problematykę swojego poprzednika, a z drugiej strony – przypomina bardziej film obyczajowy niż film gansterski. "Dead or Alive 2" to przede wszystkim film o zjednoczeniu. Otamoko (Aikawa) jest płatnym zabójcą-snajperem. Problem polega na tym, że człowiek, którego miał zabić, został zastrzelony przez nieznanego konkurenta. Niemniej jednak bohater łapie walizkę z zapłatą i ucieka na wyspę, gdzie spotyka Sawadę (wspomniany Takeuchi) – przyjaciela z dzieciństwa… i człowieka, który przejął zlecenie.
I tak właściwie to clue filmu to właśnie wspomnienia ich obu, które prowadzą do dość dziwnego finału – obaj łączą swoje siły i zaczynają walkę z niesprawiedliwością tego świata. Tak, wiem, stwierdzenie dość patetyczne, ale z drugiej strony – bohaterowie ze skrzydłami aniołów prawiący farmazony o lojalności i braterstwie… Miike udało się dokonać technicznego cudu. Fabuła, która mogłaby normalnie doprowadzić do szału – bo, bądźmy szczerzy, niewiele się dzieje w tym filmie – interesuje, a, co ważniejsze, końcówka nie wywołuje salw nieokiełznanego śmiechu, ale naprawdę interesuje. To tak, jakbyśmy widzieli po raz pierwszy dialog dwóch żołnierzy w okopach np. na Iwo Jimie. Trudno zrozumieć, na czym polega siła tego obrazu – reżyserskie zabiegi powodują, że oglądamy przez pewien czas pokaz obrazów Japonii. Pokaz ten uspokaja i powoduje, że coraz bardziej rozumiemy psychikę bohaterów. Tarantino, który tak bardzo rezonował w poprzedniej odsłonie, jest tu niewiele – raptem na początku. Zamiast tego mamy fabułę niczym płynącą rzekę.
Widać po filmie, że miało być to interludium trylogii. Film ten jest na pierwszy rzut oka skrajnie odmienny od pierwszej części, a z drugiej – pokazuje jakby lustrzane odbicie tego, co działo się podczas poprzedzających go walk policji z zaborczymi Chińczykami. Mało tu podnoszenia kwestii rasizmu, prawie zero ekscesów. I tylko odrobina humoru przy braku jakiejkolwiek – znów wszechobecnej wcześniej – groteski. Co najważniejsze jednak – reżyser pokazał tu inną wizję współzależności dwóch odmiennych światopoglądów, które zbiegają się w jednym miejscu. Bawiąc się w porównania, Miike w każdym filmie pokazuje yin i yang różnie pojętych zła i dobra. Elementów niejednoznacznych, bo sięgających równie często po arsenał przeciwnika – „dobro” nie zawaha się przed wykorzystaniem całego arsenału broni, a zło pokaże ludzką twarz pragnienia znalezienia miejsca i tożsamości w społeczeństwie.
Dziwne to kino, ale warte obejrzenia. Czasem każdy potrzebuje się wyciszyć i obejrzeć obraz o, tak naprawdę, zjednoczeniu dawnych przyjaciół, które to jest głównym elementem fabuły, a nie tylko pretekstem do kolejnych karkołomnych scen.
koniec
5 października 2011

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Z szamba wyszedłeś… a dokąd wrócisz?
Sebastian Chosiński

23 III 2020

Vidocq Gerarda Depardieu ścigał obdarzonego nadprzyrodzonymi mocami przestępcę w lustrzanej masce, Vidocq Vincenta Cassela musi natomiast zadowolić się „normalnymi” psychopatami. Ale to właśnie realizm czyni „Władcę Paryża” dziełem znacznie ciekawszym, niż steampunkowo-horrorowa wizja Pitofa.

więcej »

Król i hrabiowie
Sebastian Chosiński

16 III 2020

Mimo mody na kryminalne powieści retro, pewien okres z przeszłości nie został jeszcze odpowiednio spenetrowany przez pisarzy. Wciąż brakuje interesujących książek detektywistycznych, których akcja rozgrywałaby się w czasie nazistowskiej okupacji Polski. do takiego samego wniosku doszedł chyba Janusz Majewski, który najpierw napisał „Czarnego mercedesa”, a potem przeniósł go na ekran. Z marnym skutkiem.

więcej »

Nazwobójca
Jarosław Loretz

20 II 2020

Sądząc po tytule – „Bye Bye Man” – zaoceanicznym twórcom zaczęły wyczerpywać się sensowne imiona morderczych bytów. Czy czeka nas w najbliższej przyszłości jakiś Miau Miau Zaur czy Zulu Gula Splat?

więcej »

Polecamy

Zobacz też

Tegoż twórcy

Esensja ogląda: Marzec 2014 (3)
— Sebastian Chosiński, Ewa Drab, Konrad Wągrowski

Esensja ogląda: Sierpień 2013 (2)
— Sebastian Chosiński, Joanna Pienio, Agnieszka Szady, Kamil Witek

13. T-Mobile Nowe Horyzonty: Relacja trzecia
— Kamil Witek

Czy roboty śnią o elektrycznym sushi?
— Mateusz Kowalski

Tarantino w wersji hard?
— Mateusz Kowalski

Tegoż autora

Bezkrólewie
— Mateusz Kowalski

Piękny bullshit
— Mateusz Kowalski

To jeszcze nie czas...
— Mateusz Kowalski

Porażki i sukcesy A.D. 2012
— Sebastian Chosiński, Piotr Dobry, Grzegorz Fortuna, Jakub Gałka, Mateusz Kowalski, Gabriel Krawczyk, Małgorzata Steciak, Konrad Wągrowski, Kamil Witek

Jednym rzutem przez pół Europy
— Mateusz Kowalski

Symfonia à la carte
— Mateusz Kowalski

Wzgórze nie ma oczu
— Mateusz Kowalski

Norma w nienormalności
— Mateusz Kowalski

Deewolucja
— Mateusz Kowalski

Pluszowy rollercoaster
— Mateusz Kowalski

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.