Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 15 listopada 2019
w Esensji w Esensjopedii

Filmy

Magazyn CXC

Podręcznik

Kulturowskaz MadBooks Serialomaniak.pl Skapiec.pl

Nowości

Zapowiedzi

kinowe

więcej »

dvd i blu-ray (wybrane)

więcej »
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup

Esensja ogląda: Luty 2013 (DVD i BR)
[ - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
Kolejna część lutowego przeglądu filmowego. Oczywiście tym razem dotyczy dzieł oglądanych na małym ekranie. 11 recenzji autorstwa 3 krytyków.

Sebastian Chosiński, Jakub Gałka, Jarosław Loretz

Esensja ogląda: Luty 2013 (DVD i BR)
[ - recenzja]

Kolejna część lutowego przeglądu filmowego. Oczywiście tym razem dotyczy dzieł oglądanych na małym ekranie. 11 recenzji autorstwa 3 krytyków.
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
Mroczne cienie
Jarosław Loretz [60%]
Tak, to prawda, film jest wizualnie niesamowity, ma cudowną scenografię, mnóstwo rozmaitych smaczków i cytatów z klasyki, sporo odpowiednio wrednych dialogów, rewelacyjną scenę „seksu” i wiele, wiele sekwencji budzących niekłamany zachwyt. Jest też dobrze zagrany, co zresztą – zważywszy na utytułowaną obsadę – wcale nie dziwi. Ale całą tę koronkową robotę rozwala nudny i rozłażący się na wszystkie strony scenariusz. Bo większość akcji to ciągnące się bez końca, irytujące nadmiernie ugrzecznioną formą i lichutką zawartością dialogi, zaś to, co usiłuje robić za fabułę, niespecjalnie lepi się w jeden zwięzły ciąg, do końca pozostając luźną zbieraniną urokliwych fotosów. W dodatku tak do końca nie wiadomo, kto miał być głównym bohaterem opowieści. Sądząc z początku filmu – guwernantka. Ale dziewczę znika z widoku nawet nie w kwadrans od pojawienia się na ekranie i przewija się już tylko gdzieś tam, w dalekim tle, zostawiając pole do popisu wampirowi, który z kolei od czasu do czasu również wsiąka, ustępując miejsca a to dzieciakowi, a to rywalce z rybnej branży, a to wiecznie podpitej psycholog. Nikt z nich jednak – może prócz wampira – nie ma zadowalająco pogłębionej psychologii i każdy jest czymś w rodzaju doczepionego do paska fabuły breloczka, który co chwila odpada i zapodziewa gdzieś w dywanie. A już to, co Burton zrobił w finale z córką rodu, woła po prostu o pomstę do nieba. Przepraszam, ale nawykłem do znacznie porządniej przemyślanych filmów w wykonaniu Tima i „Mroczne cienie” na tle większości jego poprzednich dokonań wyglądają bledziutko i przypominają śliczny, błyszczący cukierek, tyle że o smaku wapna.
Limuzyna
Jarosław Loretz [40%]
Poniekąd krewny paskudnego „Warsaw Dark”, być może nawet kręcony równolegle, zważywszy na to, że pokrywa się część obsady (Adam Ferency, Anna Przybylska) oraz ekipy (produkcja, montaż, kostiumy), a reżyser – swoją drogą również obcokrajowiec – robił na tamtym planie za asystenta Christophera Doyle’a. Co więcej, oba filmy przeleżakowały na półkach wytwórni dobre cztery lata, wychodząc na DVD dopiero pod koniec 2012 roku, i to cichcem, ze zmienionymi tytułami („Warsaw Dark” był ongiś „Izolatorem”, a „Limuzyna – zdaje się „Kierowcą”). I choć na szczęście „Limuzyna” stoi fabularnie na znacznie wyższym poziomie, niż „Warsaw Dark”, nadal do dobrego filmu strasznie jej daleko, ponieważ ktoś najwyraźniej zapomniał podrzucić aktorom scenariusz i cała fabuła polega na tym, że przez półtorej godziny pewna kobieta (Agnieszka Grochowska) wozi po uśpionej Warszawie szukającego innej kobiety gościa z zagranicy (Christopher Lambert), jednocześnie trzymając w bagażniku jeszcze jednego obcokrajowca (Andrei Chadov). Problem w tym, że jeśli w uroczym, praktycznie już zapomnianym serialu „Taksówka z numerem 1” koncept w rodzaju „wrzuci się dwie czy trzy osoby do auta i jakoś to się samo potoczy” jeszcze uszedł, bo odcinki były krótkie, a dialogi z jajem, to tutaj po zaledwie półgodzinie zaczyna dręczyć przeświadczenie, że trójka bohaterów będzie się bawić w tę swoją jałową ciuciubabkę do samiuteńkich napisów końcowych, co jest świadomością raczej przerażającą, niż krzepiącą. I małą w tym momencie pociechę stanowią doskonałe zdjęcia, profesjonalne udźwiękowienie (słychać wyraźnie wszystkie kwestie, co jest ewenementem jak na polskie kino), a nawet umiarkowanie dobry angielski akcent tak Agnieszki Grochowskiej, jak i Anny Przybylskiej, świecący niczym kometa na tle nieporadnych dukań większości naszych aktorów czy ogólnie celebrytów. Bo tak naprawdę – po co ten film w ogóle powstał? O co w nim chodzi? Co twórca chciał przekazać widzom? No wiem, klimat jest ładny. A poza tym? Przecież te wszystkie ładne obrazki w nic konkretnego się nie lepią. Innymi słowy – kolejny polski film ze zmarnowanym potencjałem.
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
Pamięć absolutna
Jarosław Loretz [40%]
Tak coś mi nie pasowało z przedstawionym światem, z jednej strony bardziej realnym, niż w wersji ze Schwarzeneggerem, bo pozbawionym kolonii na Marsie, która to kolonia, jeśli w ogóle kiedykolwiek powstanie, to zapewne nie za naszego życia, z drugiej jednak pełnym piramidalnych bzdur, że wspomnę tylko o niebotycznych wieżowcach, z których nadzwyczaj łatwo zlecieć na pysk setki pięter w dół, bo nikt nie pomyślał o barierkach na sporej liczbie tarasów i balkonów, czy o wielgachnym tunelu PRZEZ ZIEMSKIE JĄDRO. Ten ostatni koncept zwyczajnie jeży włos na głowie – głównie tym, że ktoś mógł go na poważnie rozpatrywać. Bo niby jak wyglądało przebijanie się przez ziemskie jądro? Czymż to uszczelniano czoło i boki wykopu, żeby do środka nie wlewała się wrząca lawa? I w ogóle z czego wykonano okładzinę tunelu, skoro się nie topi w takich warunkach? Pusty śmiech ogarnia też w kwestii biednych, uciemiężonych Australijczyków. Bo niby czemu są tacy uciemiężeni? Przez istnienie tunelu? DLACZEGO? Kto im niby bronił wsypać parę wywrotek gruzu w wylot „Spadku"? Śmieci w prowadnicach raczej skutecznie by uniemożliwiły jakąkolwiek komunikację. Ale zaraz, zaraz – a dokąd w ogóle by doleciał taki gruz, skoro dziura jest na wylot? Przepraszam, ale zwyczajnie mózg się lasuje, gdy spróbować ogarnąć koncept takiego tunelu. Wszystko jednak staje się jasne, gdy uświadomić sobie, że w scenariuszu maczał palce Kurt Wimmer, reżyser efektownych, ale pod względem logiki dziurawych jak ser szwajcarski wizji świata przyszłości: „Equilibrium” i „Ultravioletu”. Nic w tym momencie nie pomaga dość wartka akcja, wizualna maestria i kilka scen dynamicznej rozwałki. Ten film jest najzwyczajniej w świecie głupi i zbędny, nie dorastając do pięt oryginałowi.
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
The Raid
Jakub Gałka [50%]
Ktoś, gdzieś napisał: „kino akcji zmieszane z torture porn”. I coś w tym rzeczywiście jest, bo szczątkowa fabuła i dziesiątki ciętych, miażdżonych, łamanych, obijanych i dziurawionych kulami ciał, przywodzi na myśl najbardziej obleśne wybryki jednego z najgłupszych podgatunków horroru. Z drugiej strony można powiedzieć, że „Raid” to taki „Jackie Chan dla dorosłych”, bo choreografia walk z wykorzystaniem wszystkiego co wokół, rzeczywiście powala i przypomina najbardziej magiczne dokonania Chana, tylko wzbogacone o brutalny realizm. Zaraz, zaraz: realizm? Z żyjącymi w bloku-twierdzy psychopatami uzbrojonymi w maczety i pojedynkiem, w którym dwóch (albo trzech – zależy od kombinacji) facetów przez 15 minut zadaje sobie ciosy, po których nie mają prawa się podnieść? To jednak nie ta bajka. I szkoda, bo gdyby przerwy między nawalankami wypełnić nieco sensowniejszą, bardziej realistyczną i wciągającą fabułą, a nie ochłapami (a przecież twórcy starali się tu upchnąć i braterską miłość-rywalizację, i społeczno-polityczną konstatację o zepsutym do cna systemie, i komentarz na temat postaw szarych obywateli, którzy muszą się opowiedzieć po stronie zła i przestępczości lub prawa i porządku…) to i cały film trzymałby lepiej w napięciu.
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
Nietykalni
Jakub Gałka [80%]
W pewnym sensie rację mają ci, którzy twierdzą, że francuski film to jedynie kalka przerabianych już tematów. Ale nie o zagłębianie się w społeczno-rasowe implikacje filmowej sytuacji tu chodzi (biały bogacz odnajduje sens życia i poczucie humoru dzięki czarnemu imigrantowi ze slumsów…), a o zwyczajną frajdę z oglądania ciepłej i po prostu śmiesznej historii. A z obserwacji społecznych dużo bardziej polecam następującą: Francuzi nie boją się pokazywania trudnych i brzydkich tematów i niekoniecznie atrakcyjnych ludzi. Pomijając już sam pomysł na bohatera ze slumsów i straszną niepełnosprawność jego podopiecznego, warto zauważyć, że w tle przewijają się postacie zupełnie zwyczajne, przeciętne, o przyziemnych problemach, którym daleko do cukierkowatych i wygładzonych twarzy, które znamy z naszego kina. I Francuzi są w stanie wydusić z takich uniwersalnych składników wielokroć więcej humoru i miłości niż pożal-się-boże rodzimi „tfurcy” wyciskają z naszych tabloidowych gwiazdeczek przy okazji kręconych taśmowo pseudo-komedii ponoć-romantycznych.
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
Samsara
Jakub Gałka [80%]
Wizualna uczta, która oczarowuje i frapuje i to mimo tego, że nie objawia widzom jakichś nieznanych dotąd prawd życiowych. Ron Fricke zajmuje się bowiem dość oklepanymi tematami (społeczeństwo zmechanizowane i odczłowieczone, społeczeństwo jako mrowisko, odwieczne rytuały okraszone zbanalizowaną popkulturą, przemijanie, cykl życia itp. itd.). Ale w jaki sposób to robi! Zaproponowana przez niego stylistyka uwodzi od samego początku i nie nudzi przez całą podróż. Nie tylko dzięki dopracowanej do perfekcji estetyce, ale też inteligencji stojącej za montażem tych kolorowych obrazków w film – choćby fakt, że Fricke robiąc cięcia i przejścia pomiędzy epizodami proponuje parabole tematyczne a nie wizualne. Kolejna scena łączy się z poprzednią nie na zasadzie przyłożenia do siebie podobnych form, a zbliżonych odczuć takich jak bezsilność wobec sił natury, która może być wyrażona zarówno przez przysypane piaskiem piramidy jak i zniszczony huraganowym żywiołem Nowy Orlean.
WASZ EKSTRAKT:
80,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
Atlas chmur
Jakub Gałka [40%]
Zachwycają się esensyjne dziewczyny a psioczą faceci. Nie mogę się nie zgodzić z tą drugą grupą – i to nie tylko ze względu na solidarność ją… eee… znaczy płci. „Atlas chmur” jest historią znakomitą warsztatowo (rzeczywiście szwów pomiędzy poszczególnymi planami czasowymi tu nie widać, a i charakteryzacja – z nielicznymi wyjątkami – cieszy oko), ale pustą jak wydmuszka. I nie chodzi tu nawet o mętne próby przekazania jakiegoś ponadczasowego przesłania, ale o zwykły sens i logikę. Poszczególne fabułki to cienie tematów przeżutych przez kino już po wielokroć, które ogłuszają widza banałem (vide np: dystopijny wątek a’la „Matrix”, z obowiązkowym super-kung-fu, wymieszany z „Zieloną pożywką” – a przecież mamy jeszcze echa choćby „Lotu nad kukułczym gniazdem” i „Amistad”) i łopatologią. A co gorsza prowadzą donikąd: w sensie celowości działań bohaterów, a mimo to – o dziwo! – i tak nietrudno się domyślić, jakim zdarzeniem się zakończą. Oczywiście konieczność podziału fabuły na 6 różnych wątków jest ograniczająca i wymaga uproszczeń, ale bez przesady! Można to robić bez gwałcenia inteligencji widza… A propos gwałcenia: polecam nietypową drogę poszukiwania przesłania w „Atlasie…”, która pewnie będzie szczególnie atrakcyjna dla komentatorów tropiących „gejów” w DKM: czy istnieje związek między transseksualizmem jednego z reżyserów, a faktem, że jeden z wątków opowiada o homoseksualistach, głównym obiektem seksualnym w filmie jest androgyniczna Koreanka (a nie choćby kobieca Halle Berry), a do tego spora część aktorów w poszczególnych nowelkach zmienia płcie?
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
Różyczka
Jakub Gałka [60%]
Polskie kino ostatnio brało się mocno za bary z PRL-em, ale nie mając na podorędziu nic poza dobrymi chęciami i pomysłami, wychodziły z tego co najwyżej „ciekawostki”, które są doceniane bardziej za to, że próbują niż za to, że im się udaje. I podobnie jak było z „Rewersem” (oczywiście dużo lepszym, ale mimo wszystko…) czy „80 milionami”, tak samo jest z „Różyczką”. Koncepcja by przekazać napięcia panujące w przeddzień Marca’68 poprzez historię trójkąta miłosnego (prosty, ale męski esbek – naiwna, młoda dziewczyna – doświadczony opozycjonista-inteligent) była co najmniej intrygująca, a dobór aktorów (z których najbardziej znany Seweryn i tak wypada chyba najsłabiej na tle dobrej Boczarskiej i znakomitego Więckiewicza) obiecywał też przyzwoitą realizację. Cóż jednak z tego skoro zawiódł scenariusz i reżyser? Kidawa-Błoński oferuje swoim gwiazdom banalne postacie, które przechodzą nierealistyczne przemiany, co gorsza podkreślane warsztatowymi chwytami nastawionymi na łopatologiczne podpowiadanie widzom (np: muzyka). Zresztą szwankuje tu forma jako całość, poczynając choćby od tempa filmu – raz niepotrzebnie ślamazarnego, a innym razem skrótowo przeskakującego przez istotne wydarzenia. Szkoda, ale na aktorów starających się jak najwięcej z „Różyczki” wycisnąć popatrzeć jest miło. Zwłaszcza na nieszczędzącą swych wdzięków Boczarską…
WASZ EKSTRAKT:
96,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
Toy Story 3
Jakub Gałka 70%
Szanuję oczywiście zdanie Konrada Wągrowskiego, który umieszcza „Toy Story” na szczycie najlepszych trylogii ostatnich lat (i nawet częściowo się z nim zgadzam, choć może nie przyznałbym Pixarowi miejsca na szczycie podium), ale bliżej mi do wątpliwości Wojtka Orlińskiego i Piotra Plucińskiego. Owszem, to animacja bardzo dobra, ładna, pełna akcji, z bardzo inteligentnie rozegranym finałem (impuls, jaki powoduje Chudym, by podjął taką, a nie inną decyzję to prawdziwy majstersztyk), ale… niespójna. Nie tylko jeśli chodzi o poszczególne przygody, nie tylko przy przejściach od scen akcji do bardziej wyciszających fragmentów, ale też pod względem widza docelowego. Tematyka z definicji nie jest zbyt atrakcyjna dla dorosłego widza (nieużywane zabawki mają leżeć w pudle, na strychu, w przedszkolu, czy u sąsiadki? – trochę to „miałkie” w porównaniu do dramatycznej historii życia Carla Fredricksena, przejmującej wizji świata WALL-EGO, czy nawet realnych problemów dorastania nastoletniej Meridy), ale z drugiej strony tylko on jest w stanie docenić wszystkie kryjące się za fabułą niuanse. Takie jak nawiązania do poszczególnych gatunków filmowych (dość łopatologiczne i czasem zbyt „shrekowe”), czy przede wszystkim wynikające z fabuły implikacje dotyczące organizowania życia dziecka. To przecież nie dziecko, a uświadomiony rodzic – zwłaszcza na wczesnym etapie życia – będzie decydował o tym, które zabawki są zbyt skomplikowane dla najmłodszych dzieci, o tym czy zabawki wyrzucić już na śmietnik czy komuś oddać. A przede wszystkim czy od najmłodszych lat podsuwać dziecku zabawki tradycyjne – misie, lalki, figurki, żołnierzyki – rozwijające wyobraźnię (w gruncie rzeczy „Toy Story” to wielka, piękna pochwała najprostszych zabaw z użyciem wyobraźni), czy zostawić go na pastwę telewizora i komputera. Obawiam się, że nasza pociecha nie zacznie nagle, pod wpływem jednego filmu, całkowicie zmieniać utrwalonego już stylu życia i konsolowego pada nie zamieni na szmacianego kowboja – co najwyżej zamarzy o tym, bo szmacianym kowbojem pokierować na ekranie komórki… Za to najmłodsi po seansie mogą mieć bardzo nieprzyjemne sny, bo kilka scen jest co najmniej strasznych. Zresztą, ja też nie chciałbym po obejrzeniu „Toy Story 3” zasypiać w pokoju, w którym leżałaby lalka-bobas…
• • •
KINO ŚWIATA
Nieposłuszeństwo (2008)
Sebastian Chosiński [60%]
Wiele już takich filmów – o ludziach, często z narażeniem własnego życia, ratujących Żydów w czasie drugiej wojny światowej – nakręcono na świecie. O „sprawiedliwych wśród narodów świata”. Powstawały one najczęściej za niewielkie pieniądze, na zamówienie stacji telewizyjnych; głośna „Lista Schindlera”, wielka superprodukcja hollywoodzka, była w tym temacie wyjątkiem. Zrealizowane przed pięcioma laty „Nieposłuszeństwo” urodzonego w marokańskim Fezie Joëla Santoniego można postawić w jednym rzędzie z „Wallenbergiem” (1985) Lamonta Johnsona, „Wojną Wariana” (2001) Lionela Chetwynda czy choćby „Dziećmi Ireny Sendlerowej” (2009) Johna Kenta Harrisona. Bohaterem obrazu Francuza jest dyplomata portugalski, konsul tego kraju w Bordeaux, Aristides de Sousa Mendes, który latem 1940 roku, po ataku hitlerowskim na Francję, wydał wizy wjazdowe do swojej ojczyzny około trzydziestu tysiącom uciekinierów, w większości Żydom (ale nie tylko, ponieważ w licznej grupie ocalonych przez konsula byli również Salvador Dalí i arcyksiążę Otto von Habsburg, syn ostatniego cesarza Austro-Węgier Karola I). Dzięki tym dokumentom mogli oni dotrzeć do Lizbony, a stamtąd odpłynąć do lepszego świata – Stanów Zjednoczonych bądź któregoś z państw Ameryki Południowej lub Środkowej. Warto zaznaczyć, że Sousa Mendes wiele ryzykował – nie tylko dlatego, że narażał się nazistom czy marszałkowi Philippe’owi Petainowi, który stanął na czele kolaborującej z nimi Francji Vichy, ale przede wszystkim sprawującemu wówczas dyktatorską władzę w Portugalii premierowi i ministrowi wojny António de Oliveira Salazarowi. Salazar, choć we wrześniu 1939 roku, jak i później, zdecydował się zachować neutralność, sympatyzował z Hitlerem i potajemnie sprzyjał III Rzeszy. Polityka wizowa prowadzona przez konsula w Bordeaux narażała go więc na śmieszność i utratę prestiżu w oczach Führera. Dzieło Santoniego w sposób na pewno podkoloryzowany, ale jednocześnie, jeśli wierzyć relacjom historyków, wierny prawdzie przedstawia zmagania niezłomnego i nieustraszonego dyplomaty z przeciwnościami losu i PVDE, czyli portugalską tajną Policją Czujności i Ochrony Państwa (choć w filmie, nie wiedzieć czemu, jej funkcjonariusze prezentują legitymacje PIDE, co jest skrótem od „Policji Międzynarodowej i Ochrony Państwa”, która to nazwa pojawiła się dopiero w 1945 roku), za co po powrocie do kraju spotkał go wieloletni ostracyzm. Owszem, można zarzucić „Nieposłuszeństwu” momentami nadmierną ckliwość, ale z drugiej strony podobne obrazy kręcone są po to, aby wzruszać i wstrząsać sumieniami, a to zadanie francuski dramat o portugalskim bohaterze spełnia w stu procentach.
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
Kobiety bez mężczyzn (2009)
Sebastian Chosiński [70%]
Na pełnometrażowy debiut filmowy mieszkającej od siedemnastego roku życia w Stanach Zjednoczonych irańskiej fotograficzki Shirin Neshat (rocznik 1957) złożyło się kilkunastu producentów z aż sześciu krajów: Niemiec, Austrii, Francji, Włoch, Ukrainy oraz Maroka, gdzie notabene kręcono zdjęcia (w Casablance i jej okolicach). Obraz – uhonorowany Srebrnym Lwem na Międzynarodowym Festiwalu Filmowym w Wenecji przed czterema laty – powstał na podstawie słynnej powieści aktorki i pisarki Shahrnush Parsipur. Książka ukazała się w Iranie w 1989 roku (w Polsce natomiast trzy lata temu) i wywołała skandal; w efekcie zakazano jej dodruku, wydawnictwo, które ją opublikowało, zamknięto, a autorce wytoczono proces zakończony wyrokiem skazującym – Parsipur po raz trzeci w swoim życiu trafiła za kratki. Szczęśliwie krótko potem pozwolono jej opuścić mury więzienne, a nawet wypuszczono za granicę. Z podróży tej do Iranu już nie wróciła; osiedliła się w USA, gdzie spotkała Neshat. Akcja filmu, podobnie zresztą jak i powieści, rozgrywa się w Teheranie w sierpniu 1953 roku, a więc w czasie kiedy doszło do przesilenia politycznego – pod wpływem działań Brytyjczyków, wspomaganych przez CIA, obalono demokratycznie wybrany rząd premiera Mohammada Mosaddegha, nakłaniając jednocześnie szacha Mohammada Rezę Pahlaviego do wprowadzenia dyktatury. Na tle tych wydarzeń Parsipur, a w ślad za nią Neshat, przedstawiły historię czterech kobiet: żywo interesującej się polityką (ku przerażeniu swego ortodoksyjnego starszego brata) Munis, zaprzyjaźnionej z nią (i podkochującej się w jej bracie) pięknej Faezeh, znajdującej się na skraju załamania nerwowego prostytutki Zarin oraz – najstarszej w tym gronie – pięćdziesięcioletniej Farrokhlaghy, żony tępego generała, dla którego musiała porzucić swoje artystyczne zainteresowania. Każda z nich dusi się w środowisku, w którym żyje; każda też marzy o wolności, o ucieczce z opresyjnego świata kojarzącego się im z niekochanymi przez nich mężczyznami. W pewnym momencie wydaje się nawet, że kobiety odnajdują miejsce, w którym mogą być szczęśliwe i wolne – to fantasmagoryczny ogród w Karadż na przedmieściach Teheranu. Ale i tam docierają echa wydarzeń politycznych, które burzą spokój bohaterek. „Kobiety bez mężczyzn” zostały pięknie, poetycko sfotografowane (przez Niemca Martina Gschlachta); równie urzekająca jest ścieżka dźwiękowa (autorstwa Japończyka Ryûichiego Sakamoto); nie mniejsze wrażenie robi też gra aktorska (irańskie artystki – Shabnam Toloui, Pegah Ferydoni i Arita Shahrzad – są emigrantkami, jedynie w Zarin wcieliła się nie-Iranka, lecz Węgierka Orsi Tóth). I tylko plenery miejskie, co nieco psuje odbiór całości, są mało irańskie; nie da się bowiem ukryć, że film powstawał w jednym z krajów Maghrebu.
koniec
27 lutego 2013

Komentarze

« 1 2
28 II 2013   00:03:32

@ Hanka
Ale często takie drobne szczegóły potrafią wybić widza z rytmu, uniemożliwiając mu w uwierzenie w świat przedstawiony.

« 1 2

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Nieprzewidywalna przewidywalność
Sebastian Chosiński

16 VIII 2019

Choć w napisach nie ma nawet słowa o ewentualnych inspiracjach literackich, w czasie seansu „Rebelii” z miejsca przychodzi na myśl, że scenarzyści filmu musieli wzorować się na prozie Philipa K. Dicka. W innym przypadku dzieło Ruperta Wyatta nie przypominałoby aż tak bardzo „Impostora” Gary’ego Fledera.

więcej »

Z Londynu do Warszawy
Sebastian Chosiński

1 VIII 2019

To, wbrew pozorom, nie jest film o powstaniu warszawskim jako takim, ponieważ jego akcja kończy się 1 sierpnia 1944 roku około godziny 17.15. To tak naprawdę nie jest również film o Janie Nowaku-Jeziorańskim, chociaż fabuła nawiązuje do elementów wojennej biografii późniejszego szefa Rozgłośni Polskiej Radia Wolna Europa. „Kurier” Władysława Pasikowskiego to wojenno-szpiegowski thriller, który jako tło wykorzystuje przygotowania do walki z Niemcami o Warszawę.

więcej »

Klasyka kina radzieckiego: Człowiek, który zobaczył Diabła
Sebastian Chosiński

31 VII 2019

„Muzeum” – drugi z trzech postapokaliptycznych obrazów Konstantina Łopuszanskiego –nakręcone zostało w ostatnich latach istnienia Związku Radzieckiego. Wcześniej, nawet gdyby reżyser wyrażał taką chęć, nie mogłoby powstać – z uwagi na swe głęboko religijne i antytotalitarne przesłanie.

więcej »

Polecamy

Patriotyzm lokalny. Z grubsza.

Z filmu wyjęte:

Patriotyzm lokalny. Z grubsza.
— Jarosław Loretz

Śmigłowiec rzecz droga
— Jarosław Loretz

Samochód rzecz święta
— Jarosław Loretz

Idea wiecznie żywa
— Jarosław Loretz

Dalekowschodnie nauki
— Jarosław Loretz

Jubileuszowy ptak
— Jarosław Loretz

Jak w plener, to z przyjaciółmi
— Jarosław Loretz

Pamiętajcie o higienie!
— Jarosław Loretz

Dom jak malowanie
— Jarosław Loretz

Po szkielecie poznasz ich
— Jarosław Loretz

Zobacz też

Inne recenzje

Przypominaj to sobie wybiórczo
— Jakub Gałka

Esensja ogląda: Styczeń 2013 (Kino)
— Sebastian Chosiński, Miłosz Cybowski, Piotr Dobry, Jakub Gałka, Anna Kańtoch, Alicja Kuciel, Beatrycze Nowicka, Agnieszka Szady, Konrad Wągrowski

Esensja ogląda: Grudzień 2012 (DVD i BR)
— Sebastian Chosiński, Krystian Fred, Jakub Gałka, Anna Kańtoch, Jarosław Loretz, Konrad Wągrowski

Esensja ogląda: Grudzień 2012 (Kino)
— Sebastian Chosiński, Grzegorz Fortuna, Jakub Gałka, Jarosław Loretz, Marcin T.P. Łuczyński, Daniel Markiewicz, Agnieszka Szady, Konrad Wągrowski

Esensja ogląda: Listopad 2012 (DVD i Blu-Ray)
— Sebastian Chosiński, Krystian Fred, Jakub Gałka, Jarosław Loretz, Daniel Markiewicz, Konrad Wągrowski

Połączeni na wieczność
— Ewa Drab

Esensja ogląda: Październik 2012 (kino)
— Sebastian Chosiński, Krystian Fred, Gabriel Krawczyk, Patrycja Rojek, Konrad Wągrowski

28 WFF: Dzień czwarty
— Jarosław Loretz

Esensja ogląda: Wrzesień 2012 (DVD)
— Sebastian Chosiński, Miłosz Cybowski, Karolina Ćwiek-Rogalska, Anna Kańtoch, Mateusz Kowalski, Jarosław Loretz, Daniel Markiewicz, Konrad Wągrowski

Płyńcie, łzy moje - powiedział syntetyczny policjant
— Michał Kubalski

Z tego cyklu

Marzec 2018 (2)
— Sebastian Chosiński, Grzegorz Fortuna, Krzysztof Spór, Konrad Wągrowski

Marzec 2018 (1)
— Piotr Dobry, Marcin Mroziuk, Konrad Wągrowski, Kamil Witek

Luty 2018 (2)
— Jarosław Loretz, Anna Nieznaj, Agnieszka ‘Achika’ Szady

Luty 2018 (1)
— Marcin Mroziuk, Agnieszka ‘Achika’ Szady, Konrad Wągrowski, Kamil Witek

Styczeń 2018 (1)
— Jarosław Loretz

Grudzień 2017 (4)
— Konrad Wągrowski

Grudzień 2017 (3)
— Jarosław Loretz, Konrad Wągrowski

Grudzień 2017 (2)
— Sebastian Chosiński

Grudzień 2017 (1)
— Piotr Dobry, Jarosław Loretz, Marcin Mroziuk

Listopad 2017 (3)
— Jarosław Loretz, Kamil Witek

Tegoż twórcy

Krótko o filmach: W ukryciu (DVD)
— Sebastian Chosiński

Remanent filmowy 2017
— Sebastian Chosiński, Miłosz Cybowski, Grzegorz Fortuna, Adam Kordaś, Marcin Osuch, Jarosław Robak, Agnieszka ‘Achika’ Szady, Konrad Wągrowski, Kamil Witek

Solidarni z uchodźcami
— Piotr Dobry

Gdzie jest autor?
— Karolina Ćwiek-Rogalska

Przypominaj to sobie wybiórczo
— Jakub Gałka

Dla dużych dzieci
— Małgorzata Steciak, Onet

Horrorek, horroreczek
— Agnieszka Szady

Płyńcie, łzy moje - powiedział syntetyczny policjant
— Michał Kubalski

Duże ilości Burtona naraz
— Grzegorz Fortuna

Koktajl idealny
— Ewa Drab

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.