Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 24 maja 2022
w Esensji w Esensjopedii

Klasyka z klasą: François Truffaut. Mistrz subtelnej ironii i erotycznego napięcia
[ - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
1 2 »
Gdy François Truffaut opowiadał o miłości, rzadko doprowadzał swoje historie do happy endu. Fascynowała go mroczna natura człowieka i skutki fatalnego zauroczenia. Ale jednocześnie potrafił tworzyć filmy subtelnie ironiczne, których bohaterowie – jak chociażby pamiętny Antoine Doinel – nigdy nie wyrastali z krótkich spodenek. Chętnie obsadzał w rolach pierwszoplanowych piękne kobiety. W boksie wydanym przez Kino Świat zobaczymy więc i Françoise Dorléac, i Catherine Denevue, i Fanny Ardant.

Sebastian Chosiński

Klasyka z klasą: François Truffaut. Mistrz subtelnej ironii i erotycznego napięcia
[ - recenzja]

Gdy François Truffaut opowiadał o miłości, rzadko doprowadzał swoje historie do happy endu. Fascynowała go mroczna natura człowieka i skutki fatalnego zauroczenia. Ale jednocześnie potrafił tworzyć filmy subtelnie ironiczne, których bohaterowie – jak chociażby pamiętny Antoine Doinel – nigdy nie wyrastali z krótkich spodenek. Chętnie obsadzał w rolach pierwszoplanowych piękne kobiety. W boksie wydanym przez Kino Świat zobaczymy więc i Françoise Dorléac, i Catherine Denevue, i Fanny Ardant.
Gładka skóra (1964) [80%]
Aż trudno dzisiaj, pół wieku po premierze „Gładkiej skóry”, uwierzyć w to, że po pokazie filmu na festiwalu w Cannes został on przez publiczność… bezlitośnie wygwizdany. Widzom trudno było zrozumieć, że François Truffaut – twórca najważniejszych obrazów w dziejach francuskiej Nowej Fali: obyczajowych „Czterystu batów” (1959) i „Jules’a i Jima” (1962) oraz dramatu kryminalnego „Strzelajcie do pianisty” (1960) – wziął na warsztat temat tak błahy i banalny, jak pozamałżeński romans. Mogło to wyglądać wręcz na marnowanie nieprzeciętnego talentu reżysera. Tyle że „Gładka skóra”, choć trudno ją zaliczyć do arcydzieł kinematografii, ma mimo wszystko wszelkie cechy filmu wybitnego. Głównym bohaterem jest Pierre Lachenay (gra go Jean Desailly, znany między innymi ze „Szpicla Jean-Pierre’a Melville’a i „Zawodowca” Georges’a Lautnera), pisarz i wydawca, specjalista od twórczości Andre Gide’a. Na pierwszy rzut oka można odnieść wrażenie, że jest spełniony we wszystkich dziedzinach – zarówno w pracy zawodowej (cieszy się szacunkiem środowiska), jak i w życiu osobistym, jako mąż i ojciec. Prawda wygląda jednak trochę inaczej. Żona, Franca (w tej roli nieczęsto pojawiająca się na ekranie Nelly Benedetti), to kobieta nudna i zdecydowanie nie dorównująca w aspiracjach małżonkowi; córeczkę natomiast Pierre, z racji swoich licznych obowiązków, widuje nader rzadko. Kiedy więc pewnego dnia wylatuje służbowo do Lizbony i trafia na piękną, choć zdystansowaną wobec świata, stewardessę Nicole (której swą twarz użyczyła, zmarła trzy lata później w wyniku wypadku samochodowego, Françoise Dorléac, notabene siostra Catherine Denevue), zakochuje się w niej bez pamięci. Pociąga go jej wrodzony chłód połączony z dystyngowaną postawą, ale też głęboko skrywane kompleksy, które każą widzieć kobiecie w dużo starszym kochanku nie tylko mężczyznę zaspokajającego jej żądze, lecz także przewodnika duchowego. A taka rola najbardziej odpowiada Pierre’owi. Romans, nawiązany w stolicy Portugalii, trwa również po powrocie obojga do Paryża. A to oznacza tytle, że prędzej czy później będzie musiała dowiedzieć się o niewierności męża Franca Lachenay. Truffaut snuje swoją opowieść niespiesznie, kontempluje każdy szczegół – gest, dialog, mimikę, dzięki czemu udaje mu się stworzyć niezwykłe wręcz i rzadko spotykane na ekranie napięcie erotyczne. I chociaż z ekranu bije chłód, to między kochankami dosłownie iskrzy – ten ogień widać w oczach, spala ich od środka, a rozpasane emocje – inaczej w tym przypadku zresztą być nie może – udzielają się także zdradzanej żonie. „Gładka skóra” jest melodramatem, ale francuski reżyser opowiedział tę historię tak, jakby kręcił thriller psychologiczny – i zrobił to znakomicie. Napięcie nie opuszcza widza bowiem aż do tragicznego finału. Aż zakończenie nie powstydziłby się chyba nawet Alfred Hitchcock.
Skradzione pocałunki (1968) [70%]
Po raz pierwszy postać nastoletniego Antoine’a Doinela pojawiła się na ekranie w „Czterystu batach”. Grający bohatera filmu Jean-Pierre Léaud miał wówczas lat piętnaście i dopiero zaczynał karierę filmową. Obraz, w dużym stopniu oparty na biografii samego reżysera, okazał się wielkim sukcesem artystycznym – przyniósł Truffautowi między innymi nagrodę dla najlepszego twórcy na festiwalu w Cannes, był również nominowany do Oscara (w kategorii: najlepszy scenariusz). Jak widać, młodego Doinela kupili zarówno krytycy, jak i widzowie. Nie powinien więc dziwić fakt, że Francuz jeszcze parokrotnie wracał do swego alter ego. Wykorzystał je w nowelce „Antoine i Colette”, która weszła w skład antologii „Miłość dwudziestolatków” (1962), a następnie – po kolejnych sześciu latach – w „Skradzionych pocałunkach”. Antonie jest ciągle tym samym niesfornym młodzieńcem, nieudacznikiem, który nie potrafi znaleźć sobie miejsca w życiu. W akcie desperacji zaciąga się do wojska, przekonany, że może ono wyprowadzi go na ludzi, ale marzenia te szybko okazują się mrzonką, w efekcie czego Doinel zostaje z szeregów armii zwolniony dyscyplinarnie. Jako świeżo upieczony cywil, odwiedza krewnych i znajomych. Szczęścia mu sprzyja, ponieważ dzięki protekcji bez większych problemów znajduje kolejne zajęcie – zostaje portierem w niewielkim hoteliku. Ale i w tej roli sprawdza się fatalnie; ma jednak tę zdolność, że – jak kot – spada niemal zawsze na cztery łapy. Mężczyzna, który w dużym stopniu przyczynia się do jego wywalenia z hotelu, właściciel agencji detektywistycznej, oferuje mu bowiem pracę śledczego. Antoine przejmuje się swoją nową rolą, lecz to wcale nie musi oznaczać, że tym razem wszystko zakończy się inaczej. Na tle perypetii zawodowych bohatera obserwujemy także jego dorastanie emocjonalne i uczuciowe – próbę nawiązania bliższych relacji ze swoją rówieśnicą Christine (w tej roli Claude Jade) oraz romans z dużo starszą Fabienne (gra ją Delphine Seyrig, znana chociażby z „Dnia szakala” Freda Zinnemanna), która na nieszczęście Doinela jest małżonką klienta agencji, właściciela salonu obuwniczego Georges’a Tabarda (legenda kina francuskiego – Michael Lonsdale, vide „Stavisky”, „Pan Klein”, „Ludzie Boga”). W porównaniu z „Gładką skórą” to zupełnie inne kino – lekkie, subtelnie ironiczne, chętnie korzystające z klasyki komedii slapstickowej (można tu dostrzec nawiązania i do Bustera Keatona, i do wczesnego Charliego Chaplina). Główny bohater skrojony jest natomiast na miarę swoich czasów – i chociaż trudno byłoby nazwać go buntownikiem, to jednak charakteryzuje się typową dla pokolenia wkraczającego w dorosłość w latach 60. XX wieku dezynwolturą i brakiem szacunku dla autorytetów. Tym samym może zarówno irytować, jak i wzbudzać sympatię. Ale czy taki właśnie nie był często w swoich filmach także Truffaut?
Małżeństwo (1970) [80%]
Dwa lata po „Skradzionych pocałunkach” François Truffaut powrócił do swego ulubionego bohatera, Antoine’a Doinela (wciąż ten sam Jean-Pierre Léaud), i jego ukochanej dziewczyny, Christine (ponownie Claude Jade). Pomiędzy kolejnymi częściami serii zdążył zrealizować jednak jeszcze dwa inne obrazy: melodramat kryminalny „Syrena z Missisipi” (z Catherine Denevue i Jean-Paulem Belmondo) oraz dramat historyczno-obyczajowy „Dzikie dziecko” (w którym zagrał jedną z głównych ról). Jak więc widać, przełom lat 60. i 70. XX wieku był dla Francuza niezwykle pracowitym – i na dodatek bardzo udanym – okresem. „Małżeństwo” jawi się bowiem, obok „Czterystu batów”, jako najbardziej udany fragment całej historii, zakończonej ostatecznie dziewięć lat później „Uciekającą miłością”. Co sugeruje już sam tytuł filmu z 1970 roku, Truffaut przedstawił w nim losy Antoine’a i Christine już po zawartym przez nich ślubie. Mieszkają w starej kamienicy w centrum Paryża; ona zarabia, udzielając dzieciom lekcji gry na skrzypcach; on prowadzi w podwórzu – choć nie na własny rachunek – kwiaciarnię, praktycznie wszystkie godziny pracy spędzając na wymyślaniu nowych i skutecznych sposobów barwienia białych róż na kolory czerwony (ba! idealny czerwony), różowy i czarny. Jak wszystko wcześniej w życiu, wychodzi mu to średnio. Co tym razem stanowi dużo większy problem, bo przecież ma na utrzymaniu żonę, która niebawem zachodzi w ciążę. Szukając lepiej płatnej i stabilniejszej pracy, Doinel trafia do firmy amerykańskiej i dzięki szczęśliwemu zbiegowi okoliczności zostaje przyjęty. Nie przemęcza się tam – jego głównym zajęciem jest testowanie makiety nowego portu; jak duże dziecko, całymi godzinami bawi się zdalnie sterowanymi miniaturkami statków, którymi pływa od nadbrzeża do nabrzeża, od doku do doku. Pewnego dnia firmę wizytuje, wraz ze swoją uroczą córką Kyoko (w tej roli Hiroko Berghauer, dla której był to jedyny występ przed kamerą), biznesmen z Kraju Kwitnącej Wiśni, mający zamiar zainwestować w wykonanie projektu w skali jeden do jeden. Antoine, zafascynowany egzotycznym pięknem Japonki, nawiązuje z nią romans, który – jak można się domyślić – wywołuje całą masę komplikacji w jego życiu osobistym. W „Małżeństwie” Doinel przypomina już trochę tych strasznych mieszczan, jakich często wyszydzał – z powodu ich zakłamania, hipokryzji i kołtuństwa – w swoich pieśniach Jacques Brel. I tak też należy odbierać film Truffauta – to portret obłudy, co prawda odmalowany w sposób ironiczny i z dużą sympatią w odniesieniu do bohaterów, ale jednak prezentujący ich w niekorzystnym świetle. Antoine zdradza i okłamuje, potem przeprasza i kaja się; przekonawszy się, że jego nowy związek nie wypełnia żadna treść, chce wrócić do żony, ale ta z kolei wcale nie ma zamiaru łatwo przebaczać małżonkowi – toczy się więc między nimi gra, w której oboje nie są uczciwi ani wobec samych siebie, ani wobec drugiego. I nawet jeśli na ekranie widzimy bohaterów w banalnych sytuacjach, dzięki rzadko spotykanemu darowi obserwacji reżysera, potrafi on wyciągać z nich dogłębne wnioski. Dzięki nim sprawia, że chociaż się uśmiechamy, to niekiedy musimy powstrzymywać wypływającą z oczu łzę smutku.
1 2 »

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Epizod epizodu
Sebastian Chosiński

21 IV 2022

Tak, takie filmy powinny powstawać. Tak, powinny pokazywać pełne spektrum zachowań Polaków w czasie drugiej wojny światowej i ich reakcji na Zagładę Żydów: od mniej lub bardziej świadomego bohaterstwa, poprzez „umywanie rąk”, aż po współpracę z okupantem. Tylko, na Boga!, niech one mają odpowiednią do wagi tematu wartość artystyczną. Nie jak w przypadku „Ciotki Hitlera” Michała Rogalskiego.

więcej »

„Milczeć nie mogę…”
Sebastian Chosiński

12 IV 2022

Ileż jeszcze jest w naszej historii takich postaci, jak Szmul Zygielbojm, którym należy się upamiętnienie w formie filmowej! Nie ma jednak co przesadnie narzekać. Dobrze, że chociaż co parę lat powstają na ich temat obrazy biograficzne. „Śmierć Zygielbojma” Ryszarda Brylskiego to zresztą drugie podejście do tematu. W 2000 roku powstał bowiem tak samo zatytułowany dokument Dżamili Ankiewicz.

więcej »

Nie lekceważ kulawego detektywa!
Sebastian Chosiński

17 I 2022

Wdzięczni bądźmy J.K. Rowling, że po dekadzie poświęconej Harry’emu Potterowi (1997-2007) postanowiła odstawić go na boczny tor i zajęła się pisaniem powieści realistycznych. W przeciwnym wypadku nie doczekalibyśmy się serii kryminałów z prywatnym detektywem Cormoranem Strikiem w roli głównej (publikowanych pod pseudonimem Robert Galbraith). I tym samym nie powstałby tak dobry miniserial, jak „Zabójcza biel”.

więcej »

Polecamy

Kevin Smith. Sprzedawcy 2

Do sedna:

Kevin Smith. Sprzedawcy 2
— Marcin Knyszyński

Kevin Smith. Jay i Cichy Bob kontratakują
— Marcin Knyszyński

Kevin Smith. Dogma
— Marcin Knyszyński

Kevin Smith. W pogoni za Amy
— Marcin Knyszyński

Kevin Smith. Szczury z supermarketu
— Marcin Knyszyński

Kevin Smith. Sprzedawcy
— Marcin Knyszyński

Richard Kelly. Pułapka
— Marcin Knyszyński

Richard Kelly. Koniec świata
— Marcin Knyszyński

Richard Kelly. Donnie Darko
— Marcin Knyszyński

Alejandro González Iñárritu. Zjawa
— Marcin Knyszyński

Zobacz też

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.