Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 19 września 2019
w Esensji w Esensjopedii

Miguel Sapochnik
‹Repo Men - Windykatorzy›

EKSTRAKT:50%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułRepo Men - Windykatorzy
Tytuł oryginalnyRepo Men
ReżyseriaMiguel Sapochnik
ZdjęciaEnrique Chediak
Scenariusz
ObsadaJude Law, Forest Whitaker, Alice Braga, Liev Schreiber, Carice van Houten, Chandler Canterbury, Joe Pingue, Liza Lapira
MuzykaMarco Beltrami
Rok produkcji2010
Kraj produkcjiKanada, USA
Czas trwania111 min
Gatunekakcja, SF, thriller
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Wyszukaj / Kup

Bajeczka dla naiwnych
[Miguel Sapochnik „Repo Men - Windykatorzy” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
„Repo Men – Windykatorzy” to taka nabyta w aptece kolorowa pigułka w lukrowanej otoczce – wszystko jest w porządku, dopóki nie spróbować jej rozgryźć.

Jarosław Loretz

Bajeczka dla naiwnych
[Miguel Sapochnik „Repo Men - Windykatorzy” - recenzja]

„Repo Men – Windykatorzy” to taka nabyta w aptece kolorowa pigułka w lukrowanej otoczce – wszystko jest w porządku, dopóki nie spróbować jej rozgryźć.

Miguel Sapochnik
‹Repo Men - Windykatorzy›

EKSTRAKT:50%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułRepo Men - Windykatorzy
Tytuł oryginalnyRepo Men
ReżyseriaMiguel Sapochnik
ZdjęciaEnrique Chediak
Scenariusz
ObsadaJude Law, Forest Whitaker, Alice Braga, Liev Schreiber, Carice van Houten, Chandler Canterbury, Joe Pingue, Liza Lapira
MuzykaMarco Beltrami
Rok produkcji2010
Kraj produkcjiKanada, USA
Czas trwania111 min
Gatunekakcja, SF, thriller
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Wyszukaj / Kup
„Repo Men – Windykatorzy” to kolejny film z cudacznym tytułem. Oczywiście tylko u nas cudacznym. Dystrybutor najwyraźniej nie mógł się zdecydować, czy zostawić tytuł oryginalny – choć w sumie nie wiadomo, po co, bo będąca fabularną podstawą powieść nosi zupełnie inny tytuł („The Repossession Mambo”), a sama nazwa „Repo Men” w filmie tak naprawdę nie występuje – czy może dać polski, średnio zachęcający do seansu. Niestety, zapewne moneta, od której uzależniono wybór, stanęła kantem i dostaliśmy kolejnego potworka w rodzaju „Watchmen. Strażnicy”, siedzącego jedną nogą w Hollywood, a jedną w naszym swojskim bagienku.
Film kosztował ponad 30 milionów dolarów i – łącznie z Europą i rynkiem DVD – zdołał zebrać zaledwie trochę ponad połowę tej kwoty. Nic więc dziwnego, że nie wszedł u nas do kin, nawet mając w obsadzie tak znanych aktorów, jak Jude Law, Forest Whitaker i Liev Schreiber. Na DVD też nie zrobił u nas wielkiej kariery, błędnie uchodząc swego czasu za remake „Repo Mana”, może niezbyt wystrzałowej, ale sympatycznej komedyjki z roku 1984.
Fabuła „Repo Men – Windykatorów” początkowo przedstawia się nawet atrakcyjnie. W świecie wyniszczonym wojną, która wybuchła po pogłębiającej się globalnej recesji, świetnie sobie radzi firma proponująca ludziom sprzedawane na kredyt sztuczne, bardzo wydajne organy. Ponieważ jednak niektórzy klienci nie wytrzymują tempa wyścigu szczurów i zaczynają zalegać z ratami, wysyłani są do nich tytułowi windykatorzy, mający za zadanie wyrzezać z zadłużonego delikwenta organ chamskim nożem i zwrócić go macierzystej firmie. Takimi windykatorami jest para przyjaciół, granych przez Jude’a Lawa i Foresta Whitakera. I wszystko (prawie) układa im się dobrze do momentu, gdy postać Lawa ulega podczas pełnienia obowiązków wypadkowi i budzi się z nowym, sztucznym sercem. Tu wręcz namacalnie można usłyszeć kwik kopniętej w jaja fabuły, bo oto się okazuje, że bezwzględny, pozbawiony krztyny litości i w sumie amoralny facet po zamianie ludzkiego serca na mechaniczne zaczyna… roztkliwiać nad każdym dłużnikiem. Nie może już nikomu przez pępek wyciągać nerki (a raz tak to wyglądało) ani wyrywać dziecku sztucznego przełyku. Po prostu dramat. Tak bohatera (z braku zarobków zbliża się jego własny termin windykacji), jak i Jude’a Lawa (bo jakoś trzeba zagrać tę bzdurę) oraz orżniętego w biały dzień widza.
W momencie fabularnej wolty zaczynają bowiem pchać się w oczy i inne durnoty. Na przykład ów „wyniszczony wojną świat” jest coś podejrzanie ludny, bogaty i nowoczesny. Miasto jest po prostu gigantycznym mrowiskiem pełnym lśniących wieżowców i fikuśnych linii kolejowych, a także dróg szybkiego ruchu, na których… prawie wcale nie ma samochodów. A te, które są – oprócz pojazdów windykatorów – to jakieś wręcz przedpotopowe egzemplarze, nawet w dniu dzisiejszym nie uchodzące za ostatni krzyk mody. Komuś zabrakło w tej kwestii wyobraźni, nadmiernie za to rozkwitłej w paru innych aspektach.
Weźmy na ten przykład wspomniane organy. Są metalowe (żeby jednak na ekranie nie było zbyt krwawo), dość duże i czemuś drobno żebrowane, a także absolutnie NIEELASTYCZNE, jakim więc cudem nie niszczą organizmu nosiciela – nie wiadomo. Co więcej, są wszczepiane nawet narkomanom i lumpom, a ci przecież raczej nie mają ŻADNYCH zdolności kredytowych, cała sytuacja zakrawa więc na zwykły sadyzm, skoro wiadomo, że i tak prędzej czy później trzeba będzie wyciąć im przeszczepy.
Tu dochodzimy do kwestii funkcjonowania całego systemu finansowania przedsięwzięcia. Po pierwsze – gdzie zapodziały się banki? Dlaczego to firma sama musi ryzykować swoimi pieniędzmi? I dlaczego przy tym nie dąży do maksymalizacji zysku poprzez prolongatę spłat, zamiast tego już po bodaj kwartale wysyłając po organy windykatorów i uniemożliwiając tym samym klientowi – który naturalnie wycięcia organu nie ma szansy przeżyć – dalsze spłacanie kredytu? Innymi słowy – dlaczego kredytodawca zarzyna (literalnie) kurę znoszącą złote jaja? Tym bardziej, że organy wcale nie wracają do obrotu, a lądują w jakimś idiotycznym magazynie?
No i co stało się z prawem? Można już ot tak zabijać ludzi? Dekorować ich wypatroszonymi zwłokami ulice, chlapać wszędzie wokół posoką i narażać postronnych przechodniów na widok krwi i przemocy? Gdzie w tym wszystkim w ogóle podziała się policja?
Oczywiście wiadomo, że twórcy chcieli w ten sposób podziałać na widza, dać mu morze krwi, wyciąganie flaków i w dodatku zasugerować, że również dzieciom dzieje się krzywda, ale jak się konstruuje takie cyrki na podbudowie z fabularnego guana, to nie ma co oczekiwać, że widz gładko to wszystko łyknie. Że bezmyślnie prześlizgnie się na przykład nad cielęcym bezwładem zadłużonych ludzi, którzy miast nawiewać poza granice miasta siedzą sobie – i to całymi stadami, boć grupie raźniej być rzezanym – w jakichś magazynach czy na zrujnowanych statkach, czekając, aż prędzej niż później nalot na kryjówkę zrobi cała wataha windykatorów.
A przecież można do tego dorzucić jeszcze kilka innych kwiatków. Jak choćby postać narkomanki i lumpiary, której ciuchów mogłaby pozazdrościć niejedna elegantka. I to lumpiary, która ma w sobie KILKADZIESIĄT mechanicznych organów. Kto jej tyle dał? I dlaczego myślał, że ona kiedykolwiek spłaci choć ułamek ich wartości, skoro każdy taki organ kosztuje tyle, co nieduże mieszkanie? Poza tym – dlaczego w tej wielkiej, światłej Ameryce, przez którą na dodatek przetoczyła się wojna, NIKT NIE MA BRONI? Wszyscy potulnie dają się rzezać, nie śmiąc nawet na milimetr podnieść ręki w swojej obronie? No i ten wspaniały, betonowy wieżowiec – wykonany bez jednego grama zbrojeniowej stali. Jak to wszystko ustało? Dlaczego jak odpadł kawałek stropu, to nie zwaliła się z nim reszta pięter? Bo niby co je trzyma prócz wyobraźni (czy raczej ignorancji) scenarzysty?
Finał, który jest równie durny, jak reszta, przemilczę, bo przezornie został wzięty przez scenarzystę w coś w rodzaju umownego nawiasu. I w sumie szkoda, że tylko finał, bo wtedy można by sobie było odpuścić punktowanie elementów gryzących się z logiką. Najzabawniejsze jest jednak to, że mimo tych wszystkich bzdur, mimo garści schematycznych zagrywek i średnio udanego duetu Law-Whitaker – film ogląda się w miarę gładko i przyjemnie, a niektóre pomysły, scenografia i efekty będą w stanie zadowolić nawet bardziej wymagającego kinomana. Z pewnością nie jest to jednak pierwsza liga filmowego sf.
koniec
5 lipca 2014

Komentarze

05 VII 2014   13:50:56

"dlaczego lumpiara ma kilkadziesiąt mechanicznych organów ? kto jej tyle dał ?"

a z czego wziął się kryzys finansowy w Ameryce ? właśnie z kredytów, które banki udzielały wszystkim możliwym "lumpiarom", aż do momentu, gdy okazało się, że system nie dźwiga obciążeń z tego tytułu.

możliwe zatem, że recenzowany film ma ambicję opowiedzenia o rzeczywistości.

dlaczego ludzie nie uciekają, a czekają biernie na windykatorów ?

a dlaczego w "NOcy żywych trupów" ludzie nie uciekają pomiędzy zombiakami mobilnymi jak pomniki, zamiast tego zamykając się w domu i barykadując ? czy nie dlatego, że zombie i ich ofiary, to metafora mentalności Ameryki tamtych czasów, w której na medialnie i politycznie pompowane, wyolbrzymiane zagrożenia reakcje były irracjonalne i histeryczne ?

może więc ci nieuciekający ludzie symbolizują dotknietych kryzysem zwykłych ludzi, którzy nabrali kredytów, a kiedy zaczęto im odbierać domy na poczet przyspieszonych terminów spłaty zadłuzenia, mogli tylko bezradnie czekać na to aż przyjdą do nich komornicy ?

ofk, film operuje innymi środkami wyrazu, ale istota rzeczy wydaje się dość czytelna. może warto poszukać sensu w tej fabule, zamiast 30 razy w zdaniu znęcać się nad "flakami i morzem krwi" :]

05 VII 2014   18:30:49

"organy wcale nie wracają do obrotu, a lądują w jakimś idiotycznym magazynie?" Koncernom bardziej opłaca się sprzedać nowe urządzenie niż zreperować zepsute/używane a potem sprzedać za niższą cenę. Tak jest w rzeczywistości. Elektronika, a zwłaszcza jej tabletowo-smartphonowy segment jest coraz bardziej konstruowana w taki sposób że do wnętrza urządzenia się nie dostaniesz bez całkowitego zniszczenia innych struktur, a awaria jednego elementu automatycznie spowoduje uszkodzenie innych. W oficjalnym serwisie dostaniesz nową zabawkę, stara wyląduje w jakimś magazynie niczym owe filmowe organy. A kiedy odpowiednio zardzewieje to zapełni kolejne wielgachne wysypisko.

05 VII 2014   19:42:51

To może spróbuję z grubsza hurtem. ;)

@el G

To nie ja - jako widz - mam się domyślać, co twórca MOŻE miał na myśli. To twórca ma to podać tak, żeby było czytelne znaczeniowo. A "Repo Men" jest kompletnie nieprzemyślany, zupełnie jak filmy Kurta Wimmera - scenarzysta miał ideę, owinął wokół niej fabułę, ale już zapomniał, że przy okazji powinien dostosować do pomysłu i resztę świata, żeby wszystko było spójne. No i wyszła wydmuszka, a nie misterna wizja.

W "Nocy żywych trupów" ucieczka nie miała sensu na dłuższą metę, bo ani nikt nie udzieli pomocy, ani bez końca tak sobie nie będziesz uciekać. Kiedyś tam się zmęczysz i zaśniesz, a wtedy - po ptokach. ;)

Nie za bardzo ma też sens przyrównywanie dłużników z filmu do klasycznych kredytobiorców - najgorsze, co czeka tych ostatnich, to wyrzucenie na bruk. Natomiast ci z filmu stracą życie, czyli coś, czego nie da się odpracować. Co więcej - dokładnie wiedzą, kiedy to może nastąpić. Czyli co, wszyscy mają inklinacje samobójcze?

@Venomplug

Zgadza się. Tylko w tym momencie nie ma sensu natychmiastowe zarzynanie delikwenta, skoro można by było go jeszcze wydoić - robić odroczenia, rozkładać na dłuższe raty, brać zapłatę w naturze (w sensie mebli czy innego dobytku). A tu nic z tego. Ciach i po zarobku...

06 VII 2014   15:23:59

@jale

nie sposób dojśc do tego kto ma rację w takim sporze, twórca - który twierdzi, że zaufał inteligencji widza, czy widz - który zaufał inteligencji twórcy. nawet wśród widzów, jak widać na załączonym obrazku, występują róznice interpretacyjne.

jesli "ucieczka w 'Nocy...' nie miała sensu", to dlaczego ludzie desperacko jej próbują przez cały film ? :]

wg mnie, próbują jej łapiąc się lewą ręką za prawe ucho.

"najgorsze co czeka [klasycznych kredytobiorców] to wyrzucenie na bruk. natomiast ci z filmu stracą życie"

gdyby film pokazywał sytuacje stuprocentowo realne, to byłby dramatem społecznym, a nie widowiskiem akcji. chyba wiesz, ze poszedłeś na to drugie, a nie na to pierwsze ? już sama konwencja pełni rolę naprowadzającą. oczywiście - podrasowuje ona cały kontekst, wprowadza elementy podnoszące stawkę całej zabawy, ale w swej istocie najgłębszej [co nie stanowi ofk o głębi filmu] nadal rzecz odnosi się do kryzysu gospodarczego, jego mechanizów i następstw.

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Nieprzewidywalna przewidywalność
Sebastian Chosiński

16 VIII 2019

Choć w napisach nie ma nawet słowa o ewentualnych inspiracjach literackich, w czasie seansu „Rebelii” z miejsca przychodzi na myśl, że scenarzyści filmu musieli wzorować się na prozie Philipa K. Dicka. W innym przypadku dzieło Ruperta Wyatta nie przypominałoby aż tak bardzo „Impostora” Gary’ego Fledera.

więcej »

Z Londynu do Warszawy
Sebastian Chosiński

1 VIII 2019

To, wbrew pozorom, nie jest film o powstaniu warszawskim jako takim, ponieważ jego akcja kończy się 1 sierpnia 1944 roku około godziny 17.15. To tak naprawdę nie jest również film o Janie Nowaku-Jeziorańskim, chociaż fabuła nawiązuje do elementów wojennej biografii późniejszego szefa Rozgłośni Polskiej Radia Wolna Europa. „Kurier” Władysława Pasikowskiego to wojenno-szpiegowski thriller, który jako tło wykorzystuje przygotowania do walki z Niemcami o Warszawę.

więcej »

Klasyka kina radzieckiego: Człowiek, który zobaczył Diabła
Sebastian Chosiński

31 VII 2019

„Muzeum” – drugi z trzech postapokaliptycznych obrazów Konstantina Łopuszanskiego –nakręcone zostało w ostatnich latach istnienia Związku Radzieckiego. Wcześniej, nawet gdyby reżyser wyrażał taką chęć, nie mogłoby powstać – z uwagi na swe głęboko religijne i antytotalitarne przesłanie.

więcej »

Polecamy

Dom jak malowanie

Z filmu wyjęte:

Dom jak malowanie
— Jarosław Loretz

Po szkielecie poznasz ich
— Jarosław Loretz

Uwaga na glizdoludzi!
— Jarosław Loretz

Rozbrykana rogacizna
— Jarosław Loretz

Polska szkoła plakatu
— Jarosław Loretz

Dlaczego sypanie soli na drogi jest złym pomysłem
— Jarosław Loretz

Drzewa-zabójcy
— Jarosław Loretz

A w zaświatach tańce i swawole
— Jarosław Loretz

Dla chcącego nic trudnego
— Jarosław Loretz

Gdy mści się niechlujstwo
— Jarosław Loretz

Zobacz też

Tegoż twórcy

Nieprawdziwi detektywi
— Jakub Gałka

Pozamiatane
— Łukasz Gręda

Ręce opadły
— Łukasz Gręda

Lost
— Łukasz Gręda

Dni jak ścięte wąsy
— Łukasz Gręda

Strzelają się
— Łukasz Gręda

Gumowe kule
— Łukasz Gręda

W ciemność
— Łukasz Gręda

Zaczęło się
— Łukasz Gręda

Tegoż autora

Klasyka gryziona po kostkach
— Jarosław Loretz

Wizyta w raju. Ponoć.
— Jarosław Loretz

Bazarki z kosmosu
— Jarosław Loretz

Międzygwiezdne czułości
— Jarosław Loretz

Święto zmarłych na ckliwie
— Jarosław Loretz

Brudne szpony bioenergoterapeutów
— Jarosław Loretz

Kwestia zaufonia
— Jarosław Loretz

Obraz niezdecydowania
— Jarosław Loretz

Wędrować też trzeba umieć
— Jarosław Loretz

Bracula
— Jarosław Loretz

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.