Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 29 marca 2020
w Esensji w Esensjopedii

Akira Kurosawa
‹Kolekcja Akiry Kurosawy›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułKolekcja Akiry Kurosawy
Dystrybutor Mayfly
Data premiery2 sierpnia 2005
ReżyseriaAkira Kurosawa
ObsadaToshiro Mifune, Tatsuya Nakadai, Takashi Shimura
Rok produkcji2005
Kraj produkcjiJaponia
ParametryDźwięk: 5.1 / 2.0
Gatunekdramat, historyczny, obyczajowy, przygodowy
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Wyszukaj / Kup

Dwóch samurajów
[Akira Kurosawa „Kolekcja Akiry Kurosawy” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
Wielopłytowe wydania DVD w większości przypadków są tylko zbieraniną filmów, do których dany dystrybutor akurat miał prawa. W przypadku pakietu 11 filmów Kurosawy sytuacja jest inna. To fundament nowoczesnego kina, bez którego film nie miałby prawa rozwijać się w takim tempie. A jednocześnie zapis filmowej historii dwóch największych samurajów japońskiego kina.

Michał Chaciński

Dwóch samurajów
[Akira Kurosawa „Kolekcja Akiry Kurosawy” - recenzja]

Wielopłytowe wydania DVD w większości przypadków są tylko zbieraniną filmów, do których dany dystrybutor akurat miał prawa. W przypadku pakietu 11 filmów Kurosawy sytuacja jest inna. To fundament nowoczesnego kina, bez którego film nie miałby prawa rozwijać się w takim tempie. A jednocześnie zapis filmowej historii dwóch największych samurajów japońskiego kina.

Akira Kurosawa
‹Kolekcja Akiry Kurosawy›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułKolekcja Akiry Kurosawy
Dystrybutor Mayfly
Data premiery2 sierpnia 2005
ReżyseriaAkira Kurosawa
ObsadaToshiro Mifune, Tatsuya Nakadai, Takashi Shimura
Rok produkcji2005
Kraj produkcjiJaponia
ParametryDźwięk: 5.1 / 2.0
Gatunekdramat, historyczny, obyczajowy, przygodowy
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Wyszukaj / Kup
Nie ma prostej odpowiedzi na pytanie co z dziedzictwa Kurosawy pozostaje do dzisiaj świeże, bo pod różnymi szerokościami geograficznymi jego filmy odbierane są zupełnie inaczej. W Japonii uchodziły za polemikę z japońską tradycją. Donald Richie, wielki autorytet w dziedzinie kina japońskiego i krytyk, który jako pierwszy wyjaśniał zachodniemu widzowi kino Kurosawy (a przy okazji także przyjaciel reżysera, utrzymujący z nim kontakty od lat 50.) stwierdził, że jednym z kluczowych elementów kina Kurosawy było poszukiwanie wolności – między innymi wolności od ograniczeń społecznych, narzucających Japończykowi określony sposób rozumienia świata. Richie pisał jak bardzo niejapoński był Kurosawa w odrzuceniu kolektywnego myślenia i w podkreślaniu indywidualizmu swoich bohaterów, poszukiwaniu szczęścia jednostki, a nie dobra ogółu. To także on zwrócił uwagę, że w Japonii wrogo przyjmowano w filmach Kurosawy fakt, iż ponad nadrzędną japońską wartością – tradycją – Kurosawa stawiał własny system wartości z kluczowy elementem: godnością. Bo przecież większość bohaterów Kurosawy staje w pewnym momencie przed dylematem: w jaki sposób niewiele warte życie odkupić jednym wielkim końcowym gestem, by z godnością odejść.
W Europie Kurosawa to przede wszystkim kongenialny ekranizator Szekspira i filmowy filozof-egzystencjalista. Europejscy krytycy podkreślali pesymizm Kurosawy, wskazywali, że jego bohaterowie nigdy na dłuższą metę nie potrafią zmienić świata, miotają się tylko w niewiele znaczących gestach, skazani na porażkę. Zło u Kurosawy zwykle triumfuje, ale nawet kiedy wydaje się inaczej, bohaterowie i tak są przegrani. Wyjątkiem jest „Rudobrody”, w którym w podsumowaniu pojawia się coś, co w kontekście pozostałych filmów Kurosawy nazwać trzeba chyba happy endem.
Ten pesymistyczny ton to jedna z odpowiedzi na pytanie dlaczego kino Kurosawy pozostaje do dzisiaj świeże. W kinie nic nie wychodzi z mody szybciej niż optymizm, bo każda epoka ma swoje metody lukrowania rzeczywistości, uznawane przez następców za szczyt obłudy. Kurosawa, zainspirowany najbardziej gorzkimi z gatunków filmowych - czarnym kryminałem i westernem – nie wierzył w tryumfalne pozytywne zakończenia. Dzięki temu jego wszechobecny dydaktyzm – a każdy jego film niesie mocne dydaktyczne przesłanie dla odbiorcy – nie gryzie dzisiaj w oczy. Sednem pozostaje u niego zadawane bez końca pytanie o to, jak człowiek przeświadczony o bezwartościowości własnego życia mimo wszystko może w tym życiu znaleźć szczęście.
Ameryka pod wpływem
Z kolei w Ameryce na widzów i na kino największy wpływ wywarły koncepcje rozrywkowe Kurosawy. Określenie „rozrywkowe” należy tu jednak stosować ostrożnie. Sam Kurosawa rozumiał je inaczej niż większość odbiorców. Choć krytyka i widownia europejska przyjęła serię arcydzieł z lat 50. – „Rashomon”, „Siedmiu samurajów”, czy „Piętno śmierci” – za nowy rozdział poważnego kina artystycznego z Japonii, Kurosawa uważał je za filmy rozrywkowe, nakręcone z myślą o masowym widzu. Dla niego kinem artystycznym i problemowym był na przykład – skądinąd nieudany – „Idiota” według Dostojewskiego. Przypomina to trochę casus Coppoli, który o „Ojcu chrzestnym” mówił początkowo z niechęcią, zaznaczając, że tego typu „masowy film” nie jest wymarzonym modelem kina, który chciał uprawiać. Cóż, mamy kolejny przykład, że twórcom nie warto wierzyć, kiedy opowiadają o własnych dziełach.
Lista tytułów inspirowanych Kurosawą w amerykańskim kinie jest długa. George Lucas pożyczył z „Ukrytej fortecy” fabułę i postacie, przerabiając je na space operę „Gwiezdne wojny” – film o kapitalnym znaczeniu dla rozwoju Hollywood w ostatnim ćwierćwieczu. „Rashomon” doczekał się nie tylko bezpośredniego remake’u jako „Prawda przeciw prawdzie” Martina Ritta z Paulem Newmanem, ale jest też ojcem chrzestnym całego nurtu filmów kwestionujących obiektywizm i wiarygodność tego, co widać na ekranie. „Siedmiu samurajów” wprowadził do kina rozrywkowego nowy typ zmitologizowanych bohaterów-straceńców, umiejętnie skopiowany w „Siedmiu wspaniałych”. A już „Straż przyboczna” to pod wieloma względami najbardziej wpływowy film Kurosawy. Sam w sobie inspirowany prozą Dashiella Hametta, westernami Johna Forda i czarnym kryminałem z 1942 roku „Szklany klucz”, film Kurosawy stał się inspiracją m.in. dla Włocha Sergia Leone, który przerobił scenariusz Kurosawy na western z Clintem Eastwoodem („Za garść dolarów”) i dał początek rozwojowi spaghetti westernu, mającego ogromny wpływ na popularny w amerykańskim kinie rozrywkowym typ bohatera macho – od Eastwooda, przez Bruce’a Willisa, po bohaterów filmów Tarantino.
A skoro o bohaterach mowa – jeśli jest coś, co łączy wymienione typy podejścia do kina Kurosawy, to właśnie priorytetowe podejście do bohaterów. Kino masowe, jak przyzwyczaiło nas Hollywood, rządzi się przede wszystkim zasadą nadrzędności akcji i fabuły. Postaci pozostają w nim schematyczne. U Kurosawy było odwrotnie – punktem wyjścia okazywał się niekonwencjonalny, świetnie scharakteryzowany bohater. Konflikty w filmach Japończyka wyrastają z różnic i ze zderzeń charakterów, nie z rozwiązań czysto fabularnych. Dlatego w „Siedmiu samurajach”, w „Straży przybocznej”, czy w „Ukrytej fortecy” bez porównania ciekawsze i ważniejsze są relacje między postaciami stojącymi po tej samej stronie, niż fakt walki z przeciwnikiem. Zanim Kurosawa przystępuje do prezentacji akcji - zwykle zresztą mistrzowskiej prezentacji – skrzętnie wypracowuje dynamikę między bohaterami. Może to najważniejsza lekcja z seansów jego filmów: w kinie najważniejszy jest człowiek.
Wielki uczeń mistrza
Wydany w Polsce pakiet DVD, podobnie jak kariera Kurosawy, ma także drugiego bohatera – Toshiro Mifune. W duecie z Kurosawą nakręcili 16 filmów, z czego 9 najważniejszych znajdziemy właśnie w tym 12-płytowym wydaniu. Mifune zagrał w ponad 150 filmach, ale to dzięki Kurosawie stał się dla zachodniego widza symbolem Japonii. Zresztą dzięki Kurosawie w ogóle został aktorem. Choć brzmi to niewiarygodnie, Mifune przed dwudziestym rokiem życia nigdy w Japonii nie był – urodził się w japońskiej rodzinie w Mandżurii i dopiero jako dwudziestolatek pojechał do ojczyzny rodziców. W branży filmowej szukał pracy jako asystent operatora, bo podczas wojny pracował jako fotograf. Przypadkiem trafił do konkursu na nowe twarze wytwórni Toho i wprawdzie obraził jurorów, którzy chcieli Mifune wyrzucić za drzwi, ale zachwycił Kurosawę wizerunkiem młodego buntownika. Reżyser widział w nim materiał na „nowego Japończyka”.
Szczęśliwym trafem poznali się w momencie, kiedy Kurosawa uzyskał w Toho autonomię i zaczął realizować obrazy w pełni „własne”. Miał już na koncie ponad tuzin zrealizowanych scenariuszy i siedem wyreżyserowanych fabuł, jednak każdy z tych filmów charakteryzował się większymi lub mniejszymi koncesjami. Niekoniecznie nawet wynikającymi z nacisków – czasami po prostu z sytuacji zewnętrznej (jak w przypadku „Najpiękniejszych” z 1944 roku, który Kurosawa nakręcił jako film propagandowy). Dopiero w 1948 roku, przy „Pijanym aniele”, Kurosawa miał prawo realizować taki film całkowicie według własnych założeń. Oficjalnie mówił zresztą, że na dobrą sprawę od tego filmu należy mówić o jego osobistym kinie – w pewnym sensie dopiero w ósmym filmie debiutował. To właśnie do „Pijanego anioła” wypatrzył Mifune, którego po roli w tym filmie – ledwie trzecim jego ekranowym występie – okrzyknięto rewelacją. Od tego momentu kariera Mifune przez kilkanaście lat nierozerwalnie wiązała się z karierą Kurosawy. Pracowali w doskonałej symbiozie. Kurosawa mówił o Mifune, że to jedyny aktor jakiego znał, potrafiący jednym gestem wyrazić całą postać. Zachwycał się jego surowością i intuicją aktorską (Mifune nie skończył przecież szkoły aktorskiej) i chwalił, że po jednej uwadze Mifune rozumie jeszcze trzy inne kwestie, o których mówić mu nie trzeba. Z kolei Mifune widział w Kurosawie reżysera potrafiącego w metaforycznych fabułach obnażyć japońskie przywary.
Wspólnie nakręcili swoje najważniejsze filmy. Rozeszli się po narastającym przez lata konflikcie, który ostatecznie wybuchł podczas pracy nad „Rudobrodym” (1965). Mifune coraz trudniej znosił autorytarne rządy Kurosawy na planie, drażniły go też zawsze przedłużane przez Kurosawę zdjęcia. Co ciekawe, po „rozwodzie” kariery obu załamały się. O ile jednak Kurosawa po prostu rzadziej realizował nadal dobre filmy (a właściwie wciąż na nowo co kilka lat „powracał” do kina), Mifune zapełniał grafik mnóstwem produkcji, w których odcinał tylko kupony od kariery gwiazdy kina. Ledwie co kilka lat trafiał na przyzwoity scenariusz, ale mimo to grał w kilku filmach rocznie. Kurosawa wielokrotnie proponował później Mifune role w swoich filmach, ten jednak odmawiał twierdząc, że nie może sobie na nie pozwolić z powodów finansowych – zamiast grać przez rok lub dłużej w produkcjach Kurosawy, mógł wystąpić w kilku mało ważnych tytułach za większe pieniądze. A trzeba dodać, że tych zawsze potrzebował bo regularnie źle inwestował kapitał. Do legendy przeszły jego nieudane inwestycje, włącznie z własną firmą produkcyjną, w której zatrudniał w pewnym momencie 200 osób. Obaj nie zdołali się porozumieć w tej kwestii już do śmierci, mimo że z czasem ich osobisty konflikt wygasł. Kurosawa pomagał nawet Mifune, gdy ten zabrał się za produkcję filmów i podobno przekazywał mu opinie o scenariuszach proponowanych aktorowi. Był jednak rozczarowany rozwojem kariery Mifune - uważał, że aktor z wielkiego artysty zmienił się w rzemieślnika i w końcu zmarnował talent.
Za to Mifune zawsze miał Kurosawę za mistrza. W ich znakomitej wspólnej biografii „Cesarz i wilk” („The Emperor and the Wolf” Stuarta Galbraitha IV), Mifune pod koniec życia mówił o Kurosawie: „Fakt, że film japoński jest w ogóle znany za granicą zawdzięczamy przede wszystkim Kurosawie. Fakt, że mnie zna ktoś jako aktora tutaj i za granicą także zawdzięczam jemu. Nauczył mnie praktycznie wszystkiego, co wiem. To on też jako pierwszy mnie samemu pokazał we mnie aktora. Kurosawa potrafił wydobyć ze mnie na ekranie cechy, o które sam się nie podejrzewałem. Niewiarygodnie trudno było z nim pracować, ale każdy film okazywał się objawieniem. Kiedy ogląda się dzisiaj jego filmy widać, że kipią od pomysłów, emocji, filozoficznych konstatacji zaskakujących siłą spostrzeżenia. Nie spodziewaliśmy się, że damy się tak poruszyć, że odnajdziemy w sobie dzięki nim takie pokłady zrozumienia.”
DVD bez pudła
W wydanym u nas pakiecie DVD nie ma pomyłek, które przecież Kurosawie zdarzały się nawet w najlepszym okresie. Pakiet zawiera 11 filmów z kluczowego okresu twórczości Kurosawy, od 1948 roku do 1970 roku, czyli od „Pijanego anioła”, po „Dodeskaden” – pierwszy kolorowy film Kurosawy, wyznaczający nowy etap w jego karierze i życiu prywatnym (nakręcony po samobójczej próbie i załamaniu nerwowym). Z tego okresu brak w pakiecie m.in. nieudanego „Idioty” i niestety pierwszego arcydzieła, po którym Kurosawę poznał cały świat – „Rashomona” (ten ostatni film był we wstępnych planach dystrybutora, jednak przed samym wydaniem pakietu zastąpiono go „Piekłem i niebem” z 1963 roku, czego niestety nie zauważyłem recenzując pakiet kilka tygodni temu dla „Gazety Wyborczej” – przepraszam za tamtą pomyłkę).
Porównywałem polskie wydanie z amerykańskimi z serii Criterion Collection, stanowiącymi zwykle niedościgły wzorzec klasyki na DVD. Wygląda na to, że polskie wydania filmów wykonano z tych samych masterów, z jakimi pracowali spece z Criterion (dostarczonymi im bezpośrednio z Toho). W większości są one dalekie od doskonałości, sporo w nich szumu, a zdarzają się nawet spore uszkodzenia, ale wnioskować można, że to po prostu najlepsze dostępne kopie. Cóż, Azja znana jest z bardzo niefrasobliwego podejścia do archiwaliów filmowych. I tak należy podkreślić, że jakość tych filmów, nie poddawanych przecież żadnym kosztownym procesom konserwacyjnym, jest bardzo przyzwoita. Warto też zaznaczyć, że „Siedmiu samurajów”, podobnie jak w przypadku wydania Criterion Collection, dostajemy w najdłuższej, 206 minutowej wersji, niemal godzinę dłuższej niż dystrybuowana w Polsce wersja kinowa (tamta miała 156 minut, co wynikało z faktu, że do Polski trafiła okrojona wersja filmu wyświetlana w Stanach Zjednoczonych). Warto też przy tej okazji obalić jeden z mitów na temat tego filmu: nie istniała nigdy znacznie dłuższa wersja telewizyjna (zależnie od źródeł, mówi się o materiale 5-7 godzinnym). Wszystko co prezentowały światowe telewizje wykrojone było właśnie z tej 206-minutowej wersji.
Dodatki niestety zachwycą tu niewielu widzów. Mimo że na całym świecie dostępnych jest mnóstwo materiałów o każdym z filmów Kurosawy (w samych tylko wydaniach Criterion można wybierać z komentarzy audio, wstępów mistrzów kina i esejów historycznych), w polskim wydaniu jest biednie. Żadnego z filmów nie opatrzono materiałem poświęconym specjalnie jemu. W pakiecie jest natomiast dwunasty dysk DVD, na którym znalazł się m.in. ponad 3-godzinny materiał wspominkowy w postaci dokumentu o samym Kurosawie i wywiadów z jego współpracownikami. Poza tym dostajemy 10-minutowy wstęp Andrzeja Wajdy (ostrzegam, że w moim wydaniu płyta zacina się na tym wstępie 4 razy, wciąż w identycznych miejscach). Wszystko to wydane w 12 oddzielnych, ładnych digipackach zapakowanych w ozdobnym, tekturowym pudle. Samo pudło jest niestety kompletnie niefunkcjonalne, bo jakiś geniusz wpadł na pomysł rezygnacji z tradycyjnych zamykadeł. Za każdym razem trzeba więc pudełko przewiązywać wstążką i zaciskać niczym sznurowadło buta. Dwója z ergonomii.
Oczywiście piątka z plusem za wydanie całego pakietu – to jazda obowiązkowa. Smutnym wnioskiem po seansach filmów z pakietu jest spostrzeżenie, iż pomimo że budżety filmowe rosną i spektakularnych widowisk jest coraz więcej, takiego kina jak u Kurosawy – wielkiego w skali, ale intymnego w wydźwięku i obserwacji – jest już dzisiaj niewiele. Między innymi dlatego nie będzie w tym roku ważniejszego wydarzenia na rynku DVD. Gdyby tak jeszcze cena pakietu była niższa.
koniec
17 października 2005
Akira Kurosawa: pakiet 12 płyt DVD: „Pijany anioł”, „Zabłąkany pies”, „Piętno śmierci”, „Siedmiu samurajów”, „Tron we krwi”, „Ukryta forteca”, „Piekło i niebo”, „Straż przyboczna”, „Sanjuro – samuraj znikąd”, „Rudobrody”, „Dodeskaden”

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Z szamba wyszedłeś… a dokąd wrócisz?
Sebastian Chosiński

23 III 2020

Vidocq Gerarda Depardieu ścigał obdarzonego nadprzyrodzonymi mocami przestępcę w lustrzanej masce, Vidocq Vincenta Cassela musi natomiast zadowolić się „normalnymi” psychopatami. Ale to właśnie realizm czyni „Władcę Paryża” dziełem znacznie ciekawszym, niż steampunkowo-horrorowa wizja Pitofa.

więcej »

Król i hrabiowie
Sebastian Chosiński

16 III 2020

Mimo mody na kryminalne powieści retro, pewien okres z przeszłości nie został jeszcze odpowiednio spenetrowany przez pisarzy. Wciąż brakuje interesujących książek detektywistycznych, których akcja rozgrywałaby się w czasie nazistowskiej okupacji Polski. do takiego samego wniosku doszedł chyba Janusz Majewski, który najpierw napisał „Czarnego mercedesa”, a potem przeniósł go na ekran. Z marnym skutkiem.

więcej »

Nazwobójca
Jarosław Loretz

20 II 2020

Sądząc po tytule – „Bye Bye Man” – zaoceanicznym twórcom zaczęły wyczerpywać się sensowne imiona morderczych bytów. Czy czeka nas w najbliższej przyszłości jakiś Miau Miau Zaur czy Zulu Gula Splat?

więcej »

Polecamy

Zobacz też

Tegoż twórcy

Oscar dla Kurosawy
— Sebastian Chosiński

Tegoż autora

„Ten film był dnem dna”, czyli historia ekranizacji prozy Stanisława Lema
— Michał Chaciński, Sebastian Chosiński, Krystian Fred, Jarosław Loretz, Konrad Wągrowski

Great Scott!
— Michał Chaciński, Sebastian Chosiński, Piotr Dobry, Alicja Kuciel, Jarosław Loretz, Konrad Wągrowski, Kamil Witek

Strach siedzi w nas, czyli kino grozy pod lupą (2)
— Michał Chaciński, Sebastian Chosiński, Piotr Dobry, Michał Kubalski, Jarosław Loretz, Konrad Wągrowski

Strach siedzi w nas, czyli kino grozy pod lupą (1)
— Michał Chaciński, Sebastian Chosiński, Piotr Dobry, Michał Kubalski, Jarosław Loretz, Konrad Wągrowski

Quiz: Czy nadajesz się na producenta filmowego?
— Michał Chaciński

Kill Bill - czwórgłos
— Marta Bartnicka, Michał Chaciński, Anna Draniewicz, Konrad Wągrowski

Szara strefa moralności
— Michał Chaciński

Więcej czasu, mniej Apokalipsy
— Michał Chaciński

Dorastanie w drodze
— Michał Chaciński

Druga bije pierwszą
— Michał Chaciński, Paweł Pluta, Eryk Remiezowicz, Konrad Wągrowski

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.