Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 22 lutego 2019
w Esensji w Esensjopedii

Filmy

Magazyn CLXXXIII

Podręcznik

Kulturowskaz MadBooks Serialomaniak.pl Skapiec.pl

Nowości

kinowe

więcej »

dvd i blu-ray (wybrane)

więcej »

Zapowiedzi

kinowe

więcej »

dvd i blu-ray (wybrane)

więcej »

Władimir Mieńszow
‹Moskwa nie wierzy łzom›

EKSTRAKT:80%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułMoskwa nie wierzy łzom
Tytuł oryginalnyМосква слёзам не верит
Dystrybutor Filmostrada
Data premiery29 października 2018
ReżyseriaWładimir Mieńszow
ZdjęciaIgor Słabniewicz
Scenariusz
ObsadaWiera Alentowa, Aleksiej Batałow, Irina Murawiewa, Raisa Riazanowa, Oleg Tabakow
MuzykaSiergiej Nikitin, Jurij Wizbor
Rok produkcji1980
Kraj produkcjiZSRR
CyklKlasyka Kina Radzieckiego
Czas trwania150 min
Gatunekdramat
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Wyszukaj / Kup

Klasyka kina radzieckiego: Miłość i płacz, bez zgrzytania zębów

Esensja.pl
Esensja.pl
To było ogromne zaskoczenie. Chyba nikt w 1981 roku nie spodziewał się, że Amerykańska Akademia Filmowa uhonoruje statuetką Oscara radziecki melodramat Władimira Mieńszowa „Moskwa nie wierzy łzom”. Dotąd nie odniósł on bowiem wielkiego sukcesu, dopiero po uznaniu, jakie nadeszło z Hollywood film obrósł legendą we wszystkich „krajach demokracji ludowej”. Polska nie była wcale wyjątkiem.

Sebastian Chosiński

Klasyka kina radzieckiego: Miłość i płacz, bez zgrzytania zębów

To było ogromne zaskoczenie. Chyba nikt w 1981 roku nie spodziewał się, że Amerykańska Akademia Filmowa uhonoruje statuetką Oscara radziecki melodramat Władimira Mieńszowa „Moskwa nie wierzy łzom”. Dotąd nie odniósł on bowiem wielkiego sukcesu, dopiero po uznaniu, jakie nadeszło z Hollywood film obrósł legendą we wszystkich „krajach demokracji ludowej”. Polska nie była wcale wyjątkiem.

Władimir Mieńszow
‹Moskwa nie wierzy łzom›

EKSTRAKT:80%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułMoskwa nie wierzy łzom
Tytuł oryginalnyМосква слёзам не верит
Dystrybutor Filmostrada
Data premiery29 października 2018
ReżyseriaWładimir Mieńszow
ZdjęciaIgor Słabniewicz
Scenariusz
ObsadaWiera Alentowa, Aleksiej Batałow, Irina Murawiewa, Raisa Riazanowa, Oleg Tabakow
MuzykaSiergiej Nikitin, Jurij Wizbor
Rok produkcji1980
Kraj produkcjiZSRR
CyklKlasyka Kina Radzieckiego
Czas trwania150 min
Gatunekdramat
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Wyszukaj / Kup
Lata 70. XX wieku to w historii Związku Radzieckiego okres wyjątkowo ponury. Obywatele Kraju Rad dawno już zdążyli zapomnieć o Chruszczowowskiej „Odwilży”, w czym wydatną rolę odegrał kolejny – od 1964 roku – władca Kremla, Leonid Breżniew. W kulturze, a zwłaszcza w literaturze i kinematografii, zapanowały marazm i zgnilizna. Rozpoczęto politykę rehabilitacji Józefa Stalina, a nowym miejscem pobytu wielu opozycjonistów i nieprawomyślnych obywateli stały się… szpitale psychiatryczne (popularnie zwane w sowieckiej Rosji „psychuszkami”). O tym okresie wielokrotnie pisali – i to bez szczególnego sentymentu – Siergiej Dowłatow, Jurij Drużnikow czy Władimir Bukowski. Oficjalna propaganda prezentowała jednak ZSRR jako „kraj mlekiem i miodem płynący”, a obywateli utwierdzać miała w tym kinematografia. Nigdy wcześniej nie wyprodukowała ona tylu komedii romantycznych i melodramatów z pozytywnym przesłaniem, co w latach 70. – „złotej epoce Breżniewa”.
Nie wszystkie były złe. Ba! trafiały się nawet dzieła, które można uznać za wybitne, jak chociażby „Ironia losu” (1975) Eldara Riazanowa czy właśnie nagrodzone Oscarem (w kategorii: najlepszy film nieanglojęzyczny) „Moskwa nie wierzy łzom” Władimira Mieńszowa. Ten ostatni zrealizowany został w 1979 roku – tym samym, kiedy wojska sowieckie wkroczyły zbrojnie do Afganistanu – ale premierę miał dopiero 11 lutego 1980. Trzy dni przed Walentynkami, których w „krajach demokracji ludowej” nikt jednak wówczas nie świętował. A przecież był to film idealny właśnie na taką okazję! Kiedy przystąpił do pracy nad swoim najbardziej znanym filmem, Mieńszow miał równo czterdzieści lat. Urodził się w azerbejdżańskim Baku. Karierę aktorską zaczął stosunkowo późno, po raz pierwszy pojawił się bowiem na ekranie, mając trzydzieści trzy lata. Cztery lata później zagrał u boku Władimira Wysockiego w znanym także w Polsce obrazie „Jak car Piotr Ibrahima swatał” oraz wyreżyserował swój pierwszy film – młodzieżowy melodramat „Zgrywa” (1976), którego głównymi bohaterami uczynił członków szkolnego zespołu muzycznego.
„Moskwa nie wierzy łzom” to film dwuczęściowy, trwający w sumie prawie dwie i pół godziny. Akcja pierwszej części rozgrywa się w 1958 roku, drugiej – w czasach współczesnych, czyli dwadzieścia lat później. Głównymi bohaterkami są trzy przyjaciółki, które przyjechały do stolicy Kraju Rad z prowincji w poszukiwaniu szczęścia. Różnie zresztą definiują to „szczęście” – dla jednej będzie to dobra praca (Antonina), dla drugiej wymarzone studia uniwersyteckie (Jekatierina), dla trzeciej mąż z koneksjami, który zapewni jej życie na odpowiednio wysokim poziomie (Ludmiła Swiridowa). Nadzieje kobiet szybko jednak zostają zweryfikowane przez życie. Katia po raz kolejny nie dostaje się, z braku odpowiedniej liczby punktów, na studia chemiczne; wokół Toni kręci się wprawdzie przystojny Nikołaj, ale dziewczyna nie jest przekonana, czy chce się z nim wiązać na całe życie. Jedynie Luda nie ma żadnych wątpliwości ani skrupułów – kiedy poznaje znanego hokeistę Siergieja Gurina, robi wszystko, aby owinąć go sobie wokół palca i nakłonić do małżeństwa.
Nie bez powodu przecież przekonuje Katię, że „Moskwa to wielka loteria. Tu można od razu wszystko wygrać”. Ale oczywiście pod warunkiem, że ma się odwagę zaryzykować. Ludmile nie brakuje natomiast ani odwagi, ani impertynencji. Czas dopiero pokaże, że ta droga „na skróty” do niczego dobrego jej nie doprowadzi. W miarę rozwoju akcji na najważniejszą bohaterkę filmu wyrasta Katia. Tej ambitnej, choć niezbyt trafnie lokującej swoje uczucia dziewczynie los spłata najbardziej perfidnego psikusa. Gdy jej przyjaciółki układają sobie, przynajmniej na razie, życie, ona – odtrącona przez ukochanego – zostaje samotną matką. Dwadzieścia lat później jednak, w drugiej części filmu, jej los zdecydowanie się odmienia. Jak w najlepszej hollywoodzkiej komedii romantycznej, miłość pojawia się nagle i niespodziewanie. Na dodatek Jekatierina zakochuje się w człowieku, który – przynajmniej na pierwszy rzut oka – uosabiać będzie najbardziej nielubiane przez nią męskie cechy. Gosza (Grigorij) jest bowiem bardzo pewny siebie i nieco apodyktyczny. A jednak to właśnie on, zwykły robotnik, a nie romansujący z Katią już od dłuższego czasu, wykształcony i ustawiony w życiu Wołodia, rozpala zmysły kobiety.
I chociaż po drodze nie brakuje przygód i pułapek, film kończy się obowiązkowym w tego typu produkcjach happy endem. Oceniając obraz Mieńszowa z perspektywy czasu, trudno uznać go za szczególnie odkrywczy. Śmieszyć też mogą oskarżenia, jakie pod jego adresem wysuwali wkrótce po premierze radzieccy krytycy. Dość powiedzieć, że niezwykle ostro atakowano przede wszystkim Aleksieja Batałowa – odtwórcę roli Goszy. Uznano bowiem, że nie jest on bohaterem radzieckim! Dlaczego? Bo porzucił żonę, sięga po kieliszek, wreszcie bierze udział w bójce. Wydawałoby się – człowiek z krwi i kości. Z drugiej jednak strony uważano, że jest bardzo nierealistyczny, ponieważ, będąc robotnikiem, czyta książki, zna historię starożytną, a nawet zdarza mu się pofilozofować. Tak źle i tak niedobrze. Batałow („Lecą żurawie”, „Dama z pieskiem”, „9 dni jednego roku”) pojawia się jedynie w drugiej części obrazu. Tworzy jednak postać tak wyrazistą i sympatyczną, że wręcz kradnie film pozostałym aktorom, nawet tym, którzy – jak grająca Katię Wiera Alentowa („Droga bez końca”) – przebywają na ekranie znacznie dłużej.
„Moskwa nie wierzy łzom” nie jest dziełem pozbawionym wad. Fabuła jest do bólu sentymentalna, niekiedy nawet banalna. A jednak film ujmuje niepowtarzalnym klimatem i ciepłem. Nie brakuje w nim także ironicznego spojrzenia na radziecką rzeczywistość, choć jest to mimo wszystko ironia bardzo delikatna, daleka od złośliwości i zgryźliwości, którą przepełnione były na przykład komedie Stanisława Barei z lat 70. XX wieku. Drażnić może też nieco sztampowość głównej bohaterki. Katia jest bowiem typowym przykładem kariery w sowieckim wydaniu: od przykładnej szeregowej pracownicy po dyrektora zakładu. Na szczęście, pozostali bohaterowie nie są już tak nieskazitelni. Aktorsko film ratuje jednak przede wszystkim Batałow. Gdyby nie on, Mieńszow mógłby prawdopodobnie zapomnieć o otrzymanej w 1981 roku nagrodzie. Warto wspomnieć jeszcze o autorach muzyki i piosenek wykorzystanych w filmie – byli nimi Siergiej Nikitn i Jurij Wizbor, jedni z najbardziej znanych radzieckich bardów. Choć przyznać trzeba, że to, co można usłyszeć w ścieżce dźwiękowej, nie jest do końca reprezentatywne dla ich artystycznego dorobku.
koniec
16 stycznia 2019

Komentarze

17 I 2019   09:35:41

I nie zapominajmy o polskim akcencie - piwo Okocim w trakcie imprezki w plenerze...

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Tak niewielu… tak wiele…
Sebastian Chosiński

22 II 2019

Spośród dwóch ubiegłorocznych filmów wojennych opowiadających o legendarnym lotniczym Dywizjonie 303 ciekawszy jest ten, który wyreżyserował twórca z Wysp Brytyjskich. Czyli David Blair i jego „303: Bitwa o Anglię” („Hurricane”). Nie zmienia to jednak faktu, że i tak nie spełnia on wszystkich oczekiwań. Ale przynajmniej zaspokaja głód bycia docenionym.

więcej »

Klasyka kina radzieckiego: Miłość silniejsza od wojny
Sebastian Chosiński

20 II 2019

To jeden z najsłynniejszych melodramatów wojennych nakręconych w naszym regionie świata. Film, który doprowadzał do łez sześć dekad temu i jest w stanie zrobić to również teraz. Który udanie zrywał ze sztuką socrealistyczną, za co został nagrodzony Złotą Palmą na festiwalu filmowym w Cannes. „Lecą żurawie” Gruzina Michaiła Kałatozowa (a w zasadzie Kałatoziszwilego) to absolutna klasyka światowego kina. Tym dla nas wartościowsza, że ozdobiona ścieżką dźwiękową autorstwa żydowskiego kompozytora (...)

więcej »

Kto ty jesteś? Symbiont mały!
Sebastian Chosiński

18 II 2019

W kinie na pewno prezentował się jeszcze lepiej. Ale i na małym ekranie z płyty DVD może się podobać. Tym bardziej że „Venom” Rubena Fleischera to – przynajmniej w niektórych miejscach – zmuszająca do refleksji nawalanka, na dodatek udanie implementująca do opowieści superbohaterskiej elementy horroru fantastyczno-naukowego.

więcej »

Polecamy

Wonder Wheel

Z filmu wyjęte:

Wonder Wheel
— Jarosław Loretz

Zróbmy sobie statuę
— Jarosław Loretz

Szpiedzy z tamtych lat
— Jarosław Loretz

Zła passa Cyganów
— Jarosław Loretz

Rtęć morderczą jest
— Jarosław Loretz

Karnawał osobliwości
— Jarosław Loretz

Jeszcze à propos jedzenia
— Jarosław Loretz

Smacznego z Ameryki
— Jarosław Loretz

Telewizja cię zje!
— Jarosław Loretz

Na parkowej ławeczce
— Jarosław Loretz

Zobacz też

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.