Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 22 lutego 2019
w Esensji w Esensjopedii

Gieorgij Danielija
‹Afonia›

EKSTRAKT:80%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułAfonia
Tytuł oryginalnyАфоня
Dystrybutor Filmostrada
Data premiery29 października 2018
ReżyseriaGieorgij Danielija
ZdjęciaSiergiej Wronski
Scenariusz
ObsadaLeonid Kurawliow, Jewgienij Leonow, Jewgienija Simonowa, Borisław Brondukow, Władimir Basow, Walentyna Tałyzina, Nikołaj Grinko, Sawielij Kramarow, Nikołaj Parfionow, Gotlib Roninson, Nina Rusłanowa, Raisa Kurkina, Nina Masłowa
MuzykaMoisej Wajnberg
Rok produkcji1975
Kraj produkcjiZSRR
CyklKlasyka Kina Radzieckiego
Czas trwania92 minuty
Gatunekkomedia, obyczajowy
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Wyszukaj / Kup

Klasyka kina radzieckiego: Skomplikowane życie hydraulika

Esensja.pl
Esensja.pl
„Afonia” to chronologicznie drugi (z czterech) obraz Gieorgija Danieliji, jaki został wydany w filmowej serii „Klasyka kina radzieckiego”. Mająca premierę w 1975 roku komedia obyczajowa tradycyjnie, jak na tego reżysera, zawiera sporą porcję liryzmu; nie brakuje w niej także nadzwyczaj kąśliwych uwag pod adresem sowieckiej rzeczywistości. Po latach ogląda się ją z niekłamaną przyjemnością. I pomyśleć, że tytułowego bohatera mógł zagrać… Daniel Olbrychski.

Sebastian Chosiński

Klasyka kina radzieckiego: Skomplikowane życie hydraulika

„Afonia” to chronologicznie drugi (z czterech) obraz Gieorgija Danieliji, jaki został wydany w filmowej serii „Klasyka kina radzieckiego”. Mająca premierę w 1975 roku komedia obyczajowa tradycyjnie, jak na tego reżysera, zawiera sporą porcję liryzmu; nie brakuje w niej także nadzwyczaj kąśliwych uwag pod adresem sowieckiej rzeczywistości. Po latach ogląda się ją z niekłamaną przyjemnością. I pomyśleć, że tytułowego bohatera mógł zagrać… Daniel Olbrychski.

Gieorgij Danielija
‹Afonia›

EKSTRAKT:80%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułAfonia
Tytuł oryginalnyАфоня
Dystrybutor Filmostrada
Data premiery29 października 2018
ReżyseriaGieorgij Danielija
ZdjęciaSiergiej Wronski
Scenariusz
ObsadaLeonid Kurawliow, Jewgienij Leonow, Jewgienija Simonowa, Borisław Brondukow, Władimir Basow, Walentyna Tałyzina, Nikołaj Grinko, Sawielij Kramarow, Nikołaj Parfionow, Gotlib Roninson, Nina Rusłanowa, Raisa Kurkina, Nina Masłowa
MuzykaMoisej Wajnberg
Rok produkcji1975
Kraj produkcjiZSRR
CyklKlasyka Kina Radzieckiego
Czas trwania92 minuty
Gatunekkomedia, obyczajowy
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Wyszukaj / Kup
Lata 60. i 70. XX wieku były zdecydowanie najlepszym okresem dla gruzińskiego reżysera Gieorgija Nikołajewicza Danieliji. Udało mu się wówczas wspiąć na szczyty popularności i stworzyć przynajmniej kilka filmów, które mają już dzisiaj status kultowych. Początki nie były jednak wcale łatwe. Bo choć debiutancki, nakręcony do spółki z Igorem Tałankinem, psychologiczny „Sierioża” (1960) i pierwszy w pełni samodzielny dramat „Droga do przystani” (1962) przyniosły sukces komercyjny – to kto w naszych czasach pamięta jeszcze o tych obrazach? Na szczęście później było już tylko lepiej. Do dziś chętnie oglądanym dziełem Danieliji jest liryczna komedia „Chodząc po Moskwie” (1963), która dała początek całej serii śmieszno-gorzkich opowiastek Gruzina, jak – mające spore kłopoty z cenzurą – „Trzydzieści trzy” (1965) czy „Nie smuć się!” (1969). W 1971 roku Danielija wydatnie pomógł swemu przyjacielowi, Aleksandrowi Sieremu, nakręcić wielki hit „Hełm Aleksandra Macedońskiego”, po czym zabrał się za ekranizację „Przygód Hucka Finna” (1973) na podstawie powieści Marka Twaina. A zaraz potem powstał „Afonia”!
Właśnie, „powstał”, a nie „powstała”, bo tytuł dzieła odnosi się do imienia głównego bohatera – Afanasija Nikołajewicza Borszczowa, którego wymyślił wtedy dopiero debiutujący, a dzisiaj uznawany za jednego z najwybitniejszych rosyjskich scenarzystów filmowych – Aleksandr Borodianski. Urodził się on w 1944 roku w miejscu specyficznym, bo w Workucie (w Republice Komi) stanowiącej element składowy „Archipelagu GUŁag”. Do dzisiaj jest aktywnym twórcą, najchętniej poświęca swój talent tematom historycznym i wojennym. Spod jego ręki wyszły chociażby fabuły „Kryptonimu Gwiazda” (2002) i „Trzech dni do wiosny” (2017); etatowo też – od początku lat 80. XX wieku – współpracuje z obecnym szefem wytwórni Mosfilm Karenem Szachnazarowem, dla którego napisał już czternaście przeniesionych na ekran scenariuszy („Jeździec o imieniu Śmierć”, 2004; „Sala numer 6”, 2009; „Biały Tygrys”, 2012; „Anna Karenina. Historia Wrońskiego”, 2017).
Na tle tak bogatej twórczości Borodianskiego „Afonia” jest wyjątkiem. Wszak to – pomimo sporej dawki liryzmu i fragmentów, które potrafią wycisnąć łzy z oczu – komedia. Na dodatek obyczajowa, opowiadająca nie o zamierzchłych czasach, ale o tym, co tu i teraz. Oczywiście w momencie kiedy film powstawał, czyli nieco ponad cztery dekady temu. Polskiemu widzowi dzieło Gruzina może przywołać na myśl pewien polski film, zresztą o dekadę od „Afonii” starszy – „Pieczone gołąbki” (1966) Tadeusza Chmielewskiego. Opowieść o hydraulikach pracujących w warszawskiej stacji pomp stała się dla twórcy „Ewa chce spać” i „Nie lubię poniedziałku” znakomitą okazją do napiętnowania peerelowskich absurdów i paradoksów, ale miała także swój wydźwięk społeczno-propagandowy, albowiem głównym bohaterem czyniła młodego pracownika, starającego się wyprowadzić na dobrą drogę słynącą z bumelanctwa brygadę majstra Wierzchowskiego. Gieorgij Danielija podszedł do podobnego tematu od strony przeciwnej – jego Afanasij Borszczow to odpowiednik Wierzchowskiego, pijak i kombinator, niepoprawny kobieciarz i zatwardziały kłamca. Hydraulik, którego nigdy nie chcielibyśmy wpuścić za prób swego domu. Choć w kilku sytuacjach Afonia udowadnia, że jednak zna się na swojej robocie. Tyle że do tego potrzebuje dodatkowej motywacji, najlepiej finansowej.
Zdjęcia do filmu – za co bezpośrednio odpowiadał doświadczony operator Siergiej Wronski („Bracia Karamazow”) – kręcono latem 1974 roku w Jarosławlu. Premiera odbyła się 13 października 1975 roku. Dzieło Danieliji z miejsca stało się wielkim przebojem; w ciągu kilku kolejnych miesięcy obejrzało je ponad 62 miliony widzów; w pokonanym polu pozostała nawet wysokobudżetowa wojenna epopeja „Oni walczyli za Ojczyznę” Siergieja Bondarczuka. I pomyśleć, że ten gigantyczny sukces mógł stać się udziałem… Daniela Olbrychskiego, którego ponoć w roli Afonii widział sam reżyser. Z jakiegoś powodu nie złożyło się jednak (podobnie jak z Władimirem Wysockim) i ostatecznie w Borszczowa wcielił się – i zrobił to, przyznajmy, fenomenalnie – Leonid Kurawliow (rocznik 1936), wielka gwiazda kina radzieckiego („Wij”, „Złote cielę”, „Początek”) i rosyjskiego („Spadkobiercy cara”, „Księga Mistrzów”). Tak mocno zżył się on z graną przez siebie postacią, że po latach trudno sobie wyobrazić, aby Afanasij Nikołajewicz miał inną twarz.
Afonia lubi chodzić do pracy, ale nie lubi pracować. Gdy tylko ma możliwość, wyrywa się, szukając okazji do wypitki razem ze swoim przyjacielem, alkoholikiem Fiedułem. Pieniędzy na takie drobne przyjemności zazwyczaj mu nie brakuje, wszak zawód hydraulika daje nieograniczone możliwości dorobienia na „lewo”. A przy tym łatwo uspokoić własne sumienie, bo przecież gdy inni proszą, a potem odwdzięczają się – niegrzecznie byłoby odmawiać. Z tego też powodu Borszczow często popada w tarapaty, jest napiętnowany podczas partyjnych zebrań, ba! jego zdjęcie pojawia się nawet na tablicy ostrzegającej przed bumelantami. Tacy ludzie jak on – radośni i beztroscy – nie przejmują się jednak podobnymi oznakami niechęci ze strony otoczenia. Tym bardziej że fachowców wciąż brakuje. Pewnego dnia przytrafia się jednak Afanasijowi coś, co zmienia jego podejście do rzeczywistości. W czasie jednej z fuch poznaje piękną Jelenę, w której zakochuje się platonicznie. Chcąc widywać kobietę częściej, co rusz wymyśla nowe preteksty, by odwiedzać ją w domu. Jest tak zapatrzony w nią, że nie dostrzega nawet uczucia, jakim darzy go poznana w czasie zabawy tanecznej młodziutka pielęgniarka Katia Sniegirowa.
Dziewczyna, choć notorycznie okłamywana przez Afonię, nie traci wiary, że któregoś dnia przywiedzie ów niestateczny umysł na drogę prawości. Ileż jednak do tego momentu przeżyje rozczarowań i zwątpień! Ileż wypłacze łez! Im bliżej końca, tym smutniejszy robi się film Danieliji. Tym więcej w nim liryzmu i zamyślenia. Wiąże się to również z wewnętrzną przemianą Afanasija Nikołajewicza, który zdaje sobie sprawę, że jego dotychczasowe życie, choć całkiem przyjemne, jest tak naprawdę puste i pozbawione nadziei na przyszłość. W czym utwierdza go także tynkarz Kola, który po tym jak wyrzuciła go z domu żona, ląduje w mieszkaniu Borszczowa. Finał opowieści jest już w stanie wycisnąć łzy z najtwardszych widzów. I, tak na marginesie, trudno sobie wyobrazić, by w finałowej scenie na wiejskim lotnisku tak wspaniale poradził sobie – nic oczywiście nie ujmując Danielowi Olbrychskiemu i Władimirowi Wysockiemu – Andrzej Kmicic czy Hamlet z inscenizacji Teatru na Tagance. To musiał być Kurawliow – z jego robotniczą aparycją i zawadiackim uśmiechem.
Ale nie tylko Kurawliow błyszczy w „Afonii”. Urzekająca jest młodziutka, dwudziestoletnia Jewgienija Simonowa w roli pielęgniarki Katieriny. Nie brakuje też jednak wyrazistych epizodów, zagranych przez aktorów, którzy stali się legendami kina radzieckiego. Jak Jewgienij Leonow („Czajkowski”, „Łzy płynęły”) w roli Koli, Borisław Brondukow („Jesienny maraton”) jako Fieduł czy Władimir Basow („Chodząc po Moskwie”, „Moskwa nie wierzy łzom”) wcielający się w konkurującego z Afanasijem Nikołajewiczem hydraulika Bielikowa. Swoje „pięć minut” (w rzeczywistości trochę mniej) ma również Sawielij Kramarow („Hełm Aleksandra Macedońskiego”, „Mimino”) jako Jegoza, druh Afonii z dzieciństwa. Z postaci kobiecych warto natomiast wyróżnić jeszcze szefową Borszczowa, Ludmiłę Wostriakową, której użyczyła swej twarzy Walentina Tałyzina („Ironia losu”). Za ścieżkę dźwiękową odpowiada Mojsiej Wajnberg, czy też raczej Mieczysław Weinberg – polski Żyd urodzony w Warszawie w 1919 roku, którego kompozycje można było usłyszeć zarówno w polskiej przedwojennej komedii „Fredek uszczęśliwia świat” (1936) Zbigniewa Ziembińskiego, jak i powojennym radzieckim superhicie „Lecą żurawie” (1957) Michaiła Kałatozowa. Poza tym soundtrack wypełniają również utwory rockowe, jak „Ты или я” zespołu Maszyna Wriemieni (Машина времени) czy „Мемуары” grupy Araks (Аракс), która nawet pojawia się na ekranie.
koniec
13 lutego 2019

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Tak niewielu… tak wiele…
Sebastian Chosiński

22 II 2019

Spośród dwóch ubiegłorocznych filmów wojennych opowiadających o legendarnym lotniczym Dywizjonie 303 ciekawszy jest ten, który wyreżyserował twórca z Wysp Brytyjskich. Czyli David Blair i jego „303: Bitwa o Anglię” („Hurricane”). Nie zmienia to jednak faktu, że i tak nie spełnia on wszystkich oczekiwań. Ale przynajmniej zaspokaja głód bycia docenionym.

więcej »

Klasyka kina radzieckiego: Miłość silniejsza od wojny
Sebastian Chosiński

20 II 2019

To jeden z najsłynniejszych melodramatów wojennych nakręconych w naszym regionie świata. Film, który doprowadzał do łez sześć dekad temu i jest w stanie zrobić to również teraz. Który udanie zrywał ze sztuką socrealistyczną, za co został nagrodzony Złotą Palmą na festiwalu filmowym w Cannes. „Lecą żurawie” Gruzina Michaiła Kałatozowa (a w zasadzie Kałatoziszwilego) to absolutna klasyka światowego kina. Tym dla nas wartościowsza, że ozdobiona ścieżką dźwiękową autorstwa żydowskiego kompozytora (...)

więcej »

Kto ty jesteś? Symbiont mały!
Sebastian Chosiński

18 II 2019

W kinie na pewno prezentował się jeszcze lepiej. Ale i na małym ekranie z płyty DVD może się podobać. Tym bardziej że „Venom” Rubena Fleischera to – przynajmniej w niektórych miejscach – zmuszająca do refleksji nawalanka, na dodatek udanie implementująca do opowieści superbohaterskiej elementy horroru fantastyczno-naukowego.

więcej »

Polecamy

Wonder Wheel

Z filmu wyjęte:

Wonder Wheel
— Jarosław Loretz

Zróbmy sobie statuę
— Jarosław Loretz

Szpiedzy z tamtych lat
— Jarosław Loretz

Zła passa Cyganów
— Jarosław Loretz

Rtęć morderczą jest
— Jarosław Loretz

Karnawał osobliwości
— Jarosław Loretz

Jeszcze à propos jedzenia
— Jarosław Loretz

Smacznego z Ameryki
— Jarosław Loretz

Telewizja cię zje!
— Jarosław Loretz

Na parkowej ławeczce
— Jarosław Loretz

Zobacz też

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.