Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 10 grudnia 2019
w Esensji w Esensjopedii

Michaił Kałatozow
‹Lecą żurawie›

EKSTRAKT:90%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułLecą żurawie
Tytuł oryginalnyLetyat zhuravli
Dystrybutor Filmostrada
ReżyseriaMichaił Kałatozow
ZdjęciaSergiej Urusewski
ObsadaTatjana Samojłowa, Konstantin Nikitin, Aleksiej Batałow
MuzykaMoisej Wajnberg
Rok produkcji1957
Kraj produkcjiZSRR
CyklKlasyka Kina Radzieckiego
Gatunekdramat, wojenny
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Wyszukaj / Kup

Klasyka kina radzieckiego: Miłość silniejsza od wojny
[Michaił Kałatozow „Lecą żurawie” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
To jeden z najsłynniejszych melodramatów wojennych nakręconych w naszym regionie świata. Film, który doprowadzał do łez sześć dekad temu i jest w stanie zrobić to również teraz. Który udanie zrywał ze sztuką socrealistyczną, za co został nagrodzony Złotą Palmą na festiwalu filmowym w Cannes. „Lecą żurawie” Gruzina Michaiła Kałatozowa (a w zasadzie Kałatoziszwilego) to absolutna klasyka światowego kina. Tym dla nas wartościowsza, że ozdobiona ścieżką dźwiękową autorstwa żydowskiego kompozytora rodem z Polski.

Sebastian Chosiński

Klasyka kina radzieckiego: Miłość silniejsza od wojny
[Michaił Kałatozow „Lecą żurawie” - recenzja]

To jeden z najsłynniejszych melodramatów wojennych nakręconych w naszym regionie świata. Film, który doprowadzał do łez sześć dekad temu i jest w stanie zrobić to również teraz. Który udanie zrywał ze sztuką socrealistyczną, za co został nagrodzony Złotą Palmą na festiwalu filmowym w Cannes. „Lecą żurawie” Gruzina Michaiła Kałatozowa (a w zasadzie Kałatoziszwilego) to absolutna klasyka światowego kina. Tym dla nas wartościowsza, że ozdobiona ścieżką dźwiękową autorstwa żydowskiego kompozytora rodem z Polski.

Michaił Kałatozow
‹Lecą żurawie›

EKSTRAKT:90%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułLecą żurawie
Tytuł oryginalnyLetyat zhuravli
Dystrybutor Filmostrada
ReżyseriaMichaił Kałatozow
ZdjęciaSergiej Urusewski
ObsadaTatjana Samojłowa, Konstantin Nikitin, Aleksiej Batałow
MuzykaMoisej Wajnberg
Rok produkcji1957
Kraj produkcjiZSRR
CyklKlasyka Kina Radzieckiego
Gatunekdramat, wojenny
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Wyszukaj / Kup
W okresie powojennym kino radzieckie, jak i cała kultura Kraju Rad, przeżywało artystyczny regres. Od połowy lat 30. XX wieku obowiązującym kierunkiem w sztuce był socrealizm. Dzięki niemu sztuka stała się jedynie narzędziem komunistycznej propagandy. Większość filmów powstałych w Związku Radzieckim do 1956 roku pozostaje dziś – i to jak najbardziej słusznie – zapomniana. Odrodzenie nadeszło wraz ze śmiercią Józefa Stalina, a jedną z pierwszych jego jaskółek stał się obraz Michaiła Kałatozowa zatytułowany „Lecą żurawie”. Ten pochodzący z Gruzji reżyser, który naprawdę nazywał się Kałatoziszwili, przystępując do pracy nad ekranizacją sztuki Wiktora Rozowa (i według jego własnego scenariusza) był już po pięćdziesiątce i miał na koncie dziesięć filmów (w tym między innymi, nakręcone w 1953 roku, gloryfikujące Feliksa Dzierżyńskiego i jego czekistów „Wrogie żywioły”). Żaden z nich nie przyniósł mu jednak specjalnego rozgłosu. Czy można więc było podejrzewać, że jedenasty stanie się przełomem w jego artystycznej karierze? A jednak tak się stało. „Lecą żurawie” – miłosny dramat psychologiczny rozegrany na tle Wielkiej Wojny Ojczyźnianej – podbiły cały świat. W rok po powstaniu filmu na festiwalu w Cannes wyróżniono go Złotą Palmą; indywidualną nagrodę dostała również odtwórczyni głównej roli – pięknej Weroniki – zmarła przed pięcioma laty Tatiana Samojłowa (możecie ją kojarzyć również z najlepszej adaptacji „Anny Kareniny” autorstwa Aleksandra Zarchiego). Kto jednak wie, czy jeszcze większym wyróżnieniem nie był dla reżysera fakt, że wszędzie, gdzie obraz był wyświetlany, ustawiały się długie kolejki do kinowych kas. W krajach demokracji ludowej to był prawdziwy ewenement – film radziecki, na który nie trzeba było zaganiać ludzi siłą.
W latach 40. i 50. XX wieku w ZSRR nakręcono dziesiątki filmów o wojnie. Gloryfikowały one głównie komunizm i Stalina, dzięki któremu – taka była oficjalna wykładnia – możliwe stało się pokonanie „faszystowskiego gada”. Filmy te spychały na dalszy plan zarówno wysiłek wojenny całego narodu, jak i tragedie jednostek. Kałatozow w „Lecą żurawie” całkowicie odwrócił tę perspektywę. Skupił się nie na bohaterskiej Armii Czerwonej, nie na Stalinie (który w 1957 roku, zaledwie kilkanaście miesięcy po słynnym referacie Nikity Chruszczowa wygłoszonym na XX Zjeździe KPZR, stał się w Kraju Rad persona non grata), ale na dramatycznych przeżyciach dwójki głównych bohaterów. Są nimi młodzi, piękni i kochający się nad życie Weronika oraz Boris Borozdin (w tej roli nieżyjący od nieco ponad półtora roku Aleksiej Batałow, który później zagrał jeszcze między innymi w „Damie z pieskiem”, „9 dniach jednego roku” oraz nagrodzonym Oscarem „Moskwa nie wierzy łzom”). Poznajemy ich pięknego czerwcowego poranka, gdy po spędzonej razem nocy chłopak odprowadza ukochaną do domu. Kilka godzin później, gdy odeśpią nieprzespaną noc, dowiedzą się o hitlerowskiej agresji. W tym momencie nie zdają sobie oczywiście jeszcze sprawy z tego, że wojna zniszczy ich wielkie szczęście. Borys postanowi bowiem pójść na front jako ochotnik, a mieszkającego razem z nim kuzyna Marka (którego gra Aleksandr Szworin) poprosi, aby ten opiekował się Weroniką. Zły los zaś tak pokieruje zdarzeniami, że praktycznie wepchnie dziewczynę w ramiona zadurzonego w niej – dotychczas jedynie platonicznie – młodego i zdolnego muzyka. Związek Marka i Weroniki, jak często dzieje się w podobnych przypadkach, nikomu jednak szczęścia nie przyniesie.
Mimo że akcja filmu rozgrywa się w czasie Wielkiej Wojny Ojczyźnianej, jest ona zepchnięta na dalszy plan. Kałatozow pokazuje wprawdzie skutki niemieckich nalotów na Moskwę, widzimy rannych sowieckich żołnierzy przywożonych do szpitala, w którym Weronika pracuje jako pielęgniarka, jesteśmy świadkami śmierci Borisa od kuli wrażego snajpera, ale – co było całkowitym novum w powojennym kinie radzieckim – na ekranie ani przez chwilę nie widać Niemców. Dzięki temu zabiegowi reżyser uczynił swe dzieło bardziej uniwersalnym – oderwał je od konkretnego historycznego kontekstu. Zrezygnował także z wszechobecnej wcześniej w radzieckim kinie politycznej indoktrynacji. Mimo że akcja filmu rozpoczyna się i kończy w Moskwie, nie pokazano na ekranie ani Kremla, ani żadnego innego miejsca jednoznacznie kojarzącego się z komunistyczną teraźniejszością Rosji. Jedynym wyjątkiem jest widoczne dosłownie przez kilka sekund malutkie popiersie Lenina (właśnie – Lenina, nie Stalina!), stojące na biurku w pokoju Borisa. Kałatozow sprawił tym samym, że film, pomimo swojej rosyjskości (czy też radzieckości), zrozumiały był bez większych problemów pod każdą szerokością i długością geograficzną. Stąd też nagroda w Cannes i wielka popularność na całym świecie, Polski nie wyłączając.
O sile obrazu decyduje przede wszystkim kilka głęboko zapadających w pamięć scen, kapitalnie zresztą sfilmowanych przez doświadczonego operatora Siergieja Urusewskiego (także: „Czterdziesty pierwszy” i „Ja, Kuba”) oraz zilustrowanych muzycznie przez pochodzącego z Polski żydowskiego kompozytora Mojsieja Wajnberga (czy też, jak kto woli, Mieczysława Weinberga). Wystarczy wspomnieć chociażby o scenie odjazdu Borisa na front, świetnie rozegranej na kilku płaszczyznach, z setkami statystów w tle. Co ciekawe, część tej sceny sfilmowana została jednym długim ujęciem kamery, co w tamtych czasach było ewenementem. Wzrusza do dziś również scena, podczas której Mark po raz pierwszy wyznaje Weronice miłość. Ma to miejsce w niezwykle dramatycznych okolicznościach, w trakcie bombardowania Moskwy, gdy młody pianista, chcąc zagłuszyć spadające bomby i uspokoić w ten sposób dziewczynę, szaleńczo gra na fortepianie. Ciarki dosłownie przechodzą po plecach. Podobnie zresztą gdy w ostatnich partiach filmu widać uciekającą ze szpitala załamaną Weronikę. Depresję dziewczyny umiejętnie podkreśla coraz szybszy montaż, narastająca muzyka oraz widoczny na drugim planie nadjeżdżający z oddali pociąg. Jednak sceną, która przeszła do historii kina i dzisiaj jednoznacznie kojarzona jest właśnie z obrazem Kałatozowa, jest scena śmierci Borisa. Zapewne nie robiłaby ona tak wielkiego wrażenia, gdyby nie specyficzny sposób filmowania – z perspektywy żaby – czego Urusewski prawdopodobnie nauczył się od Orsona Wellesa, który zastosował go w swoim filmowym debiucie, „Obywatelu Kane”.
Nie wszystko jednak w „Lecą żurawie” jest idealne. Momentami może razić nieco teatralna, w kinie tchnąca sztucznością, gra aktorska. Nieprawdziwe są także obrazy przedstawiające codzienne życie bohaterów na początku wojny. Borozdinowie, podobnie zresztą jak i rodzina Weroniki, żyją bowiem w przestrzennych mieszkaniach w nowoczesnych blokach. Nijak się to ma do wszechobecnych sowieckich komunałek, gdzie często w jednej tylko kwaterze gnieździło się kilka rodzin, mających do dyspozycji zaledwie jedną toaletę na piętro. Realizatorom przydarzyła się także poważna wpadka techniczna. Pokazując korytarz moskiewskiego domu Weroniki już po zbombardowaniu nie zadbali o to, aby choć trochę przypominał on ten sam dom przed bombardowaniem… Ale to są szczegóły, które nijak nie mogą wpłynąć na ocenę filmu. Filmu, który jak najbardziej zasłużenie zdobył światowy rozgłos i zapewnił Kałatozowowi poczesne miejsce w dziejach kinematografii (nie tylko zresztą radzieckiej). Jednak gruziński reżyser tak naprawdę zdyskontował ów sukces dopiero dwanaście lat później, kiedy powierzono mu realizację międzynarodowej (włosko-radziecko-angielskiej) superprodukcji „Czerwony namiot”, opowiadającej o powietrznej ekspedycji Umberta Nobilego nad biegun północny w 1928 roku. Na planie pojawiły się wielkie gwiazdy światowego kina, jak chociażby Sean Connery, Claudia Cardinale, Mario Adorf, Peter Finch, ale też wybitni Rosjanie – Nikita Michałkow i Jurij Sołomin. Niestety, był to zarazem ostatni obraz wyreżyserowany przez Kałatozowa, który zmarł w Moskwie w marcu 1973 roku. „Lecą żurawie” to po dziś dzień jego najchętniej oglądane i, bez wątpienia, najwybitniejsze dzieło.
koniec
20 lutego 2019

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Memento mori
Sebastian Chosiński

3 XII 2019

Spodziewalibyście się tak doskonałego opartego na faktach miniserialu dramatycznego po scenarzyście „Strasznych filmów” i „Kac Vegas”? Albo po byłym hiphopowcu ze Szwecji, którego największym osiągnięciem reżyserskim były dotąd teledyski do dwóch piosenek z ostatniego albumu Davida Bowiego? Nie zmienia to faktu, że „Czarnobyl” to ponad pięciogodzinna porcja doskonałego kina.

więcej »

Nieprzewidywalna przewidywalność
Sebastian Chosiński

16 VIII 2019

Choć w napisach nie ma nawet słowa o ewentualnych inspiracjach literackich, w czasie seansu „Rebelii” z miejsca przychodzi na myśl, że scenarzyści filmu musieli wzorować się na prozie Philipa K. Dicka. W innym przypadku dzieło Ruperta Wyatta nie przypominałoby aż tak bardzo „Impostora” Gary’ego Fledera.

więcej »

Z Londynu do Warszawy
Sebastian Chosiński

1 VIII 2019

To, wbrew pozorom, nie jest film o powstaniu warszawskim jako takim, ponieważ jego akcja kończy się 1 sierpnia 1944 roku około godziny 17.15. To tak naprawdę nie jest również film o Janie Nowaku-Jeziorańskim, chociaż fabuła nawiązuje do elementów wojennej biografii późniejszego szefa Rozgłośni Polskiej Radia Wolna Europa. „Kurier” Władysława Pasikowskiego to wojenno-szpiegowski thriller, który jako tło wykorzystuje przygotowania do walki z Niemcami o Warszawę.

więcej »

Polecamy

Darren Aronofsky. Noe: Wybrany przez Boga

Do sedna:

Darren Aronofsky. Noe: Wybrany przez Boga
— Marcin Knyszyński

Darren Aronofsky. Czarny łabędź.
— Marcin Knyszyński

Darren Aronofsky. Zapaśnik.
— Marcin Knyszyński

Darren Aronofsky. Źródło
— Marcin Knyszyński

Darren Aronofsky. Requiem dla snu
— Marcin Knyszyński

Darren Aronofsky. Pi
— Marcin Knyszyński

Zobacz też

Inne recenzje

Miłość i wojna w radzieckim klasyku
— Sebastian Chosiński

Z tego cyklu

Strongmani dawnych czasów
— Sebastian Chosiński

Gdy „rewizor” staje się ofiarą „procesu”…
— Sebastian Chosiński

Tak bardzo się nie starałem
— Sebastian Chosiński

Co uczeń może powiedzieć o swoim nauczycielu?
— Sebastian Chosiński

O dobre imię czekisty!
— Sebastian Chosiński

Niechby i ukradli. Co by to zmieniło?
— Sebastian Chosiński

Ludzkie dramaty w nowofalowych rytmach
— Sebastian Chosiński

Miłość w cieniu czerwonej gwiazdy
— Sebastian Chosiński

Sowiecki marynarz nigdy się nie poddaje!
— Sebastian Chosiński

Kostiumowe zdrady i upokorzenia
— Sebastian Chosiński

Tegoż twórcy

Zapomniane arcydzieło Kałatozowa
— Sebastian Chosiński

Kino totalitarne: Ballada o „Czerwonym Kacie”
— Sebastian Chosiński

Miłość i wojna w radzieckim klasyku
— Sebastian Chosiński

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.