Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 24 marca 2019
w Esensji w Esensjopedii

Filmy

Magazyn CLXXXIV

Podręcznik

Kulturowskaz MadBooks Serialomaniak.pl Skapiec.pl

Nowości

kinowe

więcej »

dvd i blu-ray

więcej »

Zapowiedzi

kinowe (wybrane)

więcej »

dvd i blu-ray (wybrane)

więcej »

Gieorgij Danielija
‹Jesienny maraton›

EKSTRAKT:80%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułJesienny maraton
Tytuł oryginalnyОсенний марафон
Dystrybutor Filmostrada
Data premiery29 października 2018
ReżyseriaGieorgij Danielija
ZdjęciaSiergiej Wronski
Scenariusz
ObsadaOleg Basiłaszwili, Natalia Gundariewa, Marina Niejołowa, Jewgienij Leonow, Norbert Kuchinke, Galina Wołczek, Nikolaj Kriuczkow, Olga Bogdanowa, Władimir Firsow, Władimir Grammatikow, Wadim Miedwiediew, Gieorgij Danielija, Borisław Brondukow
MuzykaAndriej Pietrow
Rok produkcji1979
Kraj produkcjiZSRR
CyklKlasyka Kina Radzieckiego
Czas trwania89 minut
Gatunekdramat, komedia, obyczajowy
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Wyszukaj / Kup

Klasyka kina radzieckiego: Łajdak, który nie lubi krzywdzić

Esensja.pl
Esensja.pl
„Jesienny maraton” to czwarta – i zarazem ostatnia w serii „Klasyka Kina Radzieckiego” – liryczna komedia Gieorgija Danieliji. Choć tym razem słowo „komedia” naprawdę średnio do niej pasuje. Owszem, w kilku momentach można uśmiechnąć się pod nosem, ale niemal zawsze ten śmiech ostatecznie prowadzi do łez. Wszak to film o człowieku, który chciał kochać wszystkich, lecz bardzo boleśnie przekonał się, że to niemożliwe.

Sebastian Chosiński

Klasyka kina radzieckiego: Łajdak, który nie lubi krzywdzić

„Jesienny maraton” to czwarta – i zarazem ostatnia w serii „Klasyka Kina Radzieckiego” – liryczna komedia Gieorgija Danieliji. Choć tym razem słowo „komedia” naprawdę średnio do niej pasuje. Owszem, w kilku momentach można uśmiechnąć się pod nosem, ale niemal zawsze ten śmiech ostatecznie prowadzi do łez. Wszak to film o człowieku, który chciał kochać wszystkich, lecz bardzo boleśnie przekonał się, że to niemożliwe.

Gieorgij Danielija
‹Jesienny maraton›

EKSTRAKT:80%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułJesienny maraton
Tytuł oryginalnyОсенний марафон
Dystrybutor Filmostrada
Data premiery29 października 2018
ReżyseriaGieorgij Danielija
ZdjęciaSiergiej Wronski
Scenariusz
ObsadaOleg Basiłaszwili, Natalia Gundariewa, Marina Niejołowa, Jewgienij Leonow, Norbert Kuchinke, Galina Wołczek, Nikolaj Kriuczkow, Olga Bogdanowa, Władimir Firsow, Władimir Grammatikow, Wadim Miedwiediew, Gieorgij Danielija, Borisław Brondukow
MuzykaAndriej Pietrow
Rok produkcji1979
Kraj produkcjiZSRR
CyklKlasyka Kina Radzieckiego
Czas trwania89 minut
Gatunekdramat, komedia, obyczajowy
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Wyszukaj / Kup
Trzeba przyznać, że trafnie dobrano filmy gruzińskiego reżysera Gieorgija Danieliji do kolekcji „Klasyki Kina Radzieckiego”. Każdy z tych, które wybrano – począwszy od wczesnego „Chodząc po Moskwie” (1963), poprzez późniejsze o ponad dekadę „Afonia” (1975) i „Mimino” (1977), aż po „Jesienny maraton” (1979) – to bez najmniejszych wątpliwości dzieła wybitne. Nagradzane przez krytyków i doceniane przez widownię. Ale gdyby seria ta miała być w przyszłości kontynuowana (oby!), koniecznie powinny znaleźć się w niej również obrazy Gieorgija Nikołajewicza zrealizowane przez niego w latach 80., bo to właśnie w nich – a mam tu na myśli „Łzy płynęły” (1982) oraz „Kin-dza-dza!” (1986) – zbliżył się do filmowego absolutu.
Zanim w listopadzie 1979 roku „Jesienny maraton” trafił do kin w Związku Radzieckim, gdzie obejrzały go w sumie ponad 22 miliony widzów, doceniony został przez jurorów festiwali filmowych w Wenecji (w sierpniu) oraz San Sebastián (we wrześniu). Na początku 1980 roku pokazano go natomiast na festiwalu w Berlinie (wtedy jeszcze Zachodnim), skąd także wrócił z nagrodą. I nic w tym dziwnego, bo to jedno z najdojrzalszych dzieł Danieliji, będące jednocześnie jedną z jego najsmutniejszych „komedii lirycznych”. Scenariusz wyszedł spod ręki, zmarłego w 2001 roku, dramaturga i poety o żydowskich korzeniach Aleksandra Wołodina (w rzeczywistości nazywał się Liwszyc), który najpierw spisał tę historię na potrzeby teatru, a dopiero później dopasował ją do wymagań „dużego ekranu”. Głównym bohaterem uczynił on Andrieja Buzykina – mężczyznę w średnim wieku, gdzieś pomiędzy czterdziestką a pięćdziesiątką. To typowy inteligent starej daty, wykładowca języka angielskiego na Uniwersytecie Leningradzkim, po godzinach dorabiający sobie jako tłumacz literatury pięknej.
Chociaż zajęć mu nie brakuje, Andriej nie opływa w dostatki – mieszka wraz z żoną Niną w ciasnym mieszkaniu w bloku. Aż trudno sobie wyobrazić, jak Buzykinowie musieli funkcjonować, kiedy jeszcze mieszkała z nimi córka Lena. Na szczęście dziewczyna już jakiś czas temu zaczęła żyć na własny rachunek. Ale wraz z jej wyprowadzką zaczęły rozpadać się małżeńskie więzy. Praca w wydawnictwie nie jest bowiem jedynym „zajęciem”, jakiemu Andriej oddaje się po uniwersyteckich wykładach. Czas poświęca również swojej młodej kochance. Ałła Jermakowa jest maszynistką w wydawnictwie, przepisuje tłumaczenia Buzykina – tak się poznali. Wie oczywiście o żonie, podobnie jak żona wie o Alle (choć nie widziała jej jeszcze na oczy). Tylko mężczyzna stara się podtrzymywać fikcję i wymyśla wciąż nowe kłamstwa, jakie mają uspokoić Ninę. Mógłby od niej odejść, lecz problem tkwi w tym, że nie chce zranić kobiety, z którą spędził tyle lat. Z tego samego powodu nie potrafi zerwać z Jermakową.
Jakby tych problemów było Andriejowi mało, na głowie ma jeszcze duńskiego profesora literatury Billa Hansena, który przyjechał do Leningradu tłumaczyć na swój ojczysty język Dostojewskiego. I Warwarę – przyjaciółkę z czasów studenckich, która również jest tłumaczką, ale wyjątkowo kiepską, w efekcie czego Buzykin wciąż musi wyciągać ją z tarapatów. Do tej menażerii dorzućmy jeszcze natrętnego sąsiada Wasilija Charitonowa, ślusarza, który dziwnym trafem więcej czasu spędza w domu niż w pracy. Andriej, poddany ogromnej presji z wielu stron, stopniowo traci kontrolę nad swoim życiem, przekonując się przy okazji, jak trudno jest żyć w permanentnym kłamstwie. Pierwotny tytuł filmu brzmiał „Smutne życie łajdaka”. Czy byłby lepszy od – symbolicznego – „Jesiennego maratonu”? Pewnie nie, bo przecież Buzykin wcale nie jest łajdakiem. Owszem, kręci, kluczy, ciągle zmyśla, ale spróbujcie go znielubić! Nie da się. To z nim widz sympatyzuje od pierwszej do ostatniej minuty, trzyma za niego kciuki, wierzy w to, że ostatecznie uda mu się wszystko poukładać – i że będzie dalej mieszkał z Niną, a wieczorami odwiedzał Ałłę.
Ale tak przecież się nie da. Wołodin i Danielija, kręcąc film, też to oczywiście wiedzieli. Dołożyli więc starań, aby zniuansować postać głównego bohatera, do szczętu zagubionego w rzeczywistości opartej na kłamstwach i przeinaczeniach. Dzięki temu zabiegowi „łajdak” staje się poniekąd ofiarą, człowiekiem, do którego należy wyciągnąć pomocną dłoń, sprawić, by w końcu – o ile to w ogóle możliwe – „stanął w prawdzie”. Wszyscy, którzy otaczają Buzykina, stają się więc dla niego drogowskazami moralnymi. Nie potępiają go, a jedynie wskazują popełniane przez niego błędy i nakłaniają do podjęcia decyzji, które sprawią, że wyjdzie na prostą. To oczywiście długa droga i symboliczna jak codzienny poranny bieg, na który wyciąga Andrieja profesor Hansen. Bieg… dokąd? Kto lub co czeka bohatera na finiszu? Te pytania akurat pozostają bez odpowiedzi. A zastanawiamy się nad nimi, wsłuchując się w piękną muzykę Andrieja Pietrowa, który idealnie, jak mało kto w tamtej epoce, potrafił oddać tragikomiczne rozterki radzieckich inteligentów za pomocą nut (vide „Chodząc po Moskwie”, „Biurowy romans”, „Dworzec dla dwojga”), podkreślając jednocześnie nostalgię bijącą ze zdjęć autorstwa Siergieja Wronskiego („Bracia Karamazow”).
Rolę Buzykina, z którego to zadania aktor wywiązał się fantastycznie, reżyser powierzył Olegowi Basiłaszwilemu („Biurowy romans”, „Dworzec dla dwojga”); w jego żonę wcieliła się Natalia Gundariewa (zmarła przed czternastoma laty), a w kochankę – Marina Niejołowa („Monolog”, „Karp rozmrożony”). Ciągle podpitą Warwarę zagrała Galina Wołczek („Don Kichot”, „Król Lear”), ślusarza Charitonowa – ulubiony aktor Danieliji, nieoceniony Jewgienij Leonow („Czajkowski”, „Dworzec Białoruski”), natomiast Duńczyka Hansena – dziennikarz Norbert Kuchinke, w tamtym czasie moskiewski korespondent „Der Spiegel”. Początkowo miał on być niemieckim profesorem literatury, ale wtedy powstał problem – z jakich Niemiec: federalnych czy demokratycznych? Ostatecznie zdecydowano się zmienić mu narodowość, aby nie zamykać drogi do sprzedaży „Jesiennego maratonu” ani do RFN, ani do NRD. Warto wspomnieć jeszcze o pojawiającym się w epizodzie, jako wujek Kola (opiekun Ałły), wiekowym już wtedy Nikołaju Kriuczkowie, legendzie kina radzieckiego („Szczors”, „Czterdziesty pierwszy”, „Ballada o żołnierzu”).
koniec
6 marca 2019

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Najtrudniejsza jest wojna bez wojny
Sebastian Chosiński

22 III 2019

Któż lepiej i wyraziściej opowiedziałby historię kobiety popadającej w obłęd, jak nie inna kobieta? Kameralne, debiutanckie (jeśli chodzi o pełen metraż) „53 wojny” Ewy Bukowskiej nie są jednak wcale opowieścią o „zwyczajnym szaleństwie”. To historia wielkiej miłości zderzonej z idealizmem i zagrożeniami współczesnego świata. Opowiedziana do bólu szczerze i prawdziwie.

więcej »

Klasyka kina radzieckiego: Gdy dostaniesz w głowę, zmienia się całe życie
Sebastian Chosiński

20 III 2019

Czy możliwe jest nakręcenie w kraju autorytarnym filmu o człowieku, który jest wolny? Który bardziej niż policji bezpieczeństwa boi się własnej żony? Oczywiście, aczkolwiek pod jednym warunkiem – że historię tę ubierze się w kostium lirycznego komediodramatu, w którym o polityce nie ma ani słowa. Są za to… „Miłość i gołębie” – bo tak właśnie zatytułował swój trzeci w karierze reżyserskiej film Władimir Mieńszow.

więcej »

Na kole podbiegunowym pasożyty znów żrą ludzi
Jarosław Loretz

19 III 2019

Świeży film, a wśród aktorów mimo to bryluje Lance Henriksen? To niechybny znak, że seans „Krwawego okrętu” będzie nie lada wyzwaniem…

więcej »

Polecamy

Ćwiczenia pod prysznicem

Z filmu wyjęte:

Ćwiczenia pod prysznicem
— Jarosław Loretz

Wyścig donikąd
— Jarosław Loretz

Wycieczka donikąd
— Jarosław Loretz

Życie w zawieszeniu
— Jarosław Loretz

Wonder Wheel
— Jarosław Loretz

Zróbmy sobie statuę
— Jarosław Loretz

Szpiedzy z tamtych lat
— Jarosław Loretz

Zła passa Cyganów
— Jarosław Loretz

Rtęć morderczą jest
— Jarosław Loretz

Karnawał osobliwości
— Jarosław Loretz

Zobacz też

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.