Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 23 maja 2019
w Esensji w Esensjopedii

Filmy

Magazyn CLXXXVI

Konkursy

Podręcznik

Kulturowskaz MadBooks Serialomaniak.pl Skapiec.pl

Nowości

kinowe

więcej »

dvd i blu-ray (wybrane)

więcej »

Zapowiedzi

kinowe (wybrane)

więcej »

dvd i blu-ray

więcej »

Karen Szachnazarow
‹Stworzył nas jazz›

EKSTRAKT:80%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułStworzył nas jazz
Tytuł oryginalnyМы из джаза
Dystrybutor Filmostrada
Data premiery29 października 2018
ReżyseriaKaren Szachnazarow
ZdjęciaWładimir Szewcyk, Władimir Zacharczuk
Scenariusz
ObsadaIgor Skliar, Aleksander Pankratow-Czornyj, Nikołaj Awieriuszkin, Piotr Szczerbakow, Jewgienij Jewstigniejew, Leonid Kurawliow, Borisław Brondukow, Jelena Cypłakowa, Łarisa Dolina, Jurij Wasiljew
MuzykaAnatoli Kroll, Mark Minkow
Rok produkcji1983
Kraj produkcjiZSRR
CyklKlasyka Kina Radzieckiego
Czas trwania89 minut
Gatunekhistoryczny, komedia, muzyczny
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Wyszukaj / Kup

Klasyka kina radzieckiego: Muszkieterowie zakazanego jazzu
[Karen Szachnazarow „Stworzył nas jazz” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
Władzom Związku Radzieckiego przynajmniej do lat 70. XX wieku nie po drodze było z jazzem. Głównie dlatego, że był on postrzegany jako muzyka rodem ze „zgniłego” Zachodu, oręż w walce kapitalizmu z komunizmem. Burżuazyjny saksofon zwalczano proletariackim klarnetem, wymykające się kontroli improwizacje – przewidywalnymi muzycznie i tekstowo kupletami. O tym jest „Stworzył nas jazz” – wspaniały muzyczny komediodramat Karena Szachnazarowa.

Sebastian Chosiński

Klasyka kina radzieckiego: Muszkieterowie zakazanego jazzu
[Karen Szachnazarow „Stworzył nas jazz” - recenzja]

Władzom Związku Radzieckiego przynajmniej do lat 70. XX wieku nie po drodze było z jazzem. Głównie dlatego, że był on postrzegany jako muzyka rodem ze „zgniłego” Zachodu, oręż w walce kapitalizmu z komunizmem. Burżuazyjny saksofon zwalczano proletariackim klarnetem, wymykające się kontroli improwizacje – przewidywalnymi muzycznie i tekstowo kupletami. O tym jest „Stworzył nas jazz” – wspaniały muzyczny komediodramat Karena Szachnazarowa.

Karen Szachnazarow
‹Stworzył nas jazz›

EKSTRAKT:80%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułStworzył nas jazz
Tytuł oryginalnyМы из джаза
Dystrybutor Filmostrada
Data premiery29 października 2018
ReżyseriaKaren Szachnazarow
ZdjęciaWładimir Szewcyk, Władimir Zacharczuk
Scenariusz
ObsadaIgor Skliar, Aleksander Pankratow-Czornyj, Nikołaj Awieriuszkin, Piotr Szczerbakow, Jewgienij Jewstigniejew, Leonid Kurawliow, Borisław Brondukow, Jelena Cypłakowa, Łarisa Dolina, Jurij Wasiljew
MuzykaAnatoli Kroll, Mark Minkow
Rok produkcji1983
Kraj produkcjiZSRR
CyklKlasyka Kina Radzieckiego
Czas trwania89 minut
Gatunekhistoryczny, komedia, muzyczny
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Wyszukaj / Kup
Pamiętacie film Feliksa Falka „Był jazz”? Film, którego kanwą stały się losy łódzkiego zespołu Melomani. Zespołu próbującego w czasach stalinowskich przeszczepić na polski grunt be-bop. Zespołu, który zwalczany był przez komunistyczne władze, twierdzące – w myśl dyrektywy, jaka płynęła z Kremla – że jazz to muzyka burżuazyjna, rodem ze „zgniłego” Zachodu, której podstawowym celem jest ogłupienie społeczeństwa. Kinowa premiera tego obrazu miała miejsce 1 kwietnia 1984 roku, dziesięć miesięcy po tym, jak do kin w Związku Radzieckim trafił pokrewny tematycznie komediodramat Karena Gieorgijewicza Szachnazarowa „Stworzył nas jazz”. Ale to Falk był pierwszy – polski reżyser nakręcił swoje dzieło już w 1981 roku, zostało ono jednak zablokowane przez cenzurę i trzy lata przeleżało na półce. Wychodzi na to, że sekretarz generalny KPZR Jurij Andropow był bardziej liberalny od rządzącego wówczas Polską generała Wojciecha Jaruzelskiego. Ale może ta pobłażliwość urzędników radzieckiego Goskina, czyli Państwowego Komitetu Kinematografii, wynikała z tego, że Szachnazarow opowiadał o wydarzeniach sprzed prawie sześćdziesięciu lat, a Falk – jedynie sprzed trzech dekad.
Karen Gieorgijewicz (rocznik 1952) ukończył studia na wydziale reżyserskim WGIK-u (to jest Wszechzwiązkowego Państwowego Instytutu Kinematografii) w połowie lat 70. Pierwszy pełnometrażowy film fabularny – opartych na sztuce Leonida Zorina „Dobrych ludzi” – nakręcił w 1979 roku; rok później natomiast napisał scenariusz do lirycznego komediodramatu Iwana Kiasaszwilego „Panie proszą panów”. Pomógł mu w tym starszy od niego o osiem lat Aleksandr Borodianski (znany już z „Afonii” Gieorgija Danieliji) – i tak zostali artystyczną parą. Na dobre i na złe. Borodianski stał się w kolejnych latach współtwórcą dwunastu obrazów Szachnazarowa, w tym między innymi historycznego „Jeźdźca o imieniu Śmierć” (2004), psychologicznej „Sali numer 6” (2009) oraz wojennego „Białego Tygrysa” (2012). Listę tę otwiera natomiast „Stworzył nas jazz” – dzieło z początku lat 80. XX wieku.
Premiera filmu odbyła się 6 czerwca 1983 roku. Przez następnych sześć miesięcy obejrzało go trochę ponad 17 milionów widzów; niewiele w porównaniu z ówczesnym liderem, melodramatem Eldara Riazanowa „Dworzec dla dwojga”, na który do kin wybrało się ponad osiemnaście milionów osób więcej, ale to i tak wystarczyło, by „Stworzył nas jazz” okazał się najpopularniejszym muzycznym obrazem roku. Akcja dzieła Szachnazarowa rozgrywa się w 1926 roku, w epoce schyłkowego NEP-u, który charakteryzował się otwarciem na inwestycje zachodnie (głównie brytyjskie i amerykańskie). Wraz z nimi do Związku Radzieckiego zawitały także elementy kapitalistycznej kultury, przede wszystkim filmy i muzyka, w tym jazz. Po śmierci Włodzimierza Lenina (w styczniu 1924 roku) i przejęciu kontroli nad państwem przez Józefa Stalina zaczęto stopniowo wycofywać się z tej polityki (choć wcześniej Stalin bronił NEP-u w opozycji do Lwa Trockiego). W efekcie jazz stał się nie tyle nawet passé, co wręcz zakazany. O czym boleśnie przekonuje się główny bohater filmu, nastoletni pianista Konstantin Iwanow – uczeń technikum muzycznego w Odessie.
Kostia zakochany jest w jazzie. Gra go przy każdej nadarzającej się okazji. Co oczywiście nie podoba się komunistycznym hunwejbinom, którzy donoszą na Iwanowa do działającej w szkole organizacji partyjnej. Nad młodym artystą odbywa się sąd, w wyniku którego, jako że nie chce on wyzbyć się swych fascynacji, zostaje usunięty ze szkoły. To go jednak wcale nie zraża. Na murach miasta wywiesza ogłoszenia, w których informuje, że szuka muzyków do zespołu jazzowego. Przypadkowo trafiają na nie dwaj kupleciści – grający na banjo Stiepan Gruszko i skrzypek Żora (Gieorgij) Riabow, który dzięki sprytnemu rozwiązaniu obsługuje jednocześnie talerze perkusyjne. Zarabiają na życie, grając, tańcząc i śpiewając na ulicach Odessy. Wiedzie im się marnie. Często nie mają gdzie spać ani co jeść. W propozycji Iwanowa widzą więc szansę dla siebie. Mimo że nie mają najmniejszego pojęcia, czym jest jazz. A gdy już go słyszą, kompletnie nie rozumieją. Młodziutkiego pianistę traktują wręcz jak wariata. Ale dlaczego nie podjąć ryzyka? Przecież gorzej być już nie może.
Pierwszy występ w niewielkim amfiteatrze, przy prawie pustej widowni, kończy się wtargnięciem na scenę osiłkowatego proletariusza. Lecz przynosi także nieoczekiwaną propozycję od dwóch tajemniczych dżentelmenów – zagrania podczas odbywającego się w ekskluzywnej restauracji jubileuszu Papy. Papa – wielki miłośników jazzu, którą to muzykę poznał w trakcie pobytu w Stanach Zjednoczonych – okazuje się bandyckim autorytetem („worem w zakonie”), a jego urodziny kończą się bijatyką i demolką. W efekcie uczestniczący w imprezie muzycy trafiają do aresztu. Nie ma jednak tego złego, co by na dobre nie wyszło, ponieważ w celi poznają niejakiego Iwana Bawurina, w czasach carskich saksofonistę w orkiestrze wojskowej. Właśnie, saksofonistę! Nietrudno się domyśleć, że gdy cała czwórka opuszcza więzienie, trochę dotąd pechowe trio staje się kwartetem. Jednocześnie Kostia podejmuje decyzję o wyjeździe do Moskwy, wychodząc z założenia, że w stolicy będzie łatwiej się przebić. Czy naprawdę?
Film pozbawiony jest nagłych zwrotów akcji, a fabuła nie pędzi na złamanie karku. Dowcip jest inteligentny i kryje się przede wszystkim w dialogach i… niedopowiedzeniach. Na dodatek muzyka daleka jest od popowych przebojów, aczkolwiek nie brakuje jej tanecznego sznytu. Po takiej „rekomendacji” wielu współczesnych widzów mogłoby uznać, że nie warto tracić czasu ani pieniędzy na „Stworzył nas jazz”. Jest jednak dokładnie na odwrót. Wszystko, co napisane powyżej – powinno zachęcić do sięgnięcia po obraz Szachnazarowa, który w trzydzieści sześć lat od premiery broni się szczerością i miłością do muzyki, za granie której w czasach stalinowskich można było wylądować w łagrze. Dzieło Karena Gieorgijewicza jest także wielką pochwałą wierności ideałom, zachętą, by nie poddawać się nawet w sytuacjach bez wyjścia. By znajdować nadzieję tam, gdzie, jak się wydaje, zgasł jej ostatni promyk. Jest to jednak możliwe tylko wtedy, gdy ma się u swego boku ludzi tak samo oddanych idei. Tym sposobem „Stworzył nas jazz” przeistacza się w pean na rzecz przyjaźni, a bohaterowie filmu stają się kolejnym wcieleniem Dumasowskich czterech muszkieterów. Co najdobitniej podkreśla ostatnia, rozgrywająca się już współcześnie, scena dzieła.
W roli Konstantina Iwanowa reżyser obsadził młodego, w tamtym momencie dwudziestosześcioletniego Igora Skliara („W grze”, „Rubież”); Stiepana zagrał Aleksandr Pankratow-Czornyj („Syberiada”), Gieorgija – Nikołaj Awieriuszkin („Anna Karenina. Historia Wrońskiego”), a saksofonistę Iwana – Piotr Szczerbakow („Biurowy romans”, „Łzy płynęły”). Gdy film trafił do kin, żaden z nich nie był wielką gwiazdą kina. Te pojawiły się na drugim i trzecim planie. W Papę wcielił się bowiem Jewgienij Jewstigniejew („9 dni jednego roku”, „Złote cielę”, „Czajkowski”), naczelnik Związku Muzyków Proletariackich Samsonow ma twarz Leonida Kurawliowa („Wij”, „Iwan Wasiljewicz zmienia zawód”, „Afonia”), natomiast „sobowtór” teoretyka jazzu kapitana Kołbasjewa – Borisława Brondukowa („Mimino”, „Jesienny maraton”). Na głównego operatora Szachnazarow wyznaczył Władimira Szewcyka, który WGIK ukończył rok przed nim, a później – do połowy lat 90. – był niemal etatowym współpracownikiem Karena Gieorgijewicza. W ścieżce dźwiękowej wykorzystano oryginalne nagrania jazzowe z lat 20. ubiegłego wieku; na potrzeby filmu opracował je i nagrał ze swoim zespołem Anatolij Kroll. Z kolei dwie wzruszające piosenki wyszły spod ręki Marka Minkowa.
koniec
24 kwietnia 2019

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Klasyka kina radzieckiego: Miłość w okowach mrozu
Sebastian Chosiński

22 V 2019

Nigdy nie zaliczał się do reżyserów z najwyższej półki. Nie nakręcił też filmu, który przeszedłby do historii kina jako przełomowy. A jednak gdy konstruuje się listy dzieł najpopularniejszych w Kraju Rad, nie można zapomnieć o nakręconej przez Jurija Czuliukina komedii romantycznej „Dziewczęta”, która – mimo pewnych elementów charakterystycznych jeszcze dla epoki socrealizmu – cieszyła się wielką popularnością w czasach Nikity Chruszczowa.

więcej »

Móżdżek może i ptasi, ale serce bohatera!
Sebastian Chosiński

17 V 2019

Do niedawna Colin Thiele nie zaliczał się w naszym kraju do szczególnie znanych autorów prozy dla dzieci. Teraz, kilkanaście lat po śmierci pisarza, to ma szansę się zmienić. Nie dość, że w księgarniach pojawił się zbiór opowiadań Australijczyka, to na dodatek w kinach wciąż można obejrzeć ekranizację jednego z nich, najsłynniejszego – „Chłopca z burzy”.

więcej »

Klasyka kina radzieckiego: Dostojewski na stacji kosmicznej
Sebastian Chosiński

15 V 2019

Wokół filmu Andrieja Tarkowskiego urosła legenda. Plotkowano o kłótniach na planie, do jakich miało dochodzić pomiędzy rosyjskim reżyserem a Stanisławem Lemem, twórcą literackiego pierwowzoru. Przebąkiwano nawet o rękoczynach. Lem ponoć nie potrafił pogodzić się z tym, że twórca „Andrieja Rublowa” postanowił uczynić z jego powieści dzieło… głęboko religijne. Niesnaski te i niechęć Lema do ostatecznej wersji obrazu nie zmieniają jednak faktu, że kinowy „Solaris” to arcydzieło science fiction.

więcej »

Polecamy

Tania siła robota

Z filmu wyjęte:

Tania siła robota
— Jarosław Loretz

Samopodający się talerz
— Jarosław Loretz

Chatka niekoniecznie z piernika
— Jarosław Loretz

Zwrotów nie przyjmujemy. Na ogół.
— Jarosław Loretz

Małe ptaki konsumuje się w całości
— Jarosław Loretz

Makabra (anatomiczna)
— Jarosław Loretz

Rezydencja marzeń (producentów filmowych)
— Jarosław Loretz

Dzielny mały skuter
— Jarosław Loretz

Grunt to dobra służąca
— Jarosław Loretz

Ćwiczenia pod prysznicem
— Jarosław Loretz

Zobacz też

Z tego cyklu

Miłość w okowach mrozu
— Sebastian Chosiński

Dostojewski na stacji kosmicznej
— Sebastian Chosiński

Taka sama ulica i taki sam dom
— Sebastian Chosiński

Latamy w kosmos, spadamy na ziemię!
— Sebastian Chosiński

Boże, zachowaj Cara!
— Sebastian Chosiński

Porwana dziewka, zakochany kacyk
— Sebastian Chosiński

Oszust na piedestale
— Sebastian Chosiński

W poszukiwaniu miłości nad Morze Czarne
— Sebastian Chosiński

Gdy dostaniesz w głowę, zmienia się całe życie
— Sebastian Chosiński

Ładny gips! A w gipsie…
— Sebastian Chosiński

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.