Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 16 września 2019
w Esensji w Esensjopedii

Eldar Riazanow
‹Ironia losu, czyli Szczęśliwego Nowego Roku›

EKSTRAKT:80%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułIronia losu, czyli Szczęśliwego Nowego Roku
Tytuł oryginalnyИрония судьбы, или С лёгким паром!
Dystrybutor Filmostrada
Data premiery29 października 2018
ReżyseriaEldar Riazanow
ZdjęciaWładimir Niakabczew
Scenariusz
ObsadaAndriej Mjagkow, Barbara Brylska, Jurij Jakowlew, Aleksander Szyrwindt, Lija Achedżakowa, Walentyna Tałyzina, Eldar Riazanow, Gieorgij Burkow, Aleksandr Bielawski, Liubow Dobrżanska, Olga Naumienko, Gotlib Roninson, Lubow Sokołowa
MuzykaMikael Tarawerdijew
Rok produkcji1975
Kraj produkcjiZSRR
CyklKlasyka Kina Radzieckiego
Czas trwania184 minuty
Gatunekdramat, komedia, romans
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Wyszukaj / Kup

Klasyka kina radzieckiego: Taka sama ulica i taki sam dom
[Eldar Riazanow „Ironia losu, czyli Szczęśliwego Nowego Roku” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
Związek Radziecki upadł, ale miłość do wielu powstałych w tamtej epoce filmów przetrwała. Zwłaszcza zaś do ironicznych komedii Leonida Gajdaja, Gieorgija Danieliji i Eldara Riazanowa. Nakręcony przez tego ostatniego liryczno-ironiczny melodramat „Ironia losu” cieszył się również sporą popularnością w Polsce. Głównie za sprawą udziału w nim zachwycającej urodą Barbary Brylskiej.

Sebastian Chosiński

Klasyka kina radzieckiego: Taka sama ulica i taki sam dom
[Eldar Riazanow „Ironia losu, czyli Szczęśliwego Nowego Roku” - recenzja]

Związek Radziecki upadł, ale miłość do wielu powstałych w tamtej epoce filmów przetrwała. Zwłaszcza zaś do ironicznych komedii Leonida Gajdaja, Gieorgija Danieliji i Eldara Riazanowa. Nakręcony przez tego ostatniego liryczno-ironiczny melodramat „Ironia losu” cieszył się również sporą popularnością w Polsce. Głównie za sprawą udziału w nim zachwycającej urodą Barbary Brylskiej.

Eldar Riazanow
‹Ironia losu, czyli Szczęśliwego Nowego Roku›

EKSTRAKT:80%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułIronia losu, czyli Szczęśliwego Nowego Roku
Tytuł oryginalnyИрония судьбы, или С лёгким паром!
Dystrybutor Filmostrada
Data premiery29 października 2018
ReżyseriaEldar Riazanow
ZdjęciaWładimir Niakabczew
Scenariusz
ObsadaAndriej Mjagkow, Barbara Brylska, Jurij Jakowlew, Aleksander Szyrwindt, Lija Achedżakowa, Walentyna Tałyzina, Eldar Riazanow, Gieorgij Burkow, Aleksandr Bielawski, Liubow Dobrżanska, Olga Naumienko, Gotlib Roninson, Lubow Sokołowa
MuzykaMikael Tarawerdijew
Rok produkcji1975
Kraj produkcjiZSRR
CyklKlasyka Kina Radzieckiego
Czas trwania184 minuty
Gatunekdramat, komedia, romans
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Wyszukaj / Kup
Chociaż pojęcie komedii romantycznej zaczęło robić zawrotną karierę dopiero w drugiej połowie lat 80. XX wieku i początkowo odnoszono je przede wszystkim do filmów produkowanych w Hollywood, nie znaczy to wcale, że wcześniej dzieła takie nie powstawały. Ani że monopol na ich realizację mieli (i wciąż mają) jedynie Amerykanie. Za „żelazną kurtyną” gatunek ten cieszył się dużą popularnością zwłaszcza w Związku Radzieckim, a do czołowych twórców komedii z zabarwieniem melodramatycznym należał Eldar Riazanow, który w tej dziedzinie osiągnął prawdziwe mistrzostwo. Czego dowodzą takie dzieła, jak „Biurowy romans” (1977), „Dworzec dla dwojga” (1982) i chronologicznie najwcześniejsza „Ironia losu”, która – obok „Nocy sylwestrowej” (1956), czyli innego dzieła Eldara Aleksandrowicza – stała się obowiązkową ozdobą sylwestrowych programów telewizyjnych w krajach rosyjskojęzycznych.
Kiedy w 1974 roku reżyser postanowił przenieść na ekran – choć tylko mały, bo film przeznaczony był dla telewizji – „Ironię losu”, sukces wydawał się murowany. Obraz miał być bowiem adaptacją sztuki scenicznej Emila Braginskiego i samego Riazanow, która z wielkim powodzeniem grana była w teatrach niemal całego Związku Radzieckiego już od końca lat 60. W pierwszym etapie realizacji najtrudniejszym zadaniem wydawał się odpowiedni dobór aktorów mających wcielić się w role Jewgienija Łukaszyna oraz Nadieżdy Szewieliowej. Riazanowowi bardzo bowiem zależało na tym, aby ich twarze nie były jeszcze opatrzone. Żenię, czyli Andrieja Miagkowa, wypatrzył kilka lat wcześniej u samego Iwana Pyriewa, gdy ten kręcił „Braci Karamazow” (1969). Znacznie więcej kłopotów było natomiast ze znalezieniem dla niego partnerki. O rolę Nadii starało się wiele aktorek radzieckich – i to spośród tych, które Riazanow szczególnie cenił. Jakież więc musiało być ich zdziwienie i jednocześnie rozczarowanie, kiedy reżyser zdecydował się na Polkę, Barbarę Brylską, którą zachwycił się, oglądając dramat psychologiczny Romana Załuskiego „Anatomia miłości” (1972).
Dzieło Riazanowa powstało w epoce „środkowego” Breżniewa. Kraj Rad w umiarkowany sposób otwierał się wówczas na Zachód, na arenie międzynarodowej zaczęto głośno mówić o „odprężeniu”; słowem: „ojczyzna rosła w siłę, a ludziom żyło się dostatniej”. Widoczną oznaką bogacenia się obywateli komunistycznego raju i poprawy ich warunków bytowych była wzmożona urbanizacja. W całym państwie budowano wielkie blokowiska, które miały zastąpić sowieckie, często jeszcze przedwojenne komunałki. Problem polegał tylko na tym, że całe osiedla wznoszono według jednego schematu. Jak Rosja długa i szeroka – od Leningradu po Władywostok, od Archangielska po Tbilisi – bloki wszędzie wyglądały tak samo. Taki sam był układ mieszkań, takie samo ich wyposażenie, a niezwykle często ulice nosiły nawet takie same nazwy. Informacja to niezwykle ważna, gdyż właśnie to – niecodzienne i zapewne nie do końca zrozumiałe dla mieszkańców Europy Zachodniej – podobieństwo domów i ulic staje się zaczątkiem serii przezabawnych perypetii, jakie spotkają głównych bohaterów „Ironii losu”.
Film rozpoczyna się od animowanej, troszkę w stylu Monty Pythona, wstawki, w której reżyser starał się wyjaśnić ów fenomen radzieckiego boomu budowniczego. Złośliwość aż kłuje w oczy, a jednak dziwnym zrządzeniem losu cenzura nie zakwestionowała tego fragmentu. Pewnie dlatego, że w dalszej części filmu nie znalazły się już żadne uwagi na temat absurdów życia codziennego w ojczyźnie światowego proletariatu. Kim są bohaterowie „Ironii losu”? To dwóch samotników o mocno romantycznym usposobieniu. Trochę naiwnych, nieprzystosowanych do życia, w którym, by coś osiągnąć, trzeba się mocno rozpychać łokciami. Żenia jest chirurgiem w jednej z moskiewskich przychodni. To kawaler, który – choć ma już trzydzieści sześć lat – wciąż mieszka z matką. Po długim oczekiwaniu przydzielono mu wreszcie większe mieszkanie, do którego przeprowadził się tuż przed Sylwestrem. Od jakiegoś czasu związany jest z dużo od niego młodszą Galą. Planują razem spędzić tę jedyną w roku noc, podczas której Łukaszyn – zgodnie z zapowiedziami – ma się dziewczynie oficjalnie oświadczyć.
Nadia, dwa lata młodsza od Jewgienija, mieszka w Leningradzie. Pracuje w szkole, ucząc języka rosyjskiego i literatury. Choć jest kobietą atrakcyjną, wciąż pozostaje starą panną, co doskwiera nie tylko jej, ale również jej koleżankom z pracy. Dlatego też z wielką radością przyjmują one wiadomość, że noc sylwestrową Nadieżda spędzi ze swoim nowym adoratorem, Hipolitem, który – jak mówią wszystkie znaki na niebie i ziemi – powinien jej w końcu zaproponować małżeństwo. Przyszły widz może sobie w tym momencie zadać pytanie: Wszystko pasuje idealnie, ale w jaki sposób singiel z Moskwy może spotkać singielkę z Leningradu? Jak się okazuje, w Związku Radzieckim wszystko jest możliwe. Żenia ma oddane grono przyjaciół jeszcze z czasów szkolnych. Do ich tradycji należą coroczne sylwestrowe męskie wypady do łaźni, gdzie panowie – podsumowując kończący się rok – nie tylko prowadzą niezobowiązujące dysputy na temat kobiet, ale przede wszystkim popijają wódeczkę. Nie inaczej jest i tym razem.
Niewinna imprezka bardzo szybko zamienia się w prawdziwą libację. Ale też jest co świętować – przede wszystkim nowe mieszkanie Żeni i jego oświadczyny, które mają nastąpić za kilka godzin. W trakcie popijawy jeden z przyjaciół, Paweł, co rusz przypomina pozostałym, że wieczorem musi odlecieć do Leningradu, gdzie w delegacji przebywa jego żona. By nie zapomnieć o jego odlocie, mocno podchmielone towarzystwo przenosi się do baru na lotnisko i kontynuuje zabawę. Efekt jest taki, że gdy przychodzi czas na odprawę, Żenia i Paweł są nieprzytomni, a dwaj pozostali mają wielką dziurę w pamięci. Wiedzą, że jeden z nich powinien wsiąść do samolotu. Ale który? Wybór pada na Żenię i to właśnie on zostaje zapakowany na pokład! Kilka godzin później Łukaszyn budzi się na lotnisku. Przekonany, że Paweł odleciał, a pozostali przyjaciele zwinęli się do domu, wychodzi przed terminal, łapie taksówkę i podaje swój moskiewski adres. Kierowca bez słowa sprzeciwu wiezie go we wskazane miejsce.
Żenia wysiada przed blokiem, który wygląda dokładnie tak samo, jak ten, do którego nie tak dawno wprowadził się z matką. Drzwi do mieszkania otwiera swoim kluczem, na korytarzu widzi kartony z nierozpakowanymi jeszcze rzeczami, w pokoju zaś komplet doskonale znanych mu mebli. Domyśla się, że matka, zgodnie z obietnicą, wybrała się świętować do przyjaciółki. Do północy jest jeszcze trochę czasu, więc Jewgienij kładzie się do łóżka, by trochę odpocząć i dojść do siebie. Gdy zostanie obudzony, zacznie się najprawdziwszy koszmar. Nie dość, że do „jego” mieszkania wtargnęła obca kobieta, to na dodatek bezczelnie twierdzi, że lokum należy do niej. Trochę czasu zajmie bohaterom ustalenie, że oboje mają rację – zameldowani są pod identycznymi adresami, tyle że jedno w Moskwie, a drugie w Leningradzie. Łukaszyn, odtwarzając po kolei wydarzenia feralnego popołudnia, zrozumie wreszcie przyczynę całego nieporozumienia. Ten moment nie będzie jednak końcem, ale dopiero początkiem kolejnych perypetii. Bo przecież w moskiewskim mieszkaniu czeka na Żenię narzeczona, a do leningradzkiej kwatery Nadii w każdej chwili może przyjść jej absztyfikant.
Riazanow idealnie rozłożył w „Ironii losu” zmienne akcenty i nastroje. Obok scen wywołujących salwy śmiechu znajdują się bowiem sceny niezwykle wzruszające, potrafiące wycisnąć łzę z najtwardszego nawet serca. Widz od samego początku nie ma zresztą najmniejszych wątpliwości, że para głównych bohaterów to rozdzielone przed laty przez zły los dwie połówki tego samego jabłka. Szczęśliwe zakończenie filmu jest poza tym wpisane w konwencję komedii romantycznej. Sztuka więc w tym, by po drodze rzucić Żenii i Nadii tyle kłód pod nogi, aby mieli oni wystarczająco dużo czasu na przemyślenie swego dotychczasowego nieudanego życia osobistego i jednocześnie zrozumienie faktu, że ich przyszła pomyślność możliwa jest tylko pod jednym warunkiem – że zdecydują się być razem! Dojście do takiego wniosku zajmuje bohaterom ponad dwie godziny. I choć akcja przez (prawie) cały ten czas rozgrywa się w jednym pomieszczeniu, nudzić się nie sposób. Także dlatego, że Riazanow włączył do scenariusza kilka nostalgicznych pieśni, których śpiewaniem umilają sobie czas Jewgienij i Nadieżda (w oryginale wykonują je wielkie gwiazdy radzieckiej estrady, Ałła Pugaczowa i Siergiej Nikitin).
W efekcie wszystkich tych zabiegów powstał film… niemal idealny. „Niemal”, bo tropiciele wpadek technicznych doszukali się całej ich masy. Z drugiej strony jednak nie brak ich przecież nawet w najbardziej kultowych dziełach światowej kinematografii. Kogo – oprócz Andrieja Miagkowa i Barbary Brylskiej – możemy zobaczyć na ekranie? Całą plejadę gwiazd. Jak chociażby Jurija Jakowlewa („Idiota”, „Iwan Wasiljewicz zmienia zawód”) w roli Hipolita, Liję Achedżakową („Moskwa nie wierzy łzom”, „Łagodna”) jako przyjaciółkę Nadii, jak również Aleksandra Bielawskiego („Czterej pancerni i pies”), Aleksandra Szyrwindta („Dwanaście krzeseł”) i Gieorgija Burkowa („Kalina czerwona”, „Oni walczyli za Ojczyznę”), którzy użyczyli swych twarzy przyjaciołom (i kompanom od kieliszka) Jewgienija.
koniec
8 maja 2019

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Nieprzewidywalna przewidywalność
Sebastian Chosiński

16 VIII 2019

Choć w napisach nie ma nawet słowa o ewentualnych inspiracjach literackich, w czasie seansu „Rebelii” z miejsca przychodzi na myśl, że scenarzyści filmu musieli wzorować się na prozie Philipa K. Dicka. W innym przypadku dzieło Ruperta Wyatta nie przypominałoby aż tak bardzo „Impostora” Gary’ego Fledera.

więcej »

Z Londynu do Warszawy
Sebastian Chosiński

1 VIII 2019

To, wbrew pozorom, nie jest film o powstaniu warszawskim jako takim, ponieważ jego akcja kończy się 1 sierpnia 1944 roku około godziny 17.15. To tak naprawdę nie jest również film o Janie Nowaku-Jeziorańskim, chociaż fabuła nawiązuje do elementów wojennej biografii późniejszego szefa Rozgłośni Polskiej Radia Wolna Europa. „Kurier” Władysława Pasikowskiego to wojenno-szpiegowski thriller, który jako tło wykorzystuje przygotowania do walki z Niemcami o Warszawę.

więcej »

Klasyka kina radzieckiego: Człowiek, który zobaczył Diabła
Sebastian Chosiński

31 VII 2019

„Muzeum” – drugi z trzech postapokaliptycznych obrazów Konstantina Łopuszanskiego –nakręcone zostało w ostatnich latach istnienia Związku Radzieckiego. Wcześniej, nawet gdyby reżyser wyrażał taką chęć, nie mogłoby powstać – z uwagi na swe głęboko religijne i antytotalitarne przesłanie.

więcej »

Polecamy

Po szkielecie poznasz ich

Z filmu wyjęte:

Po szkielecie poznasz ich
— Jarosław Loretz

Uwaga na glizdoludzi!
— Jarosław Loretz

Rozbrykana rogacizna
— Jarosław Loretz

Polska szkoła plakatu
— Jarosław Loretz

Dlaczego sypanie soli na drogi jest złym pomysłem
— Jarosław Loretz

Drzewa-zabójcy
— Jarosław Loretz

A w zaświatach tańce i swawole
— Jarosław Loretz

Dla chcącego nic trudnego
— Jarosław Loretz

Gdy mści się niechlujstwo
— Jarosław Loretz

22 tancerzy i świński pęcherz
— Jarosław Loretz

Zobacz też

Inne recenzje

Jeśli nie wypijesz, to się nie zakochasz…
— Sebastian Chosiński

Tegoż twórcy

Lew, mafioso i seks-bomba
— Sebastian Chosiński

Do śmiechu i do łez
— Sebastian Chosiński

Jeśli nie wypijesz, to się nie zakochasz…
— Sebastian Chosiński

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.