Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 18 czerwca 2019
w Esensji w Esensjopedii

Filmy

Magazyn CLXXXVII

Konkursy

Podręcznik

Kulturowskaz MadBooks Serialomaniak.pl Skapiec.pl

Nowości

kinowe

więcej »

dvd i blu-ray (wybrane)

więcej »

Zapowiedzi

kinowe

więcej »

dvd i blu-ray (wybrane)

więcej »

Siergiej Bondarczuk
‹Wojna i pokój: Andriej Bołkoński›

EKSTRAKT:80%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułWojna i pokój: Andriej Bołkoński
Tytuł oryginalnyВойна и мир: Андрей Болконский
Dystrybutor Filmostrada
Data premiery29 października 2018
ReżyseriaSiergiej Bondarczuk
ZdjęciaAnatolij Pietricki
Scenariusz
ObsadaWiaczesław Tichonow, Siergiej Bondarczuk, Boris Zachawa, Antonina Szuranowa, Anatolij Ktorow, Anastazja Wertyńska, Boris Smirnow, Irina Skobcewa, Wasilij Łanowoj, Oleg Jefremow, Angelina Stiepanowa, Nikołaj Trofimow, Wiktor Murganow, Giuli Czochonelidze, Andriej Smirnow, Nikita Michałkow
MuzykaWiaczesław Owczinnikow
Rok produkcji1965
Kraj produkcjiZSRR
CyklKlasyka Kina Radzieckiego, Wojna i pokój
Czas trwania140 minut
Gatunekdramat, historyczny
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Wyszukaj / Kup

Klasyka kina radzieckiego: Z salonów Petersburga pod Austerlitz
[Siergiej Bondarczuk „Wojna i pokój: Andriej Bołkoński” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
„Filmostradową” kolekcję „Klasyki kina radzieckiego” zamyka dzieło niezwykłe – monumentalna „Wojna i pokój”, którą na wielki ekran przeniósł Siergiej Bondarczuk. Powstały cztery oddzielne filmy, które miały premiery pomiędzy marcem 1966 a listopadem 1967 roku. Kiedy już gotowa była całość, Amerykańska Akademia Filmowa postanowiła nagrodzić ekranizację słynnej powieści Lwa Tołstoja Oscarem w kategorii „najlepszy film nieanglojęzyczny”. Zasłużenie!

Sebastian Chosiński

Klasyka kina radzieckiego: Z salonów Petersburga pod Austerlitz
[Siergiej Bondarczuk „Wojna i pokój: Andriej Bołkoński” - recenzja]

„Filmostradową” kolekcję „Klasyki kina radzieckiego” zamyka dzieło niezwykłe – monumentalna „Wojna i pokój”, którą na wielki ekran przeniósł Siergiej Bondarczuk. Powstały cztery oddzielne filmy, które miały premiery pomiędzy marcem 1966 a listopadem 1967 roku. Kiedy już gotowa była całość, Amerykańska Akademia Filmowa postanowiła nagrodzić ekranizację słynnej powieści Lwa Tołstoja Oscarem w kategorii „najlepszy film nieanglojęzyczny”. Zasłużenie!

Siergiej Bondarczuk
‹Wojna i pokój: Andriej Bołkoński›

EKSTRAKT:80%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułWojna i pokój: Andriej Bołkoński
Tytuł oryginalnyВойна и мир: Андрей Болконский
Dystrybutor Filmostrada
Data premiery29 października 2018
ReżyseriaSiergiej Bondarczuk
ZdjęciaAnatolij Pietricki
Scenariusz
ObsadaWiaczesław Tichonow, Siergiej Bondarczuk, Boris Zachawa, Antonina Szuranowa, Anatolij Ktorow, Anastazja Wertyńska, Boris Smirnow, Irina Skobcewa, Wasilij Łanowoj, Oleg Jefremow, Angelina Stiepanowa, Nikołaj Trofimow, Wiktor Murganow, Giuli Czochonelidze, Andriej Smirnow, Nikita Michałkow
MuzykaWiaczesław Owczinnikow
Rok produkcji1965
Kraj produkcjiZSRR
CyklKlasyka Kina Radzieckiego, Wojna i pokój
Czas trwania140 minut
Gatunekdramat, historyczny
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Wyszukaj / Kup
Dziwić może fakt, że choć „Wojnę i pokój” wielokrotnie przenoszono na ekran, Rosjanie bardzo długo czekali na rodzimą adaptację z prawdziwego zdarzenia. Bo za taką – z przyczyn obiektywnych – nie można przecież uznać niemego filmu Jakowa Protazanowa z 1915 roku. Dodatkowym bodźcem stała się radziecka premiera wersji amerykańskiej autorstwa Kinga Vidora (1956), której obsada zapierała dech w piersiach: Audrey Hepburn (jako Natasza Rostowa), Henry Fonda (w roli Pierre’a Bezuchowa) oraz Mel Ferrer (wcielający się w księcia Andrieja Bołkońskiego). Film pokazano w Moskwie i innych miastach Związku Radzieckiego w 1959 roku. Z miejsca wywołał on dyskusje nad koniecznością realizacji własnej adaptacji. I to możliwie najszybciej, ponieważ trzy lata później przypadała sto pięćdziesiąta rocznica bitwy pod Borodino, będącej momentem kluczowym powieści hrabiego Lwa Tołstoja. Zdawano sobie jednak sprawę z tego, że w takim tempie wielkiego dzieła nie da się stworzyć, dlatego od razu założono, że nie ma to być obraz okolicznościowy, co z kolei sprawiało, że potencjalny reżyser nie był zobligowany czasem.
I tu zrodził się kolejny problem. Komu powierzyć tak odpowiedzialne zadanie? Do rywalizacji zgłosiło się dwóch reżyserów: legendarny, uznany i doskonale sprawdzony Iwan Pyriew („Wesoły jarmark”) oraz wciąż jeszcze młody, choć już opromieniony wielkim sukcesem „Losu człowieka” (1959), Siergiej Bondarczuk (mający jednak znacznie większy dorobek jako aktor). By rozstrzygnąć spór, postanowiono stworzyć specjalną komisję pod przewodnictwem minister kultury Jekatieriny Furcewej (postaci wzbudzającej nabożny szacunek i jednocześnie wielki strach wśród radzieckich artystów). Dowiedziawszy się, że sprawa ma sięgnąć samej „góry”, Pyriew postanowił zrezygnować z udziału w wyścigu. Wielki projekt oddał więc walkowerem w ręce młodszego kolegi, a sam skupił się na ekranizacji innej dziewiętnastowiecznej powieści rosyjskiej – „Braci Karamazow” Fiodora Dostojewskiego. Mimo to do końca swego życia, a zmarł w 1968 roku (miał więc możliwość obejrzeć całość „Wojny i pokoju”), miał żal do Bondarczuka o to, że pozbawił go, być może, dzieła życia.
„Wojna i pokój” stała się w latach 60. XX wieku najbardziej prestiżową produkcją radziecką. Nie szczędzono więc na jej powstanie środków, angażując w działania nawet Państwowy Komitet Planowania przy Radzie Ministrów ZSRR oraz – co było akurat oczywistością – Ministerstwo Obrony, które na potrzeby filmowców stworzyło specjalny, liczący tysiąc pięciuset jeźdźców, pułk kawaleryjski. Prace nad scenariuszem, w których obok Bondarczuka brał udział – zmarły siedem lat temu – Wasilij Sołowjow (inwalida wojenny, który w 1951 roku został absolwentem wydziału scenariuszowego Wszechzwiązkowego Państwowego Instytutu Kinematografii, a potem redaktorem w „Mosfilmie”), trwały kilkanaście miesięcy, do końca lutego 1962 roku. Zdjęcia zaczęły się natomiast we wrześniu. Scenariusz zakładał powstanie czterech oddzielnych filmów, ale materiał realizowano za jednym zamachem. Praca na planie była wycieńczająca. Dość powiedzieć, że Bondarczuk – grający również jedną z głównych ról (Pierre’a Bezuchowa) – przeszedł dwa zawały serca (i stany śmierci klinicznej): pierwszy jeszcze podczas zdjęć (w lipcu 1964), drugi rok później, gdy dowiedział się, że trzeba w pośpiechu zmontować część pierwszą dzieła, aby zaprezentować ją oficjalnie na Międzynarodowym Moskiewskim Festiwalu Filmowym.
W zasadzie zażądano od Bondarczuka na czerwiec 1965 roku dwóch części, ale nie był w stanie dopełnić tego terminu, więc wpadł na pomysł, aby pierwszy film – najdłuższy z wszystkich czterech – złożyć właśnie z dwóch odsłon. Tym samym wilk był syty i owca pozostała cała. Do kin radzieckich, w blasku zdobytego na festiwalu moskiewskim Grand Prix, „Andriej Bołkoński” trafił jednak dopiero 14 marca 1966 roku. Za to z miejsca stał się wielkim hitem; obejrzało go przez kolejnych dziesięć miesięcy 58 milionów widzów, dzięki czemu zajął pierwsze miejsce w ówczesnym box-ofisie. Na pozostałe trzy części trzeba było jeszcze trochę poczekać: na „Nataszę Rostową” do 20 lipca 1966, na „Rok 1812” do 21 lipca 1967, a na wieńczącego całość „Pierre’a Bezuchowa” do 4 listopada 1967 roku. A potem już tylko spływały na twórców zasłużone nagrody – nie tylko Oscar, ale i Złoty Glob. Aż wreszcie zgłosił się do Bondarczuka słynny włosko-amerykański producent Dino De Laurentiis (który odpowiadał między innymi za „Wojnę i pokój” Vidora) i zaproponował mu nakręcenie… ciągu dalszego. W znaczeniu – kontynuacji opowieści o Napoleonie Bonapartem. Tym samym, niejako z biegu, powstało „Waterloo” (1970) – gigantyczne widowisko z takimi gwiazdami światowego kina, jak Rod Steiger, Orson Welles, Christopher Plummer. Ale to już inna historia.
Wróćmy do „Wojny i pokoju”, a dosłowniej – do „Andrieja Bołkońskiego”. Bondarczuk i Sołowjow postanowili najwierniej jak się da przenieść powieść Tołstoja na ekran. Stąd też rozmach filmu. Jego prawie dwuipółgodzinna pierwsza odsłona rozgrywa się w latach 1805-1806, czyli w ciągu kilkunastu miesięcy. Obfitujących w wydarzenia nadzwyczaj dramatyczne, ale – przynajmniej na razie – rozgrywające się z dala od Rosji. Głównych bohaterów poznajemy w czasie balu wydanego w Petersburgu przez Annę Scherer, damę dworu carycy Elżbiety. Głównym tematem rozmów elity jest Napoleon Bonaparte. Pierre – nieślubny syn znajdującego się na łożu śmierci hrabiego Kiryła Bezuchowa – zafascynowany jest Korsykaninem, widzi w nim nadzieję na zmiany polityczne i społeczne w całej Europie, także w cywilizacyjnie zacofanej Rosji. Zaprzyjaźniony z nim książę Andriej Bołkoński patrzy na Bonapartego zupełnie inaczej. Dlatego podejmuje decyzję o zgłoszeniu się na wojnę. Zapytany „dlaczego?” odpowiada prosto: bo „tak trzeba”. Co oczywiście wprawia w spazmy jego ciężarną żonę Lizę. Tyle że Andriej nie kocha Lizy i chce być jak najdalej od niej, spełniając przy okazji powinność rodzinną, którą na jego barki przerzucił ojciec Nikołaj, przed laty towarzysz generała Michaiła Kutuzowa.
Pierre i Andriej różnią się także charakterologicznie. Bołkoński jest dystyngowany i odpowiedzialny, Bezuchow, mimo że nieśmiały i wycofany, z racji swego nieprawego pochodzenia i niepewności co do sytuacji materialnej po śmierci ojca – oddaje się głównie hulankom w domu księcia Anatolija Kuragina. Później żeni się wprawdzie, ale ten związek nie przynosi mu szczęścia – rodzi jedynie kolejne zgryzoty, związane z podejrzeniami o niewierność małżonki. W części pierwszej Bondarczuk prowadzi narrację dwutorowo, przedstawiając równolegle losy obu głównych bohaterów. Tytułowym jest jednak Andriej, więc to on zajmuje mimo wszystko większość ekranowego czasu. To dzięki niemu przenosimy się na front austriacki wojny z Napoleonem, a potem bierzemy udział w zakończonych klęską bitwach pod Ulm i Austerlitz. Poznajemy też generała Kutuzowa, na którego barki niezasłużenie spadają niepowodzenia, bo musi on realizować polecenia cara Aleksandra I Romanowa, z którymi nie zgadza się jako doświadczony wojskowy.
Sceny bitewne zaaranżowane są z werwą i impetem, chociaż na pewno nie robią takiego wrażenia jak te późniejsze, obrazujące kampanię moskiewską 1812 roku. Można to jednak zrozumieć. Twórcom zależało bowiem na gradacji napięcia, poza tym największy rozmach inscenizacyjny miał zostać zachowany na walki zakończone jeśli nie sukcesem, to przynajmniej nie porażką. Sceny rozgrywające się pod Ulm i Austerlitz są też mroczne i przygnębiające z powodu zastosowanego oświetlenia; tym samym przydano im znaczenia symbolicznego – miały zwiastować śmiertelne zagrożenie zbliżające się do granic Rosji. Siergiej Bondarczuk zdawał sobie sprawę, że kluczem do sukcesu filmu będzie odpowiednia obsada. Prace nad nią trwały wiele miesięcy i trzeba przyznać, że w większości przypadków trafiono w dziesiątkę. W Andrieja wcielił się Wiaczesław Tichonow, wtedy już bardzo popularny w ZSRR, ale wciąż przed swymi największymi sukcesami (serial wojenny „Siedemnaście mgnień wiosny”, „Oni walczyli za Ojczyznę”); w jego żonę Lizę – Anastazja Wertyńska („Diabeł morski”, „Anna Karenina”), w siostrę Marię – Antonina Szuranowa, a w ojca Nikołaja – Anatolij Ktorow.
Postać Pierre’a Bezuchowa reżyser zachował dla siebie, a jako jego małżonkę Helenę obsadził własną żonę, Irinę Skobcewą („Chodząc po Moskwie”). W rolach drugoplanowych także nie zabrakło cenionych aktorów: Kutuzowa zagrał znany głównie z ról teatralnych Boris Zachawa, młodego Anatolija Kuragina – Wasilij Łanowoj, a oficera Dołochowa, domniemanego kochanka Heleny – Oleg Jefremow („Szyrli-myrli”). Ba! w epizodach pojawiają się nawet Andriej Smirnow („Dworzec Białoruski”, „Żyła sobie baba”) i Nikita Michałkow („Dworzec dla dwojga”, „Udar słoneczny”). Za zdjęcia odpowiadał wtedy czterdziestokilkuletni Anatolij Pietricki („Mimino”), który opuścił mury WGIK-u w połowie lat 50. i dla którego „Wojna i pokój” była zdecydowanie największym wyzwaniem w karierze. Zróżnicowana nastrojowo ścieżka dźwiękowa wyszła natomiast spod ręki Wiaczesława Owczinnikowa, który najpierw był nadwornym kompozytorem Andrieja Tarkowskiego („Dziecko wojny”, „Andriej Rublow”), by później przejść do obozu Bondarczuka („Oni walczyli za Ojczyznę”, „Step”, „Borys Godunow”).
koniec
5 czerwca 2019

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Zbrodniarz w stylu vintage
Sebastian Chosiński

15 VI 2019

Za kratkami siedzi od 1972 roku. Osiem lat później po wyjątkowo długim procesie usłyszał wyrok dożywocia. Od lipca 2017 roku jest najdłużej odizolowanym od społeczeństwa więźniem w Argentynie. Ma prawo do starania się o przeterminowane zwolnienie, ale nie składa żadnych wniosków w tym temacie. Rok temu Carlos Robledo Puch stał się bohaterem stał się bohaterem sensacyjnego dramatu „Anioł” autorstwa Luisa Ortegi.

więcej »

Klasyka kina radzieckiego: Miłość nie wybiera, a jej żywot bywa krótki…
Sebastian Chosiński

12 VI 2019

Główną bohaterką drugiej części „Wojny i pokoju”, wielkiego epickiego dzieła Siergieja Bondarczuka, jest Natasza Rostowa, w której po śmierci żony zakochuje się dystyngowany Andriej Bołkoński. Ich znajomość kończy się jednak dramatem, który można potraktować jako symboliczne odzwierciedlenie tego, co działo się z Rosją pomiędzy 1807 a 1812 rokiem, czyli po podpisaniu pokoju w Tylży.

więcej »

Bogowie zawsze umierają młodo. Bywa że latem…
Sebastian Chosiński

10 VI 2019

Jakkolwiek obrazoburczo to zabrzmi – Wiktor Coj był dla młodych ludzi w Związku Radzieckim bogiem. Majk Naumienko również, choć o mniejszej liczbie zdeklarowanych wyznawców. Na początku lat 80. XX wieku ich drogi przecięły się; ten drugi, nieco starszy, pomógł w karierze pierwszemu z wymienionych. Jak do tego doszło i dlaczego, opowiada Kirył Sieriebriennikow w doskonałym muzycznym melodramacie „Lato”.

więcej »

Polecamy

Nasi w zaświatach

Z filmu wyjęte:

Nasi w zaświatach
— Jarosław Loretz

Meble na wysoki połysk
— Jarosław Loretz

Limuzyna na miarę naszych możliwości
— Jarosław Loretz

RPG a sprawa Dzikiego Zachodu
— Jarosław Loretz

Tania siła robota
— Jarosław Loretz

Samopodający się talerz
— Jarosław Loretz

Chatka niekoniecznie z piernika
— Jarosław Loretz

Zwrotów nie przyjmujemy. Na ogół.
— Jarosław Loretz

Małe ptaki konsumuje się w całości
— Jarosław Loretz

Makabra (anatomiczna)
— Jarosław Loretz

Zobacz też

Wkrótce

zobacz na mapie »
Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.