Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 20 stycznia 2020
w Esensji w Esensjopedii

Siergiej Bondarczuk
‹Wojna i pokój: Rok 1812›

EKSTRAKT:80%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułWojna i pokój: Rok 1812
Tytuł oryginalnyВойна и мир: 1812 год
Dystrybutor Filmostrada
Data premiery29 października 2018
ReżyseriaSiergiej Bondarczuk
ZdjęciaAnatolij Pietricki
Scenariusz
ObsadaSiergiej Bondarczuk, Wiaczesław Tichonow, Ludmiła Sawieljowa, Boris Zachawa, Władysław Strzelczyk, Wiktor Murganow, Siergiej Nikonienko, Siergiej Jermiłow, Anatolij Ktorow, Antonina Szuranowa, Wasilij Łanowoj, Angelina Stiepanowa, Boris Smirnow, Giuli Czochonelidze
MuzykaWiaczesław Owczinnikow
Rok produkcji1967
Kraj produkcjiZSRR
CyklKlasyka Kina Radzieckiego, Wojna i pokój
Czas trwania77 minut
Gatunekdramat, historyczny
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Wyszukaj / Kup

Klasyka kina radzieckiego: Gdy Pierre staje się Pietią
[Siergiej Bondarczuk „Wojna i pokój: Rok 1812” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
Trzecia część „Wojny i pokoju” opowiada o tym, co w epopei Lwa Tołstoja najważniejsze i najbardziej istotne dla dalszego rozwoju wydarzeń – bitwie pod Borodino. To ona stała się momentem przełomowym w kampanii moskiewskiej Napoleona Bonapartego. Nie rozbiwszy w proch i pył armii Michaiła Kutuzowa, cesarz Francuzów skazał się na nieuchronną w przyszłości porażkę. A przyczynili się do tego tacy ludzie, jak Andriej Bołkoński i Pierre Bezuchow.

Sebastian Chosiński

Klasyka kina radzieckiego: Gdy Pierre staje się Pietią
[Siergiej Bondarczuk „Wojna i pokój: Rok 1812” - recenzja]

Trzecia część „Wojny i pokoju” opowiada o tym, co w epopei Lwa Tołstoja najważniejsze i najbardziej istotne dla dalszego rozwoju wydarzeń – bitwie pod Borodino. To ona stała się momentem przełomowym w kampanii moskiewskiej Napoleona Bonapartego. Nie rozbiwszy w proch i pył armii Michaiła Kutuzowa, cesarz Francuzów skazał się na nieuchronną w przyszłości porażkę. A przyczynili się do tego tacy ludzie, jak Andriej Bołkoński i Pierre Bezuchow.

Siergiej Bondarczuk
‹Wojna i pokój: Rok 1812›

EKSTRAKT:80%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułWojna i pokój: Rok 1812
Tytuł oryginalnyВойна и мир: 1812 год
Dystrybutor Filmostrada
Data premiery29 października 2018
ReżyseriaSiergiej Bondarczuk
ZdjęciaAnatolij Pietricki
Scenariusz
ObsadaSiergiej Bondarczuk, Wiaczesław Tichonow, Ludmiła Sawieljowa, Boris Zachawa, Władysław Strzelczyk, Wiktor Murganow, Siergiej Nikonienko, Siergiej Jermiłow, Anatolij Ktorow, Antonina Szuranowa, Wasilij Łanowoj, Angelina Stiepanowa, Boris Smirnow, Giuli Czochonelidze
MuzykaWiaczesław Owczinnikow
Rok produkcji1967
Kraj produkcjiZSRR
CyklKlasyka Kina Radzieckiego, Wojna i pokój
Czas trwania77 minut
Gatunekdramat, historyczny
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Wyszukaj / Kup
Mijały kolejne lata, a zainteresowanie w Związku Radzieckim kolejnymi częściami wielkiego historycznego eposu Siergieja Bondarczuka opartego na powieści Lwa Tołstoja wciąż utrzymywało się na wysokim poziomie. Choć, co oczywiste, z roku na rok mimo wszystko malało. Pierwszą część tetralogii, czyli „Andrieja Bołkońskiego” obejrzało w 1965 roku ponad 58 milionów widzów; na jego kontynuację, to jest „Nataszę Rostową”, rok później do kin wybrało się trochę ponad 36 milionów. Premiera trzeciej odsłony, zatytułowanej „Rok 1812”, miała miejsce 21 lipca 1967 roku, a w ciągu kolejnych pięciu miesięcy obejrzało ją 21 milionów obywateli Kraju Rad. Wydawałoby się, że niewiele, ale należy wziąć pod uwagę, że jeszcze tym samym roku, trzy i pół miesiąca później, pokazano finałową opowieść – „Pierre’a Bezuchowa”.
„Rok 1812” jest najkrótszą odsłoną tetralogii. Trwa niespełna osiemdziesiąt minut – w porównaniu z dłuższym o godzinę „Andriejem Bołkońskim” to naprawdę niewiele – ale miejmy w pamięci, że jego akcja zamyka się w zaledwie czterech miesiącach: zaczyna się w czerwcu, kończy natomiast we wrześniu 1812 roku. Początek fabuły wyznacza przekroczenie przez Wielką Armię Bonapartego granic Cesarstwa Rosyjskiego, a zamyka zakończenie bitwy pod Borodino, po której, choć o tym już mowy nie ma, cesarz Francuzów wkroczył do Moskwy. Siergiej Bondarczuk w teorii zamyka więc swój film niepowodzeniem Rosjan, ale jednocześnie obleka je w takie odautorskie komentarze, że widz nie ma wątpliwości, iż Borodino było początkiem końca Napoleona. Że przyczyniło się walnie do ostatecznego pogromu wielonarodowych wojsk Korsykanina.
Znamienne są pierwsze sceny film. Gdy Wielka Armia wkracza z obszarów Księstwa Warszawskiego (którego nazwa nawet nie pada) do Rosji, w Petersburgu trwa wielki bal, jakby zupełnie nie zdawano sobie sprawy z czyhającego śmiertelnego zagrożenia. Arystokraci bawią się jak przed laty, gdy wróg stał o tysiące kilometrów od granic. Na ekranie obserwujemy moment, w którym car Aleksander I Romanow dowiaduje się o zdradzie sojusznika (przynajmniej od momentu podpisania pokoju w Tylży; widzimy patriotyczne wzruszenie, które udziela się nawet młodziutkiemu Piotrowi Rostowowi – chłopiec chce udowodnić swą miłość do ojczyzny, idąc wraz z dorosłymi na front i bijąc Francuzów. Ani Tołstoj, ani Bondarczuk nie przedstawiają dokładnie losów kampanii; czytelnicy i widzowie obserwują ją początkowo z bezpiecznej perspektywy, dowiadując się o walkach z informacji docierających do Moskwy i Petersburga.
I tak głośno komentuje się na salonach krytykowaną przez cara taktykę obraną przez głównodowodzącego wojsk rosyjskich Michaiła Barclaya de Tolly’ego; przeżywa się – szczególnie boleśnie dotyka to starego hrabiego Nikołaja Andriejewicza Bołkońskiego, ojca Andrieja – kolejne niepowodzenia i fakt zajmowania kolejnych miast przez Wielką Armię (chodzi głównie o Witebsk i Smoleńsk). Wreszcie w drugiej części reżyser skupia się już na tym, co najważniejsze – na bitwie pod Borodino, przygotowaniach do niej (vide gromadzenie wojsk, uroczystości religijne mające tchnąć w żołnierzy rosyjskich ducha walki, wreszcie podkreślenie jedności całego społeczeństwa, kiedy obok stają zjednoczeni chłopscy szeregowcy i ich szlacheccy dowódcy), jej przebiegu i bezpośrednich skutkach. Pełne rozmachu sceny batalistyczne zaczynają się od ukazania panującego po obu stronach olbrzymiego chaosu, dopiero z biegiem czasu wyłania się z niego ostateczny rezultat batalii.
Co ciekawe, Bondarczuk, mimo końcowego hurrapatriotycznego komentarza, nie przedstawia samej bitwy jako wielkiego zwycięstwa. Pokazana jest ona w ponurych barwach, wszędzie walają się trupy, ranni i kalecy żołnierze, którym nawet za bardzo nie ma kto pomagać. A widz ogląda to wydarzenie oczyma Pierre’a Bezuchowa, który z neutralnego świadka staje się stopniowo coraz bardziej aktywnym uczestnikiem wydarzeń. Można odnieść wrażenie, że radziecki reżyser podgląda batalię pomiędzy Rosjanami a – mówiąc w uproszczeniu – Francuzami, odtwarza ją, a nie, jak to często bywa na ekranie w podobnych dziełach, stwarza, kreuje, przydając atrakcyjności. Ostatnie sekwencje nie są w stanie chyba nikogo podnieść na duchu – pobojowisko pod Borodino można odebrać jako symboliczny obraz obróconych wniwecz marzeń o demokratycznej Rosji. Wszak zachodnie idee zaszczepiane były na grunt rosyjski via Paryż, a rok 1812 pokazał, że Francja to śmiertelny wróg. Tym samym wrogie są płynące stamtąd hasła wolności i równości. Znacząca jest także przemiana, jakiej podlega Pierre, dotąd zafascynowany rewolucją francuską i Napoleonem, który znajdując się na polu bitwy, budzi w sobie rosyjskiego patriotę. Nic dziwnego, że ostatnia odsłona filmu poświęcona jest przede wszystkim tej postaci.
W obsadzie nie nastąpiły żadne zmiany. Warto jednak odnotować pojawienie się na ekranie dwóch wybitnych aktorów, których we wcześniejszych częściach nie mogliśmy podziwiać. No, może nie całkiem. Owszem, Napoleon przemykał gdzieś w oddali przez ekran, ale dopiero w „Roku 1812” dane mu było zaistnieć w szerszym zakresie. W cesarza Francuzów wcielił się wybitny aktor teatralny polskiego pochodzenia Władysław Strzelczyk, urodzony w Piotrogrodzie w 1921, a zmarły w Petersburgu w 1995 roku. Jego ojciec był emigrantem z Kongresówki, który osiadł w ówczesnej stolicy Rosji na początku XX wieku. Władysław brał udział w Wielkiej Wojnie Ojczyźnianej jako artysta zespołów frontowych; w czasach Związku Radzieckiego pojawiał się w wielkich epopejach wojennych, jak na przykład „Wyzwolenie” (1968-1971) czy „Blokada” (1974-1977). Drugim, o którym warto wspomnieć, jest wcielający się w rosyjskiego oficera na polu bitwy Siergiej Nikonienko („Komisarz”, „Główny”, „Z dna na szczyt”). Co może zastanawiać, w całym filmie nie ma ani słowa na temat udziału wojsk polskich w wyprawie na Moskwę. Da się to wytłumaczyć jedynie względami politycznymi – podkreślanie w drugiej połowie lat 60. XX wieku, kiedy Kraj Rad i Polskę Ludową łączyła dozgonna przyjaźń, że były takie okresy w historii, gdy walczyliśmy ze sobą na śmierć i życie, nie było w interesie ani Leonida Breżniewa, ani Władysława Gomułki.
koniec
19 czerwca 2019

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

„A planety szaleją, szaleją, szaleją…”
Sebastian Chosiński

13 I 2020

Kiedy trafiacie na film (bądź serial) dokumentalny z logo BBC Earth na okładce – nie zastanawiajcie się ani chwili. Obojętnie jakiego tematu będzie on dotyczył, otrzymacie produkt najwyższej jakości. Nie inaczej jest w przypadku ubiegłorocznego miniserialu „Planety”, w którym profesor Brian Cox przybliża tajemnice Układu Słonecznego. Ogląda się go – jak najlepszy thriller – z zapartym tchem.

więcej »

Wierny agent, choć bez ogrodnika
Sebastian Chosiński

9 I 2020

Monica Bellucci i Ben Kingsley w obsadzie filmu – to wystarczająca zachęta, aby zasiąść przed ekranem, nawet jeżeli krytycy będą ostrzegać, że dwie godziny życia można spożytkować rozsądniej. Ale co tam, każdy z nas oglądał przecież w życiu sporo gorszych filmów od „Pająka w sieci” Erana Riklisa.

więcej »

Memento mori
Sebastian Chosiński

3 XII 2019

Spodziewalibyście się tak doskonałego opartego na faktach miniserialu dramatycznego po scenarzyście „Strasznych filmów” i „Kac Vegas”? Albo po byłym hiphopowcu ze Szwecji, którego największym osiągnięciem reżyserskim były dotąd teledyski do dwóch piosenek z ostatniego albumu Davida Bowiego? Nie zmienia to faktu, że „Czarnobyl” to ponad pięciogodzinna porcja doskonałego kina.

więcej »

Polecamy

Alejandro González Iñárritu. Amores perros.

Do sedna:

Alejandro González Iñárritu. Amores perros.
— Marcin Knyszyński

Darren Aronofsky „mother!”
— Marcin Knyszyński

Darren Aronofsky. Noe: Wybrany przez Boga
— Marcin Knyszyński

Darren Aronofsky. Czarny łabędź.
— Marcin Knyszyński

Darren Aronofsky. Zapaśnik.
— Marcin Knyszyński

Darren Aronofsky. Źródło
— Marcin Knyszyński

Darren Aronofsky. Requiem dla snu
— Marcin Knyszyński

Darren Aronofsky. Pi
— Marcin Knyszyński

Zobacz też

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.