Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 19 grudnia 2018
w Esensji w Esensjopedii

Kunal Kohli
‹Fanaa›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułFanaa
Dystrybutor Epelpol
Data premiery16 listopada 2007
ReżyseriaKunal Kohli
ZdjęciaRavi K. Chandran
Scenariusz
ObsadaAamir Khan, Kajol, Tabu, Kiron Kher
MuzykaSalim Merchant, Jatin Pandit, Lalit Pandit
Rok produkcji2006
Kraj produkcjiIndie
Czas trwania168 min
Gatunekdramat, komedia
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Wyszukaj / Kup

Pociąg do Bollywood: Huragan

Esensja.pl
Esensja.pl
Polskie Tatry wcale nie wychodzą na pierwszy plan filmu Kunala Kohliego „Fanaa”. Pełnią jedynie funkcję malowniczego tła i stanowią dumę polskich wielbicieli Bollywood. Piękne widoki, urzekające zestawienia barw oraz wykwintnie kadrowane Indie i Polska nie są w stanie przyćmić bohaterów i opowiadanej historii, nie do końca umotywowanej, a mimo to niejednoznacznej i zastanawiającej. Historii o trudnych wyborach.

Ewa Drab

Pociąg do Bollywood: Huragan

Polskie Tatry wcale nie wychodzą na pierwszy plan filmu Kunala Kohliego „Fanaa”. Pełnią jedynie funkcję malowniczego tła i stanowią dumę polskich wielbicieli Bollywood. Piękne widoki, urzekające zestawienia barw oraz wykwintnie kadrowane Indie i Polska nie są w stanie przyćmić bohaterów i opowiadanej historii, nie do końca umotywowanej, a mimo to niejednoznacznej i zastanawiającej. Historii o trudnych wyborach.

Kunal Kohli
‹Fanaa›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułFanaa
Dystrybutor Epelpol
Data premiery16 listopada 2007
ReżyseriaKunal Kohli
ZdjęciaRavi K. Chandran
Scenariusz
ObsadaAamir Khan, Kajol, Tabu, Kiron Kher
MuzykaSalim Merchant, Jatin Pandit, Lalit Pandit
Rok produkcji2006
Kraj produkcjiIndie
Czas trwania168 min
Gatunekdramat, komedia
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Wyszukaj / Kup
„Fanaa” znaczy unicestwienie. W filmie Kohliego to słowo to nie tylko zręczny, przyciągający uwagę tytuł, ale wyraz o pełnej gamie znaczeń. Ma związek nie tylko z unicestwieniem w miłości, jak sugeruje polski podtytuł filmu, ale również ze zburzeniem dotychczasowego światopoglądu, wystawieniem się na cierpienie w imię wartości, zniszczeniem symbolicznego zła tkwiącego w każdym człowieku. Film Kohliego udaje przez pierwszą połowę piękną bajkę o powoli rozwijającym się uczuciu, by w kilka chwil potem unicestwić również i tę wizję wraz z wszelkimi ideałami, które reprezentuje, każąc przemyśleć widzowi jeszcze raz stosunek do przedstawionej opowieści i jej bohaterów. Im dalej brnie reżyser, tym lepiej widać, że „Fanaa” to na pewno nie kino logiki, oczywistości i umotywowania wszelkich działań. Opiera się przede wszystkim na silnych emocjach, wywołanych zwłaszcza przez sprytną manipulację wydarzeniami, portretami postaci i odczuciami przez nie wywoływanymi. U podstaw filmu twórcy kładą konflikt moralny, w efekcie porzucając chwiejne wątki stawiające na akcję i intrygę, a skupiając się na wewnętrznych wątpliwościach i charakterologicznych sprzecznościach dwojga głównych bohaterów. Okazuje się, że to słuszne posunięcie, ponieważ w tej warstwie twórcy mają najwięcej do powiedzenia. I w dodatku mądrze.
W jądrze filmu znajduje się jeszcze jeden konflikt – konflikt tragiczny, który nie pozwala na szczęśliwe zakończenie, a wymusza konieczność poniesienia strat przez każdą ze stron, także w figuratywnym znaczeniu, tych psychicznych i emocjonalnych. Obserwowanie rozwoju wydarzeń i ewolucji uczuciowej postaci przynosi – jak na rasową tragedię przystało – katharsis, dzięki któremu przymyka się oko na kulejący scenariusz. Bo owszem, historia porusza, ale mimo zręcznie wywoływanego rozczulenia widać braki scenariuszowe, systematycznie tuszowane przez parę znakomitych aktorów w rolach głównych. To dzięki nim łatwo się przejąć losami bohaterów, zrozumieć zawiłości ich charakterów oraz zapomnieć o tym, że autor scenariusza Shibani Bathija miesza w kotle filmowych pomysłów i co rusz dostarcza moralnie nieakceptowanych uzasadnień (których nie wypada zdradzać ze względu na dramaturgię filmu). Kajol i jej Zooni oraz Aamir Khan jako Rehan wspinają się na wyżyny umiejętności aktorskich, utrzymując historię w ryzach i autentycznie wzruszając. Odrobinę trudniejsze zadanie dostał Aamir Khan, ponieważ w filmie musi przekonać do siebie publiczność, wydobyć na wierzch sprzeczność swojej postaci, jej delikatność i jednoczesne okrucieństwo, a nawet – co wydaje się najtrudniejsze – sprawić, by Rehan został zrozumiany, a nie przekreślony przez swoje czyny. Tymczasem Kajol musi zmierzyć się z kluczowym wyborem swojej bohaterki, który zadecyduje o życiu bądź unicestwieniu miłości, hierarchii wartości, szacunku dla samej siebie, cierpienia i moralności. Ten jeden wybór burzy frustrujący, narastający przez cały seans konflikt i pozwala filmowi postawić końcowy, esencjonalny wniosek, a także znak zapytania. Prowokuje on do przemyślenia kwestii poświęcenia, wyborów jednostki na tle ogółu społecznego, patriotyzmu i terroryzmu. Sporo jak na niepozornie zaczynający się film o tragicznej miłości.
Właśnie w finałowych sekwencjach scenarzysta rehabilituje się i domyka wszystko to, co wcześniej pozostawił otwarte i nieprzekonujące. Wprawdzie operując silnym uderzeniem emocjonalnym w zakończeniu zachowuje się, jakby chciał pokonać przeciwnika poprzez cios poniżej pasa, ale robiąc tak, nie wygładza opowiedzianej historii, tylko dodaje jej ostrości i wywołuje u widza niepokój, który trwa nawet po napisach końcowych. To niepokój o właściwościach pobudzających, niepozwalający szarym komórkom odpocząć, choć w dużej mierze działający raczej na widzów podchodzących do kina emocjonalnie, otwarcie i z pełnym zaangażowaniem. To oni docenią urok wizualny filmu Kohliego i miłość Zooni i Rehana nadającą kształt wszystkim innym wątkom oraz prowadzącą bohaterów do dojrzałości i zdolności dokonywania tych najtrudniejszych wyborów. Miłość ma w „Fanaa” interesującą formę, zwłaszcza dla Rehana, który znajduje w niej nowy, szlachetny cel życia, odbicie siebie samego, jakim chciałby być oraz odkupienie win. To klasyczny, epicki portret wiecznej miłości, typowy dla kina bollywoodzkiego, ale jednocześnie wzbogacony o liczne, osobliwe wymiary.
O ile można zastanawiać się nad fabułą „Fanaa”, nie można mieć żadnych zastrzeżeń do strony wizualnej i dźwiękowej filmu. Pierwsza połowa zrealizowana w Indiach ma ciepłe, słoneczne barwy, które korespondują z pozytywną aurą i prostotą miłosnej historii z tej części filmu. Druga połowa powstała w Polsce, co stanowi miły akcent dla polskich widzów, którzy mogą wybrać się do tych samych miejsc, w których mieszkała bohaterka Kajol – Zooni. Ta część filmu cieszy oko surową urodą zimowych gór stanowiących idealną scenerię dla pogłębiającego się dramatu, pozbawionego optymizmu i szczęścia z łudzącego punktu wyjściowego fabuły. W obrazy wplata się muzyka, wyrafinowana, raz nowoczesna, raz bardziej tradycyjna, wciąż jednak grająca na strunach emocji widza. Pojawia się jeszcze rozdzierający zaśpiew „fanaa…” z piosenki „Mere Hath Mein”, w którym zdołano uchwycić cały dramatyzm i piękno filmu, a który zagnieżdża się w głowie i długo nie daje spokoju. Muzyka jak obraz – wyjątkowa, choć wciąż budząca skrajne opinie.
Śladami „Fanaa” w Polsce: W polskich bollyfanach siła!
Dom 'grający' w filmie kaszmirski dom Zooni.
Dom 'grający' w filmie kaszmirski dom Zooni.
„Fanaa” od początku wzbudzała duże zainteresowanie wśród polskich wielbicieli Bollywood, nie tylko dlatego, że zapowiadał się dobry film z doskonałym duetem aktorskim Kajol – Aamir, ale również dlatego, że część zdjęć powstała w Polsce. Zaczęły się w październiku 2005 roku w Delhi, by potem przenieść się w okolice Zakopanego takie jak Płazówka czy Małe Ciche. To był czas, gdy Bollywood kojarzyło się w Polsce przede wszystkim z „Czasem słońce, czasem deszcz” Karana Johara i świeżo wprowadzonym do kin „Jestem przy tobie” Farah Khan. Oczywiście, jeśli w ogóle się kojarzyło. Może i lepiej dla filmowców, bo gdyby obecnie w Tatrach pojawiły się takie gwiazdy jak Kajol i Aamir Khan, pielgrzymkom po autografy nie byłoby końca. A tak, plan filmu przeżył umiarkowane oblężenie, a aktorzy mogli bardziej skupić się na kreowanych przez siebie postaciach, a nie na absorbującej obecności podekscytowanych fanów. W 2007 roku, gdy film – za sprawą Epelpol Distribution – trafił do kin, a potem, 31 stycznia 2008, do sprzedaży, rozrośnięta już grupa bollyfanów zainteresowała się żywiej emocjonującym faktem kręcenia filmu w Polsce. Chciałoby się obejrzeć tatrzańskie plenery, które udawały Kaszmir i posłuchać ludzi, którzy wówczas pracowali z indyjską ekipą lub w charakterze fanów spotkali gwiazdy. Dzięki polskiemu wydaniu DVD „Fanaa” jest to możliwe. Nie dlatego, że Yash Raj Films zaintrygowała – wciąż jeszcze niewielka – grupa polskich widzów. Raczej dlatego, że firma Epelpol, przygotowując edycję DVD filmu, postawiła wszystko na jedną kartę i zaufała polskim fanom Bollywoodu. W ten sposób powstał amatorski dokument stworzony przez fanów dla fanów, przedstawiający miejsca, w których kręcono film oraz trudy polskich wielbicieli indyjskiego kina gotowych na pokonanie wszelkich przeszkód, byle tylko znaleźć się nieco bliżej Bollywoodu.
Wszystko zaczęło się od wydania filmu „Garam Masala: Podrywacze”. Średni film przemknął bez echa, ale pozwolił zauważyć, że na rynku Bollywood w Polsce pojawił się nowy gracz – Epelpol Distribution. To właśnie ta firma zorganizowała otwarty dla widzów pokaz prasowy filmu „Fanaa”, na którym pojawił się jeden z rzeszy wielbicieli Bollywoodu, Roman Juranek. Pewnie obejrzałby „Fanaa” na dużym ekranie i wrócił do domu, gdyby nie pomysł, żeby sfilmować polską premierę filmu. Dzięki temu został zauważony przez Epelpol i wybrany na twórcę filmu fanowskiego o lokacjach produkcji zatytułowanego „Śladami >>Fanaa<< w Polsce”. To był odważny krok dystrybutora, by powierzyć odpowiedzialne zadanie osobie niedoświadczonej, choć pasjonującej się filmem i jego powstawaniem. Ale opłaciło się: dokument może nie jest profesjonalny, ale stanowi oczywisty dowód na to, że w fanach drzemie wielka siła. Do tego przybliża widzom kulisy kręcenia filmu i pełni rolę atutu polskiego wydania DVD, którego nie mają zagraniczne edycje.
Twórca filmu z kamerzystą na jednym z filmowych planów.
Twórca filmu z kamerzystą na jednym z filmowych planów.
Autor dokumentu, Roman Juranek, poprosił o pomoc innych fanów Bollywoodu, aby wspólnie wybrać się w górską podróż śladami „Fanaa”, sfilmować ją, a potem skomentować, wszystko to zmontować i zaprezentować na płycie z dodatkami do filmu. I tak też się stało. W tworzeniu filmu, fotografowaniu lokacji i wypytywaniu ludzi związanych z produkcją po polskiej stronie pomagała studentka dziennikarstwa, Karolina Pyka. Oryginalną choreografię do filmowej piosenki „Des Rangeela” ułożyły i zatańczyły dziewczęta z zespołu tańca indyjskiego „Taal”. Założycielka zespołu Sabina Sweta Sen tak mówi o ich pomyśle: „Des Rangeela” to taniec o kraju, który przepełniony jest kolorami. Począwszy od bogatej historii, różnorodnej natury i skończywszy na barwnej tradycji i obyczajach. W tańcu poprzez gesty, mimikę twarzy, stroje pokazuje się, jak bogate kulturowo potrafią być Indie. Na pomysł ułożenia nowej choreografii zareagowałyśmy bardzo entuzjastycznie. Mimo ograniczonego czasu powiedziałyśmy, że nawet jeśli trzeba będzie zrobić próby przez całe dnie i noce, piszemy się na współpracę.
Zespół cieszył się najbardziej z faktu, że ma szansę uczestniczyć w wydarzeniu zorganizowanym przez fanów, ludzi z pasją, kochających kulturę Indii i filmy stamtąd pochodzące. Podobnego zdania byli pierwsi widzowie dokumentu. Pagal, jeden z użytkowników forum o kinie indyjskim bollywood.pl założonego przez firmę dystrybucyjną Blink, której zawdzięczamy pierwsze tytuły tej kinematografii w Polsce, dał się po wielu próbach namówić na komentarz. Reprezentując innych bollyfanów stwierdził, że podobny dokument to „świetny pomysł, superszybka jego realizacja i jak najbardziej udany efekt końcowy”. Bo dla polskich fanów liczy się przede wszystkim, by Bollywood traktowano w Polsce na równi z kinem zachodnim. A takie pomysły tylko temu sprzyjają.
koniec
18 lutego 2008

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Wysiłek, pomysłowość i upór
Marcin Osuch

26 XI 2018

Produkcje przyrodnicze BBC to klasa sama w sobie. Wyprodukowana w 2006 roku „Planeta Ziemia” była przełomem w sposobie pokazywania otaczającego nas świata. I choć to wydaje się niemożliwe, „Planeta Ziemia II” robi krok dalej w tej dziedzinie.

więcej »

Szkoda, że nie Pasikowski…
Sebastian Chosiński

15 X 2018

Historia Michała Łobody to świetny materiał na film. Na demaskatorski thriller ze zbrodnią katyńską w tle. O Wielkiej Polityce, w której nie ma miejsca na sentymenty. Nawet wobec niedawnych sojuszników. Niestety, Paweł Szkopiak nakręcił „Ostatniego świadka” w modnej ostatnio manierze nordic noir, która nijak pasuje do tematu. W efekcie powstało dzieło tak nudne, że od oglądania aż bolą zęby.

więcej »

Na więcej Stalin nie zasłużył
Sebastian Chosiński

12 X 2018

To bardzo inteligentna czarna komedia. Co jednak należy zrozumieć i uszanować, może ona rozwścieczyć ludzi, których dotyka bezpośrednio. Czyli Rosjan. Bo jeśli rządzący ich krajem przez dekady politycy zostali pokazani jako skończone kanale, zboczeńcy, alkoholicy i zbrodniarze – to co można myśleć o narodzie, którym rządzili? Armando Iannucci, reżyser „Śmierci Stalina”, już chyba nigdy nie dostanie pozwolenia na kręcenie zdjęć w Rosji.

więcej »

Polecamy

Na parkowej ławeczce

Z filmu wyjęte:

Na parkowej ławeczce
— Jarosław Loretz

Zombie a… kobieta?
— Jarosław Loretz

Robot a kobieta
— Jarosław Loretz

Gardło Innym Podrzynam Dibbler
— Jarosław Loretz

Zacząć dzień z przytupem
— Jarosław Loretz

Łabędziot
— Jarosław Loretz

Zatokaman i wspólnicy
— Jarosław Loretz

Zatokaman
— Jarosław Loretz

Żeby lepiej słyszeć
— Jarosław Loretz

Ostatnia impreza
— Jarosław Loretz

Zobacz też

Z tego cyklu

Walcząc o tożsamość
— Ewa Drab

Na granicy
— Ewa Drab

Prawda jest Bogiem
— Ewa Drab

Trędowata
— Ewa Drab

Krwawy buntownik
— Ewa Drab

Sztuka dla sprawy
— Ewa Drab

Z wyczuciem i uczuciem
— Ewa Drab

Cudze chwalicie, swego nie znacie
— Ewa Drab

Sportowa rebelia
— Ewa Drab

Modlitwa za grzechy
— Ewa Drab

Tegoż autora

Porażki i sukcesy 2015
— Piotr Dobry, Ewa Drab, Grzegorz Fortuna, Krystian Fred, Jarosław Robak, Krzysztof Spór, Konrad Wągrowski

Szybciej. Głośniej. Więcej zębów
— Ewa Drab

Samochody (nie) latają
— Ewa Drab

Kreacja automatyczna
— Ewa Drab

Prezenty świąteczne 2014: Gry wideo pod choinkę
— Ewa Drab

PR rządzi światem
— Ewa Drab

(I)grać i (wy)grać z czasem
— Ewa Drab

17. Cropp Kultowe: Dzień 10. Apokalipsa i koniec
— Ewa Drab

17. Cropp Kultowe: Dzień 9. Popołudnie żywych trupów
— Ewa Drab

17. Cropp Kultowe: Dzień 8. Zabawa o smaku kawy
— Ewa Drab

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.