Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 26 maja 2022
w Esensji w Esensjopedii

Peter Hyams
‹I uderzył grom›

EKSTRAKT:40%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułI uderzył grom
Tytuł oryginalnyA Sound of Thunder
Dystrybutor ITI
ReżyseriaPeter Hyams
ZdjęciaPeter Hyams
Scenariusz
ObsadaEdward Burns, Ben Kingsley, Catherine McCormack, Jemima Rooper, Wilfried Hochholdinger, August Zirner, Corey Johnson, Heike Makatsch
MuzykaNick Glennie-Smith
Rok produkcji2005
Kraj produkcjiCzechy, Niemcy, USA, Wielka Brytania
Czas trwania110 min
ParametryDolby Digital 5.1; format: 2,35:1
WWW
Gatunekprzygodowy, SF
EAN5900058113286
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Wyszukaj / Kup

Ślepy emisariusz
[Peter Hyams „I uderzył grom” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
Żeby wstrzelić się w rynek i zarobić na filmie pieniądze, nie wystarczy wziąć jako podstawę scenariusza tekst znanego pisarza i puścić produkcję na żywioł. Trzeba do tego jeszcze sensownej wysokości budżetu i ludzi, którzy potrafią go wykorzystać. W przeciwnym bowiem razie – jak w przypadku „I uderzył grom” – powstały obraz zamiast pieniędzy i chwały przynosić będzie co najwyżej wstyd.

Jarosław Loretz

Ślepy emisariusz
[Peter Hyams „I uderzył grom” - recenzja]

Żeby wstrzelić się w rynek i zarobić na filmie pieniądze, nie wystarczy wziąć jako podstawę scenariusza tekst znanego pisarza i puścić produkcję na żywioł. Trzeba do tego jeszcze sensownej wysokości budżetu i ludzi, którzy potrafią go wykorzystać. W przeciwnym bowiem razie – jak w przypadku „I uderzył grom” – powstały obraz zamiast pieniędzy i chwały przynosić będzie co najwyżej wstyd.

Peter Hyams
‹I uderzył grom›

EKSTRAKT:40%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułI uderzył grom
Tytuł oryginalnyA Sound of Thunder
Dystrybutor ITI
ReżyseriaPeter Hyams
ZdjęciaPeter Hyams
Scenariusz
ObsadaEdward Burns, Ben Kingsley, Catherine McCormack, Jemima Rooper, Wilfried Hochholdinger, August Zirner, Corey Johnson, Heike Makatsch
MuzykaNick Glennie-Smith
Rok produkcji2005
Kraj produkcjiCzechy, Niemcy, USA, Wielka Brytania
Czas trwania110 min
ParametryDolby Digital 5.1; format: 2,35:1
WWW
Gatunekprzygodowy, SF
EAN5900058113286
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Wyszukaj / Kup
Ten, kto cisnął gromem, haniebnie chybił. Nikt z ekipy odpowiedzialnej za realizację filmu nie został spopielony czy choćby sparaliżowany. A wielka szkoda, bo należało się coś takiego za zniszczenie przeciętnym aktorstwem, dziurawym scenariuszem i – co najbardziej odczuwalne – tanimi efektami specjalnymi (choć budżet filmu wyniósł aż 52 miliony dolarów!) ciekawej i nośnej koncepcji publikowanego wiele lat temu w „Przeglądzie Technicznym” opowiadania Raya Bradbury’ego. Gdyby nie to, film zapewne bez problemu podbiłby serca miłośników fantastyki. W tym kształcie jednak, w jakim trafił na rynek, w całej rozciągłości zasługuje na miano bubla. Nie ma się więc co dziwić, że nie trafił do polskich kin i wylądował od razu na DVD.
Sednem fabuły „I uderzył grom” jest działalność firmy wysyłającej obrzydliwie bogatych, znudzonych życiem klientów tunelem czasowym w okres, kiedy na Ziemi żyły dinozaury. Turysta, w towarzystwie specjalnej ekipy, ma szansę postrzelać sobie z fikuśnej broni do wyskakującego z krzaków dużego, drapieżnego gada. Zaraz po „polowaniu” wszyscy wracają tunelem i jest wiele radości. Do czasu, gdy po jednej z takich wypraw coś się zaczyna psuć w epoce podróży temporalnych. Fala za falą (dosłownie!) idą zmiany w czasie nasilające przyrost dziwnych roślin, a niebawem i zmieniające część populacji ziemskiej (bo dla wygody twórców w całym filmie nie ma bodaj ani jednego psa, kota czy karalucha) w dziwne stwory. Pracownicy laboratorium zaczynają prawdziwy wyścig z czasem, by dowiedzieć się, co jest przyczyną zmian i by przywrócić do pierwotnego stanu zakłócony ład – zanim sami zostaną pożarci lub zmienią się w coś nienazwanego.
Prawda, że brzmi to pięknie (no, może prócz pożerania)? Jakież w tym pomyśle drzemią możliwości wykreowania ciekawego świata przyszłości, pokazania efektownej technologii podróży w czasie, czy choćby zaprezentowania coraz bardziej niepokojących przemian wynikających z nakładania się na siebie efektów kolejnych fal czasu. Jest tu niemal nieograniczone pole do popisu. A co otrzymujemy? Niechlujną i wycinkową kreację świata przyszłości, dość absurdalną z logicznego punktu widzenia. Bo oto okazuje się, że w roku 2055, w którym dzieje się akcja filmu, technologia poszła do przodu tylko w dwóch wybranych dziedzinach – podróżach w czasie i motoryzacji. Szczerze mówiąc, gdyby nie koszmarnie animowane, śmiesznie podskakujące na drodze samochody oraz parę gadżetów w laboratorium, wcale nie dałoby się odczuć, że akcja „I uderzył grom” dzieje się w przyszłości. Architektura miasta nie różni się od obecnie stosowanej, wnętrza mieszkań są umeblowane bardzo swojsko, zaś przewijający się w kadrze mieszkańcy metropolii wyglądają wypisz wymaluj jak dzisiejsi warszawiacy.
Podobnie jest z samą techniką podróży w czasie. Przede wszystkim w oczy rzuca się stojący poza jakąkolwiek skalą rozsądku poziom bezpieczeństwa w laboratorium. Na teren instytucji, w której wykorzystuje się nowatorską i trzymaną w ścisłej tajemnicy technologię, wejść może praktycznie ktokolwiek z ulicy. Co więcej – całe laboratorium, generatory, rdzeń komputera, śluza, szafki z ubraniami, stojaki z bronią i co tam jeszcze są upchnięte w jednej, przestronnej sali niepodzielonej na żadne mniejsze pomieszczenia. Mimo że jakikolwiek przeciek z tej czy drugiej strony (mam na myśli wymianę materiału biologicznego przyszłości z epoką dinozaurów) może mieć fatalne konsekwencje. Ale cóż tam – przygotowujący się do skoku pracownicy płci obojga zrzucają ciuchy (łącznie z bielizną) za jakimś szczątkowym parawanikiem ledwie o parę metrów od śluzy, kombinezonów ze skoku w przeszłość nikt nie sprawdza pod kątem zabrudzeń, tylko rzuca się je byle jak i byle gdzie, a jedyny sprzątacz – oczywiście czarnoskóry, jak większość przedstawicieli podrzędnych zawodów w amerykańskich filmach – łazi wszędzie i niezdarnie macha na prawo i lewo brudną szmatą, co pewien czas niszcząc jakieś cenne wyposażenie. Abstrahuję już od tego, że jeden fajtłapowaty sprzątacz dysponujący niewielkim zestawem wiaderek, szmat i mopów raczej nie byłby w stanie utrzymać w nieskazitelnej czystości tak dużego, ultranowoczesnego obiektu, podobnie jak tych paru widocznych na ekranie pracowników nie wystarczałoby do bieżącej obsługi projektu, nie mówiąc już o nieprzerwanym prowadzeniu badań. A przecież na dokładkę to oni własnoręcznie chyba stworzyli sztuczną inteligencję zawiadującą skokami w czasie, sami zbudowali cały mechanizm urządzenia (włącznie z idiotycznie zygzakowatą śluzą), a także skonstruowali unikalną broń. Czy więc wobec takiej manifestacji geniuszu i wszechstronności bohaterów należy się dziwić, że maluczki widz pewnie będzie miał problem z rozgryzieniem metody wyznaczania skoków i ich logiki (bo zdaje się, że wszystkie myśliwskie grupy skaczą dokładnie w ten sam czas i to samo miejsce, ubijając wciąż jednego i tego samego dinozaura), a także pogrąży się w bezowocnej zadumie nad fizyczną możliwością powstawania w epoce gadów jakiegoś pomostu z hiper-super-niewiadomoczego, który to pomost po powrocie ekipy łowieckiej do przyszłości rozwiewa się w sposób równie tajemniczy, jak powstał?
Nie mniej wątpliwości budzą zmiany wywołane przeniesieniem nieznanego przedmiotu przez czasowe wrota. Tutaj scenarzysta poddał się już zupełnie i zamiast spójnej koncepcji stworzył coś na kształt trzystuletniego gobelinu, dojadanego właśnie przez tysiąc pierwsze pokolenie myszy. Nic się tu po prostu kupy nie trzyma. Poniekąd można zrozumieć pojawienie się roślin tropikalnych (choć nadal nie rozumiem, czemu rosną w bezpośrednim sąsiedztwie budynków, a na skwerach i ulicach nadal króluje równo przystrzyżony trawnik), ale skąd się wzięły pawianozaury? Można przypuszczać, że z ludzi – ale których? Z Murzynów (bo akurat ich brakuje w kadrze)? Dlaczego nikt z grupy bohaterów nie uległ przemianie w takie dziwne coś (w sumie niby wiadomo, czemu – bo jest bohaterem)? Gdzie są jakiekolwiek zwierzęta, owady? Gdzie się podziały wszystkie samochody, które początkowo przelewały się zwartą masą po ulicach? Dlaczego wszyscy mieszkańcy miasta pamiętają, że wcześniej roślin nie było? Dlaczego fala czasowa jest widoczna (tak, tak, wiem, wymuszają to prawidła kina)? Dlaczego prócz roślin i ludzi nic w świecie przyszłości się nie zmienia (np. budynki, meble)? Długo tak można...
To nie jest problem kilku nie do końca przemyślanych konstrukcji. Cały ten film, poruszający bardzo przecież interesujący – aczkolwiek czysto hipotetyczny – problem wpływu najdrobniejszych zmian dokonanych w zamierzchłej przeszłości na kształt świata przyszłego, został najwyraźniej pospiesznie i powierzchownie przygotowany do produkcji, a potem „na odwal się” zrealizowany. Nie ma więc sensu zastanawiać się nad jakimś mitycznym „przesłaniem” czy iluzoryczną „przestrogą”, bo nic takiego – prócz kolorowych, tandetnych fajerwerków i biegających bździdełek – tutaj nie ma. Co więcej – lepiej w ogóle nie skupiać się na logicznych aspektach tematyki, bo może to grozić nadszarpnięciem zdrowia psychicznego. Szczęście w nieszczęściu, że „I uderzył grom” nie jest filmem nudnym i chociaż od tej strony daje jakąś rozrywkę. Nawet, jeśli nad wyraz mocno kłuje w oczy cherlawość efektów specjalnych (jak choćby wtedy, gdy obrysy spacerujących osób bardzo ostro odcinają się od budynków w tle, co świadczy o nieumiejętnym posługiwaniem się greenboxem).
Najsmutniejsze jednak w tym wszystkim jest to, że film został popełniony przez Petera Hyamsa, reżysera m.in. „Koziorożca Jeden”, „Odległego lądu” i „2010: Odysei kosmicznej”. Aż żal patrzeć, jak ten zdolny reżyser powoli, acz nieubłaganie stacza się w dół i – nawet mając do dyspozycji imponującej wysokości budżety – kręci coraz to słabsze i słabsze filmy, bezustannie obniżając swoje wymagania wobec aktorów i całej ekipy realizatorskiej. A przecież „I uderzył grom” mógł być takim dobrym filmem... Ale – niestety – nie jest.
koniec
18 marca 2008

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Epizod epizodu
Sebastian Chosiński

21 IV 2022

Tak, takie filmy powinny powstawać. Tak, powinny pokazywać pełne spektrum zachowań Polaków w czasie drugiej wojny światowej i ich reakcji na Zagładę Żydów: od mniej lub bardziej świadomego bohaterstwa, poprzez „umywanie rąk”, aż po współpracę z okupantem. Tylko, na Boga!, niech one mają odpowiednią do wagi tematu wartość artystyczną. Nie jak w przypadku „Ciotki Hitlera” Michała Rogalskiego.

więcej »

„Milczeć nie mogę…”
Sebastian Chosiński

12 IV 2022

Ileż jeszcze jest w naszej historii takich postaci, jak Szmul Zygielbojm, którym należy się upamiętnienie w formie filmowej! Nie ma jednak co przesadnie narzekać. Dobrze, że chociaż co parę lat powstają na ich temat obrazy biograficzne. „Śmierć Zygielbojma” Ryszarda Brylskiego to zresztą drugie podejście do tematu. W 2000 roku powstał bowiem tak samo zatytułowany dokument Dżamili Ankiewicz.

więcej »

Nie lekceważ kulawego detektywa!
Sebastian Chosiński

17 I 2022

Wdzięczni bądźmy J.K. Rowling, że po dekadzie poświęconej Harry’emu Potterowi (1997-2007) postanowiła odstawić go na boczny tor i zajęła się pisaniem powieści realistycznych. W przeciwnym wypadku nie doczekalibyśmy się serii kryminałów z prywatnym detektywem Cormoranem Strikiem w roli głównej (publikowanych pod pseudonimem Robert Galbraith). I tym samym nie powstałby tak dobry miniserial, jak „Zabójcza biel”.

więcej »

Polecamy

Kevin Smith. Sprzedawcy 2

Do sedna:

Kevin Smith. Sprzedawcy 2
— Marcin Knyszyński

Kevin Smith. Jay i Cichy Bob kontratakują
— Marcin Knyszyński

Kevin Smith. Dogma
— Marcin Knyszyński

Kevin Smith. W pogoni za Amy
— Marcin Knyszyński

Kevin Smith. Szczury z supermarketu
— Marcin Knyszyński

Kevin Smith. Sprzedawcy
— Marcin Knyszyński

Richard Kelly. Pułapka
— Marcin Knyszyński

Richard Kelly. Koniec świata
— Marcin Knyszyński

Richard Kelly. Donnie Darko
— Marcin Knyszyński

Alejandro González Iñárritu. Zjawa
— Marcin Knyszyński

Zobacz też

Tegoż twórcy

Twarz Meg Ryan to wcale nie mało
— Dariusz Sawicki

Krótko o filmach: Luty 2002
— Michał Chaciński, Artur Długosz, Eryk Remiezowicz

Koszmar zimowego wieczoru
— Artur Długosz

Tegoż autora

Jak dobrze nam mutantem być
— Jarosław Loretz

Danie w średnim stanie
— Jarosław Loretz

Podboje i wyboje
— Jarosław Loretz

Wątpliwa reklamówka
— Jarosław Loretz

Krok w dobrą złą stronę
— Jarosław Loretz

Zabiedzona flota: Nielotny
— Jarosław Loretz

Kryminalna grabież czasu
— Jarosław Loretz

Anioł w zielonych kaloszach
— Jarosław Loretz

Nazwobójca
— Jarosław Loretz

Siódma dusza po kisielu
— Jarosław Loretz

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.