Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 26 czerwca 2019
w Esensji w Esensjopedii

Grigorij Czuchraj
‹Ballada o żołnierzu›

EKSTRAKT:90%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułBallada o żołnierzu
Tytuł oryginalnyБаллада о солдате
Dystrybutor Epelpol
ReżyseriaGrigorij Czuchraj
ZdjęciaWładimir Nikołajew
Scenariusz
ObsadaWładimir Iwaszow, Żanna Prochorienko, Jewgienij Urbanski
MuzykaMichaił Ziw
Rok produkcji1959
Kraj produkcjiZSRR
CyklKlasyka Kina Radzieckiego
Czas trwania89 min
ParametryDolby Digital 2.0; format: 4:3
Gatunekdramat, wojenny
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Wyszukaj / Kup

Odyseusz Wielkiej Wojny Ojczyźnianej
[Grigorij Czuchraj „Ballada o żołnierzu” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
W wydawanej w naszym kraju kolekcji filmów DVD prezentującej klasykę kina radzieckiego nadeszła pora na „Balladę o żołnierzu” – słynny obraz Grigorija Czuchraja. Ta wyprodukowana przez Mosfilm w 1959 roku opowieść o Wielkiej Wojnie Ojczyźnianej widzianej oczyma prostego żołnierza do dzisiaj nie pozostawia widza obojętnym. Nie dlatego, że szczególnie realistycznie pokazuje okrucieństwo wojny. Przeciwnie! Dlatego, że widzimy, co wojna odebrała zwykłym ludziom – miłość, przyjaźń i nadzieję na lepsze życie.

Sebastian Chosiński

Odyseusz Wielkiej Wojny Ojczyźnianej
[Grigorij Czuchraj „Ballada o żołnierzu” - recenzja]

W wydawanej w naszym kraju kolekcji filmów DVD prezentującej klasykę kina radzieckiego nadeszła pora na „Balladę o żołnierzu” – słynny obraz Grigorija Czuchraja. Ta wyprodukowana przez Mosfilm w 1959 roku opowieść o Wielkiej Wojnie Ojczyźnianej widzianej oczyma prostego żołnierza do dzisiaj nie pozostawia widza obojętnym. Nie dlatego, że szczególnie realistycznie pokazuje okrucieństwo wojny. Przeciwnie! Dlatego, że widzimy, co wojna odebrała zwykłym ludziom – miłość, przyjaźń i nadzieję na lepsze życie.

Grigorij Czuchraj
‹Ballada o żołnierzu›

EKSTRAKT:90%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułBallada o żołnierzu
Tytuł oryginalnyБаллада о солдате
Dystrybutor Epelpol
ReżyseriaGrigorij Czuchraj
ZdjęciaWładimir Nikołajew
Scenariusz
ObsadaWładimir Iwaszow, Żanna Prochorienko, Jewgienij Urbanski
MuzykaMichaił Ziw
Rok produkcji1959
Kraj produkcjiZSRR
CyklKlasyka Kina Radzieckiego
Czas trwania89 min
ParametryDolby Digital 2.0; format: 4:3
Gatunekdramat, wojenny
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Wyszukaj / Kup
Grigorij Naumowicz Czuchraj to klasyk kina radzieckiego, którego pierwsze trzy filmy – „Czterdziesty pierwszy” (1956), „Ballada o żołnierzu” (1959) oraz „Czyste niebo” (1961) – zaliczone zostały w poczet żelaznego kanonu światowej kinematografii. Urodził się w maju 1921 roku w Melitopolu na Ukrainie. Kiedy wojska III Rzeszy zaatakowały Związek Radziecki, swego niedawnego jeszcze sojusznika, miał dwadzieścia lat. Został powołany do wojska i wcielony do oddziałów powietrzno-desantowych. Okrucieństwo wojny poznał więc od podszewki – i to właśnie frontowe doświadczenia pozwoliły mu w późniejszych latach opowiadać o Wielkiej Wojnie Ojczyźnianej tak prawdziwie i uczciwie. Po zakończeniu walk rozpoczął studia w Moskiewskim Instytucie Filmowym, gdzie studiował pod okiem Siergieja Jutkiewicza (w przyszłości największego w ZSRR specjalisty od filmów o… Leninie) oraz giganta radzieckiej kinematografii – Michaiła Romma (też zresztą mającego na koncie kilka obrazów o wodzu rewolucji październikowej). Po ukończeniu nauki w 1952 roku trafił do kijowskiego studia filmowego jako asystent reżysera. Tam po raz pierwszy stanął za kamerą, pomagając Wiktorowi Iwczence zrealizować, oparty na sztuce scenicznej Tarasa Szewczenki, film „Nazar Stodolja” (1954).
Dwa lata później – już po powrocie do Moskwy i zatrudnieniu w Mosfilmie – pozwolono Czuchrajowi rozpocząć prace nad jego debiutanckim obrazem. Trzeba przyznać, że trzydziestopięcioletni reżyser nie poszedł na skróty. Wręcz przeciwnie, podjął niezwykłe wyzwanie. Postanowił bowiem przenieść na ekran wydaną pierwotnie w 1924 roku powieść Borysa Ławrieniewa „Czterdziesty pierwszy”. Nie byłoby to pewnie dla ówczesnych mieszkańców ZSRR aż tak ekscytujące, gdyby nie fakt, że trzy dekady wcześniej książkę tę zaadaptował już na potrzeby kina sam Jakow Protazanow, legenda filmu niemego w Rosji, między innymi twórca do dziś cenionej fantastyczno-naukowej „Aelity” (1924). Aby dorównać takiemu mistrzowi, samemu trzeba było wspiąć się na szczyty. I Czuchrajowi to się udało. Krytycy radzieccy i światowi byli bowiem zgodni – narodził się nowy, wielki talent! Jakby jeszcze ktoś miał co do tego wątpliwości, pomogła je rozwiać nominacja do Złotej Palmy na Międzynarodowym Festiwalu Filmowym w Cannes w 1957 roku. I chociaż głównej statuetki „Czterdziesty pierwszy” nie zdobył, to jednak obraz uhonorowano nagrodą specjalną, doceniając jego humanizm i poetyckość.
W światku filmowym panuje jednak przekonanie, że o prawdziwej wartości reżysera świadczy wcale nie jego pierwszy film (olśniewających debiutów twórców, którzy później nie odegrali w historii kina już żadnej znaczącej roli było całkiem sporo), ale drugie dzieło. To ono ma odpowiedzieć na pytanie, czy mieliśmy – w przypadku debiutu – do czynienia z chwilową łaską Bożą czy z prawdziwym diamentem, który – oszlifowany przez nabyte doświadczenie – może dostarczyć światowej kinematografii kolejnych arcydzieł. Trudno się więc dziwić, że oczekiwania wobec następnego filmu Czuchraja były ogromne. Ale to przecież on sam zawiesił sobie poprzeczkę tak wysoko! Jeśli jednak ktoś oczekiwał teraz po Grigoriju Naumowiczu jakiejś spektakularnej, oczywiście jak na radzieckie warunki i możliwości, superprodukcji, musiał poczuć się zawiedziony. Czuchraj wybrał bowiem do realizacji kameralną opowieść Walentina Jeżowa o młodym, zaledwie dziewiętnastoletnim, pochodzącym z zapadłej rosyjskiej wsi szeregowcu Aloszy Skworcowie. Autor filmu nigdy jednak nie ukrywał, że „Ballada o żołnierzu”, której był współscenarzystą, przynajmniej częściowo oparta została na jego własnych przeżyciach frontowych. Choć może raczej należałoby dodać, że nie na tym, co sam przeżył, ale co widział.
Film otwiera niezwykle przejmująca i plastycznie wysmakowana sekwencja. Samotna, dojrzała już kobieta stoi na pustej, ciągnącej się aż po horyzont drodze. To tędy poszedł przed laty na wojnę, jak wielu innych młodych chłopców, jej syn Alosza. Od tamtej pory matka widziała go już tylko raz, zaledwie przez kilka minut. Z wojny nie powrócił – zginął i pochowano go daleko od rodzinnych stron. Wciąż rozpamiętująca przeszłość kobieta nie potrafi jednak o zapomnieć swoim jedynaku. Bez przerwy wraca myślami do ich ostatniego spotkania. Scenie tej towarzyszy monumentalna muzyka (autorstwa Michaiła Ziwa), w tle zaś widać zasnuwające niebo ciemne chmury (niepokojąco sfilmowane przez Władimira Nikołajewa). To jedyny powojenny obrazek w całym filmie, później bowiem akcja przenosi się kilka lat wstecz – do pierwszych miesięcy Wielkiej Wojny Ojczyźnianej. I choć w filmie nie pada żadna konkretna data, na podstawie przedstawionych wydarzeń można wnioskować, że jest to jeszcze okres, kiedy Armia Czerwona ponosi na froncie klęskę za klęską. Szeregowiec Alosza Skworcow, chłopski syn, półsierota, zostaje bohaterem trochę z przypadku. Uciekając przed nacierającymi wojskami niemieckimi, udało mu się wprawdzie granatami zniszczyć dwa wrogie czołgi, ale przede wszystkim wstyd jest mu za to, że zwiał z pola bitwy. Kiedy więc zostaje wezwany przed oblicze dowódcy, boi się ostrej reprymendy ze strony generała. Spotyka go jednak miłe zaskoczenie – zamiast napomnienia, czeka go nagroda. Skworcow sam zresztą podpowiada dowódcy, co ucieszyłoby go najbardziej – przepustka do domu. Chciałby bowiem zobaczyć matkę, z którą – ruszając na front – nie zdążył się nawet pożegnać.
„Ballada o żołnierzu” jest w zasadzie, luźno opartym na homeryckiej „Odysei”, filmem drogi. Tym samym Alosza Skworcow staje się Odyseuszem Wielkiej Wojny Ojczyźnianej. Z tą różnicą, że – zamiast wiernej żony Penelopy – czeka na niego kochająca matka. I Itaka zwie się trochę inaczej – Sosnowka. Dla młodego żołnierza matka jest całym światem. Niezwykłe to w radzieckiej kinematografii tamtej epoki odwrócenie proporcji. Przecież jeszcze zaledwie kilka lat wcześniej wychwalano w szkolnych podręcznikach i stawiano pomniki niejakiemu Pawlikowi Morozowowi, chłopcu, który doniósł NKWD na własnego ojca. Skworcow, choć również chłopskiego pochodzenia, reprezentuje jednak zupełnie inne wartości – nie radzieckie, ale rosyjskie z ducha. To bohater, którego nie powstydziliby się ani Lew Tołstoj, ani Iwan Turgieniew. Aloszy jednak, podobnie jak Odyseuszowi, wiele będzie dane przeżyć, nim dotrze do domu. W swej dobroci nieść będzie po drodze pomoc innym: Wasi, załamanemu psychicznie żołnierzowi inwalidzie, który obawia się, że po powrocie do domu stanie się już tylko dla swej żony ciężarem; przypadkowo spotkanemu w drodze Siergiejowi Pawłowowi, który – dowiedziawszy się, że droga Skworcowa powiedzie przez jego rodzinne miasto – prosi Aloszę o przekazanie swojej żonie drobnego prezentu z frontu; młodej i uroczej dziewczynie, Szurze, która wojskowym eszelonem na gapę chce dotrzeć do swojej ciotki; wreszcie współpasażerom poszkodowanym w wyniku bombardowania pociągu przez niemieckie samoloty. I choć każde z tych wydarzeń oddala go od spotkania z matką, Skworcow nie zastanawia się ani przez moment. Jakby hołdował zasadzie „powracającej fali”, wierząc w to, że cokolwiek dobrego uczyni dla innych, wróci kiedyś w postaci dobra uczynionego jemu.
Grigorij Czuchraj nie epatuje w swoim filmie okrucieństwem. A jednak nie brakuje w „Balladzie…” obrazów, które służą oskarżeniu wojny. Wystarczy przyjrzeć się scenie na dworcu, kiedy Wasia spotyka swoją żonę. Tych kilka sekund, w czasie których wstrząśnięta kobieta uświadamia sobie, że jej mąż wrócił z wojny bez jednej nogi, jest w stanie poruszyć najtwardsze serce. Podobnie zresztą jak wizyta Aloszy i Szury u żony Siergieja Pawłowa, Jelizawiety. Nie mniejszy ładunek emocjonalny niesie ze sobą zakończenie, kiedy widz zadaje sobie fundamentalne pytanie: Czy Skworcowowi uda się spotkać matkę? A w domyśle: Czy dobro, które chłopiec czynił po drodze, zostanie mimo wszystko nagrodzone? Gdy znamy późniejsze losy Aloszy, wiedząc, że daleko od domu spotkała go śmierć, scena finałowa nabiera dramatyzmu i dodatkowego symbolicznego znaczenia. Podkreśla też całkowicie odmienny charakter dzieła. „Ballada o żołnierzu” nie jest bowiem tak naprawdę filmem o wojnie, lecz o zwykłych ludziach w nieludzkich czasach wojny. Czuchraj woli iść śladem Michaiła Kałatozowowa, który dwa lata wcześniej nakręcił podobne w wymowie arcydzieło „Lecą żurawie”, niż dziesiątek innych radzieckich reżyserów, specjalizujących się w latach 50. XX wieku w tworzeniu mitu bohaterskiej i niezwyciężonej Armii Czerwonej. Uniwersalna wymowa „Ballady…” zadecydowała o światowej popularności obrazu Grigorija Naumowicza. Film otrzymał nominacje do Złotej Palmy i do Oscara (w kategorii „najlepszy scenariusz”); zdobył także podwójną Golden Gate Award na festiwalu w San Francisco (dla najlepszego reżysera i jako najlepszy obraz) oraz brytyjską nagrodę BAFTA – British Academy of Film and Television Arts (za najlepszy film). O Nagrodzie Leninowskiej w tym kontekście nie ma nawet co wspominać…
Rola Aloszy Skworcowa była filmowym debiutem dwudziestoletniego wówczas, dziś już nieżyjącego, Władimira Iwaszowa. Ze smutkiem można też stwierdzić, że jednocześnie okazała się jego najlepszą kreacją. Nigdy już nie było mu dane zagrać równie wyrazistej postaci, choć ma na swoim koncie chociażby występy w dwóch głośnych produkcjach Stanisława Rostockiego – w „Bohaterze naszych czasów” według Michaiła Lermontowa (1965) oraz klasycznej ekranizacji wojennej minipowieści Borysa Wasiljewa „Tak tu cicho o zmierzchu” (1972). Iwaszow wystąpił również w kilku polsko-radzieckich filmach: „Zapamiętaj imię swoje” (1974) Siergieja Kołosowa, „Jarosławie Dąbrowskim” (1976) Bohdana Poręby oraz „Teście pilota Pirksa” (1978) i „Łzie księcia ciemności” (1993) Marka Piestraka. Wielkiej kariery nie zrobiła również, grająca Szurę, Żanna Prochorienko, dla której rola w „Balladzie…” także była ekranowym debiutem. Polscy widzowie wiele lat później mogli oglądać ją w „Kalinie czerwonej” (1973) Wasilija Szukszyna oraz – nakręconym na podstawie powieści Kira Bułyczowa – „Podziemiu wiedźm” (1989) Jurija Moroza. Jeszcze mniej szczęścia miał filmowy Wasia, czyli Jewgienij Urbanski, który zagrał zaledwie w ośmiu filmach. Zauroczony tym aktorem Czuchraj obsadził go w głównej roli ekspilota z czasów wojny, Aleksieja Astachowa, w „Czystym niebie” (1961). Niestety, świetnie zapowiadającą się karierę przerwała cztery lata później śmierć w wypadku samochodowym, do którego doszło w Turkmenistanie podczas kręcenia zdjęć do filmu „Dyrektor” (po śmierci Urbanskiego prace przerwano i nigdy już ich nie wznowiono).
Poszczęściło się za to na pewno scenarzyście Walentinowi Jeżowowi, który przeszedł do historii kina radzieckiego nie tylko jako nominowany do Oscara autor „Ballady…”. Po latach został bliskim współpracownikiem Andrieja Konczałowskiego. To dla niego dokonał adaptacji „Szlacheckiego gniazda” Iwana Turgieniewa (film powstał w 1969 roku) i napisał scenariusz słynnej „Syberiady” (1979). Sukcesem okazał się również nakręcony na podstawie jego tekstu eastern „Białe słońce pustyni” (1970) Władimira Motyla. Grigorij Czuchraj natomiast po „Czystym niebie” zrealizował jeszcze dramat społeczny „Był sobie dziad i baba” (1964), po czym na kilka lat wziął rozbrat z kamerą, poświęcając się pracy pedagogicznej w szkole filmowej, którą sam przed laty ukończył. Wrócił na plan dopiero w 1977 roku – nie licząc zrealizowanej po drodze dokumentalnej „Pamięci” (1970) – aby nakręcić psychologiczno-wojenny dramat „Trzęsawisko”. Krytycy uznali ten film za swoistą kontynuację – na zasadzie całkowitego przeciwieństwa – „Ballady o żołnierzu”. Film opowiadał bowiem historię matki, która z miłości do syna ukrywa go, nie chcąc dopuścić do tego, by chłopiec poszedł na wojnę. Dwa lata później w koprodukcji z Włochami Czuchraj zrealizował alegoryczny dramat polityczny „Życie jest piękne”. Jak się okazało, była to jego ostatnia fabuła. W 1984 roku nakręcił jeszcze pełnometrażowy dokument „Nauczę was marzyć”, poświęcony starszemu koledze po fachu, Markowi Dońskiemu. Siedemnaście lat później, pięć miesięcy po swoich osiemdziesiątych urodzinach, zmarł w Moskwie na zawał serca. Pochowano go na Cmentarzu Wagańkowskim, w tym samym miejscu, gdzie spoczywają między innymi Włodzimierz Wysocki, Bułat Okudżawa i Siergiej Jesienin. Dzisiaj na prestiż nazwiska pracuje syn Grigorija, Paweł Czuchraj, autor – znanego także w Polsce – wstrząsającego dramatu „Kierowca dla Wiery” (2004).
koniec
11 listopada 2008

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Klasyka kina radzieckiego: Płonąca Moskwa, gasnące uczucia
Sebastian Chosiński

26 VI 2019

Po przegranej – zakładając, że wycofanie się z pola bitwy jest jednak porażką – bitwie pod Borodino los Rosji wydawał się przesądzony. Kilka dni później wojska Napoleona Bonapartego wkroczyły bowiem do Moskwy, a dziesiątki tysięcy mieszkańców uciekło przed Francuzami. Jednym z tych, którzy postanowili pozostać, był Pierre Bezuchow – tytułowy bohater ostatniej części epopei Siergieja Bondarczuka.

więcej »

Jak radzić sobie z nienawiścią
Sebastian Chosiński

24 VI 2019

Wojna, która przyniosła Polsce niepodległość, dla wielu innych państw Europy – a zwłaszcza Francji i Niemiec – okazała się wielkim kataklizmem gospodarczym i społecznym. Podziały, jakie wyżłobiła, dwie dekady później stały się zaczynem konfliktu, który pogrążył świat w jeszcze straszniejszej apokalipsie. Wszystko dlatego, że mało kto miał w latach 20. i 30. ubiegłego wieku ochotę postępować jak bohaterowie historycznego melodramatu François’a Ozona „Frantz”.

więcej »

Gdzie dwie się biją, tam trzeci korzysta
Sebastian Chosiński

22 VI 2019

Wydarzenia, do jakich doszło na Wyspach Brytyjskich w drugiej połowie XVI wieku, przeczą ogólnemu przekonaniu, że historia jest dziedziną męską. To czas, kiedy Anglii i Szkocji ton nadawały dwie silne, spokrewnione ze sobą kobiety – protestantka Elżbieta I Tudor i katoliczka Maria I Stuart. O ich mającym dramatyczny przebieg i tragiczny finał konflikcie opowiada ubiegłoroczny dramat Josie Rourke „Maria, królowa Szkotów”.

więcej »

Polecamy

Czy małe dziewczynki lubią krew?

Z filmu wyjęte:

Czy małe dziewczynki lubią krew?
— Jarosław Loretz

Nasi w zaświatach
— Jarosław Loretz

Meble na wysoki połysk
— Jarosław Loretz

Limuzyna na miarę naszych możliwości
— Jarosław Loretz

RPG a sprawa Dzikiego Zachodu
— Jarosław Loretz

Tania siła robota
— Jarosław Loretz

Samopodający się talerz
— Jarosław Loretz

Chatka niekoniecznie z piernika
— Jarosław Loretz

Zwrotów nie przyjmujemy. Na ogół.
— Jarosław Loretz

Małe ptaki konsumuje się w całości
— Jarosław Loretz

Zobacz też

Tegoż twórcy

Miłość w cieniu czerwonej gwiazdy
— Sebastian Chosiński

Tegoż autora

Drapieżcy w Gotham
— Sebastian Chosiński

Jak radzić sobie z nienawiścią
— Sebastian Chosiński

Gdzie dwie się biją, tam trzeci korzysta
— Sebastian Chosiński

Jasne oblicze Zła i mroczna strona Dobra
— Sebastian Chosiński

Zbrodniarz w stylu vintage
— Sebastian Chosiński

Bogowie zawsze umierają młodo. Bywa że latem…
— Sebastian Chosiński

Alarm na Dolnym Śląsku!
— Sebastian Chosiński

„Mewki” kontra SB
— Sebastian Chosiński

Skazani na śmierć
— Sebastian Chosiński

Szpiegowska afera w wielkim stylu
— Sebastian Chosiński

Wkrótce

zobacz na mapie »
Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.