Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 20 lipca 2019
w Esensji w Esensjopedii

Filmy

Magazyn CLXXXVII

Podręcznik

Kulturowskaz MadBooks Serialomaniak.pl Skapiec.pl

Nowości

kinowe

więcej »

dvd i blu-ray (wybrane)

więcej »

Zapowiedzi

Władimir Mieńszow
‹Moskwa nie wierzy łzom›

EKSTRAKT:80%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułMoskwa nie wierzy łzom
Tytuł oryginalnyМосква слёзам не верит
Dystrybutor Epelpol
ReżyseriaWładimir Mieńszow
ZdjęciaIgor Słabniewicz
Scenariusz
ObsadaWiera Alentowa, Aleksiej Batałow, Irina Murawiewa, Raisa Riazanowa, Oleg Tabakow
MuzykaSiergiej Nikitin, Jurij Wizbor
Rok produkcji1980
Kraj produkcjiZSRR
CyklKlasyka Kina Radzieckiego
Czas trwania150 min
ParametryDolby Digital 2.0; format: 4:3
Gatunekdramat
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Wyszukaj / Kup

Sentymentalna podróż w czasy Breżniewa
[Władimir Mieńszow „Moskwa nie wierzy łzom” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
Kiedy w 1981 roku Amerykańska Akademia Filmowa nagrodziła Oskarem radziecki melodramat Władimira Mieńszowa „Moskwa nie wierzy łzom”, krytycy w Kraju Rad przecierali oczy ze zdumienia. Obraz, który w ojczyźnie nie spotkał się ze szczególnym uznaniem, zdobył jedną z najważniejszych nagród filmowych na świecie. I od tej pory zaczęła się jego wielka sława.

Sebastian Chosiński

Sentymentalna podróż w czasy Breżniewa
[Władimir Mieńszow „Moskwa nie wierzy łzom” - recenzja]

Kiedy w 1981 roku Amerykańska Akademia Filmowa nagrodziła Oskarem radziecki melodramat Władimira Mieńszowa „Moskwa nie wierzy łzom”, krytycy w Kraju Rad przecierali oczy ze zdumienia. Obraz, który w ojczyźnie nie spotkał się ze szczególnym uznaniem, zdobył jedną z najważniejszych nagród filmowych na świecie. I od tej pory zaczęła się jego wielka sława.

Władimir Mieńszow
‹Moskwa nie wierzy łzom›

EKSTRAKT:80%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułMoskwa nie wierzy łzom
Tytuł oryginalnyМосква слёзам не верит
Dystrybutor Epelpol
ReżyseriaWładimir Mieńszow
ZdjęciaIgor Słabniewicz
Scenariusz
ObsadaWiera Alentowa, Aleksiej Batałow, Irina Murawiewa, Raisa Riazanowa, Oleg Tabakow
MuzykaSiergiej Nikitin, Jurij Wizbor
Rok produkcji1980
Kraj produkcjiZSRR
CyklKlasyka Kina Radzieckiego
Czas trwania150 min
ParametryDolby Digital 2.0; format: 4:3
Gatunekdramat
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Wyszukaj / Kup
Lata 70. XX wieku to w historii Związku Radzieckiego okres wyjątkowo ponury. Obywatele Kraju Rad dawno już zdążyli zapomnieć o Chruszczowowskiej „odwilży”, w czym wydatną rolę odegrał kolejny – od 1964 roku – władca Kremla, Leonid Breżniew. W kulturze, a zwłaszcza w literaturze i kinematografii, zapanowały marazm i zgnilizna. Rozpoczęto politykę rehabilitacji Józefa Stalina, a nowym miejscem pobytu wielu opozycjonistów i nieprawomyślnych obywateli stały się… szpitale psychiatryczne (popularnie zwane w sowieckiej Rosji „psychuszkami”). O tym okresie wielokrotnie pisali – i to bez szczególnego sentymentu – Jurij Drużnikow, Siergiej Dowłatow, Władimir Bukowski i Władimir Kantor. Jak wielkim więc zaskoczeniem dla obywateli ZSRR musiał się okazać wyemitowany w telewizji w sylwestrową noc 1975 roku romantyczny komediodramat „Szczęśliwego Nowego Roku” („Ironija sud’by”) z Barbarą Brylską i Andriejem Mjagkowem w rolach głównych. Film Eldara Riazanowa, choć nie był pozbawiony lekkiej ironii (co sugeruje chociażby oryginalny tytuł obrazu), przedstawiał jednak zupełnie inną rzeczywistość niż ta, z którą na co dzień stykała się większość mieszkańców Związku Radzieckiego.
To wystarczyło, aby po latach obraz zyskał status kultowego, a Brylska stała się u naszych ówczesnych wschodnich sąsiadów megagwiazdą. Film Riazanowa doczekał się zresztą kontynuacji – w grudniu 2007 roku do kin trafiła „Ironija sud’by. Prodołżenije” w reżyserii Timura Biekmambetowa (tak, tego samego, który sfilmował oba Łukjanienowskie „Patrole”). „Szczęśliwego Nowego Roku”, nawiązując do tradycji amerykańskich komedii pomyłek – co zresztą czyniono w ZSRR już wcześniej (wystarczy sobie przypomnieć klasyczną komedię muzyczną „Świat się śmieje” z 1934 roku) – zapoczątkowało nowy nurt w kinematografii radzieckiej. Nurt, którego artystycznie najdoskonalszym przejawem, oceniając z perspektywy czasu, okazał się melodramat Władimira Mieńszowa „Moskwa nie wierzy łzom”. Zrealizowany w 1979 roku (tym samym, kiedy wojska sowieckie wkroczyły zbrojnie do Afganistanu), premierę miał 11 lutego 1980. Trzy dni przed Walentynkami, których w krajach demokracji ludowej nikt wówczas nie świętował. A przecież był to film idealny właśnie na taką okazję!
Kiedy przystąpił do pracy nad swoim najbardziej znanym filmem, Władimir Mieńszow miał równo czterdzieści lat. Urodził się 17 września 1939 roku (sic!) w azerbejdżańskim Baku. Karierę aktorską zaczął stosunkowo późno, po raz pierwszy pojawił się bowiem na ekranie, mając już trzydzieści trzy lata. Zadebiutował w dramacie Aleksieja Sacharowa „Cziełowiek na swojem miestie”. Cztery lata później zagrał u boku Władimira Wysockiego w znanym także w Polsce obrazie „Jak car Piotr Ibrahima swatał” oraz wyreżyserował swój pierwszy film „Rozygrysz”, którego głównymi bohaterami uczynił członków młodzieżowego zespołu muzycznego. Dzieło to wielkiej kariery nie zrobiło, ale nie stanęło też Mieńszowowi na przeszkodzie w kręceniu kolejnych obrazów. Aktor i reżyser długo zastanawiał się nad tym, jaki powinien być jego następny film. Przebierał w propozycjach, aż wreszcie wybrał tekst pisarza Walentina Czernycha. Na podstawie jego scenariusza powstało między innymi dzieło, w którym Mieńszow zagrał swą pierwszą rolę, mógł więc odczuwać do tego autora szczególny sentyment. Wybór, jak pokazał czas, okazał się niezwykle trafny.
„Moskwa nie wierzy łzom” to film dwuczęściowy, trwający w sumie prawie dwie i pół godziny. Akcja pierwszej części rozgrywa się w 1958 roku, drugiej – w czasach współczesnych, czyli dwadzieścia lat później. Głównymi bohaterkami są trzy przyjaciółki, które przyjechały do stolicy Kraju Rad z prowincji w poszukiwaniu szczęścia. Różnie zresztą definiują to „szczęście” – dla jednej będzie to dobra praca (Antonina, czyli Tonia), dla drugiej wymarzone studia uniwersyteckie (Jekatierina, czyli Katia), dla trzeciej mąż z koneksjami, który zapewni jej życie na odpowiednio wysokim poziomie (Ludmiła Swiridowa, czyli Luda). Nadzieje kobiet szybko jednak zostają zweryfikowane przez życie. Katia po raz kolejny nie dostaje się, z braku odpowiedniej liczby punktów, na studia chemiczne; wokół Tonii kręci się wprawdzie przystojny Nikołaj (Kola), ale dziewczyna nie jest przekonana, czy chce się z nim wiązać na całe życie. Jedynie Luda nie ma żadnych wątpliwości ani skrupułów – kiedy poznaje znanego hokeistę Siergieja Gurina, robi wszystko, aby owinąć go sobie wokół palca i nakłonić do małżeństwa. Nie bez powodu przecież przekonuje Katię, że „Moskwa to wielka loteria. Tu można od razu wszystko wygrać”. Ale oczywiście pod warunkiem, że ma się odwagę zaryzykować. Ludmile nie brakuje natomiast ani odwagi, ani impertynencji. Czas dopiero pokaże, że ta droga „na skróty” do niczego dobrego jej nie doprowadzi.
W miarę rozwoju akcji na najważniejszą bohaterkę filmu wyrośnie Katia. Tej ambitnej, choć niezbyt trafnie lokującej swoje uczucia, dziewczynie los spłata najbardziej perfidnego psikusa. Gdy jej przyjaciółki ułożą sobie, przynajmniej na razie, życie, ona – odtrącona przez ukochanego – zostanie samotną matką. Dwadzieścia lat później jednak, w drugiej części filmu, jej los zdecydowanie się odmieni. Jak w najlepszej hollywoodzkiej komedii romantycznej, miłość pojawi się nagle i niespodziewanie! Na dodatek Jekatierina zakocha się w człowieku, który – przynajmniej na pierwszy rzut oka – uosabiać będzie najbardziej nielubiane przez nią męskie cechy. Gosza (Grigorij) będzie bowiem bardzo pewny siebie i nieco apodyktyczny. A jednak to właśnie on, zwykły robotnik, a nie romansujący z Katią już od dłuższego czasu wykształcony i ustawiony w życiu Wołodia, rozpali zmysły kobiety. I choć po drodze nie zabraknie przygód i pułapek, film zakończy się obowiązkowym w tego typu produkcjach happy endem. Oceniając obraz Mieńszowa z perspektywy czasu, trudno uznać go za szczególnie odkrywczy. Śmieszyć też mogą oskarżenia, jakie pod jego adresem wysuwali wkrótce po premierze rodzimi krytycy. Dość powiedzieć, że niezwykle ostro atakowano przede wszystkim Aleksieja Batałowa – odtwórcę roli Goszy. Uznano bowiem, że nie jest on bohaterem radzieckim! Dlaczego? Bo porzucił żonę, sięga po kieliszek, wreszcie bierze udział w bójce. Wydawałoby się – człowiek z krwi i kości. Z drugiej jednak strony uważano, że jest bardzo nierealistyczny, ponieważ, będąc robotnikiem, czyta książki, zna historię starożytną, a nawet zdarza mu się pofilozofować. Tak źle i tak niedobrze.
Batałow pojawia się jedynie w drugiej części obrazu. Tworzy jednak postać tak wyrazistą i sympatyczną, że wręcz kradnie film pozostałym aktorom, nawet tym, którzy – jak grająca Katię Wiera Alentowa – goszczą na ekranie znacznie dłużej. Nie powinno to jednak dziwić. W 1979 roku Aleksiej Batałow był już legendą radzieckiego kina. Zadebiutował na ekranie jako szesnastolatek w wojennej opowieści o bohaterskiej sowieckiej partyzantce „Zoja” (1944). Dziesięć lat później zagrał swą pierwszą znaczącą rolę w obrazie Josifa Chejfica „Żurbinowie” („Bolszaja siemja”). A kiedy w 1957 roku pojawił się w roli Borysa w „Lecą żurawie” Michaiła Kałatozowowa, oszalał na jego punkcie cały Związek Radziecki. Kolejne lata znaczone były wybitnymi kreacjami w adaptacjach wielkiej literatury rosyjskiej: „Szynel” (1959) według Nikołaja Gogola, „W gorodie S.” (1967) na podstawie opowiadania Antona Czechowa, „Bieg” (1970) w oparciu o utwory Michaiła Bułhakowa, „Gracz” (1972) według Fiodora Dostojewskiego, wreszcie „Fatalne jaja” (1996), ponownie na podstawie tekstu Bułhakowa. „Szynel” i „Gracza” sam zresztą wyreżyserował. Wiera Alentowa (prywatnie żona Mieńszowa), choć całkiem nieźle radząca sobie z rolą doświadczonej przez los Katii, nie była mimo wszystko aktorką tego formatu co Batałow. „Moskwa nie wierzy łzom” była dopiero jej drugim występem na dużym ekranie. Później pojawiała się przede wszystkim w obrazach reżyserowanych przez męża, od 2001 roku gra natomiast jedynie w serialach telewizyjnych, rozmieniając swą wielką niegdyś popularność na drobne.
Wielkich sukcesów nie odniosły również odtwórczynie pozostałych głównych ról żeńskich. Irina Murawiewa, czyli filmowa Ludmiła, nie zagrała praktycznie w żadnym znaczącym filmie do 2007 roku. Dopiero przed rokiem pojawiła się w głośnym w Rosji serialu historycznym „Zawieszczanije Lenina”, opartym na opowiadaniach obozowych Warłama Szałamowa (gra tam zresztą matkę pisarza). Raisa Riazanowa – filmowa Tonia – wyrobiła sobie nazwisko jeszcze przed występem w „Moskwie…”, grając między innymi w fantastyczno-naukowym filmie Riczarda Wiktorowa „Moskwa-Kasjopeja” (1973) oraz „Białym Bimie – Czarnym Uchu” (1977) Stanisława Rostockiego. Po 1979 roku odcinała już jedynie – i odcina do dzisiaj – kupony od zamierzchłej sławy. Nie mogą za to narzekać ani na brak pracy, ani na brak popularności Oleg Tabakow (pojawił się jedynie w epizodycznej roli Wołodii, kochanka Katii) oraz reżyser filmu Władimir Mieńszow. Po upadku Związku Radzieckiego Mieńszow zaczął przeżywać – jako aktor, bo w reżyserii wiodło mu się już znacznie gorzej – drugą młodość, o czym mogą świadczyć udane kreacje w „Trockim” (1993), „Nocnym…” (2004) i „Dziennym Patrolu” (2006), w których zagrał Hesera, sensacyjno-wojennych serialach „Likwidacja” i „Dywersant 2: Koniec wojny” oraz dwóch klasycznych filmach akcji: „Kod apokalipsisa” i „07 mienjajet kurs” (wszystkie z 2007 roku). Warto jeszcze wspomnieć o autorach muzyki i piosenek wykorzystanych w filmie – byli nimi Siergiej Nikitn i Jurij Wizbor, jedni z najbardziej znanych radzieckich bardów. Choć przyznać trzeba, że to, co można usłyszeć w ścieżce dźwiękowej, nie jest do końca reprezentatywne dla ich artystycznego dorobku.
„Moskwa nie wierzy łzom” nie jest dziełem pozbawionym wad. Fabuła jest do bólu sentymentalna i, niestety, banalna. A jednak film ujmuje niepowtarzalnym klimatem i ciepłem. Nie brakuje w nim także ironicznego spojrzenia na radziecką rzeczywistość, choć jest to mimo wszystko ironia bardzo delikatna, daleka od złośliwości i zgryźliwości, którą przepełnione były na przykład komedie Stanisława Barei z lat 70. XX wieku. Drażnić może też nieco sztampowość głównej bohaterki. Katia jest bowiem typowym przykładem kariery w sowieckim wydaniu: od przykładnej szeregowej pracownicy po dyrektora zakładu. Na szczęście, pozostali bohaterowie nie są już tak nieskazitelni. Aktorsko film ratuje jednak przede wszystkim Batałow. Gdyby nie on, Mieńszow mógłby zapewne zapomnieć o otrzymanym w 1981 roku Oskarze. Swoją drogą ciekawe, czy kręcąc drugą część „Moskwy…” – co jest zapowiadane na 2009 rok – reżyser zatrudni mającego dzisiaj już osiemdziesiąt lat aktora.
koniec
20 grudnia 2008

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Klasyka kina radzieckiego: Płonąca Moskwa, gasnące uczucia
Sebastian Chosiński

26 VI 2019

Po przegranej – zakładając, że wycofanie się z pola bitwy jest jednak porażką – bitwie pod Borodino los Rosji wydawał się przesądzony. Kilka dni później wojska Napoleona Bonapartego wkroczyły bowiem do Moskwy, a dziesiątki tysięcy mieszkańców uciekło przed Francuzami. Jednym z tych, którzy postanowili pozostać, był Pierre Bezuchow – tytułowy bohater ostatniej części epopei Siergieja Bondarczuka.

więcej »

Jak radzić sobie z nienawiścią
Sebastian Chosiński

24 VI 2019

Wojna, która przyniosła Polsce niepodległość, dla wielu innych państw Europy – a zwłaszcza Francji i Niemiec – okazała się wielkim kataklizmem gospodarczym i społecznym. Podziały, jakie wyżłobiła, dwie dekady później stały się zaczynem konfliktu, który pogrążył świat w jeszcze straszniejszej apokalipsie. Wszystko dlatego, że mało kto miał w latach 20. i 30. ubiegłego wieku ochotę postępować jak bohaterowie historycznego melodramatu François’a Ozona „Frantz”.

więcej »

Gdzie dwie się biją, tam trzeci korzysta
Sebastian Chosiński

22 VI 2019

Wydarzenia, do jakich doszło na Wyspach Brytyjskich w drugiej połowie XVI wieku, przeczą ogólnemu przekonaniu, że historia jest dziedziną męską. To czas, kiedy Anglii i Szkocji ton nadawały dwie silne, spokrewnione ze sobą kobiety – protestantka Elżbieta I Tudor i katoliczka Maria I Stuart. O ich mającym dramatyczny przebieg i tragiczny finał konflikcie opowiada ubiegłoroczny dramat Josie Rourke „Maria, królowa Szkotów”.

więcej »

Polecamy

Gdy mści się niechlujstwo

Z filmu wyjęte:

Gdy mści się niechlujstwo
— Jarosław Loretz

22 tancerzy i świński pęcherz
— Jarosław Loretz

Czy duże dziewczynki lubią krew?
— Jarosław Loretz

Czy małe dziewczynki lubią krew?
— Jarosław Loretz

Nasi w zaświatach
— Jarosław Loretz

Meble na wysoki połysk
— Jarosław Loretz

Limuzyna na miarę naszych możliwości
— Jarosław Loretz

RPG a sprawa Dzikiego Zachodu
— Jarosław Loretz

Tania siła robota
— Jarosław Loretz

Samopodający się talerz
— Jarosław Loretz

Zobacz też

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.